Polecamy

Najnowsze newsy

Siatkówka » Ligi polskie » PlusLiga

PlusLiga | 2019-03-25 10:42:11 | Nadesłał: Danka Albrecht | Źrodlo: plusliga.pl

Alfabet fazy zasadniczej PlusLigi

Fot.: Anna Szłapa

Pół żartem, pół serio, a czasami nawet śmiertelnie poważnie podsumowujemy wydarzenia rundy zasadniczej PlusLigi w alfabetycznym, acz mocno dowolnym porządku. Tylu zwrotów akcji w rywalizacji o najlepszą szóstkę i tylu nieprzewidzianych zdarzeń, nie tylko w czubie tabeli, nie było chyba jeszcze nigdy.

A - Adamowicz Paweł
Pierwsze dni roku 2019 przyniosły bardzo smutną i tragiczną wiadomość, także dla kibiców siatkówki. Wielki przyjaciel sportu, prezydent Gdańska Paweł Adamowicz został zamordowany podczas finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Stojąc na scenie, dziękując gdańszczanom za hojność został trzykrotnie ugodzony nożem przez napastnika. - W ubiegłym sezonie nagle znaleźliśmy się w bardzo trudnej sytuacji, bo wycofał się sponsor. Wydawało się, że naszego klubu wkrótce może nie być w PlusLidze. Pewnego dnia siedzieliśmy w biurze Pawła i on zaczął pytać: „Andrea, jak wam można pomóc? Co mogę zrobić? Nie wyobrażam sobie, że tej drużyny zabraknie”. Za słowami poszły czyny. Paweł bardzo nam pomógł i dziś mogę powiedzieć, że gdyby nie ten człowiek, prawdopodobnie w Gdańsku nie byłoby męskiej - wspominał na łamach Przeglądu Sportowego Andrea Anastasi, szkoleniowiec Trefla Gdańsk.

B - Boom transferowy
Takiego szumu informacyjnego na temat transferów na nowy sezon (potwierdzonych i prawdopodobnych) nie było nigdy wcześniej. Pierwsze doniesienia pojawiły się jeszcze w grudniu, czyli w połowie sezonu zasadniczego. O ile newsy o przedłużeniu kontraktu z aktualnym zawodnikiem danego klubą są czymś normalnym, o tyle „plotkarskie” (choć uczciwie należy przyznać, że w większości trafne) doniesienie o wędrówkach między klubami są, przynajmniej w siatkarskim środowisku, czymś nowym. Tak mogłoby się wydawać, ale jak zdradził nam jeden z trenerów w PlusLidze, te najważniejsze kontrakty są podpisywane już w okolicach grudnia.
Kibice uwielbiają transferowe plotki, nieco inaczej widzę tę sytuację trenerzy. - Podpuszczacie agentów, sprzedają wam tematy, a później oni podbijają stawki - mówił pół żartem, pół serio w programie „Prawda Siatki” Jakub Bednarek, szkoleniowiec Chemika Bydgoszcz. - Wielokrotnie miałem problemy z zawodnikami, którzy na przykład w styczniu dostali trzy oferty i zaczynało im się przewracać w głowie - argumentował już całkiem poważnie.

C - Czerwona Latarnia
MKS Będzin wygrał w rundzie zasadniczej zaledwie dwa mecze i nie licząc Stoczni Szczecin, która wycofała się z rozgrywek, zajął ostatnie miejsce w klasyfikacji. Będzinianie zdołali wygrać 22 sety, przegrali 68 i zdobyli 9 punktów, czyli o 11 mniej niż dwunasty w tabeli Cuprum Lubin. Patrząc na tak niechybny wynik trzeba przyznać, że ten zespół miał sporo szczęścia, że zostanie na kolejny sezon w PlusLidze. Nie ma już bowiem w regulaminie zapisu o minimalnej liczbie pięciu wygranych meczów w sezonie, a dodatkowo upadek Stoczni spowodował, że nie będzie meczów barażowych o utrzymanie.

