Reprezentacje | 2013-01-01 14:28:59 | Nadesłał: Magdalena Kudzia | Źrodlo: inf. własna
Reprezentacja Finlandii nie zaliczy minionego roku do udanych. Biało-niebiescy pod wodzą trenera Daniela Castellaniego nie odnieśli żadnych znaczących sukcesów, a na brak wyników duży wpływ miał ogrom kontuzji, jaki dopadł drużynę z Dalekiej Północy. Jedynym pozytywnym wydarzeniem w trakcie całego sezonu było wywalczenie awansu na Mistrzostwa Europy, jednak podczas samego czempionatu, rozgrywanego na boiskach w Polsce i w Danii, za poczynania graczy Suomi nie będzie już odpowiedzialny ten sam człowiek. Nazwisko nowego szkoleniowca, który przejmie schedę po Argentyńczyku, poznamy już niedługo.
Rok 2011 zakończył się dla Finów pomyślnie. Podopieczni trenera Daniela Castellaniego podczas zmagań w chorwackim mieście Osijek wywalczyli przepustkę do Europejskiego Turnieju Kwalifikacyjnego, czyli ostatniego etapu rywalizacji o bilet na Igrzyska Olimpijskie. To właśnie zawody w Sofii były pierwszym ważnym wyzwaniem biało-niebieskich w minionym sezonie reprezentacyjnym.
Pod koniec marca argentyński szkoleniowiec podał listę 25 zawodników, którzy w roku 2012 mieli bronić barw swojego kraju. Wśród powołanych nie zabrakło debiutantów, w składzie znaleźli się m.in. młodzi Tommi Siirilä, Elviss Krastins, Aleksi Kaatrasalo, Lauri Kerminen czy Jouni Palokangas. Szansę na grę w kadrze otrzymał także Antti Esko, który o miejsce pod siatką rywalizował ze swoim bratem, Mikko. Zgrupowanie w Kuortane rozpoczęło się w połowie kwietnia, jednak czasu na przygotowania nie było dużo. Już po niecałych dwóch tygodniach ćwiczeń Finów czekał pierwszy sprawdzian formy, jakim były mecze sparingowe z reprezentacją Hiszpanii. Do Guadalajara gracze Suomi udać się mieli w 14-osobowym składzie, jednak obowiązki rodzinne zatrzymały w domu świeżo upieczonego tatę, Anttiego Siltalę.
Premierowe spotkanie przeciwko drużynie Hiszpanii od początku nie układało się po myśli biało-niebieskich. Gospodarze pewnie zwyciężyli 3-0, jednak trener Daniel Castellani przyznał, że wynik jest w tej chwili sprawą drugorzędną: - Najważniejszą rzeczą jest praktyka i ponowne zgranie się. Mecz jest ku temu najlepszą okazją, bez względu na końcowe rozstrzygnięcie - powiedział Argentyńczyk. W kolejnym meczu Finom poszło znacznie lepiej i tym razem trzy zwycięskie sety zapisane zostały po ich stronie. - Dzisiaj zaprezentowaliśmy się zupełnie inaczej, niż we wczorajszym meczu, dużo lepiej wchodziliśmy do gry w każdym secie. Myślę, że w przyszłym tygodniu gra będzie jeszcze lepsza. Pewność siebie powoli do nas wraca - przyznał ówczesny kapitan biało-niebieskich, Tuomas Sammelvuo. Radość z rosnącej formy nie trwała jednak długo. Trzecie spotkanie przyniosło gościom z Dalekiej Północy sromotną porażkę, a sama gra pozostawiała wiele do życzenia. Proste błędy uniemożliwiały Finom wyprowadzenie jakiejkolwiek akcji, a brak zgrania był aż nadto widoczny. - To był bardzo zły mecz, najgorszy w wykonaniu moich podopiecznych odkąd jestem ich trenerem - powiedział Daniel Castellani, który tuż przed początkiem kwalifikacji olimpijskich nie mógł być spokojny o dyspozycję swoich podopiecznych.
Igrzyska jedynie w telewizji
Do Sofii biało-niebiescy przyjechali w nie najlepszych nastrojach, ale z wiarą w końcowy sukces. Rywale do łatwych nie należeli, jednak siatkarze z Finlandii już nie raz sprawiali niespodzianki w starciach z wyżej notowanymi rywalami. Walkę o bilet do Londynu podopieczni trenera Castellaniego rozpoczęli od przegranej z drużyną Italii. Mecz mógł się podobać, biało-niebiescy pokazali ogromny hart ducha i pomimo sporych problemów zagrali z Włochami jak równy z równym. W tie-breaku przed dłuższą chwilę wydawało się, że kibice będą świadkami małej sensacji, ponieważ to Finowie utrzymywali się na prowadzeniu, ale w najważniejszym momencie zespół prowadzony przez dobrze im znanego szkoleniowca, jakim jest Mauro Berruto, odrobił straty i przechylił szalę zwycięstwa na swoją stronę. Ostatecznie piąta odsłona zakończyła się wynikiem 16:14 dla graczy z Półwypsu Apenińskiego. - W zasadzie zagraliśmy dobry mecz, możemy być zadowoleni z naszego występu. Jutro czeka nas bardzo ważne starcie z Niemcami - mówił po spotkaniu przyjmujący i jeden z najjaśniejszych punktów ekipy z Dalekiej Północy, Olli Kunnari.
Rzeczywiście, przegrana w premierowym meczu nie odbierała Finom szansy na awans do kolejnej rundy, jednak aby myśleć jeszcze o wyjeździe na Igrzyska należało wygrać dwa kolejne pojedynki. Wspomniane starcie z Niemcami było ważnym sprawdzianem dla biało-niebieskich, za który zawodnicy otrzymali niestety ocenę niedostateczną. O ile w pierwszym secie Finowie zdołali nawiązać wyrównaną walkę z przeciwnikiem, o tyle w dalszej fazie meczu ich poziom energii znacznie zmalał, a to pociągnęło za sobą wyraźnie gorszą grę. Niemcy zwyciężyli 3-1 i tym samym niemalże całkowicie odebrali rywalom możliwość walki o przepustkę do Londynu.
