PlusLiga | 2008-11-26 23:55:24 | Nadesłał: Alicja Chrabańska | Źrodlo: inf. własna
„Cały czas odnosić będę się do zwykłego życia. A to dlatego, że dla wieku ludzi nasze życie może być niezwykłe, ale dla nas jest ono jak najbardziej zwyczajne. To nasze „małe życie” powszednie i zupełnie przeciętne.”. Te znamienne słowa z rozmowy z Sylwią Mierzejewską utkwiły mi w pamięci najbardziej. Stały się one mottem artykułu, którego bohaterami są właśnie Sylwia i Marcin Mierzejewscy. W domyśle jednak zawarte tutaj treści budują pewien model, uniwersum „sportowego” małżeństwa.
Siatkarskie mecze w Kędzierzynie-Koźlu niezmiennie od wielu lat przyciągają tłumy kibiców. Jedna z trybun jest szczególnie ważna dla siatkarzy, bowiem to tam zasiadają ich najbliżsi aby wspierać wspomnianych zawodników swoją obecnością podczas gry. Skupieni na zawodach rzadko spoglądamy jakie emocje towarzyszą rodzinom sportowych idoli. Czasem jednak w przerwie zwracamy wzrok ku temu miejscu.
Przed jednym z meczów, podczas rozgrzewki, zauważyłam że wzdłuż boiska spaceruje uśmiechnięta dama, trzymając na rękach prześliczną córeczkę. Skądinąd wiedziałam, że owa pani jest żoną kędzierzyńskiego libero, Marcina Mierzejewskiego. Zaintrygowała mnie nieskrywana i szczera radość, którą prezentowała pani Sylwia. Pomyślałam, że to wspaniałe mieć takie wsparcie. Ale z drugiej strony uświadomiłam sobie, że życie u boku profesjonalnego sportowca musi być pod wieloma względami trudne i wymagające nie lada poświęceń. Podsumowując swoją pracę stwierdziłam, że dotąd skupiałam się jak każdy na siatkarzach, trenerach czy co ostatnio bardzo modne scoutman’ach. Nigdy nie pomyślałam jak ważną rolę grają najbliżsi sportowców. Naprawienie tego niedopatrzenia było niezwykle łatwe. Pani Sylwia okazała się przemiłą osobą i postanowiła podzielić się ze mną i czytelnikami refleksjami na temat swojego życia.
W rozmowie aktywnie brała udział maleńka córka państwa Mierzejewskich, Julia. Julka bardzo chciała opowiedzieć nam wiele rzeczy o tacie, ale z przyczyn technicznych rozmowa ta pozostała między nami. Rozmowę z panią Sylwią rozpoczęłam, być może nielogicznie, od zagadnienia które nurtowało mnie od dłuższego już czasu. Mianowicie, jak wiadomo siatkarze nie zwykli spędzać całej swojej kariery w jednym klubie. To z kolei wiąże się z koniecznością przeprowadzek. Pana Marcina mogliśmy oglądać w barwach kolejno: Olsztyna, Wrocławia a od trzech sezonów Kędzierzyna. Sportowiec zmieniając pracodawcę zwykle „zabiera” ze sobą najbliższą osobę. Pożegnanie z rodziną, przyjaciółmi, rezygnacja z pracy to w udziale przypada żonie wspomnianego zawodnika...
Teraz nie jest to już dla mnie problemem. To kwestia przyzwyczajenia. Nasza pierwsza czy druga przeprowadzka to faktycznie był kłopot. Musieliśmy spakować cały nasz dorobek i przetransportować go w nowe miejsce zamieszkania. Dzięki wcześniejszemu doświadczeniu teraz jesteśmy na tyle zorganizowani, że przeprowadzka nie jest już dla nas technicznym problemem. Jeśli chodzi o rodzinę to niestety wyjazd do innego miasta wiąże się z tym, że nie można się zbyt często widywać z bliskimi. Rodzina jest dla nas najważniejsza toteż staramy się brak wspólnego spędzania czasu nadrabiać w święta oraz wakacje. Wreszcie, przecież żyjemy w dobie Internetu i wysoko rozwiniętej telefonii, tak więc brak kontaktu osobistego można zastąpić kontaktem wirtualnym.
