Najnowsze newsy

Siatkówka » Reprezentacje

Reprezentacje | 2013-01-14 08:06:34 | Nadesłał: Magdalena Gajek | Źrodlo: inf. własna

Małymi kroczkami ku sukcesowi – Francja w 2012

Fot.: CEV

Niedawno zakończony rok 2012 był o wiele lepszy dla "Trójkolorowych" niż 2011, lecz nie wszystkie cele udało im się zrealizować. Największą porażką Les Bleus był zdecydowanie brak awansu na Igrzyska Olimpijskie. Francuzi dobrze spisywali się w Lidze Światowej. Niewiele zabrakło, a pojechałaby do Sofii na turniej finałowy. Pozytywnym akcentem kończącym sezon reprezentacyjny było wywalczenie kwalifikacji na Mistrzostwa Europy 2013 pod wodzą nowego szkoleniowca - Laurenta Tillie.

ROK 2012 W TELEGRAFICZNYM SKRÓCIE

„Trójkolorowi” dużo lepiej spisywali się w Lidze Światowej, ostatecznie zajmując w niej 7. miejsce. W popularnej „Światówce” przegrali jedynie trzy spotkania. Dla porównania, rok wcześniej udało im się zwyciężyć w zaledwie trzech meczach, a poziom grupy był bardzo podobny, bowiem zarówno w 2012, jak i w 2011, Francuzi grali z Włochami i Koreą. Jedyną różnicą była obecność Stanów Zjednoczonych zamiast Kuby. Niestety, nawet dziewięć zwycięstw nie pomogło zawodnikom z kraju nad Sekwaną awansować do turnieju finałowego w Bułgarii. O dwa „oczka” lepsi okazali się Amerykanie.

Les Bleus nie udało się zrealizować jednego bardzo ważnego celu, a mianowicie nie zdołali oni wywalczyć awansu na Igrzyska Olimpijskie w Londynie. Reprezentacja Francji na Olimpiadzie zagrała ostatni raz w 2004 roku, a więc już ponad 8 lat temu. „Trójkolorowi” byli blisko wywalczenia upragnionego biletu do Londynu. Zacięty mecz z Bułgarią wygrali jednak rywale. Więcej o tym emocjonującym spotkaniu w dalszej części tekstu.

W lipcu nastąpiła zmiana na stanowisku szkoleniowca reprezentacji Francji – po jedenastu latach Philippe Blain zrezygnował z dalszego prowadzenia kadry narodowej, zaś jego następcą został wieloletni trener AS Cannes, Laurent Tillie.

Pod wodzą Tillie Francuzi we wspaniałym stylu wywalczyli awans na tegoroczne Mistrzostwa Europy. Wygrali wszystkie sześć spotkań, tracąc przy tym tylko trzy sety. „Trójkolorowi” we wrześniu zagrają w grupie B, a ich przeciwnikami będą Polacy, Słowacy oraz Turcy lub Łotysze.


Przejdźmy do zdecydowanie bardziej obszernego podsumowania sezonu reprezentacyjnego.



BILET DO LONDYNU NIE DLA FRANCJI


Listopadowa porażka z Belgami w półfinale turnieju pre-kwalifikacyjnego w Tourcoing kosztowała Francuzów sporo – stracili jedną z dwóch szans na awans na Igrzyska Olimpijskie. Sezon rozpoczęli więc nie od walki w Europejskim Turnieju Kwalifikacyjnym, lecz od Ligi Światowej (a w zasadzie od spotkań towarzyskich z Koreą). Les Bleus mogli jednak wziąć udział w Światowym Turnieju Kwalifikacyjnym. Początkowo miał być on organizowany przez Włochów, lecz ze względu na to, że zawodnicy Mauro Berruto w maju zakwalifikowali się na Igrzyska Olimpijskie, przygotowanie turnieju powierzono Bułgarom. Oprócz gospodarzy i Francuzów, w Armeec Arenie zagrali Egipcjanie i Pakistańczycy.

Egipt pokonany zgodnie z planem

Pierwszy mecz w Sofii Francuzi zagrali przeciwko reprezentacji Egiptu, która kilka lat temu występowała w Lidze Światowej. W 2012 roku najlepsza drużyna z Afryki rozegrała zaledwie dwa mecze (powodem była bardzo trudna sytuacja polityczna w tym kraju), jednak dzielnie stawiła czoła Francuzom. W pierwszej partii Egipcjanie długo gonili bardziej utytułowanych rywali, lecz końcówka należała do Les Bleus (22:25). W drugiej partii Francuzi zagrali znacznie gorzej i zdobyli zaledwie osiemnaście „oczek”. Co ciekawe, w pewnym momencie zawodnicy z Afryki mieli aż dziewięć punktów przewagi. Zupełnie inaczej wyglądała kolejna partia, w której dzielili i rządzili zawodnicy Philippe’a Blaina. Bardzo dobrze grał Rouzier, wspierany przez N’Gapetha i Tuię – w efekcie „Trójkolorowi” wygrali 15:25. Czwarty i ostatni set był do pewnego momentu zacięty, później piąty bieg wrzucił Earvin N’Gapeth i głównie dzięki kapitalnym akcjom tego siatkarza Francuzi mogli cieszyć się ze zwycięstwa 21:25 w tym secie, a w całym meczu 1:3. Wspomniany przyjmujący z osiemnastoma „oczkami” był najlepiej punktującym zawodnikiem meczu.

Łzy w Arenie Armeec

Od początku wiadomo było, że spotkaniem, które zadecyduje o kwalifikacji do IO, będzie konfrontacja Bułgarów z Francuzami. Te dwie ekipy zdecydowanie odstawały poziomem od pozostałych reprezentacji. Istotnie, sobotni mecz w Armeec Arenie był rozstrzygającym. Francuzi rozpoczęli walkę o Igrzyska Olimpijskie spięci, ale i Bułgarzy grali nerwowo, w związku z czym popełniali błędy. Na pierwszej przerwie technicznej w pierwszym secie jedno „oczko” przewagi mieli zawodnicy Radostina Stoycheva. Les Bleus nie pozwalali przez dłuższy czas „odjechać” przeciwnikom. Do drugiej przerwy technicznej goście posłali trzy asy serwisowe (N’Gapeth, Le Roux, Rouzier), dzięki czemu prowadzili 16:15. Później w grze „Trójkolorowych” coś się zacięło, zaś skuteczniej i pewniej zaczęli grać Bułgarzy i to oni bardzo wyraźnie zwyciężyli w inauguracyjnej partii 19:25. Drugiego seta lepiej rozpoczęli siatkarze Philippe’a Blaina. Sporo kłopotów bułgarskim przyjmującym sprawił serwis Kévina Le Roux. Po udanym plasie N’Gapetha Francuzi prowadzili na pierwszej przerwie technicznej 8:5. Po wznowieniu gry zawodnicy z kraju nad Sekwaną zaczęli popełniać niewymuszone błędy, ich przewaga nieco stopniała, lecz dzięki dobrej postawie Earvina N’Gapetha wciąż utrzymywali się na prowadzeniu (16:13 na drugim time-out’cie). Dodatkowo dobrą zmianę dał Marien Moreau. Francuzi wygrywali 21:18 i wydawało się, że odniosą pewne zwycięstwo w tej partii. Bułgarzy popisywali się jednak szczelnym blokiem i doprowadzili do remisu, mieli także piłki setowe po atakach Sokolova. Sędzia Milan Labasta w końcówce nie dał się ponieść emocjom i bez mrugnięcia okiem wskazał, że błąd w ataku popełnił Aleksiev, dzięki czemu set-balla mieli Francuzi. Seta pipem zakończył Samuele Tuia (28:26). Początek trzeciego seta był zacięty. Marien Moreau bardzo szybko pojawił się na boisku, zmieniając Rouziera, a na pierwszej przerwie technicznej Les Bleus prowadzili 8:7, głównie dzięki świetnym atakom N’Gapetha, i przez dłuższy czas utrzymywali się na prowadzeniu. Francuzi zaczęli się mylić i Bułgarzy mieli „oczko” zapasu (13:14). Asy serwisowe N’Gapetha i Le Roux oraz skuteczne zbicia Moreau sprawiły, że Les Bleus prowadzili 17:14. Zawodnicy Stoycheva wspaniale jednak blokowali. W samej końcówce ten element zaczął funkcjonować także w ekipie znad Sekwany (23:23). Wspierani przez niemal 13 000 kibiców Bułgarzy wygrali 23:25, a ostatni punkt zdobył z przechodzącej Todor Aleksiev. Gospodarze nieco lepiej rozpoczęli czwartą i, jak się okazało, ostatnią partię, chociaż „Trójkolorowi” szybko wyrównali, a po kiwce Pujola na pierwszej przerwie technicznej mieli punkt przewagi. Miejscowi ponownie objęli prowadzenie i wypracowali sobie trzy „oczka” zapasu, jednak Francuzi zaczęli ich gonić. Kévin Le Roux zaskoczył rywali asem (21:21). W końcówce Les Bleus kilkukrotnie się pomylili, dzięki czemu match-balle mieli Bułgarzy. Bohaterem tego meczu mógł zostać Marien Moreau – jego mocny serwis znacznie utrudnił życie bułgarskim przyjmującym, a po dwóch udanych atakach „Trójkolorowi” doprowadzili do remisu. Niestety, w ostatniej akcji Pierre Pujol zdecydował zagrać pipe’a z Samuele Tuią. Gospodarze przewidzieli to zagranie, postawili szczelny potrójny blok i zwyciężyli 25:27 w tym secie, a 1:3 w całym meczu. Około 13 000 ludzi zgromadzonych w Arenie Armeec świętowało awans do Igrzysk Olimpijskich. Zupełnie inne nastroje panowały wśród Francuzów. Wściekłość, ból, łzy, poczucie zmarnowanej niepowtarzalnej szansy na udział w Igrzyskach Olimpijskich… A już kolejnego dnia musieli ponownie stanąć do walki.

