Liga Światowa | 2011-06-19 16:21:11 | Nadesłał: Katarzyna Tybor | Źrodlo: inf. własna
Godzina i osiem minut - tyle czasu potrzebowali Brazylijczycy, żeby rozprawić się z drużyną Portoryko. „Canarinhos” zaczęli mecz od ogromnego prowadzenia i mimo prób nawiązania walki przez rywali w drugiej i trzeciej partii, nie oddali przewagi już do samego końca.
O ile we wczorajszym pojedynku, reprezentacja Brazylii potrzebowała trochę czasu, aby „wejść w mecz” i znaleźć swój rytm gry, dziś nie miała z tym najmniejszego problemu. Ich zagrywki sprawiały rywalom niemało kłopotów, już na samym początku Murilo zapisał na swoim koncie asa serwisowego. Portorykańczycy zdobyli w tym czasie jedynie dwa punkty, z czego oba były po błędach przeciwników. Brazylijczycy konsekwentnie budowali swoją przewagę, na pierwszej przerwie technicznej wynik wynosił 8:3, by potem wzrosnąć jeszcze o dwa „oczka” dla gospodarzy. Brazylijczycy, przy tak dużej przewadze, mogli sobie pozwolić na różnorodne i ryzykowne zagrywki – w rezultacie zdarzyło im się popsuć kilka serwisów, ale i zdobyć w tej partii aż cztery asy serwisowe, w tym dwa pod rząd w wykonaniu Lucasa. Portorykańczycy nie mogli poradzić sobie z presją, jaką wywarli na nich rywale – co chwilę mylili się na zagrywce i w ataku. Na drugiej przerwie technicznej stan punktowy wynosił 16:5. Bezradny był kapitan, Hector Soto, uderzający w aut, bądź w antenkę. Brazylijski blok trzykrotnie zapunktował, zatrzymując ataki rywali. Przy stanie 20:6 goście próbowali jeszcze choć trochę poprawić wynik i set ostatecznie zakończył się rezultatem 25:10, a ostatni punkt zdobył Giba, atakując po skosie.
Drugiego seta Brazylijczycy rozpoczęli podobnie – przy prowadzeniu 2:0, pierwszy punkt oddali po dotknięciu siatki. Kolejnych kilka akcji również należało do „Canarinhos”, aż Rivera zdobył punkt blok-autem, a następnie jego zespołowi udało się zatrzymać atak Murilo (5:4). Do pierwszej przerwy technicznej Brazylijczycy dopisali sobie jeszcze trzy punkty. Po kilku błędach z obu stron, Portorykańczykom udaje się ustrzelić atakiem Gibę (11:8) Można powiedzieć, że był to moment zwrotny tego pojedynku, bowiem choć Brazylijczycy dalej utrzymywali około cztery punkty przewagi, w ich przeciwników wyraźnie wstąpiła wola walki i zaczęli grać agresywniej, a co najważniejsze – skuteczniej. Z kolei u Brazylijczyków efektywność gry wyraźnie spadła, być może uznali, że po pierwszym, miażdżącym dla rywali secie, ci już się nie podniosą, albo też nie chcieli grać zbyt ostro, mając w perspektywie trudne mecze wyjazdowe. Portorykańczycy szybko to wykorzystali i z pomocą Soto, doprowadzili do wyrównania 15:15. Tuż przed przerwą techniczną, trener Rezende poprosił jeszcze o czas, jednak zachowywał spokój, mimo takiej zmiany sytuacji. Po przerwie Brazylijczycy wypracowali sobie dwupunktowe prowadzenie i nie oddali go już do samego końca, a jeszcze powiększając, przez błędy przeciwników. Kapitalny pipe Giby, a następnie błyskawiczny atak z krótkiej, który wykonywał praktycznie z miejsca, doprowadza do piłki setowej. Portorykańczycy próbują jeszcze się bronić, atakując w Sérgio. Partię kończy ze środka Sidão wynikiem 25:20. W tym secie wyraźnie wzrosła skuteczność w ataku drużyny Portoryko, trzykrotnie zapunktowali także blokiem, będąc w tym elemencie lepszymi od rywali. Nie było jednak żadnej wyróżniającej się postaci, większość zawodników zapisała na swoim koncie w okolicy 4 punktów, natomiast po przeciwnej stronie siatki, Giba zdobył ich do tej pory aż 11.
Trzecią część rywalizacji Brazylijczycy rozpoczęli w zmienionym ustawieniu. Trener Rezende postanowił dać okazję do zaprezentowania się zawodnikom rezerwowym, wykorzystując fakt, że mecze z Portoryko to ostatnia szansa na wypróbowanie ich przed finałem – bowiem pojedynki z USA i Polską nie zapowiadają się na łatwe spotkania. Do Marlona, który rozpoczął tę partię od asa serwisowego, dołączył Theo i po raz pierwszy dziś João Paulo Bravo i Rodrigão. Portorykańczycy wydawali się być jeszcze bardziej zmobilizowani niż w poprzednim secie – szybko doprowadzają do wyrównania 2:2, następnie 5:5, by w końcu wysunąć się na prowadzenie. Udaje im się je utrzymać aż do przerwy technicznej, na której mieli aż dwa punkty przewagi. Brazylijczycy jednak szybko zniwelowali ten dystans i sami zostawili rywali trzy punkty w tyle (13:10). Przed drugą przerwą techniczną na boisku pojawił się jeszcze Thiago Alves, któremu także udało się dołożyć jeden punkt do zwycięstwa „Canarinhos”. Pewność siebie Brazylijczyków mogła zostać nieco ruszona, kiedy zawodnicy Portoryko odrobili trzy punkty z rzędu i z wyniku 19:15, zrobiło się 20:18. Portorykańczycy walczą do końca, mając jeszcze ambicje na przedłużenie tego pojedynku. Jednak ich nadzieje rozwiewa Bruno, punktem bezpośrednio z zagrywki – piłka wraca na stronę Brazylijczyków i ląduje poza boiskiem. Set, podobnie jak poprzedni, kończy się wynikiem 25:20. W „małych punktach” Brazylia prowadzi 75:50, co może dać pewne wyobrażenie o przebiegu tego spotkania. O ile różnica w punktach zdobytych atakiem nie jest aż tak duża – 38:32, tak już w bloku widać przewagę Brazylijczyków, którzy zapunktowali w tym elemencie 7 razy, a ich rywale jedynie 3. Bezpośrednio z zagrywki Portorykańczykom nie udało się zdobyć żadnego punktu, podczas gdy Brazylijczycy zaserwowali aż 6 asów. Zwycięzcy, na skutek popełnionych błędów, oddali 15 punktów, zaś ich rywale aż 24.
Brazylia – Portoryko 3:0 (25:10, 25:20, 25:20)
Brazylia: Bruno, Sidão, Vissotto, Giba, Murilo, Lucas, Sérgio (L) oraz Marlon, Theo, J. Bravo, Rodrigão i Thiago
Portoryko: Jose Rivera, Figueroa, Muñiz, Perez, Escalante, Soto, Berrios (L) oraz Joel Rivera, Morales, Sánchez i Ortiz
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.