Najnowsze newsy

Siatkówka » Reprezentacje

Reprezentacje | 2008-08-06 18:00:00 | Nadesłał: Alicja Chrabańska | Źrodlo: inf. własna

Sylwetki drużyn olimpijskich - Polska

Fot.: Anna Gumowska

Źle się dzieje w kadrze polskiej... Te sparafrazowane słowa z „Hamleta” Shakespeara’a doskonale opisują obecną atmosferę wokół polskich siatkarzy. Trwają dyskusje czy podopieczni Raula Lozano będą odpowiednio przygotowani na najważniejszą sportową imprezę, IO. W obliczu ostatniej LŚ wielu znawców w to wątpi. Jednak kibice wierzą w swoich ulubieńców niezmiennie. Specjalnie dla fanów polskiej reprezentacji postanowiliśmy przybliżyć sylwetkę „Biało-Czewonych”.

Z historii IO
Polscy siatkarze zadebiutowali na IO w Meksyku w 1968 r. Wówczas zajęli 5 miejsce. Największy sukces Polacy odnieśli w 1976 roku w Montrealu. „Biało-Czerwoni” pod wodzą Huberta Wagnera, powrócili do kraju ze złotymi medalami na piersiach. Wielu ludzi do dziś jednym tchem wymienia nazwiska złotych medalistów z Kanady. Jednak przypomnijmy, w skład „złotej kadry” wchodzili: Skorek, Bosek, Zarzycki, Gawłowski, Wójtowicz, Sadalski, Karbarz, Rybaczewski, Bebel, Łasko, Stefański. Niestety później było już tylko gorzej. W Moskwie to już „tylko czwarta pozycja”. Od kolejnych IO rozpoczął się okres długiej absencji Polaków, którym nie udawało się zakwalifikować do finałowych turniejów. IO w 1996 roku to powrót Polaków i ... blamaż. W Atlancie kadrowicze „ugrali” jedynie jednego seta i pożegnali się z rozgrywkami. W Sydney znów zabrakło naszych reprezentantów. Cztery lata później w Atenach „Biało-Czerwoni” spisali się całkiem nieźle, odpadając dopiero w ćwierćfinale (przegrana z Brazylią 0:3).

Wzloty i upadki

W 2006 r. polska reprezentacja mężczyzn przeszła metamorfozę. Przemknęła jak burza przez fazy grupowe odprawiając Serbię, Bułgarię i w końcu po ciężkim pięciosetowym boju - Rosję. To zwycięstwo otworzyło nam drogę do półfinałów. Mecz z Serbią miał raczej charakter grzecznościowy. Słabszego rywala pokonaliśmy 3:0. Polacy jako jedyni z nielicznych zespołów nie przegrali żadnego meczu. Takiego obrotu sprawy nie spodziewali się chyba najwięksi optymiści i może nawet sam. Raul Lozano. W finale Polacy zagrali nieco słabiej, ale trzeba przecież pamiętać, że zaszli dalej niż można się było tego spodziewać. Po raz pierwszy od czasów drużyny Wagnera, Polakom udało się wejść nie tylko w strefę medalową. Zdobyliśmy wicemistrzostwo świata. Do wielkich trenerów polskiej siatkówki obok Jerzego Huberta Wagnera dołączył również Raul Lozano.

Później przyszedł czas na ME. Teoretycznie turniej powinien zakończyć się naszym zwycięstwem, skoro zostaliśmy wicemistrzami świata. Jednak w praktyce odniosło to zupełnie odwrotne skutki. Ostatecznie biało-czerwoni zakończyli turniej w Moskwie na 11. miejscu, mniej więcej 10 pozycji niżej niż zakładaliśmy. Reprezentacja Polski w tak fatalnej formie nie była od lat. Zespół, który zachwycał na MŚ, który wielu fachowców uważało za drugi na świecie po fenomenalnej Brazylii, na turnieju o tytuł najlepszej drużyny Starego Kontynentu męczył się niemiłosiernie.


Droga do Pekinu

Droga polskich siatkarzy do Pekinu była długa i kręta. Oczy całego kraju skupione były na rywalizacji na Węgrzech, bo właśnie tam pojechała biało-czerwona armia dowodzona przez Raula Lozano. Turniej w Szombathely, gdzie Polacy odnieśli zwycięstwa nad drużynami z Danii, Belgii, Węgier i Finlandii pokazał, że polska ekipa jest silna psychicznie. Pierwsza twierdza została zdobyta. Później przyszło Polakom uderzyć na dużo trudniejszy teren. Nadmorski Izmir w Turcji ugościł bowiem osiem bardzo dobrych europejskich zespołów i jak się okazało - zbyt trudnych dla polskich siatkarzy. Polacy ponieśli porażki w dwóch z trzech meczów, a zarazem grali nieźle, ponadto rywalizacja w Izmirze była niebywale wyrównana - jednak to drużyna z Serbii wygrała i mogła się cieszyć z awansu do Pekinu. W maju przyszedł czas na eliminacje interkontynentalne w Espinho, gdzie Polacy w końcu złapali wiatr w żagle i wykorzystali swoją ostatnią szansę. Turniej, w którym biało-czerwoni pewnie pokonali reprezentacje Portoryko, Indonezji i Portugalii otworzył naszej drużynie drzwi do Pekinu i uwiarygodnił trwającą od 2005 roku pracę Raula Lozano.

