Reprezentacje | 2014-08-21 21:14:12 | Nadesłał: Magdalena Gajek | Źrodlo: plusliga.pl
Plamen Konstantinov objął stanowisko reprezentacji Bułgarii w bardzo trudnym momencie - po klęsce "Lwów" w Lidze Światowej 2014, a tuż przed Mistrzostwami Świata 2014. - Wiedziałem, że to nie jest najlepszy moment, podobnej sytuacji w historii występów w Lidze Światowej wcześniej nie było - żebyśmy przegrali 11 na 12 meczów, ale mimo to postanowiłem zaryzykować i spróbować zmienić tę sytuację. Mam tylko jeden problem - mało czasu - mówi nowy szkoleniowiec Bułgarii.
Cztery lata temu, gdy zaczynał pan trenerską karierę spytałam jakim chciałby pan być trenerem. Wtedy nie usłyszałam odpowiedzi, a dziś?
Plamen Konstantinow: -A dziś powiem, że trenerem skutecznym. To jest najważniejsze.
Jak tego dokonać?
- Nie znam reguły na stuprocentową skuteczność, chyba nikt nie zna. Ale uważam, że każde miejsce, w którym grałem jako zawodnik czy pracowałem jako trener miało, bądź ma swoją specyfikę. Dla szkoleniowca najważniejsze jest żeby poznał, poczuł i zrozumiał tę specyfikę. Jeśli tego nie zrobi, nie będzie skuteczny w swojej pracy.
To dlatego dla rosyjskich podopiecznych jest pan raczej pobłażliwy, a swoich rodaków w bułgarskiej kadrze trzyma pan krótko?
- Trzeba umieć dostosować się do sytuacji. Raz muszę być ostry, a innym razem łagodny. Na pewno nie mogę cały czas zachowywać się tak samo. Wszystko zależy od tego, czego akurat potrzebuje zespół. Jeśli trzeba uspokoić zawodników, to sam muszę być spokojny, ale kiedy śpią na boisku, to trzeba zareagować mniej delikatnie.
Mówi pan o spokoju, ale mam wrażenie, że pan jako trener jest równie emocjonalny jak wtedy, gdy był pan zawodnikiem?
- Bo bycie częścią reprezentacji narodowej jest dla mnie niezwykle emocjonalne, to coś wyjątkowego.
Jako zawodnik lubił pan grać pierwsze skrzypce, być w centrum uwagi. Trudno pogodzić się z faktem, że jako trener musiał pan stanąć trochę w cieniu?
- Było ciężko, ale minęło pięć lat odkąd przestałem być zawodnikiem i teraz już przywykłem. Staram się nie myśleć jak siatkarz, ale nie zapomniałem tego, co czułem stojąc na boisku. Ta druga strona siatkarskiego życia też jest emocjonująca. Nie można wprawdzie wejść na boisko i wpłynąć bezpośrednio na rezultat gry, ale można pomóc słowami, wskazówkami.
Czasami jednak wchodzi pan na boisko, podczas rozgrzewki. To dość nietypowe.
- Staję z tyłu po to, żeby zobaczyć w jaki sposób atakują przeciwnicy, szczególnie wtedy, gdy nie znam jakiegoś zespołu czy zawodnika. Z perspektywy boiska widać więcej - można zobaczyć jak siatkarz składa się do ataku, jak układa rękę, to naprawdę przydatne informacje.
Porozmawiamy o bułgarskiej kadrze. Kiedy pojawiły się pierwsze pogłoski o tym, że Placi może odejść, pan mówił, że nie przejmie kadry, że to nie jest właściwy moment. Co się potem zmieniło?
- Nie chciałem „wygryźć” Placiego ze stanowiska, myślałem, że zostanie z reprezentacją co najmniej do mistrzostw świata i nie miałem planów związanych z kadrą. Uważałem, że Placi powinien zostać, bo to dobry człowiek, może trochę miękki, ale spokojny, opanowany i w sytuacji, która miała miejsce wydawało mi się, że to odpowiednia osoba. Ja jestem bardziej charakterny, jak to się mówi w Bułgarii, taki „ostry kamień” i miałem wrażenie, że nie bardzo bym się sprawdził. Kiedy jednak Camillo sam zrezygnował, postanowiłem podjąć wyzwanie. Poprosiłem o pozwolenie mój klub z Guberni i włodarze poszli mi na rękę. Rozmawiałem także z Placim. Powiedział mi, że nie potrafi już zmienić sytuacji w zespole, że nie jest w stanie kontrolować poczynań niektórych zawodników i lepiej, żeby ktoś inny spróbował swoich sił. To nie była łatwa decyzja, także dla federacji, bo do mistrzostw świata zostało niewiele czasu, a tu zupełnie nowy szkoleniowiec. Części zawodników praktycznie nie znałem, nie wiedziałem jak pracują, bo to, co widzi się z boku nie odzwierciedla rzeczywistości. Wiedziałem, że to nie jest najlepszy moment, podobnej sytuacji w historii występów w Lidze Światowej wcześniej nie było - żebyśmy przegrali 11 na 12 meczów, ale mimo to postanowiłem zaryzykować i spróbować zmienić tę sytuację. Mam tylko jeden problem - mało czasu.
* rozmawiała Ilona Kobus
** więcej na plusliga.pl
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.