Najnowsze newsy

Siatkówka » Ligi polskie » TAURON Liga

TAURON Liga | 2017-04-27 20:13:04 | Nadesłał: Sylwia Kuś-Vega | Źrodlo: inf. własna

Katarzyna Żabińska: Jeśli nie ma atmosfery, przeważnie nie ma i wyników

Fot.: Edwin Arturo Vega Aquino

Za rzeszowską drużyną udany decydujący bój o brązowe krążki z Impelem Wrocław. - Wydaje mi się, że w zwycięstwie pomogła nam koncentracja, którą utrzymywałyśmy od początku spotkania. Innym naszym atutem był fakt, iż w każdym elemencie zagrałyśmy pewnie. Bardzo cieszymy się z tych brązowych medali - przyznaje doświadczona środkowa drużyny Developres SkyRes, Katarzyna Żabińska.

Decydujące spotkanie o brązowe krążki ORLEN Ligi było meczem do jednej bramki. Jak wygrywa się tak szybko z klasowymi rywalkami, za które uznać można śmiało siatkarki drużyny Impel Wrocław?

Katarzyna Żabińska: - Szczerze mówiąc nie wiem jak to się stało, że wygrałyśmy do zera i że mamy ten brąz (uśmiech). Impel Wrocław był przez cały ten sezon bardzo dobrym zespołem, który grał bardzo równo. Mimo że przyjechałyśmy do Wrocławia po zwycięstwo, liczyłyśmy się z tym, że może być o nie ciężko. Impel na swoim terenie bywa niesamowicie silny, co zresztą pokazał nam w fazie zasadniczej, w której gładko przegrałyśmy, nie zapisując ani jednego seta. W rewanżowym meczu o brązowe medale obawiałyśmy się, że przeciwniczki zmiotą nas zagrywką, którą mają bardzo mocną. Tak się jednak nie stało. Wydaje mi się, że w zwycięstwie pomogła nam koncentracja, którą utrzymywałyśmy od początku spotkania. Innym naszym atutem był fakt, iż w każdym elemencie zagrałyśmy pewnie. Bardzo cieszymy się z tych brązowych medali.

W rewanżu na wyjeździe zagrałyście znacznie skuteczniej jak we własnej hali. Nie da się ukryć, że tym razem w pełni udało wam się unieszkodliwić m.in. ambitną liderkę ekipy rywalek, Katarzynę Konieczną.

- Takie właśnie było nasze założenie na to spotkanie. W meczu, który odbył się na naszym terenie, zagrała ona świetne spotkanie - zdobyła prawie trzydzieści punktów, zatem naszym celem było uniemożliwić jej dobrą grę. Tamto spotkanie w Rzeszowie cechowała dość spora nerwowość. Przystępując do naszej pierwszej konfrontacji z wrocławiankami, byłyśmy akurat po dwóch bardzo słabych meczach z Chemikiem i nie wiedziałyśmy jak zaprezentujemy się w starciu z Impelem. Dzięki wygranej u siebie 3:2, byłyśmy już troszeczkę bliżej tego brązowego medalu, ale naprawdę tylko troszeczkę, bo jak już wspomniałam wcześniej, zawsze ciężko gra się z Impelem w jego własnej hali.

Jesteś istotną częścią zespołu z Rzeszowa i zarazem weteranką w jego szeregach. Zdradź proszę, jak wyglądała wasza droga do tego medalu? Czy przed sezonem zakładałyście tak dobry rezultat?

- Pamiętam jak rozmawiałyśmy na obozie z dziewczynami i któraś z nas - chyba nawet nasza kapitan - stwierdziła, że fajnie byłoby się spotkać za rok w tym samym miejscu z medalami. Chociaż wtedy niespecjalnie w to wierzyłyśmy, udało nam się po nie sięgnąć. Zgodnie z przedsezonowymi założeniami celowałyśmy gdzieś w środek ostatecznego rankingu. Na tamten moment zadowalało nas piąte-szóste miejsce - budowałyśmy drużynę, która mogłaby osiągnąć taki poziom. Z każdym kolejnym meczem i wygraną, nasze marzenia i cele wzrastały, bo apetyt rośnie w miarę jedzenia. Kiedy w pewnym momencie pojawiła się szansa, by znaleźć się w czwórce, należało z niej skorzystać.

Kiedy tak naprawdę poczułyście, że stać was na medal? Gdy ta czwórka była już pewna?