Trzeci mecz nie miał dla Finów już większego znaczenia. Co prawda, zachowali oni minimalne szanse na wyjście z grupy, jednak były one czysto teoretyczne - wszystko zależało od ich postawy, a także występu Włochów. Od pierwszego gwizdka na parkiecie widoczna była wyraźna przewaga Słowaków, którzy także grali o swoje premierowe zwycięstwo w bułgarskim turnieju. Kiedy na tablicy świetlnej widniał wynik 2-0 pewne było, że biało-niebiescy marzenia o wyjeździe na Igrzyska Olimpijskie będą musieli odłożyć o kolejne cztery lata. Mecz zakończył się rezultatem 3-1, a podopieczni argentyńskiego szkoleniowca wracali do domu z kompletem porażek. - Zagraliśmy na 100% naszych możliwości. Zrobiliśmy wszystko, co było możliwe w tych warunkach i w dalej chwili. Nie wracamy do domu z opuszczonymi głowami ponieważ walczyliśmy, a to jest największy pozytyw - podkreślał w pomeczowych wywiadach Daniel Castellani.
Kontuzje, problemy i koniec pewnej ery
23. edycja Ligi Światowej zakończyła się historycznym triumfem reprezentacji Polski. "Tour de World 2012" w wykonaniu Finów nie wypadł jednak tak okazale i przez moment pojawiło się ryzyko, że udział biało-niebieskich w przyszłorocznych rozgrywkach będzie zagrożony... ale po kolei.
W minionym roku zespoły przystąpiły do walki w "Światówce" na nowych zasadach. Miejsce dotychczasowych dwóch meczów z tym samym rywalem w jeden weekend zastąpiły cztery mini-turnieje. Finom przyszło się zmierzyć z Polską, Brazylią oraz Kanadą i to właśnie w Ameryce Północnej rozpoczęła się rywalizacja w grupie B.
Do Toronto biało-niebiescy udali się prosto z Lohja, gdzie znajduje się Instutut Sportu Kisakallio, który, obok Kuortane, stał się bazą szkoleniową dla podopiecznych trenera Daniela Castellaniego. Jeszcze przed wylotem argentyński szkoleniowiec przyznawał, że rywalizacja nie będzie łatwa, ale wyznaczone na ten sezon zadania muszą zostać zrealizowane. - Naszym głównym celem jest zapewnienie sobie startu w kolejnej edycji World League. Musimy tego dokonać bez względu na to, z kim gramy - podkreślał. Wtedy Castellani jeszcze nie wiedział, że w trakcie całej "Światówki" jego ekipie przyjdzie się mierzyć nie tylko z przeciwnikami, ale także ogromnym pechem, jaki nie chciał opuścić kadry Suomi. Zaczęło się od nieszczęśliwej kontuzji Konstantina Shumova, jakiej środkowy nabawił się podczas Europejskiego Turnieju Kwalifikacyjnego do IO w Sofii. Uraz okazał się być na tyle poważny, że Shumov zmuszony był poddać się operacji, która wykluczyła go na ponad dwa miesiące z treningów. Jego miejsce w składzie zajął młodziutki Tommi Siirilä. Ponadto podczas pierwszych turniejów radzić sobie musieli bez dwóch doświadczonych graczy - Mikko Esko oraz Olliego Kunnariego, którzy dostali wolne od trenera. Zamiast nich w dwunastce znaleźli się Antti Esko i Jari Tuominen. Kiedy wydawało się, że Finowie "załatali" dziury w składzie i mogą skupić się wyłącznie na grze, kłopoty dopadły... trenerów. Zarówno Daniel Castellani, jak i jego asystent Mario Martinez, nie dotarli z zespołem do Toronto, a powodem takiej sytuacji był brak wiz. W obliczu zaistniałych problemów rolę pierwszego szkoleniowca zmuszony był pełnić pracujący na co dzień z młodymi siatkarzami Pekka Lahtinen, a obok niego na ławce rezerwowych zasiadł... Kamil Sołoducha - statystyk, którego polscy kibice znają z olsztyńskiego AZSu. Debiut "nowego" sztabu szkoleniowego wypadł dobrze, jednak to nie Finowie cieszyli się z trzech punktów. Premierowe spotkanie w Kanadzie padło łupem gospodarzy, ale przyjezdnym z pewnością nie można odmówić woli walki. W każdej z trzech odsłon zacięta rywalizacja trwała od pierwszej do ostatniej piłki, a dwie pierwsze partie zakończyły się dopiero po grze na przewagi. - To był wyrównany mecz, mogliśmy wygrać dwa pierwsze sety. Mieliśmy trochę problemów w ataku, jednak to prawie wystarczyło do zwycięstwa - mówił na pomeczowej konferencji prasowej Tuomas Sammelvuo. Podobnego zdania był Pekka Lahtinen, który nie ukrywał, że było to dla niego spore przeżycie: - Tuomas i inni doświadczeni gracze bardzo mi dzisiaj pomogli. To dopiero mój drugi dzień z zespołem i pierwszy mecz międzynarodowy na takim poziomie. Bardzo chciałbym, abyśmy poprawili nasz atak. Jestem jednak zadowolony, walczyliśmy przez cały mecz.
