PlusLiga | 2019-04-28 11:44:11 | Nadesłał: Anna Jabłczyk | Źrodlo: plusliga.pl
Wobec kontuzji Grzegorza Kosoka, Jastrzębski Węgiel sięgnął po transfer medyczny i sprowadził na końcówkę sezonu Michała Szalachę. 25-letni środkowy występował przedtem w Chemiku Bydgoszcz, wcześniej bronił barw AZS-u Częstochowa. Debiut w pomarańczowych barwach może zaliczyć do bardzo udanych.
W jakich okolicznościach zastała pana propozycja transferu medycznego? Zdążył pan pojechać na wakacje?
Michał Szalacha: - Nie, byłem w domu, ale byłem mocno zaskoczony, gdy dowiedziałem się, że ten transfer jednak dojdzie do skutki. Wcześniej miałem jakieś przesłanki od menadżera, że taka sytuacja może mieć miejsce, ale gdy zobaczyłem Grześka Kosoka na boisku w Warszawie, stwierdziłem, że chyba jest po sprawie. Dzień później dowiedziałem się, że Grzesiek jednak już w tym sezonie nie zagra. Nie zastanawiałem się długo, bo taka okazja nie trafia się zbyt często.
Nie było czasu, żeby zgrać się z drużyną, a mimo to zagrał pan z dużym spokojem i był to obiecujący występ - 75% skuteczności w ataku, 3 bloki, 1 as serwisowy, w newralgicznym punkcie tie breaka.
- Odbyłem z zespołem trzy treningi i to takie naciągane, bo dotarłem w czwartek. Spokój dali mi doświadczenie zawodnicy - Julien Lyneel i Lukas Kampa wykonują ogromną robotę. Mam porównanie z zespołami, które grają w dole tabeli i właściwie to…nie ma porównania. Doświadczenie zawodników, reprezentantów różnych krajów robi sporą różnicę. A że w połowie tie breaka zagrałem asa? Dołożyłem coś od siebie do dorobku całej drużyny.
- Jeśli chodzi o blok, takie jest moje zadanie - żeby skakać na środku. Akurat trafiłem w wybór Michała Masnego i skończyło się to blokiem.
Był stres czy raczej euforia? Z jakimi odczuciami przystąpił pan do debiutu w Jastrzębskim Węglu?
- Nie było strachu, ani euforii, choć przy podejmowaniu decyzji towarzyszyły mi pewne emocje. Wiedziałem, że nie jestem w treningu siatkarskim, ale też cały czas pracowałem nad fizyką.
*Autor: Ilona Kobus
**więcej na: plusliga.pl
- To było ciężkie spotkanie. Nie jestem przyzwyczajony do grania o medale, bo jeszcze nigdy nie miałem okazji o nie walczyć. Ale klimat w hali zrobił swoje. Głośny doping nas niósł, grało się fajnie. Mimo, że nie trenowałem z chłopakami zbyt długo, to w ferworze walki kompletnie o tym zapomniałem, myślałem tylko, żeby dać z siebie jak najwięcej. Ta gorąca atmosfera mi pomogła.
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.