Najnowsze newsy

Siatkówka » Puchar Świata

Puchar Świata | 2011-12-05 19:04:32 | Nadesłał: Sylwia Marszałek | Źrodlo: inf. własna

Podsumowanie Pucharu Świata

Fot.: CEV

Pucha Świata wielu z nas zapadnie w pamięć: dla jednych będzie to świetny turniej w wykonaniu polskich siatkarzy, dla drugich walka ze swoimi słabościami Canarinhos, a dla innych kolejne zwycięstwo Sbornej. Te rozgrywki pokazały jednak coś więcej, bo słabości oraz silne strony wielu drużyn. A to dopiero przedsmak tego, co czeka nas w przyszłym roku w Londynie.

Emocje po dopiero co zakończonym Pucharze Świata zaczęły opadać, można więc śmiało pokusić się o małe podsumowanie tego turnieju. Mimo, że biało-czerwoni byli często wymieniani w gronie faworytów turnieju w Japonii, wielu obserwatorów krytycznie podchodziło do awansu olimpijskiego naszej drużyny. Obok „słabego zgrania” za argument kluczowy przeciwnicy obrali sobie problemy ze zdrowiem Bartosza Kurka – na tydzień przed wylotem do Kraju Kwitnącej Wiśni trener Andrea Anastasi w tempie ekspresowym powołał młodego przyjmującego Asseco Resovii – Mateusza Mikę. Polacy jednak po raz kolejny w tym sezonie pokazali pazur, na „otwarcie” turnieju wygrywając trzy niełatwe spotkania, tym samym zapisując na swoim koncie komplet punktów. Kto przed turniejem powiedziałby, że nasza reprezentacja w ostatnim meczu z tak „zacnym” przeciwnikiem, jakim jest niewątpliwie Rosja, będzie walczyć o to trofeum? Awans olimpijski? Zapewniony. Prawdziwa walka o sto punktów w rankingu FIVB? Zaliczona. Występ naszych Orłów można zaliczyć do jak najbardziej udanych. Z impetem do naszej drużyny powrócił dawno niewidziany z powodów zdrowotnych Michał Winiarski, jedna z najjaśniejszych postaci turnieju w Japonii. Wysokie pozycje w statystykach indywidualnych tylko potwierdzały pozytywne oceny gry Polaków: w końcowej kwalifikacji „świeżo upieczony” kapitan biało-czerwonych, Marcin Możdżonek został uznany za najlepiej blokującego całych zawodów. To, co cieszy najbardziej to postawa naszych reprezentantów w pojedynkach z tak zwaną „wielką trójką”, z którą spotkania czekały nas w rundzie ostatniej. Mimo niespokojnego początku i zupełnej dezorientacji Polaków, udało im się wyrwać (to zdecydowanie adekwatne słowo) zwycięstwo z rąk Włochów. Naszych zawodników nie przeraziła nawet Brazylia, której na „dzień dobry” urwali dwa sety, i gdyby nie seria dobrych bloków Canarinhos, kto wie, jakim wynikiem mecz zakończyłby się. Z Rosją, jak to z Rosją zawsze bywa, Polacy grali podwójnie zmotywowani. Jest to jeden z tych zespołów, który wywołuje bardzo mocną koncentrację w szeregach naszej reprezentacji. Polacy nie mogli wygrać spotkania z kilku przyczyn: pierwszą jest zupełna zmiana taktyki Sbornej, która w ważnym momencie potrafiła zrezygnować ze swojego potencjalnego atutu jak zagrywka, na rzecz mniejszej ilości błędów. Druga sprawa: zmęczenie wielu graczy, w tym Piotra Nowakowskiego, który nie potrafił wykrzesać z siebie więcej siły – nie dziwi to wcale, gdyż Nowakowski grał w każdym spotkaniu, a na odpoczynek mógł liczyć jedynie podczas dwóch setów, gdy w jego miejsce pojawił się debiutujący, z resztą bardzo pozytywnie, Łukasz Wiśniewski. Choć w sercach wielu Polaków pozostaje pewien niedosyt straconego spotkania z Brazylią, a także ten posmak zdobycia Pucharu, który był przecież na wyciągnięcie ręki, to faktycznie celem numer jeden była kwalifikacja olimpijska. Biało-czerwoni mogą cieszyć się z biletów do Londynu, więc zarzucić im wiele nie można: słowa dotrzymali.

