Reprezentacje | 2013-12-30 14:13:04 | Nadesłał: Katarzyna Cipcer | Źrodlo: inf. własna
2013 rok miał przynieść polskim kibicom nieopisane powody do radości. Po niepowodzeniu na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie siatkarze mieli za zadanie nieco osłodzić nastroje zarówno samym sobie, jak i całej reszcie siatkarskiego świata ściskającej kciuki za swoich idoli. Jak się jednak okazało, rok 2013 nie był zbyt szczęśliwy dla Polaków, co pociągnęło za sobą liczne konsekwencje. Najważniejszą z nich był zmiana na stanowisku szkoleniowca biało-czerwonych.
Liga Światowa, czyli historia, o której warto zapomnieć
Pierwszą okazją do „odpokutowania” sobie Igrzyska Olimpijskich była Liga Światowa. Ten turniej w roku poprzednim pokazał, że polską reprezentację stać na bardzo wiele. Podopieczni trenera Anastasiego zapisali się przecież złotymi zgłoskami w historii polskiej siatkówki, zdobywając w sposób dość nieoczekiwany złoty krążek tego turnieju. Można by powiedzieć, że ten wyczyn nieco uśpił biało-czerwonych, którzy w kończącym się roku nie dobrnęli do finałów Ligi Światowej rozgrywanych w argentyńskiej Mar del Placie. Sami siatkarze zachodzili w głowę dlaczego tym razem ta sztuka się nie powiodła i tym samym reprezentacja Polski zaliczyła jeden z najgorszych występów w tej edycji rozgrywek.
Już pierwszy mecz z reprezentacją Brazylii pokazał braki w polskiej ekipie. Warszawski Torwar okazał się mało szczęśliwym miejscem. Podopieczni trenera Rezende, pomimo kilku roszad w ekipie na kluczowych pozycjach udowodnili, że dalej stanowią siatkarską potęgę. To spotkanie pokazało niemoc biało-czerwonych w rozgrywaniu dłuższych akcji, które ewidentnie kończyły się z korzyścią dla drużyny canarinhos. Wtedy spotkanie zakończyło się trzypunktowym zwycięstwem brazylijskiego teamu, który pozbawił Polaków zdobycia choćby jednego punktu w tym starciu. W pomeczowych wypowiedziach uspokajano kibiców, twierdząc, że to dopiero pierwszy mecz, który absolutnie nie torował drogi do zdobycia awansu do argentyńskich finałów. Wszyscy siatkarze, wraz z trenerem, zgodnie podkreślali, że ich celem są finały Ligi Światowej. Kibice wstrzymali się więc z wydawaniem ostrych sądów na temat gry swoich ulubieńców. Drugie spotkanie biało-czerwonych, rozgrywane w łódzkiej Atlas Arenie, przyniosło nieco więcej pozytywnych emocji. Polacy mieli przed sobą bardzo trudne warunki postawione przez reprezentantów Kraju Kawy. Pomimo ciężkiego boju polscy siatkarze zdołali zapisać na swoim koncie jeden punkt, ulegając Brazylijczykom po tie-break’u. Wygrana napawała niemałym optymizmem przed wyjazdem do Francji na spotkania z ekipą Les Bleus. Tam na oczach kibiców rozegrał się prawdziwy dramat, w którym pierwszoplanowe role grali rywale biało-czerwonych. Polscy siatkarze okazali się niezwykle honorowymi gośćmi, pozwalając Francuzom na odnotowanie pierwszego zwycięstwa w Lidze Światowej 2013. Pomimo prowadzenia 1:2 podopiecznych trenera Anastasiego, finalny sukces odnieśli „trójkolorowi”. Już pierwszy mecz dał niepokojący sygnał o oddalających się finałowych spotkaniach rozgrywek w Argentynie. Drugie spotkanie, rozgrywane we francuskiej Tuluzie, nie poprawił nastrojów nikomu, gdyż Polacy ponownie musieli uznać wyższość rywali i zadowolić się zdobyciem jednego punktu, po przegranej w tie-break’u.