W kolejnym dniu rywalem biało-niebieskich byli Polacy. W porównaniu do pierwszego starcia w składzie Finów doszło do jednej znaczącej zmiany - w wyjściowej szóstce pojawił się Olli-Pekka Ojansivu. Roszada, jaką zaproponował Pekka Lahtinen okazała się być strzałem w dziesiątkę. "Lelu" rozegrał kapitalne zawody, był najskuteczniejszym graczem w swoim zespole i głównym autorem cennego zwycięstwa gości z Dalekiej Północy. Trwający ponad dwie godziny pojedynek rozstrzygnął się w tie-breaku, w którym od początku stroną dominującą była ekipa z Finlandii. - Zawodnicy zaufali sobie, jestem z nich bardzo dumny. Postawiłem wyzwanie przed naszym atakującym Ojansivu, a on zrewanżował się wspaniałym meczem. Nawet w defensywie, która nie jest jego mocną stroną, zaprezentował się dobrze - komplementował swoich podopiecznego Lahtinen. Wiele ciepłych słów zebrał także Eemi Tervaportti, który z każdym kolejnym rokiem coraz pewniej czuje się na parkiecie. - Jestem dumny z mojego zespołu. Bardzo potrzebowaliśmy tego zwycięstwa z mocną drużyną. Zagraliśmy ze wspaniałym nastawieniem, nasze ataki były sprytne, zaprezentowaliśmy wiele dobrych zagrań od naszego rozgrywającego do atakujących - dodawał Tuomas Sammelvuo.
Trzecie spotkanie w Toronto nie przyniosło następnej niespodzianki, chociaż ta wisiała w powietrzu. Nie prezentujący najwyższego poziomu Brazylijczycy w trakcie pierwszego turnieju Ligi Światowej byli do ogrania, ale zbyt duża ilość błędów popełnianych przez Finów odebrała im szansę na urwanie chociażby punktu rywalom. Szczególnie dużo emocji dostarczyła czwarta odsłona, w której ważyły się losy całego meczu. Biało-niebiescy mieli w górze kilka piłek setowych, ale nie potrafili ich wykorzystać. Ostatecznie pomyłka Mikko Oivanena w ataku zakończyła partię wynikiem 31:29, a cały mecz padł łupem "kanarkowych". - Mogliśmy doprowadzić do piątej odsłony. W czwartej Brazylia zagrała bardzo taktycznie i kilkukrotnie dokonała dobrych wyborów w bloku. Mogliśmy rozegrać te akcje lepiej - podsumował starcie Tuomas Sammelvuo. Dodatkowo w ekipie z Dalekiej Północy ponownie dał o sobie znać ogromny pech. W trakcie spotkania z powodu bólu mięśni brzucha boisko zmuszony był opuścić prezentujący świetną formę Olli-Pekka Ojansivu. Po powrocie do kraju atakujący został poddany badaniom, które wykazały 4-centymetrowe pęknięcie jednego z mięśni. Przymusowa przerwa Ojansivu trwać miała od czterech do sześciu tygodni, a to było jednoznaczne z tym, że "Lelu" w Lidze Światowej już nie zagra.
Przed kolejnym turniejem do składu biało-niebieskich dołączyli trzej gracze - miejsce kontuzjowanego Ojansivu zajął Urpo Sivula, a możliwość pokazania swoich umiejętności otrzymali także Jouni Palokangas i Jesse Mäntylä. Dążenia biało-niebieskich wciąż pozostawały niezmienne - dobra gra i bezpieczne utrzymanie w siatkarskiej elicie. - Rzeczywiście, mamy dwa cele, w których realizację wierzę. Potrzebujemy punktów, aby poprawić naszą sytuację a tabeli, a także musimy każdego dnia polepszać naszą grę - mówił Daniel Castellani, który nie tracił nadziei, że ciężkie treningi pod jego okiem nie pójdą na marne. - Wykonaliśmy dobrą pracę i wierzę, że w ten weekend zaprezentujemy się lepiej, niż w Kanadzie. To normalne, że na tym etapie przygotowań forma rośnie z tygodnia na tydzień - wyjaśniał tuż przed startem rywalizacji w Katowicach.
W Spodku pojedynek pomiędzy Finlandią a Brazylią nie był tak zacięty, jak w Toronto. Gracze z Dalekiej Północy byli wyraźnie słabsi od przeciwników i nawet przez moment nie zdołali im zagrozić. W żadnej z trzech odsłon biało-niebiescy nie przekroczyli progu piętnastu zdobytych "oczek". - Nie zagraliśmy na swoim poziomie, natomiast Brazylijczycy rozegrali naprawdę bardzo dobry mecz. Wszystko w naszym zespole zawiodło, w żadnym elemencie nie zaprezentowaliśmy się poprawnie - powiedział po ostatnim gwizdku Matti Oivanen. Środkowy przyznał także, że forma jego drużyny cały czas rośnie, mimo, że chwilami tego nie widać.
Drugie spotkanie w Katowicach także nie przyniosło przełamania w poczynaniach Finów. Niesieni głośnym dopingiem publiczności Polacy pewnie rozgrywali swoje akcje, czego nie można powiedzieć o przyjezdnych. Podopieczni trenera Daniela Castellaniego tylko w premierowej odsłonie zdołali nawiązać wyrównany bój z rywalami, w dwóch kolejnych setach przewaga biało-czerwonych była już bardziej widoczna. - Polacy serwowali dobrze, dobrze zagrali też w defensywie. To właśnie tymi elementami zdobyli najwięcej ważnych punktów - po dobrych obronach wyprowadzali skuteczne ataki. Zaprezentowali się lepiej jako zespół - mówił po meczu Pasi Hyvärinen, który tym razem spotkanie obserwował z kwadratu dla rezerwowych. - Być może gdybyśmy zwyciężyli w pierwszym secie, to ten mecz potoczyłby się inaczej, jednak to rywale lepiej rozegrali końcówkę. Podobną szansę mieliśmy w trzeciej partii, ale znowu zaważyły niewielkie niuanse, jak chociażby przyjęcie w trzeci metr, blok... W tym sezonie mamy z tym ogromny problem - dodawał libero.