Chyba niespodzianką numer jeden była dla wszystkich forma, w jakiej Serbowie przylecieli do Japonii. Seria niekończących się porażek zupełnie zgniotła morale Serbów, którzy przed dwoma miesiącami zdobywali Mistrzostwo Europy. Złożyło się na to kilka czynników, między innymi późny przylot do Japonii a także widoczne problemy ze zgraniem, bo w przeciwieństwie do Polaków, podopieczni Igora Kolaković’a grają w wielu różnych zespołach. Drobne kontuzje i brak atmosfery nie pozwolił Serbom rozwinąć skrzydeł i pokazać tego, na co bezsprzecznie ich stać. Ostatnie pojedynki, kiedy tak naprawdę złoci medaliści Mistrzostw Starego Kontynentu walczyli o honor wyglądały znacznie lepiej. Z bardzo dobrej strony pokazali się gracze, którzy jeszcze w tym roku zdobywali brąz w Mistrzostwach Świata Juniorów w Brazylii: Uros Kovacević czy atakujący Skry Bełchatów, Alexandar Atanasijević. Dowiedli oni swoich talentów, oraz tego, że serbska siatkówka ma przyszłość, w co wielu obserwatorów wciąż wątpi.

Choć hasło „Brazylia się skończyła” powtarzane jest od czasów odejścia genialnego Ricardinho, to tak naprawdę ich słabości obnażył ten turniej. Od kilku sezonów mieli w prawdzie swoje problemy, ale za każdym razem potrafili wyjść z nich „z twarzą”. W Pucharze Świata przydarzyły im się potknięcia, jak strata punktów z zespołem z Chin, przegrana z Włochami czy porażka w meczu błędów z Serbią. Trener Rezende nie potrafił znaleźć porozumienia ze swoim teamem, uwidoczniły się pewne spięcia i podziały. Wiek Brazylijczyków z roku na rok rośnie, a brak prawdziwego kreatora oraz „autora” legendarnej siły Canarinhos stał się jednym z największych problemów Bernardinho. Marlon to klasyka rozegrania brazylijskiego, jednak jego gra jest czytelna dla wielu blokujących, a piłki rzucane przez Bruno nierzadko są niedokładne. Kto by pomyślał, że to Brazylia do ostatniej chwili będzie musiała walczyć o awans do Londynu?

Wielcy zawiedzeni, czyli Berrutto i jego podopieczni. Dla Włochów zawody te nie były tak dobre jak ich występ podczas tegorocznych Mistrzostw Europy. Chwilami zupełnie gubili się, a gra była upraszczana tak, że co druga piłka posyłana była do Michała Łasko. O ile na początku turnieju Michał radził sobie bardzo dobrze, o tyle z każdym następnym meczem zmęczenie dawało o sobie znać. Należy jednak pamiętać, że Łasko grał do końca w każdym secie, jaki Azzurri rozegrali podczas ich pobytu w Japonii. Kolejnym filarem, który walczył na sto procent w kolejnych meczach był kapitan zespołu, Cristian Savani. Swoim serwisem potrafił wywołać niezłe zamieszanie w defensywie wielu przeciwników, w tym także w obronie biało-czerwonych. Cichym bohaterem można nazwać Simone Parodi’ego, który perfekcyjnie wywiązywał się z roli zmiennika, jaka mu przypadła. Nie przerosło go wyzwanie, jakim jest pojawianie się w bardzo trudnych momentach, swoją postawą wiele wnosił do reprezentacji Italii. Zmartwieniem Mauro Berrutto może być bardzo „chwiejna” postawa Dragana Travicy. Gdyby jego rozegranie, było równie widowiskowe co serwis, niewątpliwie nie byłoby się czego czepiać. Travicy wyraźnie nie „podchodzi” gra według ściśle ustalonych zasad, czego chciałby szkoleniowiec Włoch. Pod znakiem zapytania stoi powrót do reprezentacji Valerio Vermiglio, choć zakończony turniej bez wątpienia dał wiele do myślenia trenerowi Berrutto.

Kubańczycy wciąż w cieniu. To nie ten sam zespół, którzy napsuł tyle krwi biało-czerwonym podczas ubiegłorocznej Ligi Światowej. Do ekipy powrócił wprawdzie Hierrezuelo, jest to jednak „come back” o wiele mniej spektakularny niż się tego pierwotnie spodziewano. Niewidoczny był na pewno młody kapitan Leon, natomiast w swoje ręce zdobywanie kolosalnej ilości punktów wziął Fernando Hernandez. Zawodnikom z wysp brakuje mentalnego lidera, który uspokoiłby grę w niełatwych chwilach, a którym był wydalony ze składu Robertlandy Simon.

