Reprezentacje | 2008-07-31 08:00:22 | Nadesłał: Weronika Grabowska | Źrodlo: reprezentacja.net
- Na Igrzyskach nie będzie decydować przygotowanie fizyczne, bo na szczęście mecze nie są rozgrywane dzień po dniu. Tam ważniejsza będzie stabilność psychiczna pojedynczych zawodników - mówi były trener kadry siatkarzy, Igor Prielożny.
Jak ocenia Pan ostateczne rozstrzygnięcia zakończonego w niedzielę Final Six Ligi Światowej?
- Dla wszystkich bardzo zaskakująca była końcówka tego turnieju oraz ostateczny zwycięzca. Dla Brazylijczyków dwie porażki były bardzo ważne. Zdali sobie sprawę, że muszą więcej pracować. Może zabrzmi to trochę brutalnie, ale ta klęska zdarzyła się dla nich w idealnym momencie. Pod względem psychologicznym było to dla nich złe, ale w ramach przygotowań do Igrzysk Olimpijskich bardzo dobre.
Chyba trudno to samo powiedzieć o przegranych drużyny polskiej. One nie podziałały mobilizująco.
- Cały czas toczy się nad tym dyskusja. Ja już wielokrotnie mówiłem, że nie trzeba się niczego obawiać, bo ten zespół ma swoją wartość i może zagrać na bardzo wysokim poziomie. Ostatnie wyniki nie były dla nas niespodzianką, bo wszystkie zespoły, które zagrały w Final Six Ligi Światowej pokazały naprawdę bardzo wysoki poziom. O tym, kto wygrał lub przegrał decydowały końcówki, indywidualne akcje. My natomiast przez ostatnie półtora roku nie pokazaliśmy nic, prócz awansu na Igrzyska, a to nie powoduje psychicznej stabilności.
W wywiadach wszyscy podkreślają to, że po solidnie przepracowanym cyklu przygotowawczym pod względem fizycznym wszystko jest OK. Wydaje się jednak, że nie najlepiej wygląda sprawa psychiki. Czy to może znacząco wpłynąć na nasz zespół?
- W Final Six Ligi Światowej pojawiały się już takie sytuacje podczas meczów jak skurcze Mariusza Wlazłego. U Priddy’ego było zresztą podobnie, ale dopiero w finale. Dla niego to były cztery mecze rozgrywane dzień po dniu na najwyższym poziomie. Dla Mariusza – dwa. Wlazły nie wytrzymał zaledwie dwóch meczów jednego po drugim. Nie wiem więc, dlaczego mówi się, że jesteśmy dobrze przygotowani do Igrzysk pod względem fizycznym. Czy dlatego, że dźwigamy ciężary?
Na szczęście jednak na Igrzyskach o wszystkim nie będzie decydować przygotowanie fizyczne, bo mecze nie są rozgrywane dzień po dniu. W Pekinie jednego dnia gramy, a drugiego odpoczywamy. Dlatego najważniejsza będzie kondycja psychiczna. Będą mecze o awans do ćwierćfinału, potem jedno spotkanie, które zadecyduje o awansie do czwórki. Dlatego tam ważniejsza będzie stabilność psychiczna pojedynczych zawodników.
Przejdźmy do seniorek. Jak Pan ocenia skład reprezentacji Polski na Igrzyska, który już zanotował na swoim koncie kilka zwycięstw w spotkaniach towarzyskich?
- Trener Bonitta wybrał swój skład. Myślę, że on cały czas miał w głowie tę szóstkę z Anią Podolec i Gosią Glinką na przyjęciu. Co się tyczy potęgi w ataku, to jest naprawdę jedyna możliwa alternatywa, żebyśmy walczyli o medal. Gdybyśmy mogli tymi punktami z ataku zdobywać trzynaście do szesnastu punktów w secie, to by mogło wystarczyć na zwycięstwo z największymi zespołami. Trener Bonitta ma ponadto dwie wyrównane rozgrywające. Pierwszą zdecydowanie jest Milena Sadurek, ale myślę, że po grze w Grand Prix Katarzyna Skorupa spokojnie jej dorównuje. Mnie jest przykro, że w składzie nie ma Leny Dziękiewicz, ale gdyby ona tam była, nie byłoby Katarzyny Gajgał, więc też byłoby mi przykro (śmiech). Wybór zawodniczek leży w kompetencji trenera. Myślę, że zakończył się on tak, jak miał się skończyć.
Gdyby przyjrzeć się rywalom grupowym naszych reprezentacji na Igrzyskach, która drużyna - seniorów czy seniorek - ma większe szanse, żeby powalczyć o wejście do finałowej czwórki?
- Myślę, że siatkarze mają realną szansę na to, żeby wejść do ćwierćfinału, bo dwa zespoły są zdecydowanie w ich zasięgu bez względu na ich przygotowanie. Ja wiem, że Niemcy pokonali teraz dwukrotnie Bułgarów, ale to nie powinno o niczym decydować. Polacy muszą tylko dobrze zagrać przeciwko nim, a potem pokonać Egipt. Później będą walczyć o jak najlepsze miejsce w grupie. W ćwierćfinale nie chciałbym zagrać ze USA, bo oni mają świetne podejście do gry, nigdy nie myślą o przegranej. To jest jeden z najtrudniejszych przeciwników w tej drugiej grupie. W przypadku dziewczyn bardziej się martwię, bo rywalki to drużyny, grające zupełnie inną siatkówkę niż nasze przeciwniczki z meczów sparingowych. Tutaj trudniej będzie wejść do ćwierćfinału, ale potem otwierają się nam zdecydowanie większe szanse awansu do półfinałów.
* Więcej na reprezentacja.net
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.