Reprezentacje | 2013-12-25 13:13:45 | Nadesłał: Magdalena Gajek | Źrodlo: pzps.pl
- Praca w waszym kraju zdecydowanie pomogła mi się rozwinąć - mówi belgijska przyjmująca Atomu Trefl Sopot, Charlotte Leys. Od 3 do 5 stycznia w Łodzi będzie z koleżankami, obok Hiszpanii i Szwajcarii, rywalem reprezentacji Polski w walce o awans do mistrzostw świata. Bezpośrednią kwalifikację uzyska tylko zwycięzca grupy.
Powiedz nam coś o Twoich wspomnieniach związanych z mistrzostwami Europy 2013.
Charlotte Leys: - To był czas, kiedy nasza drużyna narodowa radziła sobie całkiem nieźle. Oczywiście, spoczywała na nas niewielka presja, bo zależało nam na tym, aby ten rezultat był jak najlepszy. Tym bardziej, że czułyśmy, że jest to moment, gdzie możemy powalczyć o coś fajnego. Chwilę wcześniej grałyśmy przecież w finale Ligi Europejskiej z Niemkami – zajęłyśmy tam drugie miejsce i to był moment, kiedy zdałyśmy sobie sprawę, że dokonanie czegoś na ME jest możliwe. Tego trzeciego miejsca w europejskim czempionacie z pewnością nikt się jednak nie spodziewał, dlatego wszyscy byliśmy bardzo szczęśliwi i do dziś wspominamy tamte chwile.
Stosowałyście jakieś rytuały przedmeczowe?
- Nie. (uśmiech) Każdy robił dokładnie to samo, co zawsze. Indywidualnie czynności pozostawały te same, ale jako drużyna nie mieliśmy żadnego szczególnego zwyczaju przed tymi meczami.
Jak ważny jest ten medal dla belgijskiej siatkówki?
- Jest bardzo ważny. W tej chwili siatkówka stała się w Belgii bardziej popularna, zainteresowanie tą dyscypliną wzrasta i każdy wie, na czym polega ten sport. Także dla każdej z zawodniczek było to istotne doświadczenie – jesteśmy wciąż młodą drużyną złożoną z siatkarek grającym w różnych ligach, na różnych poziomach. Teraz przyszły efekty naszej wspólnej pracy i dlatego jestem szczęśliwa, że zdobyliśmy ten „krążek”.
Medal ma także znaczenie dla waszej krajowej ligi?
- Jest on ważny dla federacji. Liga belgijska nie jest zbyt mocna, jej poziom też nie jest zbyt wysoki. Niemniej dla młodych zawodniczek, które w większości występują właśnie w lidze krajowej, dla tych wszystkich, które zaczynają swoje kariery w szkołach i klubach takich jak Asterix Kieldrecht czy VDK Gent, z którym grałyśmy niedawno w Lidze Mistrzyń, jest to też ważne. One widzą, że nasz młody zespół odniósł międzynarodowy sukces. Wiedzą więc, że warto w tym kierunku pracować. Mają motywację, by przykładać się do treningów.
Jak wspomniałaś, ten medal był jednak pewnym zaskoczeniem. Co takiego się stało, że Belgii ten turniej po prostu wyszedł?
- Przygotowywałyśmy się do ME bardzo długo. To były ciężkie zgrupowania z dużym natężeniem treningów, ale wcześniej nie miałyśmy wielu okazji, by sparingować z dobrymi zespołami. W tym roku grałyśmy na przykład z Niemkami, wzięłyśmy udział w kilku turniejach, co sprawiło, że zgrałyśmy się ze sobą. Byłyśmy dobrze nastawione psychicznie i zmotywowane. Dla każdej z nas to zawsze przyjemność grać w reprezentacji kraju, dlatego czynimy ciągły postęp również w rozgrywkach z jej udziałem.
Z drużyną z Belgii wywalczyłaś wspomniany brąz, ale od dobrych kilku lat kibice znają ciebie z występów w lidze polskiej. Nasze krajowe rozgrywki wpłynęły na twój sportowy rozwój?
- Oczywiście! Poziom mojej gry zdecydowanie się podniósł. W moim pierwszym sezonie występowałam w zespole z Bydgoszczy – nie wiedziałam wtedy zupełnie nic o Polsce, o rozgrywkach, więc byłam bardzo zaskoczona takim poziomem klubów. Każdego roku robię krok naprzód. Zdecydowanie praca w waszym kraju pomogła mi jako siatkarce bardzo się rozwinąć.
* więcej na pzps.pl
** rozmawiała Katarzyna Wirkowska
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.