Najbardziej odczułam przeprowadzkę z Wrocławia. W związku z przenosinami do Kędzierzyna musiałam zrezygnować z świetnej pracy, w której panowała wspaniała atmosfera. Poza tym Wrocław jest pięknym miastem i żal było je opuszczać. Ale cóż taka jest kolej rzeczy... Praca męża jest jednocześnie jego pasją, tym co kocha i czemu poświęca się już od dzieciństwa. Ja mam większą zdolność adaptacji do nowego zajęcia, mąż chyba nie potrafiłby się przyzwyczaić tak łatwo do innej pracy.
Nie żałuję decyzji jaką podjęłam w związku z zawieszeniem swojej kariery zawodowej. Wspólnie postanowiliśmy, że chcemy stworzyć pełną rodzinę i dom. Osiągnęliśmy ten „cel” wobec czego czuję się spełniona. Mam wspaniałe dziecko i kochającego męża, swoją własną rodzinę i to mi wystarcza. Jeżeli kiedyś poczuję, że czegoś mi brakuje i uznam że to dobry moment na powrót do pracy oraz skupienie się bardziej na sobie niż na rodzinie to z całą pewnością podejmę aktywność zawodową. Nikomu nie udało się zamknąć mnie w klatce. Zawsze robię to co uważam za słuszne czasem również na przekór temu co mówią mi inni ludzie.
Większość emocji związanych głównie z porażkami zostaje „w szatni” i rozgrywa się między chłopakami z drużyny. Mój mąż stara się nie łączyć życia prywatnego z zawodowym. Jeśli jednak Marcin ma ochotę porozmawiać o tym co wydarzyło się na parkiecie zawsze służę mu pomocą. Jeśli zachodzi taka potrzeba spokojnie analizujemy i staramy się wspólnie wyciągnąć wnioski. Z drugiej strony rozmowy o siatkówce dostarczają nam sporo przyjemności. Tym bardziej, że ja też miałam okazję uprawiać tę dyscyplinę sportu. Stąd mąż może liczyć na moją radę, bo wiem w jakim jest położeniu. Znam realia siatkówki tak od strony obserwatora jak i od strony zawodnika.
Problem kontuzji trapi każdego sportowca. Z drugiej jednak strony profesjonalista wie, że w pewnym momencie może i jemu przydarzyć się cięższy czy lżejszy uraz. Toteż wielu sportowców, którzy mają zmysł przedsiębiorczy zabezpiecza swoją przyszłość. Kontuzja jest wliczona w zawód sportowca. Oby było ich jak najmniej. Marcin jest w komfortowej sytuacji w porównaniu do innych zawodników. Bowiem libero nie jest tak kontuzjogenną pozycją jak na przykład atakujący. Jako że libero nie wykonuje wyskoków to nie dotyczą go w dużej mierze poważne kontuzje stawów skokowych. Z kolei bardzo narażone są u niego plecy Mimo wszystko, jeśli sportowiec dba o swoje zdrowie w odpowiedni sposób to jest w stanie uporać się z wieloma kontuzjami. Na całe szczęście (i oby tak pozostało) Marcina kontuzje raczej omijają. Owszem na początku przydarzył mu się dość poważny uraz, był on jednak dziełem przypadku i to w dodatku nie wydarzył się on na parkiecie. Efekt był na tyle poważny, że Marcin mógł zostać wyeliminowany z uprawiania sportu. Skończyło się na przymusowej rezygnacji z ulubionej dyscypliny sportu męża, siatkówki plażowej. Pomimo tego, że Marcin odnosił na plaży sukcesy i był wysoko cenionym zawodnikiem dostał kategoryczny zaraz gry na plaży.