D - Deprecjonowanie wartości
- Nasz realny cel to miejsca 8-12. Jeżeli zajmiemy np. dziesiątą pozycję, będę zadowolony - powiedział w jednym z wywiadów, tuż po starcie ligi Andrea Anastasi, pytany co może osiągnąć Trefl Gdańsk w sezonie 2018/19. Po tych słowach siatkarska Polska wpadła w osłupienie. Wszyscy zadawali sobie pytanie co Włoch chciał osiągnąć wyrzucając w eter powyższe słowa, bo przecież jest zbyt dobrym fachowcem i zbyt doświadczonym trenerem, żeby nie potrafił właściwie oszacować wartości swojej drużyny. Chciał w ten sposób zdjąć presję ze swoich podopiecznych? Nie wiem czy Anastasi słyszał o samospełniających się proroctwach, ale chyba tym przedwczesnym oświadczeniem „wykrakał” wynik swojego zespołu, który zakończył główną część sezonu na 10. miejscu.
Paradoksalnie, drużyna, która nie zdołała awansować do play-offów ligowych, w Lidze Mistrzów była o mały kroczek od półfinału, a przede wszystkim, w rywalizacji z obrońcą europejskiego trofeum Zenitem Kazań pokazała niemal kosmiczną siatkówkę. Gdańszczanie bili się z Rosjanami przez 11 setów. Libero Zenita Aleksiej Wierbow skomentował później, że jego zespół nie spotkał się z takim oporem od dawna. Jak tu zatem ocenić ten sezon Trefla?

E - Emigracyjna wartość
Wprawdzie podsumowujemy tutaj wydarzenia PlusLigi i okolic, ale przecież Mariusz Sordyl to „nasz” człowiek, mocno związany z polską ligą najpierw jako zawodnik, później w roli trenera. W latach 2008/10 sterował grą AZS-u Olsztyn, ale nie przekonał do siebie tamtejszych włodarzy i musiał szukać trenerskiego szczęścia poza granicami kraju. Odwiedził m.in. Rumunię, Katar i Turcję i w każdym z tych miejsc pozostawił trwały ślad. Najtrwalszy całkiem niedawno, bo kilka dni temu wywalczył z tureckim Fenerbahce Stambuł puchar kraju, pokonując w finale Galatasaray 3:2. W półfinale drużyna Sordyna pokonała Halkbank Ankara 3:1. Co ciekawe, zawodnikiem zwycięskiej ekipy jest Salvador Oliva, były gracz Jastrzębskiego Węgla. Sukces Mariusza Sordyla odbił się szerokim echem w polskich mediach, ciekawe czy i kiedy zaowocuje propozycją pracy z PlusLigi.

F - Falowanie mistrza
14 zwycięstw i 10 porażek, od rozpaczy po euforię radości - tak w ogromnym uproszczeniu wyglądała faza zasadnicza w wykonaniu PGE Skry Bełchatów. Rzutem na taśmę bełchatowianie awansowali do najlepszej szóstki rozgrywek, o którą długo toczyli bój z GKS-em Katowice i Treflem Gdańsk. Mimo kłopotów kadrowych pokonali w bezpośrednich starciach obydwu rywali i zapewnili sobie szansę na obronę tytułu. Po drodze jednak odpadli z Pucharu Polski i pierwszy raz od sześciu lat zabrakło ich w turnieju finałowym. Trapiony kontuzjami zespół przegrywał kilka razy i podobnie jak rok temu, oficjalnie odtrąbiono kryzys Skry, a co bardziej gorliwi wyrzucili nawet z posady trenera Roberto Pizzę. Tymczasem, gdy kolejni zawodnicy zaczęli wracać do zdrowia i do gry, zespół powoli stawał na nogi, by ostatecznie zatriumfować w pięknym stylu na europejskich boiskach, wyrzucając z Ligi Mistrzów faworyzowany Zenit Sankt Petersburg.

