Reprezentacje | 2011-07-19 21:09:50 | Nadesłał: Magdalena Kudzia | Źrodlo: plusliga.pl
Adrian Radu Gontariu jest wyróżniająca się postacią reprezentacji Rumuni, jednak nowy atakujący Asseco Resovii nie był w stanie w pojedynkę pociągnąć narodowy zespół do sukcesu podczas Final Four Ligii Europejskiej, który rozgrywany był w miniony weekend Koszycach.
- Pierwsza rzecz, jaka nasuwa mi się oceniając nasz występ w Koszycach, to nasz strach i przerażenie z powodu grania meczów o taką stawkę, ponieważ Rumunia rzadko występuje w turniejach rangi finałowej – mówi Adrian Gontariu. - Dodatkowo hala Steel Arena w Koszycach jest naprawdę bardzo duża i my rzadko gramy w takich obiektach przy sporej liczbie kibiców. To było dla nas przytłaczające. Na przykład naszemu rozgrywającemu w pewnym momencie zrobiło się słabo i musiał iść do toalety, co nie jest dla niego normalne. Również inni zawodnicy z zespołu czuli wielką tremę, bo nie grali do tek pory wielkich meczów na tego typu imprezie rangi mistrzowskiej. W fazie grupowej graliśmy o wiele lepiej. Wygraliśmy zresztą jeden mecz na Słowacji. Natomiast na Final Four w Koszycach zabrakło nam doświadczenia i odwagi. Mamy taką reprezentację, że warunkiem do zwycięstwa jest dobra postawa wszystkich zawodników. Nie mamy gwiazd, czy takich indywidualności, które w pojedynkę mogą rozstrzygać losy spotkania. Jeśli poszczególne ogniwa w drużynie nie grają na dobrym poziomie i zaczyna się pojawiać mnóstwo błędów po naszej stronie, nie mamy szans na wygraną. Naszym błędem w półfinale ze Słowacją było to, że wyglądaliśmy tak, jakbyśmy grali pod presją, a tak przecież nie było, bo to Słowacy jako gospodarze i faworyci turnieju musieli wygrać spotkanie z nami. My natomiast niepotrzebnie usztywniliśmy się i zjadły nas nerwy. Graliśmy tak, jakbyśmy mieli cement na nogach. Szkoda, że tak się stało, bo nie po to trenowaliśmy ciężko dwa miesiące żeby przyjechać na finały i nie zaprezentować w nich swojej najlepszej siatkówki. Nasza postawa w Koszycach jest więc rozczarowująca – stwierdza nowy atakujący Asseco Resovii.
Adrian Gontariu nie ukrywa, że występy jego narodowego zespołu w Lidze Europejskiej są oknem na świat dla rumuńskiej siatkówki. - Dla nas każdy mecz rangi europejskiej jest wyjątkowy, ponieważ jeszcze nie tak dawno byliśmy daleko z tyłu i chyba nikt o nas nie słyszał – mówi Gontariu i dodaje. - Dużym impulsem dla naszego zespołu było objęcie reprezentacji przez Steliana Moculescu. To pod jego okiem poczyniliśmy duże postępy, ale i tak wiele nam brakuje do tego żeby rywalizować z najlepszymi w Europie. Przede wszystkim brakuje nam zawodników, którzy ciągnęliby grę drużyny i wprowadzili w niej większą rywalizację. Mimo tego już drugi rok z rzędu znaleźliśmy się w Final Four Ligi Europejskiej i to jest dla nas bardzo dobry wynik. W zeszłym roku zaprezentowaliśmy się z jeszcze lepszej strony niż teraz w Koszycach, ponieważ mimo zajęcia ostatniego miejsca przegraliśmy oba nasze mecze po zaciętych tie-breakach. Wtedy czuliśmy się jednak strasznie, ponieważ widzieliśmy, jak trzy zespoły stoją na podium, a my jako jedyni z uczestników jesteśmy na trybunach. Obiecaliśmy sobie, że już więcej nie przeżyjemy takiej sytuacji, a jednak przez swoją słabą grę w Koszycach również byliśmy poza podium. Szkoda, że tak się stało, ale nie pokazaliśmy na boisku prawdziwego ducha walki. Nie byliśmy takimi walczakami, którzy zostawiają na boisku serce i wszystkie swoje siły. Mówiąc o wzorze takiego walczaka, mam na myśli mojego serdecznego kolegę, Georga Grozera, który jest świetnym przykładem lidera i motywatora drużyny. On po każdej udanej akcji potrafi zebrać zespół do kupy, poruszyć nim, poklepać mocno kolegów i dodać im wiary w siebie. Jest też przy tym pełen ekspresji i emocji – mówi Gontariu, który zaprzecza, że nie ma ambicji być Georgiem Grozerem rumuńskiej siatkówki.
* więcej w serwisie PlusLiga.pl
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.