Polecamy

Najnowsze newsy

Siatkówka » Ligi polskie » PlusLiga

PlusLiga | 2019-04-09 14:01:27 | Nadesłał: Katarzyna Cipcer | Źrodlo: plusliga.pl

Gheorghe Cretu: nie uciekam od odpowiedzialności

Fot.: Agnieszka Kaźmierska

- Zabrakło nam stabilności w kilku momentach. Mieliśmy kilka wpadek i ja nie uciekam od odpowiedzialności za ten wynik. - Tak o zakończonym dla rzeszowskiego teamu mówi trener Cretu, który przejął Asseco Resovię w trakcie trwania rozgrywek.

Kończycie sezon dwoma zwycięstwami nad GKS-em Katowice w rywalizacjo o 7. miejsce, ale ogólnie sezon 2018/2019 był dużym rozczarowaniem dla drużyny, która miała walczyć o medale.

Gheorghe Cretu: - Taka jest rzeczywistość. W pewnym momencie mieliśmy wszystko w swoich rękach i graliśmy naprawdę dobrą siatkówkę, na wysokim poziomie. Z drugiej jednak strony, przytrafiały nam się takie mecze, w których nasza gra była bardzo słaba, wręcz tragiczna. To dlatego nie znaleźliśmy się w pierwszej szóstce. Mieliśmy za dużo wahań formy i to nas kosztowało brak awansu do rundy play-off.

Co było największym problemem tej drużyny?

- Zabrakło nam stabilności w kilku momentach. Mieliśmy kilka wpadek i ja nie uciekam od odpowiedzialności za ten wynik. Jako trener byłem odpowiedzialny za to, żebyśmy grali równo i trzymali poziom w dłuższym wymiarze czasu. Od momentu kiedy pojawiłem się w klubie wziąłem na siebie całą odpowiedzialność za zespół. Nie było nam łatwo, ale w pierwszych miesiącach po moim przyjściu zawodnicy zareagowali całkiem nieźle. Szkoda, że akurat wtedy przytrafiła nam się bardzo bolesna wpadka – mam tu na myśli porażkę u siebie z MKS-em Będzin, która bardzo wiele nas kosztowała. Nie mieliśmy jeszcze wtedy odpowiedniego podejścia. Być może za mało wspólnie pracowaliśmy, ale ta porażka poszła już na moje konto. W dalszej części rozgrywek było nas stać na naprawdę dobre mecze przeciwko bardzo mocnym drużynom. W ogólnym rozrachunku brakowało nam jednak stabilizacji i równego poziomu gry. Inne zespoły grały od nas równiej i zasłużenie znalazły się w pierwszej szóstce.

Czy pracując przez te kilka miesięcy w Rzeszowie zauważył pan jakąś dodatkową trudność, czy presję na zawodnikach, którzy w innych klubach potrafią błyszczeć i grać na najwyższym poziomie, a w Asseco Resovii jakoś mają problemy, żeby pokazać swoje największe atuty?

- Nie zgadzam się z takimi opiniami. Oczekiwania są tutaj wysokie, ale nikt nie stoi nad zawodnikami i nie nęka ich psychicznie, że muszą zrobić to czy tamto. Tacy już byliśmy w tym sezonie, że potrafiliśmy rozegrać naprawdę znakomite mecze, a potem miewaliśmy duże problemy i to niekoniecznie z tymi teoretycznie najmocniejszymi zespołami w PlusLidze. Być może brakowało nam wtedy tego dodatkowego głodu zwycięstwa, bo grając np. z ZAKS-ą było u nas widać bardzo dużą determinację. To, że graliśmy tak nierówno nie ma nic wspólnego z klubem. Próbowaliśmy wspólnie poradzić sobie z pewnymi trudnymi sytuacjami, z jakimi borykaliśmy się wewnątrz drużyny. Nie mamy jednak na kogo zwalać winy i twierdzić, że ktoś nam przeszkadzał w pracy w i grze. Poza tym kilku zawodników grało już w tym klubie kolejny sezon z rzędu, więc trudno przypuszczać, że koszulka Asseco Resovii była dla nich zbyt dużym ciężarem.

Jakieś problemy z odpornością na presję i stres ta drużyna chyba jednak miała, skoro im bliżej była pierwszej szóstki, to niespodziewanie przegrywała jakiś ważny mecz.

- Nie będę szukał usprawiedliwień. Wspominałem kilka tygodni temu o tym, że borykaliśmy się z problemami zdrowotnymi i często nie mogliśmy wystąpić w optymalnym składzie, ale i tak uważam, że byliśmy w stanie sobie z tym poradzić. Mieliśmy wystarczającą jakość wewnątrz drużyny żeby grać skuteczniej. Zresztą były takie mecze, jak chociażby ten w Radomiu, gdzie byliśmy bardzo osłabieni, a jednak zdołaliśmy wygrać. Szkoda, że gdzieś po tej przerwie świątecznej zmieniliśmy to pozytywne oblicze i nasza gra wyglądała inaczej. Tak to niestety się ułożyło.

Mecze z GKS-em Katowice były dla pana pożegnalnymi z Asseco Resovią...

-To żadna tajemnica. Każdy już od dłuższego czasu wie, że nie zostanę w Rzeszowie na przyszły sezon.

To jest dla pana rozczarowanie, że klub nie przedłużył kontraktu z panem?

- Nie. Każdy jest gospodarzem w swoim domu i urządza go po swojemu. Jak chce pomalować ścianę na zielono, to wybiera taki kolor. Jestem w tym biznesie już od wielu lat i wiem jak to funkcjonuje. To nie jest też tak, że jak mam jasną deklarację ze strony klubu, że po sezonie kończymy współpracę, to nagle przestaję pracować i nie zależy mi na pracy. Taki jest sport. Tutaj trzeba wykazać się charakterem i panować nad emocjami. Ja szanuję decyzję klubu i życzę Asseco Resovii jak najlepiej, przede wszystkim, żeby następny sezon był lepszy niż ten.

Co było przyczyną takiej decyzji włodarzy klubu – miał pan inną wizję budowy drużyny? Chciał pan mieć większy wpływ na transfery?

- Być może klub nie był zadowolony z mojej pracy. Myślę, że to jest bardziej pytanie do włodarzy klubu. Odkąd pojawiłem się w Asseco Resovii, to miałem dobre relacje z osobami związanymi z klubem. Akurat trafiłem też na moment zmiany na stanowisku prezesa, bo do Rzeszowa sprowadzał mnie jeszcze Bartek Górski, a za chwilę pojawił się „Igła”, dla którego to była nowość po wielu latach spędzonych na boisku zupełnie w innej roli. To nie jest takie łatwe. Prezes tak dużego klubu też jest narażony na presję i ocenę ze strony wszystkich dookoła.

Ma pan już na oku nowego pracodawcę jeśli chodzi o klub?

- Jeszcze nie. Na razie skupiałem się na końcówce sezonu w Asseco Resovii.

Dodaj do:
Wykop

Dodaj komentarz

Aby móc komentować, musisz być zalogowany.

Zaloguj się, albo gdy nie masz jeszcze konta Zarejestruj się

Logowanie

Siatkówka

PlusLiga

Najnowsze galerie

Newsletter

Ostatnio zarejestrowani

Polecane