TAURON Liga | 2015-02-10 15:09:20 | Nadesłał: Anna Jabłczyk | Źrodlo: atomtrefl.pl
Trudne początki w siatkarskiej karierze, czym zajmuje się w wolnej chwili i co jest dla niej najważniejsze - czyli Klaudia Kaczorowska w obszernym wywiadzie.
Zacznijmy do twojego pierwszego powołania do reprezentacji. Przyjeżdżasz na zgrupowanie, spotykasz bardziej znane i utytułowane siatkarki. Jakie są twoje odczucia?
Klaudia Kaczorowska: - Byłam w wielkim stresie, bo przecież każdy chce się pokazać z jak najlepszej strony. Nie dość, że były znane zawodniczki, doświadczone, to jeszcze trener, który budził respekt i wszyscy go znali. Przed trenerem każdy chciał się pokazać, że coś jednak umie, że chce się uczyć. Ja tak naprawdę nie byłam wtedy grającą, tylko uczącą się tej prawdziwej, wielkiej siatkówki. Chodziło też o to, żeby nie przeszkadzać dziewczynom (śmiech), żeby spróbować pomóc, nie panoszyć się za bardzo po boisku oraz ułatwić życie sobie i innym.
Ważną postacią w twojej reprezentacyjnej karierze jest trener Jerzy Matlak. Pracowałaś z nim w reprezentacji i w klubie. Jak opisałabyś współpracę z nim?
- Ojej, to trochę stare dzieje (śmiech). Myślę, że dobrze mi się z nim pracowało. Osobiście bardzo dobrze wspominam pierwszy sezon, kiedy przeszłam do Piły z SMS-u Sosnowiec w wieku 18 lat. Trener dał mi szansę grania i pokazywania się, bardzo we mnie wierzył. Czasami bardzo surowo podchodził, ale jestem mu za to wdzięczna. Zabierał mnie też na reprezentację jako zaplecze kadry, więc dobrze to wspominam.
Pytam o to dlatego, ponieważ wiadomo, że jest dosyć szorstki i nie każda zawodniczka potrafi się z nim porozumieć. Pomiędzy wami były jakieś "zgrzyty", sprzeczki?
- Wiadomo, że trener był wybuchowy, miał ciężki charakter. Ale zawsze nas to dodatkowo mobilizowało. Czasami pojawiały się łzy, było przykro, ale każdy to sobie tłumaczył na swój sposób. To jest sport, trzeba być silnym i nie poddawać się, nawet jak słyszysz gorzkie słowa.
A propos bycia silną: w minionym sezonie nie miałaś zbyt wielu okazji, aby pojawić się na boisku, za to teraz jesteś zawodniczką z podstawowej "szóstki". Uważasz, że dojrzałaś przez ten rok, to cię w jakiś sposób zahartowało?
- Na pewno takie sytuacje wzmocniły mnie psychicznie, bo teraz nie boję się wejść z ławki czy zacząć od razu w "szóstce". Zawsze jestem skoncentrowana, gotowa do gry. Tak naprawdę wróciłam, ponieważ grałam cały czas w pierwszym sezonie, potem był rok przerwy i dopiero w końcówce miałam szansę się wykazać.
Przegrywasz mecz. Porażka zostaje długo w pamięci czy wręcz przeciwnie - chcesz ją jak najszybciej wymazać?
- Bezpośrednio po meczu przeżywam zawsze. Często myślę, że mogłam zrobić coś lepiej, czy gdzieś nie zawiniłam. To jest taki "ból serca", wyrzuty sumienia od razu po spotkaniu. Ale na drugi dzień już jest analiza "na chłodno" i mobilizacja do pracy.
Jaki jest twój rytuał przedmeczowy?
-Kiedyś jak byłam młodsza, jak byłam w juniorkach, to miałam swoje rytuały, np. ta sama gumka do włosów. Obecnie nie zwracam na to uwagi. Biorę swój sprzęt meczowy i nie patrzę czy wzięłam dwie lewe skarpetki, czy dwie prawe. Teraz naszym rytuałem przed meczem jest to, że mamy swoje ćwiczenia na rozgrzewce, które wykonujemy. Poza tym myślę, że to przeszło z wiekiem. Nie ma takich zwyczajów, bo jakby nagle zapomniało się chociażby tej gumki do włosów, to świat by się zawalił. Na pewno rytuałem jest drzemka, nie tylko przed meczem, ale i przed treningiem.
*Rozmawiała: Anna Gacioch
**Więcej na: atomtrefl.pl
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.