Forma młodych Albicelestes falowała podczas całych rozgrywek. Niesamowite spotkania przeplatali bardzo rwanymi, czego największym powodem jest zdecydowanie młodość. Gwiazda jednego zawodnika mianowicie, Luciano De Cecco znów rozbłysła: młody rozgrywający raz po raz wzbudzał zachwyt u wielu specjalistów w tej dziedzinie. Swoje robił w przyjęciu Libero Tours VB Alexis Gonzales, wyciągając niemożliwe do obrony piłki. Argentyńczycy, dzięki swojej niekonwencjonalnej grze oraz dobremu porozumieniu na linii trener-zawodnik mogą już niedługo szturmem wejść do czołówki światowej siatkówki. Choć Puchar Świata nie zakończył się wynikiem, jakiego oczekiwali, to rozwój tej młodej stażem reprezentacji nie ulega dyskusji.

Rewelacją rozgrywek można śmiało nazwać zespół z Iranu. To właśnie Irańczycy pod wodzą świetnego szkoleniowca, Julio Velasco zatrzymali rozpędzoną ekipę biało-czerwonych. Choć Iran od jakiegoś czasu zmienia swoją grę i stara się dogonić zespoły z Europy, dopiero ten trener sprawił, że jego podopieczni wypłynęli na szerokie wody. Nauczył ich „serbskiego stylu gry”, spokojnej walki do końca. Nie bez powodu uległy im takie drużyny jak Polska, Argentyna czy Serbia.

Na koniec pozwoliłam sobie zostawić tryumfatorów tego turnieju, czyli Rosjan. Choć Mistrzostwa Europy okazały się o wiele gorsze w ich wykonaniu niż Liga Światowa, to Sborna udowodniła, że i bez kluczowych zawodników stać ich na fantastyczne zwycięstwa. Kontuzje Grankina, Ilinykh’a czy Khtey’a nie przeszkodziły im w pokazaniu naprawdę dobrej siatkówki. Najbardziej bolesnym spotkaniem dla Rosjan był mecz z Brazylią, który okazał się nemezis dla rozgrywającego Sbornej, Alexandra Butko. Podopieczni Alekno nie załamali się po porażce, przeciwnie, grali z meczu na mecz coraz lepiej i dokładniej. Duże wrażenie mogła wywrzeć postawa Nikolaya Apalikova, oraz jego dyspozycja w polu serwisowym. Potrafił wyciągnąć swoich kolegów z niezłych tarapatów. Były to także kolejne fantastyczne zawody dla Maxima Mikhaylova, który z turnieju na turniej pokazuje dojrzałość w swojej grze. Wielkie powroty można ocenić jako jak najbardziej trafione. Mimo swojego wieku Sergey Tetyukhin umiał zmotywować zawodników Sbornej, dając impuls do prawdziwej walki. Na największe brawa zasługuje jednak selekcjoner kadry, Vladimir Alekno. Jego współpracę z Rosjanami można rozpatrywać jedynie w kategoriach pozytywnych. Z zespołu o „wiecznym potencjale” tworzy się drużyna, która ma powtórzyć wielkie sukcesy Związku Radzieckiego. Kto wie, może już niedługo w kategoriach „nieosiągalnych” znajdzie się właśnie ekipa Alekno, w miejsce Brazylii? To tylko gdybanie na podstawie tego, co pokazał ten niebywale trudny turniej w Japonii. Jedno jest pewne: Polacy, Rosjanie i Brazylijczycy mogą cieszyć się z awansu do Igrzysk w Londynie. FIVB może uznać za jak najbardziej trafione przyznanie „Dzikich Kart”, bo to właśnie ich zdobywcy walczyli pomiędzy sobą o to trofeum. Te dwa tygodnie zmagań pokazały zarówno słabe jak i mocne strony światowych potęg, wywołały wiele emocji, których będzie na pewno jeszcze więcej w przyszłym roku w Londynie.


* Autorką tekstu jest Sylwia Marszałek (przegladligowy.com)

Dodaj do:
Wykop

Dodaj komentarz

Aby móc komentować, musisz być zalogowany.

Zaloguj się, albo gdy nie masz jeszcze konta Zarejestruj się

Logowanie

Siatkówka

PlusLiga

Najnowsze galerie

Newsletter

Ostatnio zarejestrowani

Polecane