Ostatnią szansą Finów na pokazanie się z dobrej strony przed polską publicznością było starcie z Kanadą. Żądni rewanżu Skandynawowie trzeci mecz w katowickim Spodku rozpoczęli od mocnego uderzenia i szybko objęli prowadzenie 2-0. Wydawało się, że spotkanie rozstrzygnie się błyskawicznie, ale w tym momencie do walki zerwali się gracze z Ameryki Północnej i doprowadzili do remisu. W tie-breaku Finom udało się zrehabilitować za przestój, jaki dopadł ich po drugiej partii i to oni triumfowali 15:8. - Mecz na pewno był lepszy, niż dwa poprzednie, bo w końcu wygrany. Nie wiem jaki jest powód naszej słabszej postawy, być może nie byliśmy wystarczająco gotowi do gry przeciwko Brazylii i Polsce. Dwa punkty nie są tym, co oczekiwaliśmy, jednak to zawsze więcej niż zero - przyznał Eemi Tervaportti, który pod nieobecność Mikko Esko pełnił rolę pierwszego rozgrywającego. - Przygotowania do turnieju w Polsce były udane, pomimo tego, że nie udało nam się osiągnąć tutaj sukcesów. Mieliśmy dwa tygodnie na treningi, wszyscy ciężko pracowali i byli podekscytowani przyjazdem do Katowic. Mecze z Brazylią i Polską pokazały jednak, że nie jesteśmy jeszcze w najwyższej formie - dodał zawodnik belgijskiego Knack Roeselare.
Pomimo słabych wyników Finowie nadal nie tracili animuszu i do Brazylii udali się w dobrych nastrojach. Entuzjazmu z podróży do Ameryki Południowej nawet nie próbował ukryć Mikko Oivanen, na którego barkach opierała się cała gra ofensywna Finów. - W miniony weekend moja gra zaczęła się poprawiać, a to jest teraz najistotniejsze. Zgranie z naszym rozrywającym jest coraz lepsze, idziemy w dobrym kierunku - mówił były atakujący Trefla Gdańsk i dodawał: - Nie mogę się doczekać lepszej gry przeciwko Polsce i Brazylii. Nie będzie to proste, ponieważ ostatnio nie udało nam się ugrać z nimi nawet seta, a co dopiero mówić o całym meczu. W najbliższy weekend musimy od początku przycisnąć rywali, wywrzeć na nich presję. Zgodnie z zapowiedziami Oivanena w São Bernardo do Campo biało-niebieskim miało pójść lepiej, niż dotychczas. Niestety, nie do końca tak było.
W dwóch pierwszych setach meczu z Brazylią biało-niebiescy prezentowali się dobrze, jednak ani razu nie zdołali przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę. Zupełnie inaczej wyglądała trzecia partia, o której Finowie woleliby jak najszybciej zapomnieć. Gospodarze rozbili swoich rywali pozwalając im na zdobycie zaledwie dziewięciu punktów. - Kiedy mieliśmy dobre przyjęcie, graliśmy dobry mecz. Od momentu, gdy Brazylijczycy zaczęli mocniej zagrywać, a nasza obrona gorzej funkcjonować, zrobiło się bardzo trudno. Złe przyjęcie było właśnie kluczem do naszej porażki - wyjaśnił po meczu kapitan kadry Suomi, Tuomas Sammelvuo.
Pojedynek z Polską zapadł w pamięć kibiców nie ze względu na wynik, ale na wydarzenia w czwartym secie. Przy wyraźnym prowadzeniu biało-czerwonych, tuż przed drugim time-out'em, w ferworze walki Pasi Hyvärinen zderzył się z Eemi Tervaporttim. Sytuacja wyglądała dramatycznie, młody rozgrywający długo nie podnosił się z parkietu i ostatecznie opuścił halę na noszach, by jak najprędzej udać się do szpitala. Dokładnie badania na szczęście nie wykazały poważniejszych obrażeń, a Tervaporttiego czekał jedynie 3-tygodniowy rozbrat z siatkówką i kołnierz ortopedyczny. Przerwany na chwilę mecz nie zmienił już swojego przebiegu, Polacy dowieźli przewagę do końca i zwyciężyli 3-1. - Przeciwko silnym rywalom, takim jak Brazylia czy Polska, dobrze gramy w dwóch pierwszych setach, ale później nasza wydajność fizyczna i technika wyraźnie siadają. Musimy stawić czoła tym sytuacjom, by czegoś się nauczyć - mówił wyraźnie zdenerwowany Daniel Castellani. - Dobrze rozpoczęliśmy ten mecz, ale w końcówce zaprezentowaliśmy się żenująco. Takie rzeczy nie mogą się przytrafiać w spotkaniach z tak silnymi rywalami, jak Polska. Teraz musimy zapomnieć o tym meczu i zacząć myśleć o kolejnym, który będzie dla nas bardzo ważny - wtórował mu Tuomas Sammelvuo.
Na zakończenie pobytu w São Bernardo do Campo Finowie mieli w końcu powody do zadowolenia. Dzięki wygranej nad Kanadą 3-0 biało-niebiescy opuścili ostatnie miejsce w tabeli grupy B i w dobrych nastrojach mogli szykować się do występów przed własną publicznością, jakie czekały ich w kolejny weekend. W ostatnim meczu w Brazylii z bardzo dobrej strony zaprezentował się Mikko Oivanen, który do spółki z Anttim Siltalą brylował w ataku. Ponadto Finowie doskonale radzili sobie w bloku. Tym elementem podopieczni trenera Daniela Castellaniego zanotowali aż 16 "oczek". Całe spotkanie na pozycji rozgrywającego rozegrał Antti Esko.
