Plażowa | 2012-05-01 06:32:22 | Nadesłał: Sylwia Kuś-Vega | Źrodlo: inf. własna
- Polska, pod względem sportowym, bardzo mi odpowiada. Zdobyłem tu już cztery medale: dwa srebrne i dwa brązowe. Bardzo lubię tu przyjeżdżać. Choć Mysłowice nie są wielkim miastem, turniej ten przyciąga bardzo dużo osób - podkreśla Hiszpan Adrián Gavira, który w duecie z Pablo Herrerą sięgnął po brązowy medal tegorocznego turnieju Silesia Open.
Z szerokimi uśmiechami na twarzach i brązowymi medalami na piersiach, opuścili w niedzielę mysłowicki piasek Hiszpanie Pablo Herrera i Adrián Gavira. W pierwszej rundzie mysłowickiego World Touru reprezentanci Hiszpanii zmierzyli się z parą Josh Binstock/Martin Reader. Kanadyjczykom nie udało się pokonać wyżej notowanych rywali - Herrera i Gavira wygrali 2:0 (21:16, 25:23). - O ile pierwszy set był w miarę łatwy, o tyle drugi był już zacięty - podkreśla Adrián Gavira. - W meczu drugiej rundy naszymi rywalami byli Norwegowie. Czuć było ich ciśnienie związane z nadziejami na wygraną. Z opinią tą zgodził się w pełni kolega Adriana Gaviry, Pablo Herrera. - Po stronie rywali było trochę nerwowości. Wykorzystaliśmy to i wygraliśmy 2:0 - kwituje pewne zwycięstwo ze Skarlundem i Spinnangrem, 29-letni zawodnik.
W trzeciej rundzie Herrera/Gavira trafili na późniejszych finalistów - brazylijski duet Marcio Araujo/Pedro. Spotkanie to zakończyło się pierwszą w tym turnieju porażką Hiszpanów - 0:2. Mimo tego wyniku, ani emocji, ani walki - zwłaszcza w pierwszym secie - nie brakowało. - Tak, to prawda, była walka. W pierwszym secie byliśmy bardzo blisko wygranej. Tak naprawdę zwyciężyć w tej partii mogliśmy zarówno my, jak i nasi rywale... Drugi set rozpoczął się dla nas źle, co przełożyło się na rezultat na tablicy wyników. Rywale grali spokojnie, z wyraźną przewagą. Zadaniem niemożliwym do wykonania okazało się zniwelować ten dystans - uważa niezwykle doświadczony w zmaganiach na piasku Pablo Herrera, po krótkiej chwili dodając: - Ten kto wygrał pierwszą partię, miał automatycznie przewagę w drugim secie.
Również Adrián Gavira uważa, że decydujące znaczenie względem końcowego wyniku miała partia otwierająca mecz, przegrana 30:32. - Ta partia była kluczowa dla losów tego spotkania. Trwała w niej zacięta walka aż do samego końca. Wiadomo było, że ktoś musi wygrać - ta sztuka udała się rywalom, ale równie dobrze mogło zakończyć się to naszym zwycięstwem. Wówczas, kto wie - może w drugiej partii byłoby inaczej - zastanawia się Gavira. W pojedynku z ekipą Brazylijczyków, własna zagrywka nie była sprzymierzeńcem Hiszpanów. - Spotkanie zaczęliśmy dobrze, ale z czasem faktycznie - przydarzyło się kilka serwisów w siatkę. Posyłaliśmy im też floaty, z którymi nasi rywale sobie radzili, łatwo konstruując nowe akcje - analizuje Gavira.
Porażka z Marcio Araujo/Pedro sprawiła, że o pozostanie w turnieju Silesia Open Hiszpanie walczyć musieli w repasażach. Jeszcze tego samego dnia - w piątek, stanęli do walki z Łotyszami Samoilovsem i Sorokinsem. Rywale Hiszpanów przegrali z nimi 0:2 (16:21, 19:21). - Zagraliśmy dobry mecz z trudnym przeciwnikiem. Wygraliśmy 2:0, ale nie był to łatwy bój - wspomina Herrera. - Kolejnego dnia zmierzyliśmy się z Amerykanami - duetem Fuerbringer/Lucena, a następnie z Gibbem i Rosenthalem. Mecz przeciwko pierwszemu z tych duetów był wyrównany - Matt Fuerbringer potrafi świetnie blokować, wytwarza presję na siatce. W drugim sobotnim meczu, jeden z naszych rywali (Sean Rosenthal - przyp. red.) zmagał się z kontuzją, miał jakiś problem z mięśniem. W związku z tym nie mógł zagrać na sto procent - zauważa Herrera.