Mocne i słabe strony

Siłą kadry Raula Lozano jest kolektywna gra całego zespołu. Polacy mają ogromny bagaż doświadczeń i niemałe umiejętności. Kiedy cała drużyna gra na równym poziomie i współgrają ze sobą wszystkie elementy siatkarskiego rzemiosła, wówczas nasi reprezentanci mogą wygrać z każdym rywalem. Niestety problem polskiej reprezentacji leży w sferze psychiki. Po nieudanym finale LŚ zawodnicy sami przyznawali, że „czegoś” w drużynie brakuje. Jeśli nasi siatkarze znajdą odpowiedź na pytanie „czego” i uzupełnią te braki, pewnie cieszyć będziemy się z olimpijskiego medalu „Biało-Czerwonych”.

Rozegranie
To zdecydowanie największy atut reprezentacji Polski. Na tej pozycji niezmiennie króluje Paweł Zagumny. I choć naszemu rozgrywającemu, przydarzają się słabsze występy, to jednak pamiętać należy, iż jest on zawodnikiem klasowym. Jego spokój, opanowanie i doskonała technika na pewno przydadzą się Polakom. Zagumny był pewniakiem w kadrze Lozano. Pozostawało pytanie kto będzie jego zmiennikiem. Wybór argentyńskiego szkoleniowca padł na Pawła Woickiego. Stosunkowo niski siatkarz przebojem wdarł się do kadry i pokazał, że nie szybko ją opuści. Woicki to przeciwieństwo Zagumnego. Jest pełen energii i fantazji w dogrywaniu piłek do atakujących. Pomimo tego, że czasem owa fantazja ponosi go zbyt bardzo, to jednak koledzy chwalą sobie jego wystawy. Do Pekinu nie pojedzie natomiast wicemistrz Świata, Łukasz Żygadło.

Atak:
Ta pozycja należy do Mariusza Wlazłego. Określany mianem „siatkarskiego diamentu” zawodnik od kilku sezonów bryluje w rankingach najlepiej atakujących. Oprócz znakomitego ataku dysponuje także mocną zagrywką. Jeśli jest w pełni sił trudno jest go powstrzymać. Niestety często imają się go kontuzje. Jako jego zmiennik do kadry powołany został kapitan, Piotr Gruszka. Po konflikcie Grzegorza Szymańskiego z Raulem Lozano do obsadzenia pozostało miejsce drugiego atakującego. Stąd po raz wtóry o zmianę pozycji (z przyjęcia na atak) poproszony został Gruszka. O ile pozwala na to przyjęcie atak w polskim wykonaniu to skuteczna broń. Mnogość wariantów wykonania i niezłe umiejętności atakujących zapewniają liczne zdobycze punktowe.

Przyjęcie:
Słabszy element w grze Polaków. Nasi siatkarze często miewają problemy z odbiorem zagrywki rywali. Trudno znaleźć także niezawodnego lidera w tym elemencie. Gdyby jednak doszukiwać się takowego, byłby to Michał Winiarski. Niezmierzony talent, oszlifowany we włoskiej lidze pozwala mu na równą i spokojną grę. Niestety jak każdemu przydarzają mu się słabsze dni. Nie mniej jednak w teoretycznie wyjściowej szóstce to właśnie on jest opoką kadry w przyjęciu. W podstawowym składzie zapewne zagra także Sebastian Świderski. Doskonale znany wszystkim kibicom zawodnik jest „weteranem” w reprezentacji. O jego pozycji decyduje spore doświadczenie i determinacja w walce o każdą piłkę, często pomimo bólu. Jego atutem jest atak, w tym opcja z szóstej strefy. Jednak nie jest on zbyt pewny w przyjęciu i często zdarza się, że zawodnicy „polują” zagrywką właśnie na niego. W rezerwie zobaczymy Marcina Wikę i Krzysztofa Gierczyńskiego. Marcin to kolejny zawodnik, który stosunkowo niedawno zawojował międzynarodowe parkiety. Solidne przyjęcie i atak pozwalają mu mieć nadzieję, że dostanie szanse niejednokrotnego zaprezentowania się na parkietach w Pekinie.

Środek bloku
Wyjątkowo mocny jest w tym sezonie środek bloku. Nie mały problem z wybraniem reprezentantów, grających na tej pozycji miał Raul Lozano. Ostatecznie wybór padł na sprawdzony duet Łukasz Kadziewicz – Daniel Pliński. Do starszych kolegów dołączył Marcin Możdżonek. Blok powoli staje się domeną Polaków, choć często nie jest jeszcze idealnie szczelny i trafnie ustawiony. Widać jednak zdecydowany progres. Jeśli w Pekinie blok będzie funkcjonował należycie może on okazać się kluczem do zwycięstwa.