Czwarty turniej Ligi Światowej odbył się w Tampere. Ponownie nie obyło się zmian w składzie - tym razem ze względu na kontuzję Tervaporttiego do zespołu zmuszony był dołączyć przebywający na wakacjach Mikko Esko. Na liście znalazły się także nazwiska Elvissa Krastinsa i Olliego-Pekki Ojansivu, ale żaden z nich nie pojawił się w meczowej dwunastce.
Początek rywalizacji w hali Hakametsä nie ułożył się po myśli gospodarzy. Polacy po raz trzeci w tej edycji "Światówki" byli zbyt silni dla Finów i to oni zapisali na swoim koncie kolejny komplet punktów. Biało-niebiescy mieli szczególnie duży problem z przedarciem się przez blok przeciwników, chociaż do niedawna ten element siatkarskiego rzemiosła był ich mocną stroną. - W przeciwieństwie do Polaków mieliśmy duży problem z przyjęciem. Druga odsłona wyglądała dobrze w naszym wykonaniu, jednak to wciąż było zbyt mało, by myśleć o zwycięstwie - przyznał Daniel Castellani.
Miejscowym szczęście nie dopisało również w starciu z Brazylijczykami. Forma Canarinhos wyraźnie wzrosła od czasu turnieju w Kanadzie, jednak mimo wszystko biało-niebieskim udało się dorównać im poziomem gry. Przewaga gości była widoczna zwłaszcza w końcówkach setów, kiedy to ich doświadczenie brało górę nad szarpaną dyspozycją rywali. Wytłumaczeniem takiego rozstrzygnięcia może być fakt, iż trener gospodarzy zdecydował się dać odpocząć kilku podstawowym graczom. Z tego powodu na boisku w większym wymiarze czasu zaprezentowali się m.in. Tommi Siirilä i Antti Esko. - Zagraliśmy dzisiaj lepiej, niż wczoraj, ale myśli wielu zawodników krążyły już wokół spotkania z Kanadą. Jesteśmy gotowi do tego pojedynku - zapowiadał argentyński szkoleniowiec. - Jutro czeka nas mały finał - podkreślał Tuomas Sammelvuo.
Wspomniany 'mały finał' okazał się wielkim niewypałem. Finowie zwyciężyli w premierowej odsłonie, jednak trzy kolejne partie należały do gości z Ameryki Północnej i to Kanadyjczycy cieszyli się z punktów i bezpiecznego utrzymania w Lidze Światowej. Biało-niebiescy, którzy w tabeli grupy B zajęli ostatnią lokatę czekać musieli do zakończenia tej fazy turnieju, aby dowiedzieć się czy w 2013 roku ponownie znajdą się w światowej elicie. Ku uciesze sympatyków 'lentopallo' na Dalekiej Północy w 23. edycji World League znalazły się gorsze ekipy od Suomi, dzięki którym podopieczni trenera Daniela Castellaniego uniknęli gry w barażach. - Tegoroczna Liga Światowa była dla nas bardzo trudna, zmagaliśmy się z ogromną liczbą problemów - mówił szkoleniowiec Finów, który nie mógł być zadowolony z tej części sezonu reprezentacyjnego w wykonaniu swoich podopiecznych.
Jeszcze mniej powodów do radości miał Tuomas Sammelvuo, dla którego mecz z Kanadą był ostatnim w narodowych barwach. - Wolałbym zakończyć moją reprezentacyjną karierę lepszym występem - przyznał na pomeczowej konferencji prasowej zawodnik, który swoje pierwsze spotkanie w kadrze rozegrał 19 lat temu, 17 listopada 1993 roku, kiedy to Finowie grali z Chorwacją. Od tamtej pory Sammelvuo był stałym członkiem kadry Suomi, a od ponad dekady pełnił funkcję jej kapitana. Tuż po zakończeniu ostatniego meczu w Lidze Światowej niezwykle doświadczony siatkarz otrzymał koszulkę, na której widniała ilość rozegranych przez niego spotkań w reprezentacji - 296, oraz napis "KIITOS TUOMAS!", co oznacza "Dziękujemy Tuomas!". Dla kibiców oraz ludzi związanych z siatkówką w Finlandii 17 czerwca 2012 roku dobiegł końca pewien rozdział i rozpoczął się nowy, który pisać będzie młodsze pokolenie.
Sammelvuo nie jest jedynym graczem, który reprezentacyjną koszulkę odwiesił do szafy. Wiele wskazuje na to, że na parkiecie nie zobaczymy także Pasiego Hyvärinena. Podczas turnieju w Katowicach świetnie rokujący libero przyznał, że brakowało mu motywacji do gry na dotychczasowej pozycji, przez co w klubie występował jako przyjmujący. To jednak nie pomogło mu na nowo cieszyć się siatkówką, która w pewnym momencie straciła dla niego znaczenie. - Trzeba myśleć o przyszłości, podejmować różne decyzje, jeśli z obecnego zajęcia nie jest się w stanie utrzymać rodziny. Należy cieszyć się życiem i jednocześnie robić wszystko, aby było ono na odpowiednim poziomie - mówił. Hyvärinen długo szukał odpowiedniego zajęcia dla siebie, grał w piłkę nożną, w siatkówkę plażową, w badmintona, jednak żadna z tych dyscyplin nie była traktowana przez niego poważnie. Jak sam przyznaje, jego wielką ambicja jest muzyka i nie wyklucza, że właśnie na niej się skoncentruje. Na razie jednak nie udaje mu się do końca uciec od siatkówki. Niedawno na krótko zasilił szeregi swojej byłej ekipy z Kyyjärvi, a czas pokaże w którym kierunku potoczą się jego dalsze losy.