W Kędzierzynie sympatycy siatkówki zachowują się w bardzo kulturalny sposób. Pewnie jest to dla nich zaskoczenie, kiedy spotykają Marcina na ulicy czy w sklepie. Jednak ich reakcja nie sprawia, że czujemy się skrępowani z tego powodu, że nie możemy być anonimowymi osobami. Oczywiście jak u każdej osoby publicznej zdarzają się różne nietypowe sytuacje. W każdym razie tutaj, w Kędzierzynie który jest małym miastem, popularność nie jest nadmiernie odczuwalna i nie odbieramy jej jako dyskomfortu.
Charakter Marcina nie zmienił się pod wpływem zwiększającej się popularności czy sukcesów na parkiecie. I nie sądzę, żeby kiedykolwiek mógł się zmienić. Nigdy nie czuł się gwiazdą i nie jest to jego celem, żeby się nią stać i mocno to podkreślać. Dla mnie jest ciągle tym samym „zwykłym” Marcinem.
To co z boku ludzie odbierają jako mój obowiązek ja traktuję jak przyjemność. Podobnie jak w przypadku przeprowadzek jest to kwestią przyzwyczajenia. Byłam świadoma tego jak będzie wyglądało moje życie, kiedy zakładaliśmy rodzinę i decydowaliśmy się zostać rodzicami. W obecnej chwili opieka nad córką sprawia mi dużo radości i daje satysfakcję. Julka jest jeszcze w takim okresie życia, że szczególnie potrzebuje kontaktu z najbliższymi. W związku z tym nie wyobrażam sobie, że mogłabym ją zostawić pod opieką obcych osób. Co oczywiście nie znaczy, że nie chciałabym wrócić za jakiś czas do pracy i kontynuowania kariery zawodowej. Na razie to jednak śpiew przyszłości. Teraz najważniejsza jest nasza córka. W perspektywie chcemy stworzyć pełniejszą rodzinę i postarać się, aby Julia miała brata lub siostrzyczkę.
Największym plusem dla każdego sportowca jest to że mogą spełniać się w zawodzie, który jest ich pasją. Przygoda ze sportem dla wielu z nich zaczęła się bardzo dawno. Kiedy ich rówieśnicy mieli inne zainteresowania, „sportowcy” już w młodym wieku pracowali na swoje dzisiejsze sukcesy. Mój mąż trenuje już od piętnasty lat, czyli od około jedenastego roku życia. To ogromna zaleta, że praca może dawać tak ogromną satysfakcję, ale także pieniądze. Nie każda posada daje takie możliwości. Czasami ludzie trafiają do pracy przez przypadek i choć czerpią z niej korzyści nie zawsze są z niej w 100% zadowoleni. Wracając do siatkówki, to zawód siatkarza wiąże się ze spełnianiem swoich marzeń i dążenia do wytyczonych dawno celów i jest to działanie w pełni świadome i zamierzone. Kolejnym atutem „bycia” siatkarzem jest to, że na swojej drodze zawodnik spotyka wielu interesujących ludzi i to nie tylko zawodników. Osoby, które zajmują się sportem są na ogół bardzo otwarte, sympatyczne i życzliwe. To zupełnie inaczej niż w wieli innych zawodach, w których dominuje wyścig szczurów i wzajemna zawiść. Natomiast w sportach zespołowych najważniejsza jest drużyna, ale także pojedynczy człowiek wraz ze swoimi umiejętnościami. Trudno myśleć o wyraźnych minusach. Ale jeśli miałabym wskazać jakiś element to byłoby to wspomniane już kontuzje. Nigdy nie wiadomo co może sportowca spotkać na boisku. Ale czy nie inaczej jest w życiu? Ludziom przytrafiają się różne wypadki i to nie zawsze z ich winy. Człowiekowi w każdym momencie życia i w każdej sytuacji może stać się krzywda.
Wykop
maja90 213 miesięcy temu
'jestem żoną siatkarza' - ten tytuł o czymkolwiek mowi?.. tak powie 100& żon siatkarzy, chyba że zdradzają mężów :D
AnanKofan 212 miesięcy temu
a to jak zdradzaja to juz nie moga powiedziec "jestem zona siatkarza" ? to chyba tego nie zmienia :P
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.