Reprezentacje | 2011-10-07 23:56:36 | Nadesłał: Anna Jabłczyk | Źrodlo: inf. własna
- Jak czemuś się poświęcasz, to rób to najlepiej jak możesz. Mimo przeciwności, cierpliwie podążaj wytyczoną ścieżką. Rezultaty przyjdą ze zdwojoną satysfakcją, która pchnie cię do kolejnych wyzwań - przedstawia swoją receptę na sukces rozgrywający reprezentacji Polski i Trentino Volley, Łukasz Żygadło.
Jakie to uczucie gdy spełnia się jedno z największych dotychczasowych marzeń?
Łukasz Żygadło:- Tych momentów, chociaż bym chciał, nie można opisać słowami. Każdy sukces smakuje inaczej. Każdy niesie niesamowity ładunek emocji, który jest zwieńczeniem pracy grupy ludzi, która pracowała, grała, przebywała ze sobą kilka miesięcy. Te dwa medale zdobyte w tym roku kadrowym dały nam wiele radości.
Jadąc w maju na zgrupowanie reprezentacji, przeszła Ci przez głowę myśl, że to może być jeden z najbardziej udanych sezonów w Twojej karierze reprezentacyjnej?
- Jechałem do Polski z nastawieniem, że ten zespół ma potencjał. Często rozpatrywałem różne warianty gry, ustawienia, nasze mocne i słabe strony. Wierzyłem, że stworzenie zgranej grupy może przynieść dobre rezultaty, nie wiedziałem tylko kiedy. W jednym roku zdobyliśmy dwa medale i jestem dumny ze wszystkich, którzy współtworzyli ten wynik.
Ostatnie trzy lata spędziłeś we włoskiej lidze. Zaraz po jej zakończeniu, jako ostatni dołączyłeś do trenujących w Spale kadrowiczów. Jako rozgrywający pełnisz na boisku bardzo odpowiedzialną rolę. Czy trudno było o zgranie z nowymi zawodnikami? Jak długo trwał ten proces?
- Nowy zespół zawsze potrzebuje czasu, szczególnie taki, który tworzą młodzi zawodnicy. Ważne jest to, aby wierzyć w założone cele i dążyć do nich mimo chwilowych niepowodzeń. Myślę, że już po meczach w Portoryko zaczęła tworzyć się "chemia" tego zespołu.
Po wygranym meczu z Rosją, powiedziałeś, że w takiej "ekipie" łatwiej się gra i trenuje. Jak budowało się w tej drużynie przeświadczenie, że wspólną walką można osiągnąć najwyższe założone cele?
- Andrea Anastasi odegrał dużą rolę w budowaniu w nas przeświadczenia, że wspólną walką możemy osiągnąć najwyższe cele. Sami przekonywaliśmy się o tym, że razem możemy zdziałać cuda podczas trudnych spotkań, które decydowały o pozostaniu w turnieju.
W jednym z wywiadów, powiedziałeś: "Jestem wodzem". W grupie, z którą pracowałeś na obydwa medale było wielu młodych zawodników. Czy czułeś się przywódcą tej grupy? Czy doświadczenie zebrane w trakcie dotychczasowej kariery pomogło w jakimś stopniu "złapanie" wspólnego języka i odnalezienie zrozumienia na boisku?
- Rozgrywający może nie być liderem, ale musi być wodzem, który wielokrotnie kreuje lidera na boisku. W siatkówce nie ma uniwersalnego rozwiązania typu "graj środkiem, bo tym wygramy mecz". Każdy mecz ma swoją taktykę, podczas każdego meczu taktyka jest konfrontowana. To, co się dzieje na boisku trzeba po prostu "czuć", a takie umiejętności przychodzą z wiekiem. Uważam, że bez doświadczenia z wielu lig, w których grałem, bez udziału w wielu wygranych turniejach mistrzowskich byłoby mi o wiele ciężej "złapać" wspólny język i poprowadzić zespół reprezentacji do dwóch medali.
W ostatnich latach zdarzały się "wygrane" spotkania, które reprezentacja jednak przegrywała. Co się zmieniło przez te kilka miesięcy? Pomimo wielu trudnych momentów w trakcie europejskiego championatu, zawsze potrafiliście z podbramkowych sytuacji wyjść obronną ręką…
- Nie zastanawiałem się nad tym, co było przyczyną przegranych w "wygranych" spotkaniach w ostatnich latach w reprezentacyjnych meczach. Wiem, że budowanie siły zespołu jest wieloetapowe i przychodzi z czasem gdy zespół stale konfrontuje się w walce o najwyższe cele. Analizując mecz Polska - Czechy decydujący o awansie do pierwszej 8 mistrzostw Europy, od stanu 14-20 można dopatrzyć się wielu momentów, gdzie powinniśmy powiedzieć "nie, tym razem się nie da". Ale to my w ostateczności zachowaliśmy koncentrację i determinację, aby doprowadzić do wygranej. To w naszych głowach pojawiła się myśl, że po takiej ciężkiej pracy, w takiej "super ekipie" musimy wygrać. Ta myśl musiała pojawić się w głowach wszystkich. Każdy dał z siebie maxa, dlatego wtedy wygraliśmy.
Jesteś brązowym medalistą Ligi Światowej, Mistrzostw Europy z drużyną narodową. Z klubem, zdobyłeś wszystkie możliwe trofea. Czy można w jakikolwiek sposób porównać reprezentacyjne i klubowe zdobycze medalowe? Co je różni, a w czym są podobne?
- Tak jak powiedziałem wcześniej, każdy sukces smakuje inaczej, a te dwa medale z reprezentacją były wyjątkowe. Świadomość tego ile radości dają również naszym kibicom w Polsce potęguje jeszcze te odczucia i daje motywację do kolejnych wyzwań.
Śledząc karierę Łukasza Żygadło, zawsze na pierwszym miejscu była drużyna narodowa. Każdy ruch transferowy miał na celu polepszenie własnych umiejętności aby jak najlepiej przysłużyć się reprezentacji Polski. Co powoduje, że motywacja do gry w drużynie narodowej jest u Ciebie tak mocna, pomimo trudnych momentów jakie musiałeś przeżyć, aby znaleźć się w tym miejscu, w którym jesteś teraz?
- Jak czemuś się poświęcasz, to rób to najlepiej jak możesz. Mimo przeciwności, cierpliwie podążaj wytyczoną ścieżką. Rezultaty przyjdą ze zdwojoną satysfakcją, która pchnie cię do kolejnych wyzwań.
* rozmawiała: Anna Jabłczyk (przegladligowy.com)
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.