Najnowsze newsy

Siatkówka » Ligi polskie » TAURON Liga

TAURON Liga | 2017-04-12 17:59:39 | Nadesłał: Sylwia Kuś-Vega | Źrodlo: inf. własna

Ewelina Tobiasz: Za marzenia się nie płaci

Fot.: Edwin Arturo Vega Aquino

- Jadąc do Wrocławia miałyśmy cel - zagrać w finale z Chemikiem Police. Nie interesowało nas nic więcej, koncentrowałyśmy się tylko na nim i ostatkiem krwi oraz potu udało nam się wspomniany cel osiągnąć. To, w jaki sposób wyszarpałyśmy zwycięstwo w czwartym secie, było czymś pięknym i niewyobrażalnym. Myślę, że nasze starcie z Impelem Wrocław przejdzie do historii - informuje rozgrywająca łódzkiego zespołu, Ewelina Tobiasz.

Za wami niezwykle cenna wygrana z doskonale spisującym się w tym sezonie Impelem Wrocław. Jakie słowa kłębią się w głowie tuż po awansie do finału?

Ewelina Tobiasz: - Jednym słowem ująć to można tylko i wyłącznie tak: dziękuję. Dziękuję dziewczynom, sztabowi szkoleniowemu, prezesowi, wszystkim pracownikom klubu oraz naszym kibicom i rodzinom, których wsparcie cały czas czujemy. To również, a może i przede wszystkim ich zasługa, że nie dałyśmy się rywalkom. Mimo dołku w tym meczu i przegranych dwóch setów, nie spuściłyśmy głów i wróciłyśmy do gry. Jest to zdecydowanie najlepsza kwintesencja tego, nad czym pracowałyśmy przez cały sezon.

Na ile w przegranym przez was ostatecznie do dziewięciu drugim secie wierzyłyście, że wyciągniecie jeszcze wynik, a na ile byłyście już myślami w kolejnej partii?

- Nadzieja zawsze umiera ostatnia i tak było też w tym przypadku, jednak nie da się ukryć, że widząc jak bardzo wysoko prowadzą nasze wrocławskie rywalki, chciałyśmy stracić jak najmniej sił i dobrze wejść w kolejnego seta. Musiałyśmy ugrać ten jeden, najważniejszy set w naszym dotychczasowym sezonie. Nie można powiedzieć, że odpuściłyśmy, bo walczyłyśmy, ale tak, by jednocześnie trochę się zregenerować. Najważniejszy wówczas był dla nas powrót do dyspozycji z pierwszej partii.

Jak wygrywa się tak ważne spotkanie? Na pewno zdawałyście sobie sprawę z tego, że miejscowe głodne są rewanżu za porażkę w Łodzi i będą czyhać na każdy wasz błąd.

- Miałyśmy niesamowicie trudny sezon - grałyśmy mecz za meczem, co dwa, trzy dni. Na to konkretnie spotkanie czekałyśmy cały rok - odniesiony sukces okupiony był bardzo ciężką pracą od sierpnia i łzami po każdej porażce. Dziś możemy się cieszyć z awansu do finału. Nie potrafię jednoznacznie powiedzieć, co takiego zrobiłyśmy, że wywalczyłyśmy ten finał - chyba to, co potrafimy najlepiej, czyli byłyśmy ze sobą na dobre i na złe.

Przewaga wrocławianek w czwartej partii pozwoliła miejscowym kibicom wierzyć, że złoty set to już tylko kwestia czasu, jednak ostatecznie do niego nie doszło - wytrzymałyście ciśnienie i to do was należały decydujące piłki. Czy trudno jest zapanować w tak istotnych akcjach nad psychiką?