Kolejnym rywalem Polaków w fazie kontynentalnej była reprezentacja Argentyny, która awans do finałów miała zapewniony z urzędu jako ich gospodarz. Javier Weber nie wymuszał więc na swoich podopiecznych zwycięstwa za wszelką cenę. Zapowiadał, że będzie testował różne boiskowe warianty, by być w pełni przygotowanym na spotkania w Mar del Placie. Z kolei trener Anastasi, podając dwunastkę na ten mecz stwierdził, że w nim nie trzeba nic zmieniać, a jedyne co musi ulec poprawie, to wynik. Ważne było także to, że pomimo dotychczasowych czterech porażek, Polacy w dalszym ciągu pozostawali w grze o awans do finałów. W wewnętrznym kręgu reprezentacji doszło do kilku rozmów, mających na celu rozwiązanie jej problemów i zwrócenie uwagi na skupieniu się na wygraniu, a nie na tym, że polska reprezentacja straciła już tyle punktów. Stoicki spokój trenera Anastasiego poskutkował wreszcie pierwszym zwycięstwem jego podopiecznych w rozgrywkach Ligi Światowej. Łatwo jednak nie było i Polacy mogli podnieść ręce w geście triumfu dopiero po tie-break’u, w którym rywale nie mieli szans (15:8). Okazało się, że to spotkanie stało się momentem przełomowym w grze biało-czerwonych, którzy dopisali na swoje konto kolejne punkty po wygraniu drugiego meczu już z nieco lepszym rezultatem (3:1). Wreszcie w polskim teamie pojawiła się moc i pewność w każdym kolejnym zagraniu, co mogło napawać optymizmem i pozwalało wierzyć kibicom, że pomimo początkowych niepowodzeń nie wszystko jest jeszcze stracone.
Dobrą passę Polacy podtrzymali jeszcze w dwóch meczach przeciwko reprezentacji Stanów Zjednoczonych, które rozgrywane były w Katowicach i we Wrocławiu. Na sześć możliwych do zdobycia punktów, podopieczni trenera Anastasiego zdołali zdobyć cztery. To sprawiało, że najważniejsze mecze dopiero czekały na biało-czerwonych. Podopieczni Andrei Anastasiego pojechali do Bułgarii, aby tam dwoma wygranymi przypieczętować awans do tegorocznego Final Six. Już pierwszy set w Warnie negatywnie zweryfikował postanowienia biało-czerwonych. Kolejne partie tylko potwierdziły dobrą formę ekipy trenera Placciego. Spotkanie numer jeden mocno podcięło skrzydła polskiej husarii, która musiała przełknąć gorzką pigułkę, przegrywając 3:0. Ostatecznie zakończyło to marzenia bialo-czerwonych o awansie do Final Six w Argentynie. Drugie spotkanie pomiędzy obiema ekipami było już tylko formalnością i grą Polaków o honor, co przecież powinno być domeną piłkarzy, a nie siatkarzy, którzy przyzwyczaili nas do nieco wyższej formy. I choć drugie stracie toczyło się pod dyktando ekipy trenera Anastasiego, nie potrafiliśmy wykorzystać nawet tego. Po raz kolejny dało o sobie znać stare, siatkarskie porzekadło, że kto nie wygrywa 3:0, prowadząc 2:0, ten zazwyczaj przegrywa 2:3. Nie inaczej było w tym przypadku. Polacy pożegnali się więc z Ligą Światową 2013 w najgorszym możliwym scenariuszu, schodząc całkowicie pokonanym przez przeciwników.
Po nieudanych dla biało-czerwonych występach w Lidze Światowej trener Andrea Anastasi zapowiedział zmiany. Przyznał też, że on i jego podopieczni muszą bardziej popracować nad mentalnością drużyny: - Musimy przełknąć gorycz porażki i przekuć ją na coś pozytywnego, coś co wzmocni nas mentalnie - podkreślił. Nie zostało jednak jasno powiedziane co w tym turnieju zawiodło, i w którym momencie.