Wygrana z Pakistanem (marnym) pocieszeniem

Bardzo dotkliwa porażka z Bułgarią spowodowała, że Francuzi praktycznie stracili szansę na awans do Igrzysk Olimpijskich. Stąd na mecz z Pakistanem „Trójkolorowi” w większości wyszli przygaszeni, popełniali sporo błędów. Zdecydowanie słabsi Pakistańczycy raz po raz obejmowali prowadzenie. Okazywali się lepsi zarówno na pierwszej, jak i na drugiej przerwie technicznej w pierwszej partii. Ospali Francuzi przegrali dość wyraźnie w inauguracyjnej odsłonie 25:21, niejako na własne życzenie – co prawda potrafili zniwelować przewagę rywali i wyrównać, ale nie byli w stanie zdobyć „oczka” więcej. Drugą partię zaczęli zdecydowanie lepiej, na pierwszą przerwę techniczną schodzili z czterema punktami przewagi po udanym uderzeniu Earvina N’Gapetha. Pakistańczycy nie zamierzali się poddawać i doprowadzili do remisu (12:12), zaś na drugim time-out’cie prowadzili. Les Bleus odzyskali pewność siebie, wypracowali sobie kilkupunktowy bufor bezpieczeństwa i nie oddali go do końca, wygrywając 20:25. Dwie kolejne partie to dominacja podopiecznych Philippe’a Blaina. O ile w trzecim secie siatkarze z Pakistanu próbowali walczyć z Francuzami, o tyle w ostatniej odsłonie zdobyli ponieśli dotkliwą porażkę – przegrali 25:13, a mecz dwoma asami serwisowymi zakończył Marien Moreau. „Trójkolorowi” zagrali bardzo dobrze blokiem – zatrzymali przeciwników dwudziestokrotnie. Podobnie jak w poprzednich dwóch meczach, najwięcej punktów zapisał na swoim koncie Earvin N’Gapeth.

Czego zabrakło?

Na Igrzyska Olimpijskie w Londynie ostatecznie pojechali Bułgarzy, ale nie prowadził ich już Radostin Stoychev, lecz Nayden Naydenov. W stolicy Wielkiej Brytanii zawodnicy z południa Europy sprawili chyba największą niespodziankę i zajęli 4. miejsce. W meczu o brąz ulegli Włochom 3:1.

Trzeba pamiętać, że Francuzi są wciąż młodą, choć już dość zgraną ekipą. Brakuje im jeszcze stalowych nerwów w końcówkach setów i mimo wszystko doświadczenia. Trudno było im zachować zimną krew, kiedy grali przeciwko nie tylko dość mocnej reprezentacji Bułgarii, ale i przeciwko tysiącom żywiołowych kibiców, którzy zgotowali swoim ulubieńcom bardzo głośny doping. Dodatkowo Światowy Turniej Kwalifikacyjny w Sofii był ostatnią szansą na zdobycie biletu do Londynu. Być może świadomość, że nie będzie już więcej okazji na uzyskanie awansu na Igrzyska Olimpijskie, nieco sparaliżowała Les Bleus.


LIGA ŚWIATOWA 2012. O WŁOS OD AWANSU DO FINAŁÓW.

Florencja – mistrzowie olimpijscy bez szans z Les Bleus

Pierwszy weekend Ligi Światowej 2012 miał być dla Francuzów rodzajem przetarcia przed jednym z najważniejszych turniejów tego sezonu. Chodzi oczywiście o światowe kwalifikacje do Igrzysk Olimpijskich rozgrywane w Sofii. Les Bleus rozpoczęli zmagania w „Światówce” od równie efektownego, co niespodziewanego zwycięstwa. W pierwszym meczu we Florencji pokonali mistrzów olimpijskich z Pekinu, czyli reprezentację Stanów Zjednoczonych, 3:1. Początek spotkania należał do Amerykanów, którzy bez najmniejszych kłopotów ograli „Trójkolorowych” 25:17. Później w grze „Jankesów” coś się zacięło, zaś Francuzi zaczęli łapać wiatr w żagle. Bardzo dobrze grał Marien Moreau, który zachował bardzo dużo zimnej krwi w końcówce trzeciego seta. Dwie ostatnie akcje zostały zakończone właśnie przez tego zawodnika, zaś Amerykanie przez cały mecz nie potrafili znaleźć recepty na jego zagrania. W efekcie atakujący zdobył 16 punktów, czyli tyle samo, ile Earvin N’Gapeth. Francuzi głównie dzięki tym dwóm siatkarzom (ale również dzięki doskonałej zmianie na rozegraniu - przy stanie 20:12 w pierwszej partii Philippe Blain desygnował na boisko Benjamina Toniuttiego) odnieśli pierwsze ważne i budujące zwycięstwo w Lidze Światowej.

Dzień później Les Bleus nie szło już tak dobrze. Drugie spotkanie Francuzi zagrali przeciwko gospodarzom, czyli reprezentacji Włoch. Siatkarze z Italii byli już w normalnym rytmie meczowym. Kilka dni wcześniej wywalczyli w Sofii kwalifikację olimpijską, a więc rozegrali już kilka spotkań „o stawkę”. „Trójkolorowi” weszli w mecz bardzo dobrze, zwyciężyli 25:20, zaś wygraną w tej partii asem serwisowym przypieczętował Antonin Rouzier. Później Włosi pokazali swoją siłę. Kapitalnie grał duet skrzydłowych - Ivan Zaytsev - Cristian Savani. Siatkarze Lube Banca Maceraty byli bezlitośni dla gości. Łącznie zdobyli 35 punktów i znacznie przyczynili się do zwycięstwa Italii w tym meczu. Kluczem do zwycięstwa Włochów okazał się ich bardzo szczelny blok, dzięki któremu zapisali na swoim koncie piętnaście punktów (przy siedmiu Francuzów).

