Reprezentacje | 2012-11-04 20:39:49 | Nadesłał: Anna Jabłczyk | Źrodlo: inf.własna
- Moim zadaniem jako trenera jest wydobyć z zawodników to, co mają najlepszego w sobie. Jest do dla mnie bardzo ważne i ciężko nad tym pracujemy - przedstawia system w pracy w reprezentacji Polski, włoski szkoleniowiec - Andrea Anastasi. W rozmowie z naszym portalem Anastasi opowiada także o planach na najbliższą przyszłość drużyny narodowej oraz wyjaśnia, co oznacza w jego życiu wsparcie rodziny.
Patrząc na dotychczasową karierę trenerską można odnieść wrażenie, że wszystko czego się pan nie dotknie zamienia się w złoto…
Andrea Anastasi (trener reprezentacji Polski): - Tak, faktycznie na mojej drodze znalazło się wiele wygranych. Jest to coś niezwykle miłego, kiedy wygrywasz jakiś turniej i do tego zdobywasz medal. Dodatkowo niezwykłym uczuciem jest wygrać Ligę Światową z dwoma różnymi reprezentacjami. Myślę, że jednym z czynników, który decyduje o sukcesach odnoszonych przez reprezentację, z którymi współpracuję jest cierpliwość... Codziennie chciałbym nauczyć się czegoś nowego, z uwagą słucham ludzi, którzy ze mną współpracują. Staram się wysłuchać moich graczy, ich pomysłów, przemyśleń. Wydaje mi się, że jestem dobrym „słuchaczem”. Uwielbiam słuchać ludzi, zawodników. Czasami pod wpływem tych rozmów zmieniam swoje pomysły, wcześniejsze ustalenia.
Podstawą dobrej współpracy jest zatem cierpliwość, umiejętność słuchania ludzi oraz bycie otwartym na innych?
- Tak, sądzę, że mój styl bycia trenerem oparty jest na tych zasadach. Ponadto, cały czas myślę o tym, żeby usprawnić, polepszyć grę moich zawodników. Jest to niezwykle ważne, że każdego dnia chcemy poprawić swoją pracę. Jeśli zaprzestaniesz udoskonalać swoje umiejętności i powiesz: „Jestem najlepszy na świecie” to można to uznać za twój początek końca. Za każdym razem jest coś do wygrania, pojawiło się też kilka porażek, które pamiętamy bardzo dobrze. Wygraliśmy np. Ligę Światową, po czym na Igrzyskach przegraliśmy ćwierćfinał z Rosją i zajęliśmy piąte miejsce. Czasami musimy zrozumieć, że życie nie jest proste i kontynuować naszą dotychczasową pracę.
Reprezentacja Polski to zespół złożonych z wielu młodych zawodników, którzy uwierzyli w wizję zespołu, jaka została przedstawiona przez pana trenera..
- Przede wszystkim w tej drużynie jest dobra atmosfera. Spędzam wiele czasu z moimi zawodnikami, aby ją podtrzymać. Poza tym, ci młodzi gracze są bardzo inteligentni, zatem też chcą podejmować własne decyzje. Moim zadaniem jako trenera jest wydobyć z tych zawodników to, co mają najlepszego w sobie. Jest do dla mnie bardzo ważne i ciężko nad tym pracujemy. Jak już wcześniej powiedziałem atmosfera w tej grupie jest naprawdę dobra. Nawet po przegranym turnieju w Londynie nic się nie zmieniło. Kontynuujemy naszą wspólną pracę, bo dalej wierzymy w tę grupę ludzi. Często rozmawiam z moimi zawodnikami, dzięki czemu mam pewność, że wspólnie będziemy starali się robić co w naszej mocy, aby osiągnąć w przyszłości jak najlepsze wyniki. Bardzo ważne jest tez to, że wierzymy w siebie i i mamy do siebie zaufanie.
Przyjaźń, zaufanie i szczerość, czy te słowa mogą opisać filary na jakich opiera się praca z tą kadrą?
- Wierzę jeszcze w jedno słowo - jakim jest szacunek. Należy darzyć nim ludzi, którzy nas otaczają. Jeśli go komuś ofiarujemy to z pewnością otrzymamy go z powrotem w nadmiarze. Jeśli jest on obecny w zespole, możemy wspólnie pracować. Jeśli go nie ma, to wtedy dobra współpraca jest utrudniona.
Reprezentacja Polski, jest jednym z zespołów docenianych na arenie międzynarodowej, ale brakowało mu tak zwanej mentalności zwycięzców. Czy częścią pracy z tą drużyną było zbudowanie w umysłach tych zawodników chęci wygrywania?