Odzyskać pewność siebie
Po krótkiej przerwie Finowie wrócili do pracy. Tym razem celem ich przygotowań było wyszlifowanie jak najlepszej formy na kwalifikacje do Mistrzostw Europy. Sierpniowe zgrupowanie rozpoczęło się w Lohja, skąd biało-niebiescy przenieśli się do lepiej im znanego Kuortane. Początkowo z seniorską ekipą trenowali trzej juniorzy - libero Lauri Kerminen, przyjmujący Niklas Seppänen oraz środkowy Tommi Siirilä, jednak jasne było, że nie wspomogą drużyny w walce o czempionat Starego Kontynentu. Powód? Cała trójka stanowiła filar młodej reprezentacji, która we wrześniu w Polsce walczyła, bez powodzenia, o tytuł Mistrza Europy Juniorów. Ponadto w kadrze znaleźli się powracający do zdrowia Konstantin Shumov, Eemi Tervaportti i Olli-Pekka Ojansivu, a także Olli Kunnari. Pasiego Hyvärinena zastąpił natomiast Tommi Roininen. Dodatkowo podczas pierwszych dni zgrupowania Finowie musieli podjąć decyzję w kwestii wyboru nowego kapitana. Gracze Suomi zgodnie zadecydowali, że najodpowiedniejszą osobą na to stanowisko będzie Antti Siltala, a funkcję zastępcy pełnić miał Jukka Lehtonen.
W połowie sierpnia biało-niebieskich czekał pierwszy test dyspozycji. W samolocie lecącym do Holandii zabrakło środkowego Konstantina Shumova, który wciąż przechodził rehabilitację po operacji palca. Jego miejsce zajął młody gracz Hurrikaani Loimaa, Aleksi Kaatrasalo. Dodatkowo niemalże w tym samym czasie nowych członków swoich rodzin powitali Mikko Esko i Olli-Pekka Ojansivu, przez co obaj pozostali w kraju. Na domiar złego podczas jednego z treningów kontuzji kolana doznał Jari Tuominen i zmuszony był na dłużej pożegnać się z siatkarskim parkietem.
Sprawdzian Finów w Niderlandach nie wypadł najlepiej. Dwa pierwsze spotkania w Wijchen i Houten zakończyły się zwycięstwami gospodarzy, którzy zaprezentowali znacznie stabilniejszą formę. Dopiero trzeci mecz pozwolił biało-niebieskim odzyskać pewność siebie, którą nieco podburzył fatalny występ w Lidze Światowej. Po dwóch setach starcia w Rotterdamie przyjezdni prowadzili 2-0, ale w kolejnych dwóch odsłonach, zakończonych po walce na przewagi, górą byli "Pomarańczowi". W tie-breaku ponownie stroną dominującą była ekipa z Dalekiej Północy, która triumfowała 15:7. Ogromną rolę w tym meczu odegrał fenomenalnie spisujący się Jukka Lehtonen. Środkowy zgromadził na swoim koncie aż 17 punktów, w tym cztery bezpośrednio z zagrywki i osiem blokiem. Dobrze wypadli także dwaj rozgrywający - Eemi Tervaportti i Mikko Esko, który przed drugim spotkaniem dołączył do zespołu. Obaj wspólnie zanotowali 14 "oczek".
Kolejnym etapem przygotowań podopiecznych trenera Daniela Castellaniego był Turniej Czterech Narodów w Tallinnie. Do stolicy Estonii Finowie udali się w pełnym składzie, chociaż na miejscu na drobne problemy zdrowotne zaczął się uskarżać Jesse Mäntylä. Ostatecznie w wyjściowej szóstce pojawił się Tommi Roininen, który nie zawiódł szkoleniowca i rozegrał naprawdę kapitalne zawody.
Na dzień dobry biało-niebiescy spotkali się z reprezentacją Turcji. Finowie na opór ze strony rywali natrafili jedynie w premierowej odsłonie, kolejne przebiegały już pod pełną kontrolą graczy Suomi. Znacznie więcej emocji dostarczył drugi mecz, w którym ekipa Finlandii mierzyła się z gospodarzami turnieju. Początek spotkania należał do Estończyków, jednak role szybko się odwróciły. Trzeci set to pełna zwrotów akcji batalia, którą skutecznym blokiem zakończył Konstantin Shumov. Czwarta i piąta odsłona również nie była pozbawiona zaciętej walki, ale tym razem to Finowie dyktowali warunki gry. W ostatnim dniu zmagań trener Daniel Castellani dał pograć zmiennikom, którzy poradzili sobie naprawdę dobrze. Łotysze, co prawda, okazali się być trudnymi rywalami, ale w najważniejszych fragmentach setów to biało-niebiescy zachowywali więcej zimnej krwi i wychodzili z opresji obronną ręką. Dzięki wygranej 3-1 Finowie zajęli pierwsze miejsce w końcowej klasyfikacji i w dobrych humorach wrócili do siebie, by zebrać siły przed wrześniowym wyzwaniem.
Którędy do Herning?
Droga reprezentantów Suomi w kierunku Mistrzostw Europy rozpoczęła się w Trikala. To właśnie tam 6 września wystartowały zmagania w grupie D, których rezultatem miał być awans na czempionat Starego Kontynentu. Finowie udanie rozpoczęli kwalifikacje - w premierowym starciu pokonali Czarnogórę 3-0. - Zwycięstwo w pierwszym meczu było dla nas bardzo istotne. Zagraliśmy dobrze i zdobyliśmy pewność siebie. Tylko w drugim secie mieliśmy problemy z mocnym serwisem rywali. Ważne jest także, że przez cały czas zachowaliśmy koncentrację - mówił po ostatnim gwizdku Daniel Castellani. - W teorii jesteśmy faworytami grupy, ale musimy to jeszcze udowodnić na boisku - dodawał.
Rosnącą formę gracze z Dalekiej Północy potwierdzili również w drugim meczu, kiedy rozbili zespół Rumunii. Podopieczni argentyńskiego szkoleniowca od pierwszej do ostatniej piłki dominowali nad rywalami, którzy nawet przez chwilę nie potrafili nawiązać kontaktu z Finami.