To, co nie do końca funkcjonowało w meczu z reprezentacją Włoch, okazało się doskonałą bronią w meczu z Koreą Południową. Les Bleus długo walczyli z siatkarzami z Azji i ostatecznie zwyciężyli 3:2. Koreańczycy nie byli w stanie przedrzeć się przez szczelny blok zawodników Philippe’a Blaina. 21 punktów - tyle zdobyli tym elementem siatkarskiego rzemiosła siatkarze z kraju nad Sekwaną. Jeśli chodzi o sam mecz, to Francuzi tak naprawdę na własne życzenie doprowadzili do tie-breaka. W drugiej partii, granej na przewagi, w samej końcówce katastrofalny błąd popełnił Pierre Pujol, przez co set-balla mieli Koreańczycy. Earvin N’Gapeth został zatrzymany blokiem w ostatniej akcji tego seta. Możliwe, że gdyby Francuzi wygrali tą odsłonę, to w całym spotkaniu zainkasowaliby komplet punktów. Oczywiście, są to tylko dywagacje, jednak okazało się w dalszej części sezonu, że dwóch „oczek” zabrakło Les Bleus do awansu do turnieju Final Six w Sofii.


Lyon – odrodzić się jak feniks z popiołów

Lyon był bardzo trudnym przystankiem w Lidze Światowej dla zawodników Philippe’a Blaina. Dlaczego? Po pierwsze, nigdy nie jest łatwo grać przed swoją publicznością (co prawda niezbyt liczną, ponieważ ze względu na trwające Mistrzostwa Europy w piłce nożnej w hali Palais des Sports de Gerland w piątkowe popołudnie pojawiło się dużo mniej widzów, niż można było się spodziewać). Nie był to łatwy weekend dla Francuzów również dlatego, że kilka dni wcześniej zaprzepaścili wielką szansę na awans na Igrzyska Olimpijskie w Londynie. To wydarzenie z pewnością zostawiło ślad na psychice Les Bleus. Morale spadły. Początek meczu z Koreą wyglądał fatalnie, Francuzi mylili się zarówno w obronie, jak i w ataku. Koreańczycy narzucili im swój styl gry i nie pozwolili wyrwać sobie prowadzenia w pierwszym secie. W kolejnej partii „Trójkolorowi” otrząsnęli się z marazmu, zdeklasowali rywali z Azji, pozwalając im zdobyć zaledwie 15 „oczek”. W trzecim secie zawodnicy znad Sekwany ponownie mieli sporo kłopotów z pokonaniem przyjezdnych - potrzeba było aż siedmiu piłek setowych, aby zakończyć tą partię zwycięstwem (31:29). W czwartej i ostatniej odsłonie Les Bleus przypieczętowali wygraną. Zawodnicy Park Ki-Wona zapisali na swoim koncie tylko 16 punktów. Najskuteczniejszymi zawodnikami byli Antonin Rouzier i Earvin N’Gapeth – obaj zdobyli po 17 „oczek”.

Trener reprezentacji Włoch, Mauro Berruto, postanowił „odpuścić” Ligę Światową i przygotować swoich zawodników do zmagań w najważniejszej imprezie czterolecia, czyli do Igrzysk Olimpijskich. Stąd do Lyonu (a także do koreańskiego Gwangju) Włosi przyjechali rezerwowym składem, przez niektórych określanym mianem kadry C. Oczywiście, nie były to aż tak głębokie rezerwy, jak można byłoby sądzić. Francuzi pokonali w czterech setach prowadzoną przez Paolo Montagnaniego drużynę, w której mogliśmy zobaczyć m.in. Jiriego Kovara, Gabriele Maurottiego, Simone Butego czy Andreę Gioviego. Spotkanie z siatkarzami z Italii niestety długo pamiętać będzie Kévin Le Roux, który już w pierwszym secie musiał opuścić boisko z powodu kontuzji, która wykluczyła go z dalszego udziału w popularnej „Światówce”. Na szczęście uraz środkowego nie był zbyt groźny. Le Roux w sierpniu był już w pełni sił. Jeśli chodzi zaś o sam mecz, to bardzo dobrze rozpoczął go Antonin Rouzier, lecz wraz z upływem czasu skuteczność atakującego ZAKSY systematycznie spadała, stąd Philippe Blain odesłał go do kwadratu dla rezerwowych, a na boisku pojawił się Marien Moreau (a także Benjamin Toniutti). Okazało się to strzałem w dziesiątkę. Kapitalna zmiana zaprocentowała nie tylko zwycięstwem w trzeciej partii 25:23, ale w całym meczu 3:1, zaś sam Moreau zdobył 11 „oczek”. O trzy punkty więcej zapisał na swoim koncie Earvin N’Gapeth. Zwycięstwo nad włoskimi rezerwami było bardzo ważne dla Francuzów - dzięki zainkasowanym trzem punktom objęli oni prowadzenie w grupie C.

Philippe Blain postawił przed swoimi zawodnikami bardzo jasny cel - w Lyonie „Trójkolorowi” mieli wywalczyć sześć dużych punktów. Zadanie zrealizowali, zanim weszli na parkiet, aby zmierzyć się z reprezentacją Stanów Zjednoczonych. Mimo to udanie rozpoczęli mecz przeciwko mistrzom olimpijskim z Pekinu, od wygranej 25:20. Dobrze spisywał się w ataku Marien Moreau, który - podobnie jak Benjamin Toniutti - znalazł się w wyjściowym składzie. Amerykanie mieli również kłopoty z zatrzymaniem Guillaume Samiki. W kolejnych partiach „Jankesi” grali zdecydowanie lepiej - szybko obejmowali prowadzenie i nie oddawali go do końca. Wspaniałe spotkanie rozegrał Sean Rooney (21 punktów), jednak na pomeczowej konferencji trener Blain chwalił kapitana reprezentacji USA, Claytona Stanleya, który bardzo mocną zagrywką znacznie utrudnił życie francuskim przyjmującym. Atakujący zdobył cztery „oczka” dzięki asom serwisowym. Amerykanie byli lepsi w każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła od swoich kolegów z Europy i bez cienia wątpliwości zasłużyli na zwycięstwo w Lyonie.

Gwangju – sześć punktów wywiezione z Dalekiego Wschodu

Po zmaganiach w południowo-wschodniej Francji rywalizacja przeniosła się do dalekiego Gwangju w Korei. W kraju pozostał kontuzjowany Kévin Le Roux, zaś do Azji poleciał Jean-Philippe Sol. Pierwsze spotkanie Les Bleus rozegrali przeciwko gospodarzom trzeciego turnieju, czyli przeciwko Koreańczykom. Pierwszy set padł łupem zawodników Philippe’a Blaina. Wspierani przez żywiołową miejscową publiczność siatkarze Parka Ki-Wona okazali się minimalnie lepsi od gości z Europy - wygrali 25:23. Minimalna przegrana podziałała na Francuzów niczym płachta na byka. Słabiej spisującego się Marien Moreau zastąpił Antonin Rouzier. Na boisku pojawił się również Pierre Pujol. Te zmiany okazały się kluczowe w kontekście całego spotkania. Koreańczycy próbowali walczyć, jednak okazali się bezsilni wobec skutecznych ataków i bloków „Trójkolorowych”. Siatkarze znad Sekwany w trzecim i czwartym secie pozwolili rywalom na zdobycie odpowiednio szesnastu i piętnastu punktów. Bohaterem pierwszego meczu z Gwangju był Earvin N’Gapeth. Przyjmujący Cuneo zapisał na swoim koncie 16 „oczek”, z czego cztery dzięki swojej trudnej zagrywce, i znacznie przyczynił się do zwycięstwa Francuzów w piątkowe popołudnie.