- Doskonale zdaje sobie sprawę, że nie można wygrać każdego turnieju w jakim występujemy. Jest jednak jedna rzecz, niezwykle dla mnie ważna, którą ćwiczymy w trakcie treningów – musimy walczyć każdego dnia, ciężko pracować każdego dnia. Musimy starać się zagrać każdy mecz z założeniem, ze chcemy go wygrać. Czasami nie jest to możliwe i przegrywamy. Z drugiej strony, nie możemy zaprzestać naszej ustawicznej pracy nad sobą.
Minione miesiące były słodko-gorzkie dla reprezentacji… Jak z perspektywy czasu można je ocenić?
- Czasami nie jesteśmy w stanie dać z siebie wszystkiego. Z wielu powodów, fizycznych psychicznych czy technicznych. Za każdym razem kiedy mój zespół wygrywa - jestem szczęśliwy, kiedy przegrywa - jestem smutny. Po zakończonych w ćwierćfinale Igrzyskach, czuliśmy się nieco przygnębieni, ponieważ chcieliśmy tam osiągnąć dobry wynik. Po kilku tygodniach od zakończenia Olimpiady, zacząłem myśleć o przyszłości, o następnych wyzwaniach jakie nas czekają, co musimy jeszcze zrobić, żeby lepiej grać, co udoskonalić. Jest to niezwykle potrzebne w tej pracy. Z porażkami trzeba nauczyć się godzić. To jest taki rodzaj pracy, jeśli się z tym nie pogodzisz to będzie ją bardzo trudno wykonywać. W tym sporcie trzeba zaakceptować, że można wygrać, ale można także odnieść porażkę. Z pewnością żadnego z nas, mnie czy zawodników nie cieszy wynik, jaki uzyskaliśmy w Londynie. Nie zmienia to jednak idei naszej pracy, ani celu jakim jest zostanie jednymi z najlepszych na świecie. Cały czas musimy sobie stawiać nowe cele do osiągnięcia, np. teraz zajmujemy czwarte miejsce w rankingu FIVB, musimy zrobić wszystko, żeby wskoczyć na podium.
Czy takie przegrane, jak ta wspomniana z Londynu, czasami są w stanie zmobilizować zawodników do jeszcze bardziej wytężonej pracy, na rzecz nowych sukcesów?
- Chciałbym zbudować coś pozytywnego na tej porażce. W ciągu dwóch sezonów, dokonaliśmy niebywałego przeskoku w poziomie naszej gry. Porównując, w zeszłym roku krążyły takie opinie, że reprezentacja Polski zajęła miejsce na podium, dlatego, że impreza była organizowana w Polsce. Po zdobyciu tego pierwszego medalu dla drużyny narodowej w Lidze Światowej, z dnia na dzień, z turnieju na turniej rośliśmy w siłę, zajęliśmy trzecie miejsce na Mistrzostwach Europy w 2011 roku, potem była druga pozycja na podium w Pucharze Świata, aż wreszcie niesamowita wygrana w trakcie tegorocznej Ligi Światowej. Potem przyszła przegrana w trakcie Igrzysk, ale chcemy na niej zbudować przyszłość tego zespołu.
W pracy szkoleniowej wykonywanej z reprezentacją Polski, poza aspektami typowo technicznymi chyba ważny jest również aspekt psychologiczny?
- Wydaje mi się, że wynika to ze stylu prowadzenia zespołu jaki preferuję. Za każdym razem niezależnie od stanu fizycznego, technicznego, staram się dbać o stan mentalny moich zawodników. Dużo czasu każdego dnia chciałbym poświęcić, aby zbudować w każdym z moich graczy tę mentalność. Chciałbym, żeby każdy z nich ulepszał się każdego dnia, dorastał. Mam nadzieję, że w najbliższej przyszłości będę mógł osiągnąć wiele wspaniałych rezultatów z tym zespołem.
Praca zajmuje istotną część pana życia. W trakcie jej trwania, na każdym kroku widać wsparcie pana rodziny. Czy można powiedzieć, że bez niej te wszystkie sukcesy nie były możliwe?
