Plażowa | 2012-06-29 07:25:49 | Nadesłał: Sylwia Kuś-Vega | Źrodlo: inf. własna
- Z Mateuszem bardzo fajnie się uzupełniamy. Gramy ze sobą kolejny już rok, w związku z czym rozumiemy się praktycznie bez słów. Nasza zespołowość jest naszą dużą siłą - wyjaśnia Marcin Melnarowicz, który wraz z Mateuszem Radojewskim sięgnął kilka dni temu po brązowy medal piątej edycji krakowskiego Grand Prix w Siatkówce Plażowej Mężczyzn.
Sporo emocji dostarczył Wasz pojedynek o brąz z Popkiem i Makowskim - o wszystkim zadecydował dopiero tie-break....
Marcin Melnarowicz: - To prawda, wywalczyliśmy to zwycięstwo po ciężkim boju. Nie było to pierwsze w tym turnieju trudne spotkanie, niemniej pozostało nam jeszcze trochę sił na ten mecz. W całej naszej "karierze", jeśli można tak to nazwać (uśmiech), nie zdarzyło nam się chyba dwa razy z rzędu stanąć na podium - teraz to się udało. W związku z tym faktem, zdobyte w Krakowie brązowe medale cieszą nas tym bardziej.
Mecz rozpoczął się lepiej dla rywali - dlaczego?
- Końcówkę pierwszego seta troszeczkę "przespaliśmy". W drugiej i trzeciej partii zdecydowanie kontrolowaliśmy sytuację na boisku. Ogólnie, były to jednak bardzo ciężkie zawody. Pogoda dopisała, ale bynajmniej nie pomagała (uśmiech). Sam turniej oceniłbym jako bardzo fajny, przyszli super kibice. Był to dla nas trzeci zawodnik na boisku. Bardzo im dziękujemy za doping, naprawdę bardzo nam w niedzielę pomogli.
Zgodzisz się, że Dawid Popek/Michał Makowski byli godnym rywalem w tym "małym finale"?
- Zdecydowanie tak. Rywale byli od nas wyżej w rankingu, dużo lepiej prezentowali się w poprzednich turniejach. Mieliśmy już okazję grać z nimi w Toruniu. Tam też udało nam się wygrać, również w tie-breaku. Mówiąc żargonem siatkarskim, ta para nam "leży". Myślę, że udało nam się ich rozpracować. Wiedzieliśmy jak z nimi grać, żeby odnieść sukces. W ostatnim, decydującym o brązie meczu, taktyka miała bardzo duże znaczenie.
Pozostał niedosyt, że nie udało się Wam sięgnąć po złoto?
- Na pewno, jednak nie było to możliwe - w półfinale przegraliśmy z najlepszą parą tego krakowskiego turnieju - Damianem Wojtasikiem i Jarosławem Lechem. To nie wstyd z nimi przegrać, poza tym nie oddaliśmy tego meczu gładko, graliśmy piłka za piłkę. Tak czy inaczej, ci akurat przeciwnicy są - póki co - poza naszym zasięgiem.
Ostatniego dnia turnieju dyrektor Silczuk "studził" rozgrzany do czerwoności piasek. Bez tego grałoby Wam się zapewne trudniej...
- Cała organizacja turnieju była bardzo dobra. Słowa uznania dla pana Silczuka, który zorganizował tamtego dnia szlauf z wodą - dosłownie uratował on nam skórę (uśmiech). Piasek był już potwornie gorący... Trzeba przyznać, że Kraków to dobre miejsce dla takich turniejów. Inne miasta powinny brać przykład z tego Grand Prix. Nic, tylko przychodzić na takie zawody. Teraz gramy w Porębie, u naszego sponsora, tak więc niczym u siebie w domu. Mam nadzieję, że także tam pogoda nas nie zawiedzie.
W co celować będziecie w Porębie? Także tam chcielibyście stanąć na "pudle"?
- Zawsze walczymy o to, żeby wygrać. W Porębie będziemy starali się powtórzyć wynik z Grand Prix w Krakowie, a nawet zaprezentować się jeszcze lepiej. Chcemy pokazać się przed własną publicznością, przed naszymi sponsorami z jak najlepszej strony. Oby tylko zdrowie dopisywało, a nasza forma utrzymywała się na obecnym poziomie.
Jak układa Ci na co dzień współpraca z Mateuszem Radojewskim?
- Mateusz to dobry, doświadczony zawodnik. Myślę, że bardzo fajnie się uzupełniamy, co pomaga, bo pamiętajmy, że siatkówka jest sportem zespołowym. Gramy ze sobą kolejny już rok, w związku z czym rozumiemy się już praktycznie bez słów. Na boisku wspieramy się, tworzymy zgramy duet. Nasza zespołowość jest naszą dużą siłą.
Nie tylko siatkówka to sport zespołowy - czy śledzisz może inne? Jesteś na bieżąco z rozgrywkami EURO?
- Szczerze mówiąc - przeszedłem obok tych EURO, daleko mi do piłki nożnej (uśmiech). Póki w turnieju grali Polacy, sercem byłem za nimi, choć nie jestem zwolennikiem polskiej reprezentacji. Nie zmienia to faktu, że wierzyłem w nich, obdarzyłem dużym kredytem zaufania. Na pewno troszeczkę zawiedli, do piłki nożnej na poziomie europejskim jeszcze dużo nam brakuje. Być może za kilka lat polskiej reprezentacji uda się coś ugrać.
* Rozmawia Sylwia Kuś - przegladligowy.com
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.