Drugi dzień rywalizacji na Dalekim Wschodzie nie był dla „Trójkolorowych” już tak udany. Mecz przeciwko Stanom Zjednoczonym trwał niespełna półtorej godziny i był popisem gry podopiecznych Alana Knipe’a. Francuzi nie byli w stanie zatrzymać doskonale grających w ataku Claytona Stanleya i Seana Rooney’a. Na środku bardzo skuteczny był zawodnik Jastrzębskiego Węgla - Russell Holmes. Drużynie Philippe’a Blaina brakowało świeżości. Francuzi grali źle, popełniali mnóstwo błędów, zwłaszcza w polu zagrywki i w ataku, a w dodatku bardzo słabo blokowali - tylko trzy razy udało im się zatrzymać „Jankesów”. Mistrzowie olimpijscy z Pekinu zaś doskonale rozszyfrowali sposób rozgrywania Pierre’a Pujola, w efekcie zdobyli dwanaście punktów blokiem (z czego cztery to zasługa Seana Rooney’a). Pod koniec drugiej partii na parkiecie pojawiła się para Moreau - Toniutti i pozostała na boisku do końca, jednak nie pomogło to Francuzom w odwróceniu losów tego spotkania. Rozpędzeni Amerykanie piorunująco rozpoczęli trzeciego seta - od prowadzenia 1:6. Bardzo dobrą zmianę dał Kévin Tillie, lecz było to za mało, aby pokonać mistrzów olimpijskich z Pekinu. Ostatecznie Amerykanie we wspaniałym stylu wygrali 3:0.

Kolejny i ostatni dzień rywalizacji w Gwangju był dla Francuzów bardzo owocny. „Trójkolorowi” pokonali drugą kadrę Włoch 3:0, a dzięki zdobytym trzem punktom nadal liczyli się w walce o Final Six w Sofii. Początkowo jednak nic nie wskazywało, że podopiecznym Philippe’a Blaina uda się zakończyć mecz z Włochami bez straty seta. Siatkarze ze słonecznej Italii w pierwszym secie na drugiej przerwie technicznej mieli aż pięć punktów przewagi, jednak doskonała gra Samuele Tui i José Trèfle sprawiła, że wicemistrzom Europy z 2009 udało się zniwelować tą dość dużą stratę. Sami Włosi również nieco pomogli rywalom, myląc się na zagrywce czy atakując bezpośrednio w aut. To właśnie po błędzie w ataku Giulio Sabbiego Les Bleus zwyciężyli w pierwszej partii 26:24. W drugiej odsłonie nie dali żadnych szans rywalom. Wspaniale grali José Trèfle, Kévin Tillie i Samuele Tuia, wspomagani na prawym skrzydle przez Marien Moreau. Włosi popełniali mnóstwo błędów i przegrali 25:15. Uśpieni tak pewnym zwycięstwem Francuzi zdecydowanie gorzej weszli w trzecią partię (na pierwszej przerwie tracili cztery punkty do rywali z Italii). Szybko jednak odrobili straty dzięki doskonałej postawie Tillie i Tui. Ostatni punkt w meczu zdobył Marien Moreau – atakujący był także najlepiej punktującym zawodnikiem w zespole Philippe’a Blaina: zdobył 16 punktów. Po 10 punktów dołożyli José Trèfle, Samuele Tuia i Kévin Tillie.

Dallas – komplet zwycięstw na zakończenie

Po meczach w Gwangju „Trójkolorowi” tracili do liderujących w grupie C Amerykanów zaledwie trzy punkty. Wszystko miało się rozstrzygnąć na terenie niewątpliwie sprzyjającym „Jankesom”, czyli w Dallas. Pierwsze spotkanie Les Bleus rozegrali z reprezentacją Włoch, ale już nie tą rezerwową. Mauro Berruto pomimo tego, że Italia straciła szansę na awans do Final Six w Sofii, postanowił zabrać do Teksasu swoich najlepszych zawodników. Wicemistrzowie Europy z 2011 po ciężkich treningach potrzebowali gry, dlatego też na pomeczowej konferencji Mauro Berruto cieszył się, że udało im się rozegrać aż pięć setów z reprezentacją Francji. Les Bleus dzielnie walczyli w pierwszej partii, przez długi czas prowadzili, jednak Włosi mieli piłkę setową po ewidentnym błędzie Emanuele Birarelliego (środkowy tuż przed oczami sędziego uderzył dłonią w taśmę). Mimo to Francuzi doprowadzili do remisu i mieli szansę na zakończenie tej partii zwycięstwem, jednak popełnili zbyt dużo błędów własnych. Tak doświadczona drużyna, jaką z pewnością jest Italia, bez skrupułów to wykorzystała i wygrała 29:31. Dwa kolejne sety padły jednak łupem „Trójkolorowych”, którzy popełniali zdecydowanie mniej błędów od swoich rywali. Na nieszczęście siatkarzy z Półwyspu Apenińskiego, często mylił się Ivan Zaytsev i został zastąpiony przez Simone Parodiego. Skutecznością zachwycali zaś Marien Moreau czy Samuele Tuia. Włosi przebudzili się w czwartej partii i dzięki Michałowi Łasko, a także Cristianowi Savaniemu doprowadzili do tie-breaka. W najkrótszym secie najgroźniejszą bronią Les Bleus okazał się Marien Moreau. Zawodnicy z Italii nie byli w stanie zatrzymać francuskiego atakującego. Spotkanie asem serwisowym zakończył zaś Earvin N’Gapeth. Francuzi wygrali 3:2.

W drugim meczu w Dallas „Trójkolorowi” zmierzyli się z gospodarzami ostatniego z czterech turniejów, czyli z reprezentacją Stanów Zjednoczonych. Zwycięzcę poznaliśmy po bardzo długim i trudnym dla obu zespołów meczu – dwa „oczka” dość niespodziewanie zapisali na swoim koncie Les Bleus, zaś Amerykanie mogli tylko żałować, że nie udało im się zakończyć tego meczu w czterech setach. Francuzi kapitalnie grali w pierwszej partii, szybko objęli prowadzenie, które przez długi czas systematycznie powiększali, głównie dzięki zagrywce Géralda Hardy-Dessourcesa. Środkowy posłał dwa asy serwisowe. Na pierwszej przerwie technicznej Les Bleus prowadzili wyraźnie, bo 9:16. Siatkarze Alana Knipe’a próbowali gonić rywali i zniwelowali ich przewagę z siedmiu do trzech „oczek”. Francuzom udało się jednak doprowadzić do szczęśliwego końca (20:25). W kolejnych dwóch partiach nieznacznie lepsi okazywali się gospodarze. Marien Moreau nie spisywał się już tak dobrze, jak w pierwszym secie i został szybko zmieniony przez Antonina Rouziera. Reszta drużyny również popełniała dużo niewymuszonych i głupich błędów, chociaż w końcówce drugiej partii nastąpił zryw – Les Bleus zdobyli trzy „oczka” z rzędu przy zagrywce Guillaume Samiki i próbowali gonić przeciwników. W zespole mistrzów olimpijskich wspaniale grał jednak Reid Priddy, wspierany przez Matthew Andersona i Claytona Stanleya, co wystarczyło, aby Amerykanie wygrali w drugim secie 25:22. W trzeciej partii Francuzi zbudowali kilkupunktową przewagę, dzięki asowi serwisowemu Antonina Rouziera i dobrym akcjom Kévina Tillie. W końcówce dwa poważne błędy popełnił jednak José Trèfle, a w ostatniej akcji dodatkowo pomylił się Rouzier. Amerykanie wygrali 25:23 i wydawało się, że przed swoją publicznością nie przegrają. Stało się jednak inaczej. Wspaniale grał bowiem Antonin Rouzier, a gospodarze dodatkowo nie byli w stanie zatrzymać Tillie. Bohaterami ostatnich minut czwartej partii byli Kévin Tillie, a także Guillaume Samica – to właśnie ten doświadczony przyjmujący doprowadził do piłki setowej, a wykorzystał ją Tillie. W zaciętym tie-breaku górą byli zawodnicy znad Sekwany – kilka dobrych akcji José Trèfle, a także Guillaume Samiki czy Antonina Rouziera wystarczyło, aby Les Bleus wyszli na czteropunktowe prowadzenie. Amerykanie mimo wszystko się nie poddawali i zniwelowali przewagę gości do zaledwie jednego „oczka” (12:13). Bohaterem ostatniej akcji tego meczu był Antonin Rouzier – atakujący nie zawahał się postawić wszystkiego na jedną kartę. Potężnie uderzył po prostej, zahaczając o ręce rywali. To udane zagranie sprawiło, że przed ostatnim meczem fazy grupowej Ligi Światowej „Trójkolorowi” wciąż zachowywali szanse na awans do Final Six. Musieli jednak nie tylko wygrać swój mecz z Koreą Południową, ale liczyć na wirtualną „pomoc” Włochów, bowiem tylko zwycięstwo Azzurrich za trzy punkty sprawiłoby, że do Sofii pojechaliby Francuzi, a nie Amerykanie.