- Zdecydowanie tak. W tym sezonie moja rodzina, żona i dwójka synów, byli ze mną obecni w trakcie Final Six w Sofii. Byłem z tego powodu niezmiernie szczęśliwy. Nie tylko dla mnie, ale i dla moich zawodników, możliwość bycia świadkiem takiego niezwykłego wydarzenia i odczuwania takich emocji jest czymś naprawdę wyjątkowym. Moja żona, która jest kobietą mojego życia, wraz z moimi synami wspiera mnie codziennie każdego dnia naszego wspólnego życia. Oni są moja siłą. Tajemnicą moich sukcesów z pewnością są moi najbliżsi.
Wcześniej była już mowa o wspaniałych wygranych, bolesnych porażkach... A co niesie przyszłość dla reprezentacji Polski?
- Codziennie o tym myślę – jak udoskonalić grę mojego zespołu, tak by osiągnęła jak najlepsze wyniki w dwóch zbliżających się ważnych turniejach, czyli mistrzostwach Europy w 2013 i mistrzostwach Świata w 2014. Postaramy się powtórzyć sukces z zeszłego roku z Ligi Światowej. Ale żeby do tego mogło dojść potrzebne nam jest utrzymanie motywacji do ustawicznego polepszania naszej gry.
Już w przyszłym roku kadra biało-czerwonych na własnym terenie w grupie B, zmierzy się w walce o mistrzostwo Europy…
- Każda z drużyn europejskich jest trudnym przeciwnikiem. Szczególnie jeden z naszych grupowych rywali – Francja. To zespół z dużym doświadczeniem występów na arenie międzynarodowej. Naszym celem jest awans do półfinału w Kopenhadze, ale za nim się tam dostaniemy, musimy w ćwierćfinale zmierzyć się z którymś z zespołów z grupy G – Rosją, Czechami, Bułgarią czy Niemcami. Z pewnością nie będzie to łatwe, ale mamy w trakcie zbliżającego sezonu czas, aby przygotować się do tego wydarzenia. Mam nadzieję, że wspólnymi siłami dotrzemy do finału tej imprezy.
W zeszłym tygodniu pan trener był obecny na meczu PlusLigi, widział pan szybką wygraną rzeszowian...
- To był dobry mecz, jak zawsze w Rzeszowie, nie tylko ze względu na to co się działo na parkiecie, ale także na trybunach. Publiczność na Podpromiu jest zawsze niesamowita. Cieszmy mnie, że mogłem obserwować to spotkanie. Po meczu miałem też chwile na to, aby porozmawiać z moimi zawodnikami.
Na przestrzeni całego spotkania można było obserwować grę Zbigniewa Bartmana jako atakującego. To właśnie pan zaproponował mu, aby grał na tej właśnie pozycji. Podobnie było w przypadku Alessandro Feia, który z środkowego stał się atakującym. Czy obserwując swoich zawodników kieruje się pan intuicją?
- Mam taką nadzieję. Patrząc na danego zawodnika staram się zauważyć to, co w nim jest najlepsze i to wykorzystać dla dobra zespołu.
W trakcie przerwy reprezentacyjnej wszyscy zawodnicy występują w rożnych ligach i zespołach…
- W miarę możliwości staram się obserwować ich zmagania w poszczególnych zespołach, robię notatki, rozmawiam także sporo z moimi graczami. Tak naprawdę to jestem szczęściarzem, bo wszyscy moi najlepsi zawodnicy, grają w najlepszych ligach, drużynach, współpracując z dobrymi szkoleniowcami. W Polsce PlusLiga stoi na naprawdę bardzo dobrym poziomie.
Trzech kadrowiczów obecnie gra w ligach zagranicznych…
- Jestem bardzo zadowolony z tego faktu. Dla drużyny narodowej niezwykle ważnym jest, żeby Łukasz (Żygadło - przypis red.) grał w pierwszej szóstce w lidze rosyjskiej, która obecnie jest jedną z najlepszych lig na świecie. Cieszy mnie także, że Bartosz Kurek obrał kierunek rosyjski i jest tam jednym z podstawowych zawodników stołecznego klubu. Mam nadzieję, że to będzie dla niego ważny krok i dobre doświadczenie w dalszej karierze sportowej. Jakub Jarosz też dobrze radzi sobie w swoim włoskim klubie.
W nowym sezonie reprezentacyjnym będzie pan musiał podejmować wiele trudnych decyzji.
- Jestem bardzo szczęśliwym trenerem, ponieważ jak już wcześniej wspomniałem, wszyscy zawodnicy grają w swoich zespołach na czołowych pozycjach, grają w dobrych ligach, wśród dobrych szkoleniowców. Wierzę, że za kilka miesięcy wszyscy spotkamy się w dobrej formie.
* Rozmawiała: Anna Jabłczyk (przegladligowy.com)
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.