Polsko-duński czempionat jednak nie dla Polski
Niepowodzenie w Lidze Światowej miało zostać odkupione dobrym występem Polaków we współorganizowanych przez nich Mistrzostwach Europy. Tutaj rywalami biało-czerwonych byli nieobliczalni Turcy, nieco przeciętni Słowacy oraz Francuzi, z którymi Polacy mieli do wyrównania porachunki z Ligi Światowej. Już na samym początku przygotowań do tego turnieju wszystkich zelektryzowała wiadomość o braku powołania dla najlepszego polskiego libero, Krzysztofa Ignaczaka. Sam Anastasi mówił po Lidze Światowej o potrzebie dokonania kilku zmian w jego zespole, ale chyba nikt nie spodziewał się decyzji o rezygnacji z usług tego siatkarza. Przetasowania w składzie nie zmieniły priorytetów polskiego teamu. Biało-czerwoni otwarcie przyznawali, że podczas polsko-duńskich Mistrzostw Europy pragną zagrać w wielkim finale, co pozwoliłoby nieco zapomnieć wszystkim o nieudanej passie, towarzyszącej Polakom od Igrzysk Olimpijskich w Londynie.
Dobrze motywowane obawy przed pierwszym spotkanie Polaków w czempionacie zostały nieco stłumione przez ich dobrą grę i bardzo cenne zwycięstwo nad reprezentacją Turcji. Wygrana nie przyszła jednak łatwo i podopieczni trenera Anastasiego musieli pokazać dużo dobrej siatkówki, by ostatecznie cieszyć się z wygranej 3:1, co stało się dużym udziałem Bartosza Kurka, który zdobył aż 24 punkty w tym starciu.
Drugi mecz Polaków w swojej grupie miał wiele podtekstów. Biało-czerwoni pragnęli udowodnić zarówno sobie, jak i swoim kibicom, że porażka z Trójkolorowymi w Lidze Światowej była tylko dziełem przypadku. Z kolei w ekipie Francuzów byli także srebrni medaliści poprzednich Mistrzostw Europy, pragnący wziąć odwet za tamto przegrane starcie. Okazało się, że motywacje ekipy Les Bleus przeważyły nad dyspozycją polskiego teamu, który nie poradził sobie z rywalem i musiał przełknąć gorycz porażki. Stało się więc jasne, że to Francuzi mogą być pewni awansu do kolejnej fazy rozgrywek, co nie było tak oczywiste w przypadku Polaków, których ostatnim rywalem była ekipa Słowacji. Polacy, co prawda odnieśli zwycięstwo nad tym rywalem, ale było to okupione niezwykle ciężkim bojem. Pozwoliło to jednak na obronę drugiego miejsca w grupie, ale oznaczało też walkę w barażach z niewygodną ostatnimi czasy reprezentacją Bułgarii. Początkowe etapy tego starcia pozwalały mieć nadzieję, że biało-czerwoni wyrzucili z pamięci bolesne wspomnienia Ligi Światowej. Podstawy do optymizmu dały dwa pewnie wygrane sety, które dawały wiele okazji do zakończenia tego spotkania na swoją korzyść i zameldowania się w ćwierćfinale tego czempionatu. Kiedy wszystko zmierzało do szczęśliwego końca w polskim teamie coś pękło i nie zdołał postawić kropki nad „i”. Tym samym zakończył się piękny sen całej siatkarskiej Polski o kolejnym dobrym występie biało-czerwonych na wielkiej imprezie.
Rok 2013 dla polskiej reprezentacji można uznać za pasmo porażek. Trudno jednak dosadnie stwierdzić co było tego przyczyną. Kilka niefortunnych decyzji? Błędy w przygotowaniu? Słaba psychika siatkarzy? Pomimo olbrzymiego sukcesu organizacyjnego jakim niewątpliwie były polsko-duńskie Mistrzostwa Europy, nie udało się tego fenomenu przenieść na grunt zmagań boiskowych. Rozważając wszystkie „za” i „przeciw” Polski Związek Piłki Siatkowej podjął bardzo ważną decyzję o rozwiązaniu kontraktu z Andreą Anastasim. Powstało wiele niewiadomych związanych z nowym szkoleniowcem. PZPS zrobił odważny krok powołując na to stanowisko obecnego reprezentanta Skry Bełchatów oraz byłego reprezentanta Francji, Stephana Antigę. Jak to w Polsce zazwyczaj bywa, ma on swoich przeciwników i zwolenników. Zadanie dla niego jest łatwe, gdyż musi on przygotować polską ekipę do Mistrzostw Świata 2014, które notabene odbędą się na polskiej ziemi. Czy nowy szkoleniowiec odbuduje ponure nastroje panujące w polskiej Sitkówce od Igrzysk Olimpijskich w Londynie?
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.