Najnowsze newsy

Siatkówka » Reprezentacje

Reprezentacje | 2008-07-29 21:55:17 | Nadesłał: Weronika Grabowska | Źrodlo: reprezentacja.net

Na Igrzyska jedziemy jako outsider

Fot.: FIVB

Andrea Anastasi jest tym, który ma znaleźć wyjście z "dołka", w jakim znalazła się włoska siatkówka po zdobyciu wszystkiego, co w siatkówce jest do zdobycia, z wyjątkiem złota olimpijskiego. Po odejściu trenera Montaliego, Włosi znów próbują podnieść głowę po trzech latach rozczarowujących rezultatów.

- Jest mi przykro, że nie udało się zakwalifikować do Pekinu w pierwszym podejściu. W związku z tym mieliśmy skomplikowane lato, pełne podróży dookoła świata. Najważniejsze, że osiągnęliśmy nasz cel, jedziemy do Pekinu i chcemy dobrze się tam zaprezentować – mówi trener. Po trudnym, ale w pełni zasłużonym awansie, trener Anastasi ma podczas Igrzysk pierwszą okazję, by odwrócić nieszczęśliwa passę włoskiej drużyny, mimo, że prawdziwym celem jego zespołu są dopiero MŚ 2010.

Nawet magiczne lata Julio Velasco nie dały drużynie złota: złoty medal niemalże zdobyty, okazywał się nieosiągalny, a czekanie zdawało się nie mieć końca. Odejście Anastasiego z reprezentacji było szczęściem Hiszpanów, których objął w 2005 roku. Hiszpania to nie Włochy, ale jego zadanie było dokładnie takie samo. Po zakończonej sukcesem przygodzie z reprezentacją Hiszpanii, którą doprowadził do złota ME 2007, Anastasi, mistrz świata jako zawodnik z 1990 roku, powrócił na ławkę trenerską "Sqaudra Azzura" i obiecał skonsolidować grupę i uzyskać awans do IO.

- Moim celem nie było kwestionowanie tego, co uczynił mój kolega Montali, którego zawsze szanowałem i nigdy nie zamierzałem osądzać. Prawdą jednak jest fakt, że kiedy obejmowałem zespół, spadliśmy na 10. miejsce w rankingu FIVB i prawie nie potrafiliśmy już wygrywać. Moim celem było stworzyć ducha drużyny i wydaje mi się, ze jesteśmy na dobrej drodze. Ta drużyna jest odrodzona. W 2000 roku do Sydney jechaliśmy jako faworyt, teraz natomiast zjawiamy się w Chinach w pewnym stopniu jako outsider. Wówczas przyjechaliśmy na Igrzyska po wygraniu LŚ i pokonaniu najsilniejszych zespołów świata, ale i to nie wystarczyło. Teraz jest zupełnie inaczej. Nasza siatkówka coś straciła, poszukuje nowej osobowości, identyfikacji, musimy odzyskać stracony czas - analizuje Anastasi.

Trzyletni kontrakt Anastasiego kończy się po mistrzostwach świata 2010 we Włoszech. Czy Pekin to zbyt wcześnie, by zrealizować ambicje tej drużyny? - Możemy pokonać każdego. Musimy przyznać że są drużyny mocniejsze od nas, myślę tu o Brazylii, Rosji, Bułgarii, USA, Polsce. Ale nie boimy się nikogo i będziemy grać do końca. Na szczęście nie ma Holendrów - mówi trener. (Holendrzy w Atlancie pokonując zespół z Półwyspu Apenińskiego w finale imprezy zamknęli Włochom drogę do złota)

Jego receptą na dobry wynik jest połączenie odwagi, rozsądku i serca do walki. - To drużyna, która chce dobrze zaprezentować się w Pekinie. Nie jedziemy tam rezygnować, odpuszczać. Brakuje nam wiele by wrócić do wielkości, ale być może będzie to tylko kilka punktów. Pekin zweryfikuje wszystko. Nawet finał? – Dlaczego nie, nawet finał! To byłoby marzenie całej włoskiej siatkówki. A gdyby na podium wspięła się też żeńska drużyna, to byłaby podwójna radość Prezydenta - dodaje.

Dodaj do:
Wykop

Dodaj komentarz

Aby móc komentować, musisz być zalogowany.

Zaloguj się, albo gdy nie masz jeszcze konta Zarejestruj się

Logowanie

Siatkówka

PlusLiga

Najnowsze galerie

Newsletter

Ostatnio zarejestrowani

Polecane