Libero:
Długo trwały dyskusje kto zagra na pozycji libero. Kandydatów jak zwykle było dwóch, Krzysztof Ignaczak oraz Piotr Gacek. W rozgrywkach LŚ obaj dostali równe szanse na zaprezentowanie swoich umiejętności. I obaj stanęli na wyżynach swoich możliwości. Ostatecznie trener Lozano zdecydował się powołać do kadry narodowej Ignaczaka. Nasz libero to bomba energii, chodząca ambicja i ekspresja. Zwinny i szybki będzie zapewne podporą drużyny i ostoją w grze obronnej.

Tegoroczna Liga Światowa

W tym roku awans do finału Ligi Światowej wydawał się być pewny już na starcie, kiedy okazało się, że naszymi grupowymi przeciwnikami są drużyny z "niższej półki". Na otwarcie serialu pierwszy mecz rozegraliśmy z Egiptem, który pokonał nasz zespół 3:2. Porażka z zespołem, który miał zostać odprawiony w "godzinę z prysznicem" była tylko jedną z wielu wpadek Polaków. Co prawda biało-czerwoni zrehabilitowali się dzień później wygrywając spotkanie 3:1, jednak w kolejnym meczu zbyt wymagającym przeciwnikiem okazał się nawet pozbawiony wielkich gwiazd, ale solidny i dobrze przygotowany do Ligi Światowej zespół Chin. Jednak z meczu na mecz polscy siatkarze grali coraz lepiej, pewnie pokonując Japonię czy Egipt. Polacy nabrali pewności siebie, co pozwoliło uwierzyć im we własne możliwości i zakończyć zwycięsko rywalizację grupy D, awansując do Final Six.

Brazylia, Rosja, USA, Polska, Japonia i Serbia - te zespoły miały walczyć o medale Ligi Światowej. Najbardziej prawdopodobny scenariusz był taki - Brazylijczycy stają na najwyższym podium, pozostałe pięć drużyn z Polakami na czele bije się o srebrny i brązowy medal. Ale ten plan, piękny i prosty, zwłaszcza z punktu widzenia gospodarzy imprezy i biało-czerwonych, bardzo szybko wziął w łeb. Faworyci zawiedli niemal w komplecie. Polacy wykruszyli się w drugiej fazie turnieju finałowego. Najpierw po dramatycznym tie-breaku przegrali ze zwycięzcami Ligi Światowej, reprezentantami USA. Nienajlepsza obrona oraz przyjęcie zagrywki, które pozostawiała wiele do życzenia spowodowały, że Amerykanie wykorzystali swoją szansę i pewnie pokonali podopiecznych Lozano. Ostatni mecz - z Serbią, miał decydować o awansie do półfinału, ale był meczem tylko o honor. Biało-czerwoni robili co mogli, ale na tym turnieju już nic im nie wychodziło. W tym starciu o wiele lepszą drużyną okazała się Serbia, wygrywając 3:0 z naszymi zawodnikami. Przegraliśmy z własną niemocą w ataku i fantastycznie dysponowanym w polu zagrywki Ivanem Miljkovicem.

Medale, medale...??

Z porażką Polaków w Final Six jest trochę tak, jak z wyginięciem dinozaurów. Teorii jest wiele, ale nikt nie zna prawdy. Zdaniem jednych panuje zła atmosfera w drużynie (choć sam Lozano zaprzecza), drudzy uważają, że to i tak tylko etap przygotowań do Igrzysk - tak więc Polacy mogli odpuścić. Jeszcze inni są zdania, że wicemistrzowie świata za bardzo uwierzyli w swoją wielkość. Cokolwiek jednak byłoby powodem tej przegranej, najważniejsze jest wyciągnięcie wniosków i znalezienie leku na chorobę, która dotknęła polski zespół. Oby była to tylko grypa - bo Igrzyska tuż, tuż..

Podczas tak ważnej imprezy w Pekinie ważne będzie nie tylko przygotowanie fizyczne zespołu, skład, ale także, a może przede wszystkim, atmosfera. Bez dobrej chemii w drużynie na sukces nikt nie może liczyć, nawet największe potęgi. A Polska reprezentacja nie bez przyczyny zaliczana jest do światowej czołówki i uznawana przez fachowców jako faworyt to zdobycia medalu olimpijskiego. Oby Polacy odnaleźli dobrą formę i zgodność, a to wespół z umiejętnościami prezentowanymi przez „Biało-Czerwonych” powinno wystarczyć do przełamania złej passy i odniesienia sukcesu na IO.

*autorki Agata Piontek i Alicja Chrabańska

Dodaj do:
Wykop

Dodaj komentarz

Aby móc komentować, musisz być zalogowany.

Zaloguj się, albo gdy nie masz jeszcze konta Zarejestruj się

Logowanie

Siatkówka

PlusLiga

Najnowsze galerie

Newsletter

Ostatnio zarejestrowani

Polecane