Zupełnie inaczej wyglądało natomiast spotkanie z gospodarzami turnieju. Grecy, wspierani dopingiem ponad dwóch i pół tysiąca fanów, rozegrali doskonałe zawody i wyraźnie przeważali nad swoimi przeciwnikami w każdym elemencie. - Grecy zagrali bardzo dobrze. Wywierali na nas dużą presję zagrywką i mieli naprawdę świetną skuteczność w ataku, ponad 80%. To bardzo dużo. Mecz był bardzo trudny dla nas - wyjaśniał Daniel Castellani. Pomimo przegranej Finowie utrzymali pierwszą pozycję w tabeli, co było doskonałą wiadomością przed turniejem rewanżowym.
- Czujemy się komfortowo na tym etapie rywalizacji. Wiemy, że nasza dobra gra da nam kwalifikację na mistrzostwa - podkreślał Olli Kunnari przed początkiem rywalizacji w Finlandii. Doświadczony zawodnik wiedział co mówi, gdyż jego drużyna z wielkim animuszem przystąpiła do walki na własnym terenie. Bohaterem pierwszego meczu w Vantaa był znany z występów w Treflu Gdańsk Matti Hietanen. Przyjmujący, który w wyjściowej szóstce nieoczekiwanie zastąpił Anttiego Siltalę, dał prawdziwy popis umiejętności i poprowadził swoją ekipę do pewnego triumfu nad Rumunią. W żadnej z trzech odsłon gospodarze nie mieli problemu z udowodnieniem swojej wyższości nad rywalami i tym samym wykonali kolejny krok w kierunku upragnionego awansu.
Starcie z Grekami już w drugim dniu zmagań mogło dać Finom odpowiedź, czy znajdą się wśród zespołów biorących udział w mistrzostwach. Warunek był jeden - zwycięstwo. W Trikala górą byli gospodarze, jednak w Vantaa przewagę własnego boiska mieli biało-niebiescy. Wsparcie żywiołowo reagujących kibiców przyniosło efekt, miejscowi prowadzeni przez Olliego Kunnariego i Mikko Oivanena wręcz rozgromili swoich przeciwników i na pewno zobaczymy ich na boisku podczas organizowanego przez Polskę i Danię czempionatu.
Ostatni mecz był dla Finów już tylko formalnością, jednak zupełnie inaczej wyglądała sytuacja Czarnogórców, którzy walczyli o udział w barażach. To sprawiło, że pojedynek stał na naprawdę wysokim poziomie i z pewnością nie pozwolił się nudzić sympatykom "lentopallo" ani przez chwilę. Ostatecznie pojedynek padł łupem gospodarzy, którzy w tie-breaku triumfowali 15:8 i odebrali swoim rywalom szansę na dalszą rywalizację. Do baraży, po zwycięstwie 3-0 nad Rumunią, dostali się Grecy.
Pod koniec października w Kopenhadze odbyło się losowanie grup Mistrzostw Europy 2013. Finowie swoje mecze rozgrywać będą w duńskim mieście Herning, gdzie ich rywalami będą reprezentacje Serbii, Holandii oraz Chorwacji lub Słowenii. W przypadku awansu biało-niebiescy przeniosą się do Århus tudzież Gdańska, bo właśnie tam grane będą mecze ćwierćfinałowe. Półfinały i wielki finał odbędzie się w stolicy Danii. Cała impreza rozpocznie się 20 września, a zakończy dziesięć dni później.
Liga Światowa jak nowa
Gracze z Dalekiej Północy znają już nie tylko swoich przeciwników w mistrzostwach, ale także w Lidze Światowej. Zacznijmy jednaj od tego, że 24. edycja World League znowu rozgrywana będzie na nowych-starych zasadach. Po pierwsze - wraca system dwóch meczów w weekend, a co za tym idzie - żegnamy się z mini-turniejami. Po drugie - wzrosła liczba uczestników. W 2013 roku do rywalizacji przystąpi aż osiemnaście ekip, które zostały podzielone nie na cztery, a na trzy grupy. I tego dotyczy właśnie punkt trzeci - drużyny zostały rozdzielone nie wskutek losowania, ale ze względu na pozycję w rankingu. W grupach A i B zobaczymy najsilniejsze zespoły, odpowiednio Polskę, Brazylię, Stany Zjednoczone, Bułgarię, Argentynę i Francję oraz Rosję, Włochy, Kubę, Serbię, Niemcy i Iran. Finowie wylądowali w grupie C, z której do rundy finałowej awansuje tylko jedna ekipa. O miejsce w Final Eight biało-niebiescy bić się będą z Kanadą, Koreą Południową, Holandią, Egiptem i Japonią. - System wygląda bardzo dobrze, zwłaszcza jeśli chodzi o nasze cele. Mamy ciekawych przeciwników, a najtrudniejsze mecze gramy przed własną publicznością. To idealny układ dla nas - przyznaje Antti Siltala, który bardzo pozytywnie ocenia zmiany zaproponowane przez działaczy FIVB. - Ten system jest zdecydowanie lepszy od poprzedniego. Wierzę, że my także wypadniemy w przyszłym roku zdecydowanie lepiej - dodaje kapitan kadry Suomi.
Wstępny terminarz meczów z udziałem reprezentacji Finlandii w LŚ:
31.05.-2.06.2013 | Finlandia - Japonia
07-09.06.2013 | Egipt – Finlandia
14-16.06.2013 | Korea Południowa – Finlandia
28-30.06.2013 | Finlandia – Kanada
03-06.07.2013 | Finlandia - Holandia
Rywale znani, cele określone... a co z trenerem?
