Reprezentacje | 2008-09-10 13:02:00 | Nadesłał: Michał Kępiński | Źrodlo: Reprezentacja.net/Super Volley
Świderski, który wcześniej rozważał rezygnację z gry w reprezentacji, zadeklarował, że zamierza grać, dopóki będzie jej potrzebny. Poprosi może o rok wolnego, poczeka aż szansę dostaną młodsi zawodnicy, ale jeśli będzie go chciał nowy trener – stawi się na wezwanie.
Poza meczem z Rosją Świderski grał w Pekinie naprawdę dobrze.(W spotkaniach z Serbią czy Niemcami stanowił o sile naszej drużyny - przyp.red.) Jego zwycięstwo w rankingu na najskuteczniejszego zawodnika igrzysk (według procentu ataku efektywnego, w którym od ataków skończonych odejmuje się te, po których nastąpiła strata punktu, a później dzieli przez ataki wykonane) nie jest przypadkowe. Nieprzypadkowe były też jego wypowiedzi po wszystkich spotkaniach. Cały czas podkreślał, powtarzając niczym zaklęcie, słowa dotyczące atmosfery w zespole. Jego zdaniem nigdy nie była tak dobra, nigdy zawodnicy młodsi (patrz: mistrzowie świata juniorów z 2003 roku i młodsi) nie dogadywali się tak dobrze ze starszymi (patrz: mistrzowie świata juniorów z 1997 roku). Skończył się widoczny wcześniej podział na grupy, skończyły pretensje do siebie po nieudanych atakach lub rozegraniach. – Tak dobrze nie było nawet, gdy zdobywaliśmy wicemistrzostwo świata w Japonii – wyznał Świderski. – Właśnie dlatego chciałbym jeszcze grać w tym zespole, dlatego w niego wierzę. Inaczej niż 4 lata wcześniej. Wynik jest ten sam – piąte miejsce, ale polscy siatkarze grali w Pekinie znacznie lepiej niż w Atenach, gdzie ćwierćfinał był szczytem ich możliwości. Medal w Chinach wydawał się naprawdę realny.
Po Igrzyskach Olimpijskich Świderski nie miał wątpliwości, co będzie robić w połowie września, tuż przed startem sezonu ligowego. Już 10 minut po meczu z Włochami po męsku odpowiedział na pytanie „co dalej”: – Musimy posprzątać po tym, co zepsuliśmy, jak prawdziwi faceci. Każdy chciałby odpocząć, zwłaszcza że czekają nas teraz przygotowania do kolejnego sezonu ligowego, ale najpierw trzeba wygrać baraże o awans do mistrzostw Europy. Zawaliliśmy w Estonii, więc teraz musimy awansować do Euro i pokonać Belgię. Nie tylko ta wypowiedź świadczyła, że Świderski staje się nowym liderem polskiej reprezentacji - pisze Żelisław Żyżyński na łamach magazynu Super Volley.
Czy polskiego przyjmującego można nazwać "nowym" liderem reprezentacji? Przecież nie pierwszy raz Świderski bierze na swoje barki odpowiedzialność za wynik i "ratuje" drużynę w trudnym momencie. Po sukcesie odniesionym na Mistrzostwach Świata 2006 wielu tym bardziej doceniło jego rolę: - Sebastian i tym razem pokazał charakter. Teraz jest liderem naszej reprezentacji, którą trudno wyobrazić sobie bez niego. W ćwierćfinale zagrał słabiej, ale to każdemu może się przytrafić. W pozostałych spotkaniach był rewelacyjny - mówił wówczas Waldemar Wspaniały. Tak samo było choćby w majowym turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk olimpijskich w Espinho, gdzie "Świder" był bardzo mocnym punktem zespołu. - Cała drużyna pokazała klasę, skutecznie rehabilitując się za blamaż w Tallinie. Szczególnie spodobała mi się postawa Sebastiana Świderskiego, który jak na skrzydłowego miał niesamowitą skuteczność w ataku. Kończył też dużo bardzo ważnych piłek - oceniał wówczas postawę podopiecznych Lozano po decydującym meczu z Portugalią Robert Prygiel. Podobnie jest i teraz.
Nasza kadra do dwumeczu z Belgami w barażach do ME 2009 przystąpiła niezwykle osłabiona. Nie ma w niej czterech "szóstkowych" zawodników, pozostali nie są w najwyższej formie, o co trudno mieć przecież pretensje po trudnym sezonie olimpijskim. W tym momencie oczy wielu z nadzieją zwrócone są na Świderskiego, który zrobił to, co zadeklarował. Dał z siebie wszystko, mając znaczący wkład w zwycięstwo nad Belgami. Nasi rywale nie mieli wątpliwości, kto najbardziej przyczynił się do ich porażki. Kristof Hoho otwarcie przyznał, że "dobił" ich Świderski. W decydujących fragmentach spotkania "Świder" był nie do zatrzymania. Atakował z dużą skutecznością, dołożył do tego kilka bloków, a wszystko z wielkim spokojem i opanowaniem tak potrzebnym kolegom na boisku, nie do końca pewnym siebie wobec odpowiedzialności, jaka na nich spadła. Porażkę potraktowano by jak katastrofę. A przecież Świderski, dla którego ostatni sezon ligowy i reprezentacyjny był jednym z najcięższych w karierze, czuje zapewne jak przeciążony jest jego organizm. Jednak jego stosunek do gry w kadrze i tym razem wziął górę. "Świder" swoje nie najlepsze warunki fizyczne musi nadrabiać innymi elementami. Brakujące we wzroście centymetry rekompensuje znakomitą skocznością, dynamiką. Wszystko to niestety odbija sie na zdrowiu. Powszechnie znane są jego problemy z kręgosłupem, kolanami. Bez słowa jednak zaciska zęby i mimo bólu gra ważny mecz na 100% możliwości.
Jak widzi swoją przyszłość w reprezentacji? - Nigdy nie powiedziałem, że po Pekinie kończę karierę. To były wyłącznie spekulacje mediów. A jeśli chodzi o moją grę w reprezentacji, to dopóki trener będzie mnie w niej widział, dopóty będę się stawiał na zgrupowaniach i walczył o miejsce w składzie - mówił Świderski na początku września w rozmowie z dziennikarzami. Wiele zapewne zależeć będzie od nowego szkoleniowca. Jeśli nowy trener będzie rozsądnie gospodarował siłami i zdrowiem zawodnika, będziemy mogli cieszyć jego grą przez długi czas. Sam Świderski wydaje się być przygotowany na nowe wyzwania. Pytany, czy śni się mu jeszcze ćwierćfinałowy mecz igrzysk olimpijskich z Włochami odpowiedział: - Nie i mam nadzieję, że reszcie moich kolegów też się nie śni. Jeśli chcemy jeszcze coś ugrać w wielkiej siatkówce, to musimy już zapomnieć o tamtym spotkaniu.
*Cały reportaż Żelisława Żyżyńskiego z Pekinu, którego fragment wykorzystano w tekście we wrześniowym „Super Volley’u”.
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.