Plażowa | 2011-06-20 20:41:43 | Nadesłał: Sylwia Kuś-Vega | Źrodlo: inf. własna
Już we wrześniu KA Wanda Instal Kraków rozegra pokazowy mecz z Asseco Resovią Rzeszów. - To dla nas duże wyróżnienie, że taki zespół jak Resovia, chce z nami grać - nie ukrywa Mateusz Mrozowski, libero Wandy. Popularny "Bomba" w miniony weekend przypomniał się krakowskim kibicom startując z dziką kartą w IV Grand Prix w Siatkówce Plażowej.
Za nami kolejne krakowskie Grand Prix. Jak dotąd brałeś udział we wszystkich - czterech edycjach...
Mateusz Mrozowski: - Tak, uczestniczyłem we wszystkich czterech i we wszystkich czterech zająłem miejsca 9-12. Nie wiem, chyba ciąży nade mną jakieś fatum (uśmiech). Najlepsze w tym wszystkim jest to, że zawsze wygrywam pierwszy mecz, potem jest już nieco gorzej... Tak czy inaczej, jak co roku była to fajna zabawa, szansa, by spotkać się ze znajomymi, porozmawiać. To prawdziwe święto siatkówki plażowej w Krakowie.
Z kim startowałeś w Grand Prix w poprzednich latach?
- W pierwszym Grand Prix grałem z Michałem Dzierwą, w drugim z Piotrkiem Słoniną, w trzecim znów z Michałem Dzierwą i teraz - z Łukaszem Kiniorskim. W zeszłym roku, w Porębie zajęliśmy z Łukaszem czwarte miejsce, byliśmy więc zadowoleni z naszej współpracy i postanowiliśmy ją kontynuować. Jedyny problem to fakt, że nie mogliśmy przed tym Grand Prix trenować tyle, ile byśmy chcieli. Ja akurat w lipcu biorę ślub i każdą wolną chwilę poświęcam na przeróżne kwestie z nim związane.
Jak rozumiem, masz teraz sporo "na głowie"?
- Zgadza się. Niedawno wynajęliśmy mieszkanie, trzeba kupić pralkę, lodówkę, jeździć za wszystkim, w tym non-stop do kościoła z dokumentami. Mieszkam w Krakowie, a ślub odbędzie się w Sączu, więc same podróże z Krakowa do Sącza zajmują trochę czasu, którego niewątpliwie brakowało na treningi. Ostatecznie jednak poszło nam nie najgorzej. Nasze miejsca - 9-12, w turnieju z taką obsadą, turnieju w którym Marcin Nowak zajął miejsca 13-16 - to na to dowód (uśmiech). Pozdrawiam Marcina!
Jak oceniasz poziom organizacji turnieju? Jak co roku, wszystko stało na wysokim poziomie.
- W Krakowie gra się naprawdę super, gra się bardzo fajnie. To jeden z najlepiej zorganizowanych turniejów w Polsce, jeśli chodzi o turnieje siatkówki plażowej. To turniej, na który zawodnicy chcą wracać i wracają, potwierdzając tym samym fakt jego świetnej organizacji. Wszyscy tylko zastanawiają się dlaczego akurat dwa najlepsze turnieje w naszym kraju - czyli w Krakowie i w Poznaniu, wypadają w tym samym terminie.
W krakowskim turnieju, razem z Łukaszem Kiniorskim wystartowałeś z dziką kartą. Waszym pierwszym rywalem był duet Lech/Guz...
- To zawodnicy bardzo dobrze znani z pierwszej ligi. Wyszliśmy na to spotkanie mocno zmotywowani, rozegraliśmy świetny mecz wygrywając w tie-breaku na przewagi. Później trafiliśmy na parę Brożyniak/Dzikowicz, parę, która cały czas "tłucze" na piasku, jest w naprawdę dobrej formie. Na początku sezonu mieli dużego pecha - trafiali na najlepsze w Polsce pary, niemniej w Krakowie udowodnili, że są mocni. Trzecim naszym rywalem był Bernyś z Księżarkiem, numer dwa w rankingu, więc wiadomo było, że będzie ciężko.
Mimo ciekawej walki na piasku, nie doczekaliśmy się kompletu publiczności. Jak myślisz, dlaczego?
- Generalnie, krakowska publiczność jest wymagająca. Gdyby to były mistrzostwa świata czy mistrzostwa Europy byłyby zapewne od razu pełne trybuny. Inna sprawa, że pogoda jest jaka jest - wiatr wieje, słońca nie ma. Moim zdaniem największy problem jednak w tym, że równocześnie - w terminie GP, było bodajże osiem czy dziewięć innych imprez w Krakowie. Prawda jest taka, że ludzie wolą jednak chodzić na koncerty.
Turniej w Krakowie nie był twoim pierwszym w tym roku występem na piasku.
- To prawda, przed krakowskim Grand Prix, razem z Karolem Szczepanikiem braliśmy udział w finałach Akademickich Mistrzostwach Polski, które odbyły się w Pogorzelicy. Przegraliśmy tylko z Sobczakiem i Kiernozem, plasując się na drugim miejscu, co oceniam jako nasz duży sukces. Fakt, że zostaliśmy akademickimi wicemistrzami Polski, otworzył przed nami możliwość gry w Akademickich Mistrzostwach Europy.
Sukcesom na piasku towarzyszą sukcesy na hali - niedawno awansowałeś z Wandą do pierwszej ligi...
- I "hala" jest dla mnie najważniejsza. Razem z moją przyszłą żoną podjęliśmy decyzję, że daję sobie dwa lata. Albo rozwinę się przez ten czas na tyle, że będę grał jeszcze wyżej, albo pójdę do pracy i będę starał się godzić pracę z siatkówką... Nie ukrywam, że mam w sobie ambicję - chcę osiągać coraz więcej, chcę jeszcze bardziej się rozwinąć i dążę do tego. Już teraz myślę o nowym sezonie - dbam o formę, ćwiczę dużo na siłowni, po to, by jak najlepiej sprawować się na parkietach pierwszej ligi.
Kiedy oficjalnie rozpoczynacie w Wandzie przygotowania do nowego sezonu?
- Rozpoczynamy je 1 sierpnia. Najpierw będziemy trenować tydzień u siebie, później ruszamy do Zakopanego. We wrześniu zagramy mecz pokazowy z Asseco Resovią Rzeszów, w ramach otwarcia naszej nowej hali, hali Hutnika. Ta hala to emocje, to żywy duch sportu. Cieszę się, że będziemy mogli występować w tej właśnie hali. A wracając jeszcze do Resovii - to dla nas duże wyróżnienie, że taki zespół, chce z nami grać. Na pewno będzie fajna zabawa, a przy tym lekcja siatkówki.
Mecz z Resovią to krótko mówiąc spotkanie, którego krakowskim kibicom nie wypada przegapić?
- Zapowiada się prawdziwe show! Dla Krakowa i dla Wandy to wielkie wyzwanie organizacyjne, tak jak wielkie wyzwanie sportowe dla nas. Liczymy na to, że zjawi się komplet publiczności. Chodzi o to, by pokazać ludziom w Krakowie, że warto wspierać swój zespół, warto się z nim identyfikować. Mamy nadzieję, że przyjdą dopingować nas również kibice Politechniki Krakowskiej, do czego osoby te zachęcam (uśmiech).
* Rozmawiała Sylwia Kuś - przegladligowy.com
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.