Najnowsze newsy

Siatkówka » Reprezentacje » Liga Światowa

Liga Światowa | 2012-07-03 23:45:43 | Nadesłał: Katarzyna Tybor | Źrodlo: inf. własna

Bernardinho: Mamy sobie coś do udowodnienia

Fot.: FIVB

Brazylijczycy awansowali do Final Six w Sofii jako najlepsza drużyna z drugiego miejsca, choć ich los ważył się aż do minionego piątku. Trener Canarinhos przyznaje, że zwłaszcza początek tegorocznej Ligi Światowej nie był dobry w wykonaniu jego drużyny, ale ma nadzieję na lepsze mecze. - Nie będzie łatwo, ale będziemy walczyć - zapowiada.

PrzegladLigowy.com: Formuła Ligi Światowej została w tym roku zmieniona, żeby skrócić turniej i uniknąć zbyt wielu podróży, ale w naszej grupie efekt wyszedł wręcz przeciwny. W całej rundzie grupowej zmienialiście strefę czasową co tydzień…

Bernardo Rezende: Tak, a teraz na finały ponownie – kolejna sześciogodzinna różnica. Jednak bez względu na zmieniony format, zawsze w czasie Ligi Światowej jest dużo męczących podróży, trzeba się po prostu do tego przyzwyczaić. Mamy nadzieję, że mimo zmęczenia po bardzo długiej podróży, zaprezentujemy się lepiej w rundzie finałowej i będzie to dla nas dobre przetarcie przed Olimpiadą – to nasz główny cel w tym roku.

Takie długie i wyczerpujące podróże wciąż są dla was dużym problemem?

- Owszem… Dotarcie tutaj, do Bułgarii, zajęło nam aż 40 godzin, lecąc przez Dubaj i Frankfurt, bo nie było już biletów na samolot lecący bezpośrednio do Europy. Była to naprawdę długa podróż, ale nie odbiła się znacznie na dyspozycji zawodników, na treningach wygląda na to, że wszystko jest w porządku, dlatego mamy nadzieję na dobre mecze w naszym wykonaniu.

Faza interkontynentalna się zakończyła, więc naszedł czas na podsumowania. Co Pan sądzi o zmienionej formule, jak się sprawdziła? Format turniejowy jest lepszy od tego, do którego jesteśmy przyzwyczajeni?

- Sam pomysł jest dobry, chociaż trzy mecze z rzędu męczą bardziej niż dwa, ale widowisko sportowe na pewno jest ciekawsze. Jednak trzeba to dopracować, żeby unikać takiej sytuacji jak w naszej grupie – z Kanady lecieliśmy do Polski, następnie do Brazylii i Finlandii. Polska i Finlandia leżą dość niedaleko siebie, więc turnieje w tych dwóch krajach powinny być po sobie. Gdyby tylko bardziej to przemyśleć, byłoby o wiele lepiej,bo sama idea takiego rozgrywania Ligi Światowej jest ciekawa.

A oprócz tego, że mecze podczas każdego weekendu są trzy, ciężko grać każdego dnia z innym rywalem i przygotowywać się do niego na nowo?

- Jest to znacznie trudniejsze niż dwa mecze z tym samym przeciwnikiem, ale ma dużą wartość szkoleniową, granie na wysokim poziomie codziennie z innym rywalem pomaga się rozwijać i stawać lepszym.

Jak skomentowałby Pan turniej do tej pory? Kto był największym zaskoczeniem, rozczarowaniem?

- Uważam, że nam brakowało stałości, graliśmy bardzo nierówno, Polska prezentuje teraz bardzo wysoki poziom i dobrą, stabilną grę, a Kuba miała wyjątkowo trudną grupę i spisywała się świetnie, myślę że zaliczają się teraz do absolutnej czołówki światowej. Niektóre drużyny być może zadecydowały, że nie chcą grać w finałach, jak Włochy, Argentyna, które odpuściły walkę, zanim ona się zakończyła. Rosjanie mieli trochę problemów, przez które też nie znaleźli się w Sofii. Dopiero później okaże się, kto podjął lepsze decyzje.

Jednak brak Rosjan, którzy broniliby tytułu sprzed roku, jest raczej sporą niespodzianką. Co Pan o tym sądzi?

- Myślę, że wynika to z problemów z kontuzjami, jakie dotknęły tę drużynę, przez to nie grali tak, jak powinni, tymczasem Kuba spisywała się świetnie. Jednak ciężko powiedzieć coś więcej, widząc tę sytuację tylko z zewnątrz.

Aż do ostatniego piątku nie byliście pewni, czy jednak awansujecie jako najlepsza drużyna z drugiego miejsca, czy nie. Jak to jest mieć swój los w rękach innych drużyn?

