Ligi zagraniczne | 2019-11-03 08:09:03 | Nadesłał: Anna Jabłczyk | Źrodlo: plusliga.pl
Zaledwie dwa tygodnie temu przyjechał do Perugii z zadaniem wygrania wszystkiego. Od wczoraj na swoim koncie może już zapisać pierwsze poważne trofeum włoskiej Superligi - ze swoim nowym zespołem wywalczył Superpuchar Włoch, w finale pokonując w tie-breaku Leo Shoes Modenę z Bartoszem Bednorzem w składzie.
- Widziałem, że na treningach nasza gra wygląda coraz lepiej, ale wydawało mi się, że jest jeszcze za wcześnie, aby grać dobrze podczas meczów. To co zrobiło wczoraj różnicę, to było nastawienie zawodników – oni walczyli, zostawili serce na boisku, nie spuszczali głów, gdy nie wszystko szło po ich myśli – przyznał po tym ważnym zwycięstwie Vital Heynen. O trudnych początkach we włoskiej lidze i minionym sezonie reprezentacyjnym opowiada szkoleniowiec reprezentacji Polski i Sir Safety Conad Perugia.
Czy przestawił się pan już całkowicie na tryb „klub”, czy też wciąż myślami jeszcze wraca pan do pracy z reprezentacją Polski?
Vitak Heynen: - Dobre pytanie – ja jestem teraz w klubie? Sam się zastanawiam nad tym, gdzie w tym momencie jestem (śmiech). Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że nawet nie miałem czasu, żeby uświadomić sobie, że pracuję teraz w klubie, bo wszystko dzieje się bardzo szybko. Przyszedłem do klubu, w którym nigdy wcześniej nie pracowałem, do zawodników, których wcześniej nie znałem i w przeciągu trzech dni musiałem już rozegrać pierwszy mecz. A potem czekało nas sześć spotkań do rozegrania w czternaście dni – to trochę dziwna sytuacja. Nie zdążyłem nawet sobie uświadomić, że sezon reprezentacyjny się skończył, bo po prostu przeszedłem z jednego trybu pracy w drugi. Brakuje mi tego spokoju na przemyślenie pewnych spraw.
Wnioskuję więc, że o znalezienie chwili na przeanalizowanie zakończonego już sezonu reprezentacyjnego było raczej trudno? Do Perugii przyjechał pan zaraz po Pucharze Świata.
- Chyba jedyny moment jaki na to miałem był podczas podróży z Hiroszimy do Włoch (śmiech). Pierwsza myśl, która przyszła mi wtedy do głowy była taka, że Puchar Świata był ciężkim turniejem, ale nie aż tak wymagającym, jak się spodziewaliśmy. Zawodnicy pracowali ze mną już drugi sezon i nie musiałem z nimi rozmawiać po trzy i pół godziny i tłumaczyć im czego od nich oczekuję, bo oni doskonale to wiedzieli. Tak samo było z moim sztabem i dzięki temu cały turniej przebiegł bardzo gładko i spokojnie. Byliśmy chyba najbardziej świeżą drużyną spośród wszystkich biorących udział w Pucharze Świata – w czasie ostatnich dni turnieju obserwowałem wszystkie zespoły podczas posiłków i to my byliśmy uśmiechnięci, żartowaliśmy, a inni wyglądali na bardzo zmęczonych. Zespół miał wciąż bardzo dużo energii pod koniec turnieju. Dużo rozmawialiśmy o całym sezonie podczas Pucharu Świata – rok temu atmosfera w drużynie była bardzo dobra, bo wygraliśmy mistrzostwo świata. W tym sezonie nie zwyciężyliśmy w żadnym z turniejów, a atmosfera w zespole była nawet lepsza niż rok wcześniej. Byliśmy prawdziwą drużyną na boisku i poza nim – bardzo mi się to podobało.
Nie jest pan jednak zawiedziony, że nie udało się wygrać w żadnych rozgrywkach?
- Nie zwyciężyliśmy w żadnym z turniejów, ale zrobiliśmy coś ważniejszego – wygraliśmy kwalifikację olimpijską. To był nasz cel na ten sezon i go zrealizowaliśmy. Trzeba zaakceptować fakt, że nie można mieć kilku szczytów formy w przeciągu trzech miesięcy. Musisz coś wybrać i nam udało się to idealnie. Zdobyliśmy kwalifikację olimpijską pokonując Słowenię i Francję, czyli numer dwa i pięć mistrzostw Europy, tydzień wcześniej pokonaliśmy Serbów na Memoriale Huberta Wagnera, czyli zwycięzców czempionatu Starego Kontynentu i zrobiliśmy to w dobrym stylu. Pokazaliśmy, że jeżeli nam na czymś bardzo mocno zależy, jeśli na tym się skupiamy, to zdobywamy ten cel. Medal w Lidze Narodów był czymś ponad nasze oczekiwania – bardzo nas ucieszył, ale zupełnie go nie zakładaliśmy. Oczywiście, że chciałem wygrać mistrzostwa Europy i Puchar Świata, ale wynik był inny. Absolutnie nie jestem więc zawiedziony tym sezonem – być może brakowało tego poczucia „wow”, ale może to i dobrze, bo naszym zadaniem będzie zrobienie tego w następnym sezonie.
*Autorka: Iwona Gąsior
**więcej na: plusliga.pl
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.