- Jadąc do Wrocławia miałyśmy jasno wyznaczony cel - zagrać w finale z Chemikiem. Nie interesowało nas nic więcej, koncentrowałyśmy się tylko na nim i - jak widać - ostatkiem krwi oraz potu udało nam się wspomniany cel osiągnąć. To, w jaki sposób wyszarpałyśmy przeciwniczkom z Wrocławia zwycięstwo w czwartym secie, było czymś pięknym i niewyobrażalnym. Myślę, że nasze starcie z Impelem przejdzie do historii.

Wrocławska hala Orbita nie lubi gości - nie licząc waszego poniedziałkowego zwycięstwa, Impel uległ tu w tym sezonie tylko raz, po pięciosetowej batalii z Dąbrową Górniczą. Czy liczyłyście się z tym, że ściany będą pomagać rywalkom i o wymarzone zwycięstwo może być bardzo trudno?

- Oczywiście, że tak - miałyśmy świadomość, że to hala rywalek, gdzie trenują na co dzień. Nam w tym dwumeczu akurat udało się wykorzystać atut własnej hali, Atlas Areny, w której także wielu przyjezdnym drużynom gra się źle. Dziś, po wywalczonym we Wrocławiu awansie, można śmiało stwierdzić, że pokonałyśmy wszelkie przeciwności, w tym aspekt hali przeciwnika. To najwspanialszy mecz, w jakim kiedykolwiek grałam.

Przeciwko której z zawodniczek Impelu grało wam się najtrudniej? Z najlepszym dorobkiem punktowym w tym meczu plac gry opuściła Katarzyna Konieczna... Czy to z nią miałyście największy kłopot?

- Szczerze mówiąc, nie potrafię wskazać na jedną, konkretną zawodniczkę - walczyłyśmy z całym zespołem i każdej z dziewczyn z Wrocławia należy się szacunek za ten mecz. Na pewno Kasia Konieczna zagrała dziś bardzo fajne spotkanie, tak samo Agnieszka Kąkolewska, której nie mogłyśmy zatrzymać na środku, więc robiła tam, co chciała. Mimo wszystko, udało nam się przeciwstawić rywalkom i odrzucić je zagrywką od siatki. To dzięki temu mogłyśmy grać na wysokiej piłce i łatwiej było ustawić blok.

Wracając jeszcze do poprzedniego, również zwycięskiego dla was boju z Impelem - co, oprócz świetnej dyspozycji Grobelnej, było w nim waszym kluczem do wygranej?

- W tamtym spotkaniu bardzo fajnie zagrałyśmy blokiem. Miałyśmy tych bloków na koncie bardzo dużo (szesnaście - przypis red.). Innym elementem, którym funkcjonował u nas bardzo dobrze była zagrywka. Grałyśmy nią tak, jak zakładała to nasza taktyka, wykonując wszystko to, o co prosił nas trener. Nasza postawa przyniosła oczekiwany efekt - w pierwszym meczu wygrałyśmy 3:1, a teraz 3:2. Czego można chcieć więcej? Teraz pozostaje nam jedynie kontynuować nasze treningi i zagrać o mistrzostwo ligi.

Jak po tym dwumeczu oceniasz poziom zespołu wrocławianek?

- Należy powiedzieć sobie tutaj wprost, że zespół rywalek i nasz zespół to dwie godne siebie drużyny. W spotkaniach, które za nami ciężko było przewidzieć wynik. Zarówno dziewczyny z Wrocławia, jak i my walczymy zawsze do końca. Tym razem zdarzyło się tak, że szczęście dopisało nam - mamy już minimum srebro, a możemy mieć złoto. W finale będziemy gryzły parkiet, grając do upadłego w każdym z setów.

Jakie relacje panują w tym sezonie w zespole i jak układa się współpraca z trenerem? Wasze wyniki mówią same przez siebie, że coś w tym sezonie właściwie "zaskoczyło"...