Mecz przeciwko Koreańczykom był ostatnim spotkaniem, w którym „Trójkolorowych” poprowadził Philippe Blain. Nieco później okazało się, że również dla Guillaume Samiki było to pożegnanie z reprezentacją. Obaj Francuzi mogą się jednak cieszyć, że zakończyli swoją przygodę z kadrą zwycięstwem. Zwłaszcza usatysfakcjonowany powinien być „Samik”, który w meczu z Koreą zagrał w pełnym wymiarze czasowym (co nieczęsto się zdarzało w ubiegłym sezonie), a dodatkowo zdobył dwanaście punktów i zaraz po Marien Moreau był najlepiej punktującym reprezentantem Francji. Jego serwis, jak również techniczne i bardzo sprytne zagrania znacznie utrudniały życie podopiecznym Park Ki-Wona. Sam mecz był popisem gry Les Bleus. Koreańczycy nie byli w stanie poradzić sobie ze szczelnym blokiem rywali. W tym elemencie błyszczał zwłaszcza José Trèfle, który kilkukrotnie w pojedynkę powstrzymywał siatkarzy z Dalekiego Wschodu. Koreańczycy byli w stanie podjąć walkę z rywalami z Europy tylko na pierwszego seta, kiedy utrzymywali się na prowadzeniu - 7:8 na pierwszej przerwie technicznej (później ich przewaga wzrosła do trzech „oczek”). Les Bleus w nieco ponad godzinę ograli dużo słabszą Koreę, a tym samym zrobili to, co do nich należało - zdobyli trzy duże punkty i musieli czekać na wynik spotkania Włochy – USA. Początkowo mecz układał się dla nich pomyślnie. Zawodnicy Mauro Berruto prowadzili 2:1, jednak Amerykanie potrafili zebrać się w sobie i doprowadzić do tie-breaka. W najkrótszym z setów zwyciężyli 15:10. Niestety dla „Trójkolorowych”, taki rezultat premiował siatkarzy Alana Knipe’a. Amerykanie wyprzedzili Francuzów w tabeli grupy C o dwa punkty i pojechali do Bułgarii, gdzie pokazali się z bardzo dobrej strony, zajmując ostatecznie 2. miejsce w finałach.


ŻEGNAJ PHILIPPE, WITAJ LAURENT!

Mecz z Koreą Południową w Dallas był – tak, jak zostało powiedziane – ostatnim spotkaniem, w którym trenerem Francji był Philippe Blain. 52-letni szkoleniowiec pracował z reprezentacją „Trójkolorowych” przez dziesięć lat. W tym czasie zdobywał z nią medale zarówno Mistrzostw Świata, jak i Mistrzostw Europy, ale nie zawsze było tak dobrze. Wystarczy wspomnieć Mistrzostwa Świata 2010, na których Les Bleus zajęli zaledwie 11. miejsce (jednak wówczas olbrzymi wpływ na postawę reprezentacji miała kontuzja Antonina Rouziera czy dyscyplinarne wyrzucenie z kadry Earvina N’Gapetha). Przez te dziesięć lat Francuzi pod wodzą Blaina zaliczali więc wzloty i upadki.

Philippe Blain mądrze wprowadzał do kadry nowych zawodników. Dziś bez niektórych z nich trudno wyobrazić sobie reprezentację Francji. Earvin N’Gapeth, Jenia Grebennikov, Benjamin Toniutti, Kévin Le Roux czy zdecydowanie starszy od wymienionej czwórki Jose Trefle w tej chwili stanowią trzon kadry. Nie wszyscy młodzi sobie poradzili. Powołanie w 2011 dostali chociażby Julien Lyneel, Guillaume Quesque czy Franck Lafitte, lecz z różnych powodów nie zobaczyliśmy ich na boisku rok później. Nie oznacza to jednak, że już nie będzie im dane wysłuchać „Marsylianki” przed meczem. Wszystko zależy od następcy Blaina, czyli od Laurenta Tillie. Dotychczasowy szkoleniowiec AS Cannes był jednym z ponad dwudziestu kandydatów na przejęcie schedy po Blainie. Kontrakt z poprzednim trenerem wygasał dopiero po Igrzyskach Olimpijskich w Londynie, lecz ze względu na fakt, że Francuzi nie zakwalifikowali się na tą imprezę, Laurent Tillie zaczął pracować z kadrą nieco wcześniej.

Nowy trener wprowadził kilka zmian personalnych w reprezentacji. Nowym kierownikiem drużyny został Marc Francastel, dotychczasowego lekarza Jacquesa Blanca zastąpił Eric Verdonck, zaś stanowisko II trenera objął Arnaud Josserand. To trzy zmiany, które zaszły w sztabie szkoleniowym po odejściu Philippe’a Blaina. Jeżeli chodzi o zawodników – Laurent Tillie powołał do reprezentacji Francji środkowego Montpellier – Nicolasa Le Goffa oraz libero Tourcoing – Juliena Lemay, lecz żaden z nich nie pojechał na dwa turnieje kwalifikacyjne do ME 2013. Z reprezentacji wypadło kilku zawodników. Antonin Rouzier po rozmowie z Tillie zdecydował chwilowo „zawiesić” występy w kadrze narodowej, zaś drugim atakującym został... Kévin Le Roux, nominalny środkowy. Guillaume Samica postanowił zakończyć na zawsze przygodę z reprezentacją. Jean-François Exiga z kolei po nieudanych kwalifikacjach do IO musiał poddać się operacji kolana. W zespole zabrakło również Romaina Vadeleux. Powrócił za to Nicolas Maréchal. Więcej szans na grę otrzymywał Jean-Philippe Sol (który często był pomijany przez Blaina) i syn trenera – Kévin Tillie. Młody przyjmujący bardzo dobrze radził sobie w Lidze Światowej oraz w turniejach kwalifikacyjnych do ME 2012. Wielokrotnie zaskakiwał rywali skutecznymi atakami na lewym skrzydle i bardzo dobrze przyjmował, dlatego też nie można posądzać Tillie o faworyzowanie swojego syna. Szkoleniowiec powiedział: „Kévin jest dla mnie nadal jednym z wielu zawodników w reprezentacji. Nasze relacje są takie same jak z innymi graczami” i jednocześnie zaprzeczył, jakoby miał pobłażać swojemu dziecku.


