Liga Światowa | 2015-07-15 13:41:05 | Nadesłał: Anna Jabłczyk | Źrodlo: plusliga.pl
Najlepiej punktujący gracz fazy interkontynentalnej Ligi Światowej 2015 wspomina triumf w Sofii, czasy Andrei Anastasiego i tłumaczy, dlaczego źle się czuje, gdy ktoś porównuje go do Mariusza Wlazłego.
Pamięta pan jeszcze triumf w Lidze Światowej z 2012 roku?
Bartosz Kurek:- Najmilej wspominam chwile spędzone na boisku, a nie na podium, których w euforii się po prostu nie pamięta, szybko wylatują z głowy. Najprzyjemniej było grać w tej drużynie, najprzyjemniej było grać w niej mecze, bo naprawdę graliśmy na dobrym poziomie, a każdy każdemu pomagał i na boisku trzymaliśmy się razem. A przy podsumowaniach to jest właśnie najważniejsze, że można powiedzieć, iż stworzyliśmy zespół, który był wtedy najlepszy w Lidze Światowej.
Pamięta pan potem także te gorsze chwile, jak igrzyska w Londynie czy mistrzostwa Europy 2013 roku?
- Akurat ze współpracy z trenerem Anastasim, ja osobiście, w ogóle nie mam złych wspomnień, nawet gdy przegrywaliśmy to przegrywaliśmy wszyscy razem, jako zespół, trener przegrywał z nami. Widać było, że nie zrzucaliśmy winy jeden na drugiego. Coś się zaczęło, coś się musiało skończyć. Po zeszłorocznym wyniku widać, że był potrzebny świeży start i nowe spojrzenie. Ale do współpracy z trenerem Anastasim chętnie bym wrócił i polecam ją każdemu siatkarzowi, który chce coś osiągnąć i poprawić swój poziom.
Nie obawiał się pan przed tym sezonem, że eksperyment z przestawieniem pana do ataku może nie wypalić i może pan mieć kłopoty z powrotem na dawną pozycję?
- To pytanie bardziej do trenera, bo z mojej strony sprawa wygląda prosto: dostałem powołanie i propozycję takiego wyzwania i się na to zgodziłem. To trenera trzeba pytać o to, co zobaczył, dlaczego się zdecydował na taki ruch? Gdzieś to ryzyko na pewno było, ale nawet jeżeli by mi nie wyszło to jakoś bym sobie poradziłbym na tej czy innej pozycji.
Jak się pan ocenia po fazie interkontynentalnej Ligi Światowej? W statystykach wygląda to rewelacyjnie!
- Kilkanaście meczów to nie jest podstawa, żeby oceniać jak to będzie wyglądało w przyszłości. Traktuję to jako ciągły proces, nie oceniam się na bieżąco, bo bym zwariował. Na pewno w tej chwili jest wielu lepszych atakujących, a ja dopiero nabieram z każdym kolejnym treningiem coraz więcej doświadczenia. Staram się wykonać swoją robotę na boisku, z korzyścią dla zespołu.
*Więcej na: plusliga.pl
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.