- Rozumiemy się wzajemnie i co za tym idzie, właściwie się dogadujemy. Jeżeli w jakimś przypadku nie zgadzamy się z trenerem, prowadzimy dyskusję opartą na argumentach. Nie tylko my szanujemy jego zdanie - wiemy, że i on szanuje nasze. Dobre relacje w naszej drużynie widać także na boisku - jedna za drugą wskoczyłaby w ogień, a nawet poleciałby w kosmos, jeśli byłaby taka potrzeba (uśmiech). Mam nadzieję, że ten właśnie atut zespołowości pomoże nam sięgnąć wkrótce po złote medale ligowych rozgrywek.

Przed wami finałowa rywalizacja z Chemikiem Police. W czym, w twojej opinii, tkwi siła tego przeciwnika?

- Myślę, że mają bardzo wyrównany skład - wprowadzane zmienniczki prezentują wysoki poziom. Ich siłą jest też dobry atak takich zawodniczek jak Kasia Zaroślińska, Ania Werblińska czy Malwina Smarzek, która w tym roku wspaniale się rozwinęła. Oprócz tych atutów, na środku siatki dysponują bardzo trudną do zatrzymania blokiem Stefaną Veljković. W sumie nie ma nawet sensu rozkładać tego zespołu na czynniki pierwsze - do walki przeciwko nam stanie cały ich zespół. To, co sobą zaprezentują i to, co my zaprezentujemy, zadecyduje komu przypadnie w udziale zwycięstwo.

Czasu na odpoczynek i regenerację nie macie wiele. Jak przygotowywać się będziecie do tego starcia?

- Mecz gramy już w piątek, a zatem na przygotowania pozostały tylko cztery dni. Nasz plan na te dni to przede wszystkim ciężkie treningi i pełna koncentracja. Chcemy pokazać wszystkie nasze umiejętności. Potrafimy wygrywać i możemy ponownie to zrobić. Musimy być po prostu Teamem przez duże T, a wtedy nawet Chemik Police nie będzie nam groźny. Raz już wygrałyśmy z tym zespołem i liczymy, że to teraz powtórzymy.

To dla was wielka chwila, jesteście o krok od mistrzostwa kraju. Zdradź, jaki był wasz plan minimum na ten sezon? W co początkowo mierzyłyście?

- Po pierwszych w tym sezonie spotkaniach prezes i sztab postawili nam za cel pierwszą czwórkę. Wraz z czasem i kolejnymi wygranymi, zaczęłyśmy mierzyć jeszcze wyżej - za marzenia się nie płaci, dlatego postanowiłyśmy celować w złoto i teraz faktycznie o nie gramy. Mogę obiecać, że nie położymy się na boisku, czekając aż Chemik zwycięży. Będziemy szarpać się o punkty, a żadna piłka nie wpadnie bezpośrednio w boisko - każda będzie przynajmniej przez nas dotknięta i oby zamieniona w punkt.

Czy zapowiadana przez ciebie ambitna walka wystarczy do zdobycia mistrzostwo kraju? Możesz zapewnić waszych kibiców, że odbierzecie Chemikowi tytuł najlepszej drużyny ORLEN Ligi?

- Jaki będzie wynik tej rywalizacji, naprawdę nie umiem powiedzieć. To jest damska siatkówka, tu wszystko może się zdarzyć. Doskonałym przykładem na to był nasz bój z Impelem, w którym mimo przegranej w drugim secie do dziewięciu, ostatecznie zwyciężyłyśmy. To jest właśnie piękne w sporcie - raz się przegrywa, a raz się wygrywa. I nieważne z jakim przeciwnikiem grasz, mecz może skończyć się dobrze (uśmiech).


* Rozmawiała Sylwia Kuś-Vega - przegladligowy.com

** Fotogaleria ze spotkania Impel Wrocław - Grot Budowlani Łódź dostępna tutaj

Dodaj do:
Wykop

Dodaj komentarz

Aby móc komentować, musisz być zalogowany.

Zaloguj się, albo gdy nie masz jeszcze konta Zarejestruj się

Logowanie

Siatkówka

PlusLiga

Najnowsze galerie

Newsletter

Ostatnio zarejestrowani

Polecane