ZAKOŃCZYLI SEZON SUKCESEM


Dwa turnieje kwalifikacyjne do Mistrzostw Europy 2013, sześć spotkań, sześć zwycięstw, osiemnaście punktów – to streszczenie tego, co działo się w węgierskim Szeged i łotewskiej Jelgavie. „Trójkolorowi” stracili w sześciu meczach tylko trzy sety – dwa w konfrontacjach z Łotwą i jeden w spotkaniu Hiszpanią. Trzeba jednak powiedzieć jasno, że rywali Francuzi mieli dość słabych rywali. Mistrzowie Europy z 2007, Hiszpanie, spisywali się nadzwyczaj słabo i nie byli w stanie zatrzymać będących w bardzo dobrej formie Marien Moreau czy Earvina N’Gapetha. Sami grali niezbyt skutecznie w ataku – jedynie Iban Pérez (który od października występuje we francuskim Nantes Rezé MV) dość dobrze radził sobie z defensywą Les Bleus. Francuzi jednak przeważali nad rywalami w każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła, stąd ich dwa zwycięstwa – 3:1 i 3:0. Węgrzy nie są znaczącą drużyną w Europie i tylko przez pewien moment stanowili zagrożenie dla zawodników Laurenta Tillie. Mianowicie, w drugim meczu w Jelgavie w inauguracyjnej partii Madziarzy prowadzili przez dłuższy czas. Les Bleus odrobili straty i zwyciężyli 26:24. W pozostałych partiach Francuzi byli już zdecydowanie lepsi. Oba spotkania z zawodnikami trenera Istvana Kelemena kończyły się wygraną „Trójkolorowych” 3:0. Nadspodziewanie dobrze w kwalifikacjach do Mistrzostw Europy 2013 radzili sobie Łotysze, którzy okazali się najpoważniejszymi rywalami siatkarzy znad Sekwany w walce o bilet na polsko-duński czempionat. Zawodnicy prowadzeni przez Raimondsa Vilde przegrali tylko dwukrotnie – obie porażki zanotowali w spotkaniach przeciwko Francji. Każdy z tych meczów kończył się zwycięstwem „Trójkolorowych” 3:1.


JAK GRALI POSZCZEGÓLNI ZAWODNICY?

W poniższych rozważaniach uwzględniono jedynie 21 meczów „o stawkę”, na które złożyło się dwanaście spotkań Ligi Światowej, a także po trzy mecze Światowego Turnieju Kwalifikacyjnego do IO w rozgrywanego Sofii oraz sześć meczów w ramach turniejów kwalifikacyjnych do Mistrzostw Europy 2013, które odbyły się w Szeged i Jelgavie. W związku z tym nie wzięto pod uwagę sparingów z Koreą Płd. rozgrywanych w maju 2012 ani czerwcowych i sierpniowych towarzyskich meczów z Czechami.

#1 – José Trèfle

Środkowy Arago de Sète wziął udział w 19 meczach o stawkę, w których zdobył 165 punktów. Co ciekawe, Trèfle był trzecim najlepiej punktującym zawodnikiem reprezentacji Francji. 32-letni siatkarz rozegrał bardzo dobry sezon, wielokrotnie zaskakiwał rywali udanymi krótkimi, często blokował przeciwników. Bodaj najlepsze spotkanie rozegrał przeciwko Korei we Florencji, na początku sezonu. Zapisał wówczas na swoim koncie piętnaście „oczek”, z czego siedem dzięki swojemu szczelnemu blokowi. Trèfle był zresztą jednym z najstabilniej grających zawodników reprezentacji Francji i na dobre zagościł już w wyjściowej szóstce.

#2 – Jenia Grebennikov

Młody libero początkowo grał na pozycji przyjmującego. Pojawiał się głównie w końcówkach setów, głównie w polu serwisowym, aby posłać trudną i nieprzyjemną zagrywkę. Nie udało mu się jednak zdobyć ani jednego punktu bezpośrednio z zagrywki. Po tym, jak z dalszej gry z powodu kontuzji kolana wycofał się Jean-François Exiga, Grebennikov powrócił na swoją nominalną pozycję. Grał bardzo dobrze, zdecydowanie pewniej niż w ubiegłym, debiutanckim sezonie.

#3 – Gérald Hardy-Dessources

Środkowy Tours VB rozegrał w ciągu całego sezonu 16 spotkań, zapisał na swoim koncie 112 punktów. Na środku siatki został przyćmiony przez swojego rodaka – José Trèfle. Hardy-Dessources początkowo nie dostawał zbyt wielu okazji do zaprezentowania swoich umiejętności. Na początku Ligi Światowej oraz podczas kwalifikacji do IO trener Blain wolał stawiać na wyższego i agresywniej atakującego Kévina Le Roux. Później pochodzący z Martyniki środkowy pojawiał się na parkiecie zdecydowanie częściej, a najskuteczniej grał pod koniec sezonu, na turnieju w Jelgavie – w dwóch ostatnich meczach zdobył po 12 „oczek”.

#4 – Antonin Rouzier

Był to dość dziwny rok dla atakującego. Jego forma falowała – część meczów zaczynał w szóstce, kilka spędził w kwadracie dla rezerwowych, a w niektórych był przysłowiowym asem w rękawie Philippe’a Blaina. Z czasem stracił pozycję naczelnego „bombardiera” reprezentacji Francji na rzecz Marien Moreau. Zawodnik ZAKSY chyba swój najlepszy mecz w całym 2012 zagrał przeciwko Amerykanom w Dallas. W drugim secie zastąpił słabiej spisującego się Moreau. Wspaniała postawa Rouziera sprawiła, że Francuzi byli o krok od awansu do Final Six w Sofii. We wspomnianym meczu atakujący zdobył 21 punktów. Po Lidze Światowej postanowił odpocząć i zrezygnował z występów w kadrze narodowej. Chociaż kapitalnie przez cały rok grał Marien Moreau, a dodatkowo na pozycję atakującego (z bardzo dobrym skutkiem) został przestawiony Kévin Le Roux, to trudno sądzić, że Rouziera zabraknie w tegorocznych zmaganiach. Jeśli chodzi zaś o statystyki, to w 12 meczach o „stawkę” zdobył 134 punkty.

#6 – Benjamin Toniutti

Był to wspaniały rok dla rozgrywającego Arago de Sète. Zagrał niemal we wszystkich spotkaniach, a większość (dwanaście) z nich rozpoczął w podstawowym składzie. Co ciekawe, na młodego siatkarza zdecydowanie częściej stawiał Philippe Blain. Kiedy trenerem został Laurent Tillie, Toniutti wchodził głównie na krótkie zmiany. Dopiero w ostatnim meczu w Jelgavie zagrał od pierwszego gwizdka sędziego. Niemniej trzeba powiedzieć jasno, że to był najlepszy rok w karierze reprezentacyjnego Benjamina Toniuttiego, który od jakiegoś czasu próbował dostać się do pierwszej szóstki, jednak dopiero w 2012 roku grał w większym wymiarze czasu.

#7 – Nicolas Maréchal

Trudno cokolwiek powiedzieć o postawie przyjmującego. Został powołany do kadry przez Philippe’a Blaina, jednak nie znalazł uznania w oczach szkoleniowca i podobnie jak kilku innych siatkarzy grał w kadrze A` (czyli drugiej reprezentacji Francji). Laurent Tillie zdecydował, że Maréchal zasługuje na powrót do pierwszego zespołu. Owszem, pojechał na kwalifikacje do ME 2013, lecz zagrał w zaledwie dwóch spotkaniach. Łącznie zdobył 10 punktów.

