Plażowa | 2011-06-22 00:24:07 | Nadesłał: Sylwia Kuś-Vega | Źrodlo: inf. własna
- Celem każdego sportowca zawsze jest złoto. Jeżeli ktoś podchodzi do jakiegokolwiek turnieju mierząc niżej, moim zdaniem, powinien zająć się czymś innym - stwierdził po finale krakowskiego Grand Prix, Tomasz Wieczorek. Zawodnik, w duecie z Dawidem Popkiem, sięgnął w niedzielę po trzeci w tym sezonie najcenniejszy z możliwych krążek.
W dniach 17-19 czerwca Kraków po raz czwarty był gospodarzem Grand Prix w Siatkówce Plażowej Mężczyzn. Tegoroczna edycja, tak jak poprzednie, odbyła się na terenie Ośrodka Sportu i Rekreacji przy ul. Bulwarowej. We wcześniejszych GP w Krakowie zwyciężyli: Grzegorz Fijałek/Mariusz Prudel, Grzegorz Klimek/Rafał Szternel i Piotr Kantor/Bartosz Łosiak. Tym razem najlepszą parą okazał się duet Wieczorek/Popek - numer jeden rankingu PZPS, faworyt imprezy. - Nie zawiedliśmy oczekiwań, z czego się cieszymy - stwierdził Tomasz Wieczorek. - Grało się ciężko, ale wszędzie teraz gra się ciężko. Każdy z turniejów w tym roku jest mocno obsadzony.
Przed krakowskim Grand Prix, Wieczorek i Popek wygrali turniej w Toruniu i we Wrześni. - Toruńska Plaża Gotyku była pierwszym w tym sezonie turniejem. Mimo panujących trudnych warunków atmosferycznych - nie było wiatru, ani jednej chmury na niebie, a temperatura przekraczała 32 stopnie, udało nam się wygrać - podkreślił Tomasz Wieczorek, pamięcią wracając także do wrzesińskiego turnieju: - Do Wrześni przyjechała cała czołówka krajowa, oprócz Grzesia Fijałka, Mariusza Prudla i duetu Kądzioła/Szałankiewicz. Byliśmy na ten turniej dobrze przygotowani kondycyjnie. Na pewno zaprocentowało też doświadczenie z Torunia - zauważył siatkarz.
W finałowym spotkaniu w Krakowie, rywalami Wieczorka/Popka byli Patryk Fogel i Adam Parcej. Mimo porażki w meczu o złoto, zadowolenia z udziału w turnieju nie krył Patryk Fogel. - Będę bardzo dobrze wspominał ten turniej. W Krakowie przełamaliśmy niemoc, którą prezentowaliśmy wcześniej, to cieszy. Zagraliśmy niezłe mecze, pokazaliśmy dobrą siatkówkę. Były bardzo ładne wymiany ataków, techniczne zagrania - podsumował Fogel. Czego zabrakło do złota? - Tak naprawdę, wystarczyło tylko dwa razy zablokować, dwa razy skończyć piłkę z kontry i byłoby lepiej. Tak czy inaczej, nie płaczemy. Przegraliśmy z parą, która była od nas po prostu lepsza.
Fogel pracuje na co dzień jako trener SMS-u Opole. - Kadetki, juniorki, druga liga - to wszystko absorbuje mnie do tego stopnia, że tylko w okresie letnim jest czas, by samemu gdzieś pograć - przyznaje. W tym samym terminie co krakowskie Grand Prix, odbywał się Memoriał Józefa Moszczaka i Wandy Tumidajewicz w piłce siatkowej dziewcząt, w którym udział wzięły podopieczne Patryka Fogla. - Zespół SMS-u Opole był najmłodszą składem drużyną w turnieju. Zespół stanowią dziewczęta z rocznika 95, 96, 97. Dziewczyny przyjechały do Krakowa po naukę - zaznaczył Fogel. Ostatecznie zwycięstwo w turnieju wywalczyły sobie siatkarki UKS Culmen Chełmno.
Finałowy pojedynek duetu Fogel/Parcej z Wieczorkiem i Popkiem zakończył się w dwóch setach. Nieco dłużej potrwał mecz o trzecie miejsce, w którym zmierzyli się Artur Bagiński/Marcin Kantor i Norbert Okuń/Adam Łukasik. - To była święta wojna! - skwitował z uśmiechem Łukasik. - Wiedziałem, że będzie to ciężki mecz, ale nie spodziewałem się, że aż tak. Cieszę się, że zagraliśmy tak miły dla oka mecz. Zrobiliśmy małe show i o to chyba chodziło - stwierdził. I faktycznie - przybyli kibice mieli szansę obserwować ciekawe zwroty akcji. - To było fajne spotkanie, myślę, że bardziej atrakcyjne dla publiczności jak mecz o pierwsze miejsce - ocenił Norbert Okuń.
Jak dokładnie wyglądało spotkanie z Bagińskim/Kantorem? O relację pokusił się Adam Łukasik: - W pierwszym secie prowadziliśmy, niestety w pewnym momencie mojemu partnerowi - Norbertowi, przytrafił się mały przestój. Straciliśmy sześć punktów z rzędu i przegraliśmy. Drugiego seta graliśmy już bardziej na luzie, bawiliśmy się grą. W końcówce rywale znowu nam "odskoczyli". Z niekorzystnego stanu 17:20 udało nam się jednak doprowadzić do 22:20. W zapisaniu tego wyniku pomogła dobra zagrywka Łukasika. Zawodnik zaryzykował nią, co opłaciło się. - W tie-breaku było już 14:11 dla nas, kiedy to ja dla odmiany "złapałem" przestój. Mimo wszystko, zwyciężyliśmy.
O wnioski z meczu o trzecie miejsce nietrudno - póki piłka w grze, wszystko może się zdarzyć. - Najważniejsze to, żeby walczyć do końca i nie poddawać się. Tak to właśnie było w naszym przypadku. Wydaje mi się, że niejako w nagrodę za to, udało nam się zwyciężyć - powiedział Norbert Okuń. - W sumie dobrze, że nie wygraliśmy całego turnieju. Pewnie przestalibyśmy po tym trenować, a tak - jest co poprawiać - dodał ze śmiechem zawodnik. Brązowy medalista krakowskiego turnieju, przyznał też, że bardzo chętnie powróci do Krakowa na przyszłoroczne Grand Prix. - Bardzo podobało mi się w Krakowie. Jeśli zdrowie na to pozwoli, oczywiście chętnie zawitam tu znowu.
O ile powody do radości mieli Okuń i Łukasik, o tyle ze smutkiem na twarzach zeszli z boiska Artur Bagiński i Marcin Kantor. I nic dziwnego - zwycięstwo było bardzo blisko, dosłownie na wyciągnięcie ręki. - Było chyba aż za blisko - przyznał Artur Bagiński. - Poczuliśmy się zbyt pewnie, ja poczułem się zbyt pewnie. W drugim secie zabrakło jednej piłki i byłoby po meczu, wygralibyśmy. Nie wiem, być może uciekła gdzieś koncentracja? - zastanawiał się po przegranej walce, partner Marcina Kantora. - Szkoda, było to drugie spotkanie, które przegraliśmy po tie-breaku. Podobnie niewiele do zwycięstwa zabrakło nam w półfinale z duetem Wieczorek/Popek - przypomniał na zakończenie Bagiński.
* Rozmawiała i opracowała Sylwia Kuś - przegladligowy.com
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.