Reprezentacje | 2010-07-10 13:17:51 | Nadesłał: Magdalena Kudzia | Źrodlo: plusliga.pl
Przed startem 21. edycji Ligi Światowej Daniel Castellani mówił o poważnym traktowaniu rozgrywek i awansie do turnieju finałowego. Po jej zakończeniu stwierdził, że była tylko jednym z etapów przygotowań do mistrzostw świata, a awans do najlepszej szóstki celem numer trzy.
Godny przeciwnik
Na zakończenie zmagań w "Światówce” Polacy zagrali w katowickim Spodku z prowadzoną przez Raula Lozano kadrą Niemiec. Biało-czerwoni motywację mieli ogromną, ale pierwszego dnia triumfowali Niemcy. W drugim starciu Polacy zagrali znacznie lepiej, zwłaszcza Mariusz Wlazły i zwycięstwem 3:1 poprawili nieco humory fantastycznym katowickim kibicom. Ci, po raz kolejny potwierdzili, że nie faworyzowana powszechnie Atlas Arena w Łodzi, ale właśnie stary dobry Spodek jest prawdziwą Mekką polskiej siatkówki.
- Gra przed tak wspaniałą publicznością to coś niesamowitego, dlatego jesteśmy bardzo szczęśliwi, że mogliśmy nagrodzić naszych kibiców wygraną - cieszył się Daniel Castellani zauważając jednocześnie, że Niemcy w ciągu ostatniego roku poczynili ogromne postępy.
- Jednym z głównych czynników ich lepszej postawy jest atakujący Georg Grozer, zawodnik kompletny, wnoszący dużą różnicę w jakości gry. Nasi rywale poprawili praktycznie wszystkie elementy gry, są mocniejsi niż przed rokiem - powiedział Castellani oceniając ekipę Lozano w kontekście zbliżających się mistrzostw świata.
Trzy cele
Szkoleniowcowi polskiej kadry marzył się Final Six w Cordobie i jasno podkreślał przed startem rozgrywek, że LŚ 2010 będzie traktowana inaczej niż poprzednia, chociażby ze względu na przygotowania do mistrzostw świata we Włoszech. Sprawdzian sił z najlepszymi - Rosją, Brazylią, Włochami, Serbią (grupowym rywalem mś) byłby dla naszej kadry próbą możliwości najwyższej marki. Rzeczywistość szybko jednak zweryfikowała plany Argentyńczyka, bo aż dziewięciu siatkarzy przyjechało na zgrupowanie z problemami zdrowotno - fizycznymi. Priorytety uległy więc radykalnej zmianie.
- Przede wszystkim musiałem dać się zrehabilitować zawodnikom, którzy mieli problemy fizyczne. Podstawową sprawą dla nas było ich wyleczenie. Drugim celem była kontynuacja pracy z młodymi siatkarzami. W perspektywie mistrzostw świata musiałem dać tym graczom możliwość rozegrania większej ilości meczów. Trzecim zadaniem jakie sobie postawiliśmy było, żeby tym składem, którym dysponowaliśmy, mimo wszystko awansować do Final Six - przekonywał podsumowując LŚ selekcjoner reprezentacji Polski.
Pierwsze założenie zostało zrealizowane w stu procentach - wszyscy zwodnicy są zdrowi i niebawem rozpoczną kolejny, kluczowy etap przygotowań do światowego czempionatu. Drugie, przynajmniej zdaniem trenera też nie przynosi ujmy sztabowi szkoleniowemu. - Ustabilizowała się forma Grzegorza Łomacza. Daliśmy możliwość rozegrania dużej ilości meczów młodemu zawodnikowi, za jakiego uważam Patryka Czarnowskiego. Daliśmy też pograć innym - Kurkowi, Jaroszowi, Ruciakowi, w trochę mniejszym wymiarze może Bartmanowi - wyliczał Argentyńczyk, który choć nie zrealizował celu numer trzy i nie awansował do najlepszej szóstki LŚ, widzi w postawie swoich podopiecznych pozytywy. - Na przykład dwa mecze na Kubie, gdzie drużyna pokazała się z bardzo dobrej strony, grała w dobrym rytmie.
* więcej w serwisie PlusLiga.pl
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.