Reprezentacje | 2008-08-05 22:20:22 | Nadesłał: Agnieszka Mrozewska | Źrodlo: Super Volley
Wierzę, że w Pekinie uda nam się osiągnąć sukces podobny do tego w Japonii. Jedziemy na igrzyska po medal – deklaruje odważnie Sebastian Świderski, który już w przyszłym roku prawdopodobnie wróci do Polskiej Ligi Siatkówki.
Co dla ciebie znaczy Pekin?
- Cóż, w zasadzie na razie nic więcej jak tylko to, że jest to miasto w Chinach.
Czujesz, że Pekin to będzie zwieńczenie twojej kariery reprezentacyjnej?
- Czyli mam już kończyć karierę? Nie, jeszcze nie odchodzę na emeryturę, choć fakt, że już wiele osób o to mnie pytało. W siatkówkę po igrzyskach będę grał na pewno, ale czy w reprezentacji? To będzie zależało głównie od trenerów. Ja jestem otwarty na wszystkie propozycje i jeśli zdrowie pozwoli, to nadal będę grał w kadrze. Pewien etap po igrzyskach się skończy i trzeba będzie podsumować ostatnie czterolecie. Mam nadzieję, że zwieńczymy ten czas wielkim sukcesem.
Raul Lozano najprawdopodobniej zakończy przygodę z reprezentacją Polski po Pekinie. Czy kadrę powinien objąć kolejny obcokrajowiec, czy może powinniśmy wrócić do Polaka?
- Trudne pytanie. Na szczęście to nie ja będę podejmował decyzje. Owszem, kontrakt Lozano kończy się po Pekinie, ale może nie skazujmy go już na pożarcie, może jeszcze zostanie …
Chciałbyś?
- To dobry trener. Powiem tylko tyle, bo przecież nie ja jestem decydentem. Mam tylko nadzieję, że z drużyną będzie mądry i spokojny człowiek. I nie ma dla mnie znaczenia czy będzie to Polak, czy też obcokrajowiec. Najważniejsze, żeby miał jakąś myśl i potrafił ją nam przekazać. Ja też jestem przecież kibicem, oczekuję dobrych wyników, dobrej gry i wysokiego poziomu naszej siatkówki.
Pamiętam tę magiczną atmosferę, która panowała w zespole przed mistrzostwami świata. Wtedy byliście jednością. Udało się stworzyć podobną przed Pekinem?
- Już tak jest. Dużo się zmieniło przez dwa lata. W zeszłym roku mieliśmy lekki kryzys, ale teraz dotarło do nas, że atmosfera jest kluczowa i bez niej nie będzie sukcesu. Pamiętajmy jednak, że nigdy nie będzie tak, że wszyscy będziemy się kochać. To jest nierealne.
Twoje słowa świadczą o tym, że wpadki to już przeszłość i do Chin jedziemy po sukces?
- Dokładnie tak. Igrzyska są raz na cztery lata. Tymi występami piszemy historię i każdy chce do niej dopisać swoją literkę. Wierzę, że uda nam się osiągnąć sukces podobny do tego w Japonii.
To jest realne?
- Oczywiście. To jest sport i wszystko może się zdarzyć. O wyniku może zadecydować jedna piłka, ważna będzie dyspozycja dnia. Jest siedem, może osiem świetnych drużyn, zatem o sukcesie zadecydują drobiazgi.
Rozmawiali: Przemysław Iwańczyk i Jerzy Mielewski
Więcej w „Super Volley’u”
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.