Po wywalczeniu przepustki na Mistrzostwa Europy przyszłość trenera Daniela Castellaniego stanęła pod dużym znakiem zapytania. W przeciągu dwóch reprezentacja Finlandii pod wodzą argentyńskiego szkoleniowca nie odniosła żadnych znaczących sukcesów, a nawet znalazła się w sytuacji, w której jej miejsce w siatkarskiej elicie zawisło na włosku. To sprawiło, że działacze Fińskiego Związku Piłki Siatkowej z prezes Hanną Iiskola-Kesosen na czele zmuszeni byli zastanowić się czy warto utrzymać kredyt zaufania wobec Castellaniego, czy rozpocząć kolejny sezon z nowym "dyrygentem". Początkowo obie strony były raczej chętnie do dalszej współpracy, a Argentyńczyk był wręcz pewien, że chce na dłużej zostać w Kraju Tysiąca Jezior. - Czuję się dobrze, przez dwa lata tak było. Drużyna ma potencjał, który w przyszłości może się rozwinąć - mówił i jeszcze pod koniec września dodawał: - Przez ostatni rok szliśmy w kierunku, jaki wyznaczyłem drużynie, pracowaliśmy nad rzeczami, które sobie założyłem. Wielu graczy jest młodych, ale mają ogromny potencjał. Myślę, że Finowie są teraz w odpowiednim momencie, aby zrobić krok do przodu i awansować na wyższy poziom. Dwa tygodnie później było już jednak jasne, że to nie z Castellanim biało-niebiescy wykonają ten krok. Decyzję o odejściu podjął sam Argentyńczyk, który szybko zmienił zdanie i uznał, iż przez ostatnie lata zaniedbywał życie rodzinne i nie ma zamiaru dłużej pracować przez okrągły rok.
Na reakcję ze strony fińskiej federacji nie trzeba było długo czekać. Praktycznie od razu zaczęto przyjmować zgłoszenia od szkoleniowców, którzy byliby chętni podjąć się pracy na Dalekiej Północy. Według informacji napływających z Finlandii do rywalizacji o stołek trenera zgłosiło się ok. trzydziestu kandydatów, z których do drugiego etapu przeszło tylko siedmiu. Konkretne rozmowy działaczy z potencjalnymi szkoleniowcami skróciły listę o kolejne nazwiska i pod koniec roku wykrystalizowała się finałowa trójka. Wstępnie wszystko miało się wyjaśnić przed Świętami Bożego Narodzenia, jednak ostatecznie termin podjęcia decyzji został przesunięty na styczeń i nie wykluczone, że już w najbliższych dniach dowiemy się, kto poprowadzi biało-niebieskich. A jakie zadania czekają nowego szkoleniowca? - Celem reprezentacji Finlandii jest awans na Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro w 2016 roku. Aby zrealizować te założenie potrzebny jest trener, który całkowicie zaangażuje się w pracę w naszym kraju przez kolejne cztery lata - podkreśla Hanna Iiskola-Kesonen.
MECZE REPREZENTACJI FINLANDII W 2012 ROKU:
Kwalifikacje do Igrzysk Olimpijskich:
Finlandia - Włochy 2:3 (21:25, 25:16, 28:30, 25:16, 14:16)
Finlandia - Niemcy 1:3 (29:31, 19:25, 25:21, 16:25)
Finlandia - Słowacja 1:3 (20:25, 16:25, 25:21, 19:25)
Liga Światowa:
Kanada - Finlandia 3:0 (33:31, 26:24, 25:23)
Polska - Finlandia 2:3 (25:23, 23:25, 21:25, 25:22, 9:15)
Brazylia - Finlandia 3:1 (23:25, 25:13, 25:22, 31:29)
Brazylia – Finlandia 3:0 (25:13, 25:14, 25:13)
Polska - Finlandia 3:0 (26:24, 25:18, 25:18)
Finlandia - Kanada 3:2 (25:23, 25:19, 23:25, 26:28, 15:8)
Brazylia - Finlandia 3:0 (25:21, 25:22, 25:9)
Polska - Finlandia 3:1 (23:25, 25:17, 25:19, 25:13)
Finlandia - Kanada 3:0 (25:19, 25:22, 26:24)
Finlandia - Polska 0:3 (16:25, 24:26, 19:25)
Finlandia – Brazylia 0:3 (22:25, 18:25, 23:25)
Finlandia – Kanada 1:3 (25:21, 20:25, 18:25, 20:25)
Kwalifikacje do Mistrzostw Europy:
Czarnogóra - Finlandia 0:3 (22:25, 25:27, 20:25)
Finlandia - Rumunia 3:0 (25:15, 25:14, 25:17)
Grecja - Finlandia 3:0 (25:19, 25:21, 25:23)
Finlandia - Rumunia 3:0 (25:20, 25:17, 25:17)
Grecja - Finlandia 0:3 (16:25, 17:25, 14:25)
Finlandia - Czarnogóra 3:2 (25:18, 21:25, 25:21, 27:29, 15:8)
Mecze towarzyskie:
Hiszpania - Finlandia 3:0 (25:22, 25:13, 25:17)
Hiszpania - Finlandia 0:3 (22:25, 23:25, 19:25)
Hiszpania - Finlandia 3:0 (25:23, 25:20, 25:22)
Holandia - Finlandia 3:1 (23:25, 25:14, 25:18, 25:17)
Holandia - Finlandia 3:1 (26:24, 20:25, 25:20, 26:24)
Holandia - Finlandia 2:3 (23:25, 22:25, 28:26, 29:27, 7:15)
Finlandia - Turcja 3:0 (25:23, 25:17, 25:18)
Estonia - Finlandia 2:3 (25:16, 25:18, 26:28, 20:25, 8:15)
Finlandia - Łotwa 3:1 (25:19, 20:25, 25:23, 25:22)
BILANS SPOTKAŃ: 18 porażek - 13 wygranych
* opracowała Magdalena Kudzia (PrzegladLigowy.com)
** część wypowiedzi pochodzi z serwisów: lentopalloliitto.fi, yle.fi, FIVB oraz CEV
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.