Dzięki wygranej z Łotyszami i ekipami ze Stanów Zjednoczonych, Hiszpanie awansowali do półfinału rozgrywek w Mysłowicach, gdzie ponownie przyszło im walczyć z dobrze dysponowanym duetem - Marcio Araujo/Pedro. Niestety dla Herrery i Gaviry, Brazylijczycy znów okazali się mocniejsi, wygrywając tym razem 2:1. - Wydaje mi się, że po prostu w drugim secie zabrakło nam "paliwa" - tłumaczy Gavira. - W pierwszym secie graliśmy bardzo dobrze, zwyciężyliśmy 21:16. Niestety, nie starczyło nam sił - był to trzeci mecz tego dnia. Z nowymi siłami Hiszpanie pojawili się na mysłowickim piasku w niedzielę, a więc ostatniego dnia turnieju. Pewna wygrana 2:0 (21:16, 21:11) w starciu z Włochami Nicolai/Lupo, dała Herrerze i Gavirze brązowe medale. Kapitalnymi zagrywkami popisywał się Adrián Gavira. - Zagrywka tego dnia szczęśliwie mi "siedziała" - przyznaje z właściwą sobie skromnością Adrián.
Co było kluczem do zwycięstwa w meczu o brąz? - Wiedzieliśmy, że musimy grać dobrze od samego początku - informuje Gavira. - Tak też się stało, dzięki skutecznej zagrywce. Pierwszy set rozpoczął się od naszych dwóch dobrych serwisów, drugiego seta otworzyliśmy stanem 6:0. Na pewno było łatwiej niż spodziewaliśmy, że będzie, niemniej absolutnie nie powiedziałbym, że był to dla nas "spacerek". Zawsze trzeba być czujnym i mieć szacunek do rywala - dodaje Gavira. A jak spotkanie to komentuje Herrera? - Był to świetny mecz w naszym wykonaniu. Rywale zaczęli go nerwowo, nam pomagały dobre zagrywki Adriana, serwował mocno, pewnie. Przed meczem rozmawialiśmy z Adrianem o warunkach atmosferycznych. Przy wietrze, który pojawił się w niedzielę, postanowiliśmy spróbować z mocną zagrywką. Adrián wstrzelił się z nią znakomicie.
Hiszpanie zaskoczyli rywali zagrywką, a Hiszpanów zaskoczyła w Mysłowicach... piękna pogoda. - Przyjeżdżając do Mysłowic obawialiśmy się zimna, sprawdzaliśmy w komórkach pogodę, jaka ma nas tu czekać - mówi z uśmiechem Adrián Gavira. - Polska, pod względem sportowym, bardzo mi odpowiada. Zdobyłem tu już cztery medale: dwa srebrne i dwa brązowe. Bardzo lubię tu przyjeżdżać. Jest tu wielu sympatyków siatkówki plażowej. Choć Mysłowice nie są wielkim miastem, turniej ten przyciąga bardzo dużo osób. Wiele spośród nich w trakcie meczu o brąz zagrzewało Gavirę do walki okrzykami: "Adrián! Adrián!". Hiszpan miał prawo czuć się jak u siebie w domu. - Polska to dla mnie wyjątkowy kraj. Publiczność, która cieszy się z naszych z sukcesów sprawia, że ma się względem tego kraju szczególnie ciepłe uczucia - tłumaczy sportowiec.
Herrera i Gavira z roku na rok są w Polsce coraz cieplej witani. Nic dziwnego, skoro chętnie pozują do zdjęć i nie odmawiają autografów. Czy również w Hiszpanii cieszą się podobną popularnością? - Nie, kiedy przechodzimy ulicą, bardzo, bardzo rzadko zdarza się, żeby ktoś nas zaczepił. Zdjęć nikt nie chce - wyjaśnia Gavira, w swoim zwyczaju szeroko się uśmiechając. - W Hiszpanii siatkówka plażowa nie jest popularna. Rozpoznają nas tylko ci, którzy się nią interesują. W Polsce mamy za to małą grupkę kibiców, która jeździ za nami - z flagą Hiszpanii, z wymalowanymi twarzami. Jesteśmy im za to wdzięczni - dodaje Adrián Gavira, zapowiadając, że polska publiczność jeszcze raz w tym roku będzie mogła zobaczyć go w akcji. - Na pewno pojawimy się na World Tourze w Starych Jabłonkach - obiecuje w imieniu swoim i w imieniu Pablo Herrery.
W tym roku w Mysłowicach triumfowali Brazylijczycy Cunha i Ricardo, którzy w wielkim finale pokonali swoich rodaków - Marcio Araujo/Pedro 2:1 (21:8, 19:21, 15:13). Polskie pary odpadły w Mysłowicach stosunkowo wcześnie. Mariusz Prudel i Maciej Kosiak pożegnali się z turniejem World Tour po porażce z Chińczykami Wu i Xu. - W Mysłowicach zabrakło Grzegorza Fijałka. To zawsze trudne chwile dla sportowca, kiedy z powodu kontuzji, nie możesz wziąć udział w turnieju. Trudne pod względem psychologicznym - zaznacza rzeczowo Adrián Gavira. - Wszyscy trzymamy kciuki za "Fifiego". Życzymy mu szybkiego powrotu do zdrowia, oby szybko nabrał sił. On i Mariusz niejednokrotnie już udowodnili, że grają na bardzo wysokim poziomie i że są jednym z najlepszych na świecie duetów - chwali swoich polskich kolegów Adrián.