#8 – Marien Moreau

Jeżeli trzeba byłoby wskazać MVP całego sezonu, to Marien Moreau miałby spore szanse na wygraną i o taką nagrodę najpewniej rywalizowałby z Earvinem N’Gapethem. Moreau był zdecydowanie najjaśniejszą postacią w reprezentacji Francji. Łącznie zdobył 238 „oczek”, najwięcej spośród wszystkich „Trójkolorowych”. Sztuki tej dokonał, grając w 19 spotkaniach, zaś większość z nich rozpoczynał w wyjściowym składzie. Potężnie zbudowany Francuz wbrew pozorom nie zawsze używał 100% siły w ataku. Dość często kiwał, plasował, a także obijał ręce rywali, chociaż zdarzało mu się zderzyć ze szczelnym blokiem rywali. Dodatkowo zdobywał punkty bezpośrednio z zagrywki. Moreau w roku 2011 pełnił rolę zmiennika Antonina Rouziera. W ubiegłym sezonie sytuacja się zmieniła. Owszem, na początku podstawowym „bombardierem” był Rouzier, jednak coraz więcej szans na pokazanie swoich umiejętności otrzymywał Moreau. Żadnej szansy nie zmarnował. Z czasem to właśnie 29-letni zawodnik stał się podstawowym siatkarzem zarówno w kadrze Philippe’a Blaina, jak i Laurenta Tillie. Jeżeli Moreau utrzyma tak wysoką dyspozycję również w 2013 roku, to Les Bleus będą mieli dwóch dobrych i prawdopodobnie równorzędnych atakujących. Taka sytuacja jest bardzo korzystna dla całej reprezentacji.

#9 – Guillaume Samica

Tego bardzo doświadczonego Francuza nie zobaczymy już w kadrze. Zakończył swoją karierę reprezentacyjną wraz z odejściem Philippe’a Blaina. Długo można wymieniać zasługi „Samika” i wspominać jego sprytne techniczne zagrania, dzięki którym „Trójkolorowi” zdobywali kolejne punkty. Część spotkań rozpoczynał w podstawowym składzie, jednak częściej szkoleniowiec stawiał na duet N’Gapeth – Tuia, zaś Samica wchodził zwykle zadaniowo na zagrywkę. Po nieudanych kwalifikacjach do Igrzysk Olimpijskich przyjmujący często podrywał swoich kolegów do walki w każdym spotkaniu, a na przerwach technicznych udzielał cennych wskazówek. „Samik” był więc bardzo ważną postacią w reprezentacji. W ubiegłym roku dostał kilka szans na grę w szerszym wymiarze czasowym. W czternastu spotkaniach, w których pojawił się na boisku, zdobył 77 punktów.

#10 – Jean-Philippe Sol

Jean-Philippe Sol większość sezonu spędził poza pierwszą kadrą Francji. Pojawił się w składzie na LŚ we Florencji, jednak tam nie odegrał znaczącej roli. Później, po kontuzji Kévina Le Roux ponownie znalazł się w kadrze A, lecz wciąż wszystkie mecze spędzał w kwadracie dla rezerwowych. Philippe Blain wolał stawiać na innych siatkarzy. Sytuacja zmieniła się, gdy trenerem został Laurent Tillie. Pod jego wodzą Sol początkowo wchodził na krótkie zmiany, a pod sam koniec turnieju kwalifikacyjnego w Jelgavie stał się podstawowym zawodnikiem reprezentacji Francji.

#12 – Earvin N’Gapeth

Niepokorny przyjmujący jest jednym z filarów reprezentacji Francji. Po powrocie do kadry najczęściej nie schodzi poniżej pewnego, wysokiego poziomu. Jest bardzo skuteczny w ataku, świetnie przyjmuje zagrywkę, a sam dysponuje trudnym i mocnym serwisem, dzięki któremu wielokrotnie zdobywał ważne punkty. Ciężko jest wyobrazić sobie, jak wyglądałaby w tym momencie reprezentacja Francji bez tego młodego i bardzo zdolnego zawodnika. Jedne z najlepszych spotkań w niedawno zakończonym sezonie Earvin N’Gapeth rozegrał w węgierskim Szeged podczas kwalifikacji do ME 2013. W pierwszym meczu przeciwko Hiszpanom zdobył 24 „oczka” – posłał trzy asy i czterokrotnie zatrzymał rywali blokiem. Ze swojej najlepszej strony pokazywał się również podczas turnieju kwalifikacyjnego w Sofii i podczas Ligi Światowej w Lyonie, lecz przez cały sezon grał w miarę równo (jeżeli oczywiście dostawał szansę zaprezentowania swoich umiejętności). W siedemnastu meczach, w których zagrał, zdobył aż 209 punktów. Tym samym był drugim najlepiej punktującym Francuzem, zaraz za Marien Moreau.

#13 – Pierre Pujol

Pierre Pujol pozostał kapitanem „Trójkolorowych” i jako jeden z dwóch zawodników reprezentacji Francji wziął udział we wszystkich 21 meczach (drugim takim siatkarzem był Jenia Grebennikov). Kiedy szkoleniowcem Les Bleus był jeszcze Philippe Blain, Pujol dużą część czasu spędzał w kwadracie dla rezerwowych. Na parkiecie pojawiał się, kiedy trzeba było podwyższyć blok, wykonać trudną zagrywkę lub po prostu wtedy, kiedy gra Les Bleus znacznie się pogarszała. Po objęciu stanowiska I trenera przez Laurenta Tillie, Pujol rozpoczynał mecze w wyjściowym składzie. Nowy szkoleniowiec Francji zna bardzo dobrze kapitana reprezentacji z czasu jego gry w AS Cannes i w tak ważnych turniejach, jakimi niewątpliwie były kwalifikacje do Mistrzostw Europy 2013, wolał postawić na sprawdzonego i zaufanego rozgrywającego, a więc właśnie na Pierre’a Pujola.

#15 – Samuele Tuia

Samuele Tuię można byłoby określić mianem człowieka od czarnej roboty. Nie zawsze błyszczał na lewym skrzydle, częściej był przyćmiewany przez wspaniale atakujących Moreau, Rouziera czy N’Gapetha. Tuia rozgrywał mecze bardzo dobre (jak choćby ten we Florencji, kiedy Francuzi pokonali po tie-breaku Koreę, a sam przyjmujący z dziewiętnastoma „oczkami” na koncie był najlepiej punktującym graczem), ale i słabsze. Prawdopodobnie najtrudniejszy moment przytrafił mu się w czwartym secie spotkania z Bułgarią w Sofii. Zawodnicy Radostina Stoycheva mieli wówczas match-balla. Samuele Tuia nie poradził sobie z potrójnym blokiem gospodarzy i mecz zakończył się zwycięstwem rywali. Nie można jednak obwiniać tego pochodzącego z Polinezji Francuskiej zawodnika o porażkę w tamtym spotkaniu, bo wynik byłby na pewno inny, gdyby cały zespół grał skuteczniej. Ogólnie Tuia zagrał w dziewiętnastu meczach, a łącznie zdobył 155 punktów.

#16 – Kévin Tillie

Młody przyjmujący w przyszłym sezonie może być jedną z czołowych postaci w reprezentacji Francji. Został powołany już w 2011 roku, jednak z powodu kontuzji nie mógł wziąć udziału w przygotowaniach do Mistrzostw Europy. Rok później Tillie zadebiutował w pierwszej kadrze, jednak szansę na dłuższą grę dostał podczas Ligi Światowej w Gwangju. W ostatnim meczu z Włochami zagrał od początku i zdobył 10 punktów. W Dallas był już podstawowym zawodnikiem Les Bleus. W bardzo ważnym spotkaniu z Amerykanami Tillie zapisał na swoim koncie aż 19 punktów – zaledwie o dwa mniej niż Antonin Rouzier. Po objęciu kadry przez Laurenta Tillie, młody przyjmujący zagrał we wszystkich sześciu meczach w Szeged i Jelgavie i, podobnie jak w Lidze Światowej, prezentował się bardzo dobrze.

