Ligi zagraniczne | 2016-09-18 16:51:29 | Nadesłał: Anna Jabłczyk | Źrodlo: inf. własna
Siatkarze włoskiej Werony przybyli do Polski, aby rozegrać dwa spotkania sparingowe. W drugim z nich odnieśli porażkę w starciu z beniaminkiem PlusLigi, ekipą GKS-u Katowice. Pochodzący z Australii Aidan Zingel, reprezentujący barwy Calzedonii od 2010 roku, relacjonuje na jakim etapie przygotowań przed sezonem jest drużyna. Opowiada też jak wygląda jego życie w słonecznej Italii oraz jak wyjazd do Włoch wpłynął na Bartosza Bućko.
W trakcie rozegranego sparingu w katowickim Spodku ulegliście ekipie gospodarza w czterech setach. Jak możesz podsumować to spotkanie?
Aidan Zingel: - Nie mogłem w pełni obserwować tego meczu z kwadratu dla rezerwowych, ponieważ zajmowałem się wykonywaniem ćwiczeń związanych z rehabilitacją po mojej operacji. Trzeba na pewno podkreślić, że jak zawsze w Polsce dopisała świetna atmosfera na trybunach. Ponadto, cała organizacja stała na najwyższym poziomie. Z perspektywy naszej drużyny ten mecz był trochę trudny - zespół trapią kontuzję, a niektórzy zawodnicy muszą jeszcze uzupełnić skład. Dlatego właśnie ciężko pokazać nam naszą najlepszą grę. Pomimo wszystko, cieszymy się z tego, że przystąpiliśmy do tej rywalizacji z odpowiednim nastawieniem.
Wspomniałeś o swojej operacji. Jak się teraz czujesz?
- Na tę chwilę czuję się bardzo dobrze. Rehabilitacja mojej kostki idzie w dobrym kierunku. Mam nadzieję wrócić do pełnej sprawności na pierwsze mecze początkiem października, które rozpoczną dla nas nowy sezon ligowy.
Jak z kolei możesz opisać stan zdrowia pozostałych swoich kolegów?
- Sytuacja w zespole wygląda lepiej, ale ciągle mamy kilka problemów. Jesteśmy teraz w momencie, kiedy za kilka tygodni rozpoczniemy nowy sezon, więc nie możemy robić wszystkiego na maksa. Szczególnie w takich meczach jak ten, musimy uważać. Jeśli teraz nałożymy większe obciążenia, to mały problem zdrowotny może stać się czymś większym. Z wielką uwagą musimy patrzeć na zdrowie naszych graczy.
Czy te spotkania sparingowe spełniły swoją rolę?
- Naszym głównym celem jest zbudowanie formy na nowy sezon. Zaproszenie na takie wydarzenia jak to, w Spodku, jest zawsze dużym zaszczytem, jednak zdajemy sobie sprawę, że najważniejsze mecze rozegramy z pierwszym dniami października.
Jak przebiegają przygotowania drużyny do nowego sezonu?
- Jak już wcześniej wspominałem, są dla nas trochę skomplikowane ze względu na problemy zdrowotne. Trzech innych graczy przebywa z drużynami narodowymi, zatem trudno nam - bez tych zawodników - znaleźć rytm gry. Te kilka najbliższych tygodni z pewnością będzie dla nas bardzo ważne.
Jakie są wasze oczekiwania przed zbliżającym się sezonem?
- Z pewnością wysokie. Minione rozgrywki były dla nas bardzo udane. Naszym największym sukcesem było zdobycie Pucharu Challenge. Tym bardziej było to ważne osiągnięcie, ponieważ nigdy wcześniej żadna drużyna z Werony nie zdobyła żadnego trofeum na skalę europejską. Niewiele nam brakło, aby uzyskać awans do półfinału. Tam stoczyliśmy zaciętą batalię, którą na swoją korzyść rozstrzygnęli rywale z Perugii, ale dopiero w piątym meczu. Można powiedzieć, że pokazaliśmy wielkiego ducha walki w tej rywalizacji. W tym sezonie na pewno będziemy dążyli do tego, żeby poprawić ten wynik. Tym samym planem minimum dla nas będzie awans do półfinału, aby znaleźć się wśród czterech najlepszych drużyn w lidze.
W minionym sezonie barw drużyny z Werony bronił Bartosz Bućko. Jak można podsumować jego czas w tej ekipie?
- Kochamy Bartka, to bardzo fajny i zabawny chłopak. Był wartościową częścią drużyny. Należał do zawodników, którzy zawsze dawali z siebie 100% swoich możliwości. Na każdym treningu, zawsze kiedy była taka potrzeba, on był gotowy. Przykro mi, że nie miał aż tylu możliwości, aby pokazać się na boisku. Niezależnie od tego, zmiana jak w nim nastąpiła w ciągu tego roku spędzonego we Włoszech jest naprawdę imponująca. Mam nadzieję, że to był dla niego dobry i życzę mu wszystkiego najlepszego w jego nowym klubie.
Ze strony tego młodego gracza zagraniczny kontrakt był odważnym krokiem.
- Grając we własnej lidze, w swoim kraju, czujesz się spokojny. Czasami ten pozorny spokój sprawia, że nie wymagasz od siebie tyle, ile powinieneś. Doświadczenie gry jako obcokrajowiec w innym kraju pokazuje jak ciężko trzeba pracować fizycznie oraz mentalnie. Na każdym kroku spotyka się coś nowego: jesteś w innym kraju, ludzie mówią innym językiem, stykasz się z nową kulturą, stylem życia, różnymi trenerami i zawodnikami. Według mnie takie przeżycia pomagają udoskonalić siebie jako człowieka i siatkarza.
Z własnego doświadczenia możesz powiedzieć, że wybór profesjonalnej kariery siatkarskiej zdeterminował twoją decyzję o wyjeździe z Australii.
- Wtedy już nie można przyjechać do domu na weekend. Nawet jak masz dwa dni wolnego, nie możesz polecieć w swoje rodzinne strony. Musisz totalnie rozdzielić te sfery swojego życia. To wielkie poświęcenie, ale robimy to dla sportu, który kochamy. Taki właśnie styl życia towarzyszy siatkówce.
Mieszkasz już we Włoszech sześć lat. Jak z tej perspektywy możesz ocenić swój czas spędzony w tym kraju?
- Nazywam Weronę swoim domem. Kocham to miejsce. Spędziłem tam już tyle lat. W Weronie czuję się bardzo wygodnie. Za czasów mojej gry w reprezentacji, ciężko było mi znaleźć jakiekolwiek miejsce, w którym mogłem osiąść. A tam właśnie to się udało.
Można powiedzieć, że masz dwa domy?
- W sumie tak. Jeden dom mam w Weronie, drugi w Australii. Paradoksalnie więcej czasu spędzam we Włoszech niż w moim rodzinnym kraju. Często zapraszam tutaj moją rodzinę. Widuję się z nimi więcej tutaj, niż w Australii. Każdego roku moi rodzice przyjeżdżają do mnie na co najmniej dwa miesiące, a potem ja ich odwiedzam i spędzam z nimi cały miesiąc.
* Rozmawiała: Anna Jabłczyk (przegladligowy.com)
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.