Czy brązowe medale zdobyte w Mysłowicach to dla Hiszpanów sukces? - Bez wątpienia tak, medal to zawsze wielka radość - twierdzi Pablo Herrera. - Zawsze trudno znaleźć się na podium. Walczy o nie wiele dobrych, mocnych ekip, tym bardziej trzeba więc ciężko pracować, by móc awansować do fazy półfinałowej. Jesteśmy bardzo zadowoleni. Na turnieju w Brazylii także graliśmy o brąz, ale przegraliśmy, przez co sklasyfikowani zostaliśmy na czwartej lokacie. Tym razem sięgnęliśmy po medal. Dla Adriana to już czwarty medal zdobyty w Polsce, dla mnie trzeci. Póki co w "polskiej" kolekcji medali Adriana Gaviry i Pablo Herrery, brakuje najcenniejszych - złotych krążków. - Tak, brakuje nam tylko złota. Jestem jednak pewny, że jeśli utrzymamy dobry poziom naszej gry, sięgniemy także po medal w tym kolorze - twierdzi z przekonaniem Gavira.
Pablo Herrera może pochwalić się wywalczonym z Javierem Bosmą w 2004 r. na Igrzyskach Olimpijskich w Atenach szalenie cennym srebrnym krążkiem. Na podobny sukces liczy w tym roku Adrian Gavira. - Od dziecka marzyłem, aby wystąpić na Igrzyskach Olimpijskich. Wygląda na to, że w tym roku to marzenie się spełni. Kolejnym marzeniem będzie wówczas wywalczenie na Igrzyskach medalu. Pytanie czy sięgnięcie po medal przez Gavirę, w obliczu wielu bardzo mocnych rywali, jest w ogólne realne? - Dlaczego nie? W Brazylii zajęliśmy czwarte miejsce, w Polsce trzecie, także w Londynie liczyć będziemy na awans do fazy półfinałowej - tłumaczy ze spokojem Gavira. - Do każdych zawodów przystępujemy z nadziejami na zdobycie złota. Aby zrealizować ten cel, trzeba "tylko" wygrywać - w każdym jednym meczu - dodaje zawodnik.
Zmagania na piasku rozpoczęły się na dobre, w Hiszpanii tymczasem zakończyły się niedawno rozgrywki Superligi. Po trzech pojedynkach z Unicają Almería, następny do kolekcji puchar mistrzów Hiszpanii odebrali siatkarze trenera Oscara Novillo - Caja 3 Voleibol Teruel. Tym samym powtórzyli oni swój sukces - także w zeszłym roku Teruel okazało się najlepszą hiszpańską drużyną. Czy Pablo Herrera, w swoim napiętym terminarzu, znalazł czas na oglądanie najważniejszych w sezonie spotkań? - Nie, nie śledziłem tych finałów. O ile orientowałem się jeszcze w meczach fazy zasadniczej, o tyle w play-offach, z powodów naszych wyjazdów, już nie. Prawdą jest jednak na pewno, że Caja 3 była faworytem tych rozgrywek. Mają najmocniejszą ekipę - podkreśla Herrera.
Meczów o mistrzostwo hiszpańskiej Superligi nie obserwował także Adrián Gavira. - Szczerze mówiąc nie śledzę meczów siatkówki, bo nie lubię siatkówki halowej. Może brzmi to dziwnie, ale... tak jest. Dlaczego? Nie wiem dlaczego, po prostu nie lubię. Strasznie mnie to nudzi. Kiedy trenujemy na Teneryfie i jestem akurat na jakimś meczu, jestem za tą drużyną, która wygra pierwszego seta - żeby szybciej się to skończyło, po prostu - żebym się nie nudził. Siatkówka halowa ogranicza się do tego, że przyjmujesz, rozgrywasz, uderzasz. Ja nie widzę w tym nic atrakcyjnego dla oka. Mecze siatkówki plażowej postrzegam jako dużo bardziej spektakularne widowiska - kwituje rozstawiony z numerem trzy na World Tourze w Mysłowicach, 24-letni Adrián Gavira.
Przy okazji tematu Superligi, Gavira zwraca uwagę na kilka ważnych problemów. - Liga hiszpańska nie miewa się dobrze. Nie ma pieniędzy na siatkówkę, zresztą nie tylko na nią - generalnie nie ma pieniędzy na sport, nie licząc piłki nożnej. W Hiszpanii rządzi futbol, wszystkie pieniądze idą na piłkę nożną. To przykre, że futbol skupia na sobie całą atencję, nie jest to dobre zjawisko w obliczu faktu, że są przecież także inne dyscypliny. Niestety, panuje kryzys - słynny można by rzec kryzys, który rozpoczął się od Grecji. My jesteśmy szczęściarzami, że mamy taką pracę, gramy - i niczego nam nie brakuje. W Hiszpanii niestety sytuacja jest zła. Nie ma pracy, pod koniec miesiąca praktycznie nie ma się już pieniędzy, które potrzebne są by utrzymać rodzinę. Jest ciężko - konkluduje siatkarz.
* Rozmawiała i opracowała Sylwia Kuś - przegladligowy.com
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.