- Nie była to dla nas łatwa sytuacja. Chociaż matematycznie nasz awans był bardzo prawdopodobny, bo wystarczyło, żeby Francja straciła jeden punkt. A grając przeciwko drużynom takim jak USA i Włochy, ciężko byłoby im zdobyć ich komplet. Stracili właśnie jeden punkt już w piątek, co dało nam awans. Bardzo dobrze się złożyło, bo gdybyśmy musieli czekać aż do niedzieli, dotarlibyśmy tu dopiero dziś, a następnego dnia mielibyśmy już mecz, co byłoby raczej niemożliwe do wykonania.

Podróż do Europy mieliście zaplanowaną już wcześniej, zawodnicy również wypowiadali się z przekonaniem, że jednak znajdziecie się w finałach. Naprawdę byliście tak pewni awansu, czy niekoniecznie?

- Nie do końca. Pewnym można być wtedy, gdy gra się dobrze. My nie graliśmy dobrze, nie wykorzystaliśmy swoich okazji i nasz awans musiał zależeć od innych. Ale ostatecznie, zostaliśmy najlepszą drużyną z drugiego miejsca, więc nie wyszło tak źle (uśmiech).

Gdyby jednak się nie udało, byłaby to dla was bolesna porażka? Zwłaszcza, że zawsze jesteście stawiani w gronie faworytów, bez względu na wszystko.

- Na pewno dość bolesna, pewnie bylibyśmy wszyscy sfrustrowani, to uczucie towarzyszyło nam w pewnym stopniu od naszego ostatniego meczu. Jednak udało się, frustracja znikła, teraz skupiamy się w stu procentach na awansie do półfinałów. Nie będzie to łatwe, ale będziemy walczyć.

Początek Ligi Światowej w waszym wykonaniu nie był najlepszy. Nadszedł czas na rewanż?

- Niekoniecznie rewanż, mamy przede wszystkim coś do udowodnienia sobie samym. Nie możemy oglądać się na inne drużyny, tylko skupić się na naszej grze, żeby wypaść lepiej, to jest teraz najważniejsze.

Waszym celem jak zwykle jest złoto?

- Na razie staramy się o tym nie myśleć. Najpierw musimy wygrać jutrzejszy mecz. Jeśli awansujemy do półfinałów, wtedy będziemy mogli mówić, że walczymy o złoto.

Podobnie jak w tutejszych finałach, bardzo trudną grupę będziecie mieć na Olimpiadzie, wręcz „grupę śmierci”. Lepiej na początku zmierzyć się z trudniejszymi przeciwnikami, by potem trafić na łatwiejszych rywali?

- Sama walka o wyjście z grupy zapowiada się bardzo, bardzo zacięta, bo o cztery miejsca będzie walczyć co najmniej pięć drużyn. Ale może to być dobre z innego względu – radząc sobie dobrze w tak trudnej fazie grupowej, będzie się lepiej przygotowanym na najważniejsze mecze.

Kto będzie waszym najpoważniejszym rywalem do medali?

- Jeśli chodzi o Ligę Światową, to myślę, że przede wszystkim Kuba i Polska. Następnie USA, to również dobra drużyna, a Niemcy grają ostatnio bardzo dobrze. Bułgaria ze swoimi problemami może grać trochę niestabilnie. A na Olimpiadzie, na pewno zagrożeniem będą wymienione wcześniej Polska i USA, a oprócz tego Rosja, Serbia, Włochy, więc mamy sporą grupę drużyn, które mogą walczyć o medale.

Powołanie Ricardo w sezonie olimpijskim to bardzo ryzykowny ruch. Nie obawia się Pan, że w razie niepowodzenia, jeśli nie zgra się dostatecznie z resztą drużyny pod względem stylu gry, ludzie będą obwiniać za wynik całej drużyny tylko jego i Pana?

- Jeśli tak by się stało, powinni obwiniać mnie, a nie Ricardo. Decyzja o przywróceniu go do składu była moja, nie jego, tak więc biorę za to pełną odpowiedzialność. Jednak mam nadzieję, że wypadniemy dobrze i nie będzie takiej potrzeby.

Dziękuję bardzo za rozmowę i życzę powodzenia w nadchodzących pojedynkach.

- Dziękuję.


* w Sofii z Bernardo Rezende rozmawiała Katarzyna Tybor (PrzegladLigowy.com)

Dodaj do:
Wykop

Dodaj komentarz

Aby móc komentować, musisz być zalogowany.

Zaloguj się, albo gdy nie masz jeszcze konta Zarejestruj się

Logowanie

Siatkówka

PlusLiga

Najnowsze galerie

Newsletter

Ostatnio zarejestrowani

Polecane