- Myślę, że tak, gdy już zapewniłyśmy sobie miejsce w czwórce, w której nasza obecność ważyła się do samego końca. To właśnie był ten moment, w którym uwierzyłyśmy, że możemy wywalczyć jakieś medale. Miałyśmy nawet apetyt na cenniejsze krążki, ale niestety Chemik nas zmiótł (uśmiech). Niezależnie od tego, nasz końcowy wynik w klasyfikacji ogólnej to sukces, zwłaszcza, że byłyśmy czarnym koniem rozgrywek. Przed sezonem chyba nikt nie typowałby nas na brązowe medalistki ORLEN Ligi.

Wracając do meczów z Chemikiem Police - w którym z nich widziałyście większe szanse na pokonanie mistrzyń kraju i w czym konkretnie je widziałyście? Na pewno wiedziałyście jak trudno będzie nawiązać z rywalkami walkę.

- Zgadza się, spodziewałyśmy się, że będą to bardzo ciężkie mecze. Przełomowy dla naszego dalszego grania był pierwszy set w pierwszym spotkaniu z Chemikiem, w którym wszystko było na styku (rzeszowianki uległy w nim 24:26 - przypis red.). Gdybyśmy wtedy wykorzystały szansę, cały mecz mógł potoczyć się inaczej - następny swoją drogą również. Od tamtego seta przestałyśmy totalnie grać i trudno określić czemu. Uszło z nas powietrze, nic nam już nie wychodziło... Grałyśmy kompletnie beznadziejnie, podczas gdy Chemik prezentował się bardzo dobrze. Krótko mówiąc: nie było czego zbierać.

Medal na zakończenie rozgrywek to niewątpliwie piękna pamiątka, stanowiącą jednocześnie nagrodę za waszą postawę. Czy czujecie w kościach trudy tego sezonu?

- Ten sezon był długi, zatem miałyśmy zarówno słabsze, jak i lepsze momenty. Zdarzyły się mecze, których nie powinnyśmy były przegrać, a przegrywałyśmy, ale również sprawiałyśmy niespodzianki - po drodze, w fazie zasadniczej, zagrałyśmy m.in. bardzo dobre spotkanie z Chemikiem. Myślę, że zaskakiwałyśmy, a nasza forma rosła z każdym kolejnym meczem i tak same się nakręcałyśmy. Był to dla nas bardzo udany sezon. W dwóch poprzednich zajmowałyśmy jedenaste miejsce, z którego nagle skoczyłyśmy na trzecie. Zapewne w przyszłym sezonie będziemy chciały sięgnąć po więcej.

Jeszcze nie tak dawno byłyście beniaminkiem ligi. Na czym polega sekret tegorocznego sukcesu waszej drużyny? To skutek dobrej chemii w zespole czy po prostu łut szczęścia?

- W sezonie, w którym byłyśmy beniaminkiem w ORLEN Lidze, oczekiwania względem nas były inne. Byłyśmy wtedy drużyną, która ma się sprawdzić i przetrwać, by następnie można było decydować: wzmacniać czy nie wzmacniać i kogo wziąć, a kogo wyrzucić. Z sezonu na sezon uczułyśmy się czegoś nowego i naprawiałyśmy błędy, które wcześniej popełniałyśmy. W tym sezonie nasz skład był mocniejszy jak w poprzednich. To, że miałyśmy więcej doświadczonych, klasowych zawodniczek, takich jak: Kasia, Klaudia czy Ania (Mróz, Kaczorowska i Kaczmar - przypis red.), zaprocentowało. Każda z nich gra w ORLEN Lidze już bardzo długo. Wcześniej bazowałyśmy na zawodniczkach, które nie posiadały doświadczenia na tym szczeblu. Na sukces złożyła się także bardzo dobra atmosfera w naszej drużynie. Jeśli nie ma atmosfery, przeważnie nie ma i wyników.


* Rozmawiała Sylwia Kuś-Vega - przegladligowy.com

** Fotogaleria ze spotkania Impel Wrocław - Developres SkyRes Rzeszów dostępna tutaj, a z ceremonii wręczenia brązowych medali dostępna tutaj

Dodaj do:
Wykop

Dodaj komentarz

Aby móc komentować, musisz być zalogowany.

Zaloguj się, albo gdy nie masz jeszcze konta Zarejestruj się

Logowanie

Siatkówka

PlusLiga

Najnowsze galerie

Newsletter

Ostatnio zarejestrowani

Polecane