#18 – Jean-François Exiga

Doświadczony libero pomimo doskwierającej kontuzji kolana, której nabawił się podczas gry w lidze włoskiej, postanowił pomóc kadrze narodowej w uzyskaniu kwalifikacji olimpijskiej. „Jeff” zagrał tylko w sześciu meczach – trzech we Florencji i trzech w Sofii, po czym wycofał się z dalszej gry, aby poddać się niezbędnemu zabiegowi. Co do gry Exigi nie można mieć większych zastrzeżeń. Zawodnik Tours wielokrotnie popisywał się ofiarnymi obronami, całkiem nieźle również przyjmował zagrywkę.

#20 – Kévin Le Roux

Le Roux w ubiegłym roku zagrał na dwóch pozycjach. Początkowo, podczas Ligi Światowej i Światowego Turnieju Kwalifikacyjnego w Sofii występował na swojej nominalnej pozycji, czyli na środku. Później, podczas kwalifikacji do ME 2013, Kévin Le Roux grał jako atakujący. Co ciekawe, w obecnie trwającym sezonie ligowym ten rosły siatkarz również doskonale sprawdza się w roli „bombardiera” AS Cannes. Niestety, Le Roux w pierwszym secie meczu Francja – Włochy w Lyonie musiał opuścić boisko z powodu urazu uda i nie powrócił już do składu reprezentacji Francji do końca „Światówki”. W Jelgavie z powodu drobnego problemu z mięśniem czworogłowym uda nie wziął udziału w pierwszych dwóch spotkaniach, za to w ostatnim meczu zastąpił Marien Moreau i zapisał na swoim koncie 23 „oczka”.


CO PRZYNIESIE ROK 2013?


Niewątpliwie najważniejszą tegoroczną imprezą dla Les Bleus będą wrześniowe Mistrzostwa Europy. Francuzi trafili do grupy B i w Gdańsku zmierzą się z gospodarzami, czyli z Polską, z nieobliczalną Słowacją oraz z Turcją lub Łotwą (zadecydują baraże rozegrane wiosną). W polsko-duńskim czempionacie będzie obowiązywał ten sam system rozgrywania meczów, jak na turnieju w Austrii i Czechach, a więc bezpośrednio do ćwierćfinałów awansuje jedynie zwycięzca grupy, zaś drużyny zajmujące miejsca drugie i trzecie będą musiały walczyć o ¼ finału w barażach. Ten system może okazać się niezbyt korzystny dla Francji, która najprawdopodobniej nie wygra rywalizacji w grupie B. Wydaje się, że 1. miejsce zarezerwowane jest dla reprezentacji Polski. Dlatego też Francuzi muszą być przygotowani na rozegranie jednego meczu więcej. W 2011 roku „Trójkolorowi”, chociaż trafili do trudniejszej grupy (z Włochami, Finlandią i Belgią), radzili sobie całkiem nieźle. Stoczyli zacięty bój z Finami, niespodziewanie przegrali 1:3 z Belgami i po tie-breaku ograli Włochów, którzy kilka dni później zostali wicemistrzami Starego Kontynentu. Na wrześniowych Mistrzostwach Europy Les Bleus na pewno będą chcieli dotrzeć przynajmniej do ćwierćfinałów.

„Trójkolorowi” zdecydowanie mniejsze szanse na wyjście z grupy mają w Lidze Światowej. Po zmianie systemu trafili do grupy A i będą musieli zmierzyć się z Polską, Brazylią, Stanami Zjednoczonymi, Argentyną i Bułgarią. Polska i Brazylia – światowe potęgi – wydają się być poza zasięgiem zawodników Laurenta Tillie, chociaż z drużyny Canarinhos odeszli m.in. Giba, Sergio czy Rodrigão. Amerykanie w ubiegłym roku przegrali dwa z czterech meczów z Francuzami, w tym jeden przed własną publicznością, lecz wciąż pozostają mocną ekipą, dysponującą potężną siłą ataku i w polu zagrywki. Argentyńczycy i Bułgarzy są również silnymi zespołami i na pewno będą walczyć o każdy punkt.


RZUT OKA NA CYFERKI

Francuzi w 2012 roku rozegrali łącznie 29 meczów – 21 „o punkty” oraz 8 sparingów. Aż 24 spotkania zakończyły się zwycięstwem „Trójkolorowych”. Najczęściej, bo 14 razy, padał wynik 3:1 dla Les Bleus.

Bilans spotkań:

Światowy Turniej Kwalifikacyjny do IO (Sofia)

Egipt – Francja 1:3 (22:25, 25:18, 15:25, 21:25)
Francja – Bułgaria 1:3 (19:25, 28:26, 23:25, 25:27)
Pakistan – Francja 1:3 (25:21, 20:25, 19:25, 13:25)

Liga Światowa 2012

a) Florencja

Stany Zjednoczone - Francja 1:3 (25:17, 20:25, 24:26, 17:25)
Francja - Włochy 1:3 (25:20, 22:25, 21:25, 22:25)
Francja - Korea Płd. 3:2 (25:18, 24:26, 25:20, 21:25, 15:11)

b) Lyon

Francja - Korea Płd. 3:1 (21:25, 25:15, 31:29, 25:17)
Francja - Włochy 3:1 (25:17, 22:25, 25:23, 25:20)
Francja - Stany Zjednoczone 1:3 (25:20, 22:25, 19:25, 21:25)

c) Gwangju

Korea Płd. - Francja 1:3 (21:25, 25:23, 16:25, 15:25)
Francja - Stany Zjednoczone 0:3 (21:25, 21:25, 20:25)
Francja - Włochy 3:0 (26:24, 25:15, 25:22)

d) Dallas

Francja - Włochy 3:2 (29:31, 25:23, 25:18, 21:25, 15:12)
Stany Zjednoczone - Francja 2:3 (20:25, 25:22, 25:23, 23:25, 13:15)
Francja - Korea Płd. 3:0 (25:19, 25:15, 25:17)


Mecze towarzyskie

a) Calais

Francja - Korea Płd. 3:1 (23:25, 25:23, 25:15, 25:22)
Francja - Korea Płd. 3:1 (25:18, 19:25, 25:22, 25:22)

b) Lille

Francja – Czechy 3:2 (25:20, 25:22, 23:25, 19:25, 15:9)
Francja – Czechy 3:1 (25:19, 22:25, 25:19, 25:20)
Francja – Czechy 3:0 (25:15, 25:18, 25:16)

c) Benátky nad Jizerou

Czechy – Francja 1:3 (17:25, 25:22, 17:25, 20:25)
Czechy – Francja 3:2 (26:24, 23:25, 25:22, 18:25, 15:12)
Czechy – Francja 0:3 (15:25, 14:25, 19:25)

Turnieje Kwalifikacyjne do ME 2013:

a) Szeged

Francja - Hiszpania 3:1 (25:18, 25:14, 17:25, 28:26)
Francja - Łotwa 3:1 (25:18, 19:25, 25:18, 25:22)
Węgry - Francja 0:3 (20:25, 15:25, 16:25)

b) Jelgava

Hiszpania - Francja 0:3 (22:25, 21:25, 19:25)
Francja - Węgry 3:0 (26:24, 25:19, 25:20)
Francja - Łotwa 3:1 (15:25, 25:21, 26:24, 25:20)


*opracowała Magdalena Gajek (przegladligowy.com)

Dodaj do:
Wykop

Dodaj komentarz

Aby móc komentować, musisz być zalogowany.

Zaloguj się, albo gdy nie masz jeszcze konta Zarejestruj się

Logowanie

Siatkówka

PlusLiga

Najnowsze galerie

Newsletter

Ostatnio zarejestrowani

Polecane