G - Gwiezdny pył
Kalejdoskop gwiazd, z MVP ostatnich mistrzostw świata na czele, zespół, który w ciągu kilku lat miał podbić Europę i być na ustach wszystkich kibiców sportu. Takie plany miała przed startem sezonu Stocznia Szczecin, która zakontraktowała m.in. Bartosza Kurka, Mateja Kazijskiego, Łukasza Żygadło i jako dyrektora sportowego Radostina Stojczewa. Projekt był zacny, nazwiska jeszcze zacniejsze, ale…najpierw w Netto Arenie zgasło światło i uniemożliwiło szczecinianom debiut przed własną publicznością, a potem nastąpiło nie tylko całkowite odcięcie prądu, ale druzgocące trzęsienie ziemi. Ktoś obiecał pieniądze, ale nie dotrzymał słowa i w niespełna trzy miesiące sny o potędze przerodziły się w najczarniejsze koszmary. Zawodnicy zaczęli opuszczać tonący statek, a dokładnie 13 grudnia 2018 klub ogłosił upadłość i wycofał się z rozgrywek.
Szczęśliwie, największa gwiazda PlusLigi Bartosz Kurek został w kraju i już niedługo zawalczy z ONICO Warszawą o ligowe trofea, podobnie jak Nikołaj Penczew. Ale pozostali, którzy mieli błyszczeć gwiezdnym blaskiem, opuścili polskie progi.

H - Historyczny awans
Kiedy po 2. kolejce spotkań Michał Masny powiedział, że dla niego sukcesem będzie awans do fazy play-off, który uważa za całkiem realny pomyśleliśmy, że lekko poniosła go fantazja. Podobne odczucia mieliśmy słysząc o rezygnacji siatkarzy Cerradu Czarnych Radom z 10% kontraktowego wynagrodzenia w zamian za premie w wysokości 20% po awansie do fazy play-off. Świadczyło to nie tylko o wielkiej odwadze zawodników, ale także o tym, że ich sportowe ambicje mierzą bardzo wysoko. Jeden z liderów Czarnych Wojciech Żaliński, podsumowując ten najdłuższy etap ligowych zmagań napisał w mediach społecznościowych:
„Scenariusz, w który przed sezonem uwierzyliby tylko naiwni lub głupi stał się rzeczywistością”
Obydwa zespoły udowodniły, że zarówno marzenia, jak i ryzyko w siatkówce popłacają. Cerrad Czarni Radom zakończyli główną część sezonu na 5. pozycji, a Aluron Virtu Warta Zawiercie na 4. Dla obydwu klubów jest to historyczny moment i sportowy krok naprzód, tym bardziej, że w 1/4 finału zmierzą się ze sobą i jeden z nich na pewno zagra w półfinale.

I - Inwazja siatkówki
Sezon 2018/19 jest wyjątkowy nie tylko ze względu na zmienność siatkarskich zdarzeń w naszym kraju, ale także dlatego, że po raz pierwszy w historii rozgrywek telewizja Polsat Sport transmituje doskonałą większość meczów. Do tego dochodzą jeszcze regularne transmisje z ligi włoskie oraz, już w Canale+ rywalizacja w Lidze Mistrzów, z udziałem trzech przedstawicieli PlusLigi. Oznacza to, że w praktyce dni bez meczów na żywo jest jak na lekarstwo, a może jeszcze mniej i nawet najwięksi fanatycy tej dyscypliny mogą czuć się usatysfakcjonowani. Tym bardziej, że obrodziły też wartościowe programy internetowe, których pomysłodawcy dogłębnie analizują bieżące wydarzenia, jak „Pod Siatką” czy „Szósty Set”.

J - Jastrzębskie tąpnięcia
Tąpnięcie i to nie jedno miało miejsce w Jastrzębskim Węglu. Od początku rozgrywek głośno było o niesnaskach między trenerem Ferdinando De Giorgim, a Salvadorem Hidalgo Olivą. Najpierw klub (trener) chciał pozbyć się z zawodnika, a potem zawodnik postanowił odejść z drużyny. Niby rzeczy, które mogą się zdarzyć, ale… Paradoksalnie, Kubańczyk postanowił opuścić Jastrzębie tuż po zmianie trenera. Nie pomogły rozmowy z nowym opiekunem drużyny Roberto Santillim i zapewnienia, że miejsce w szóstce, o które Oliva rywalizował z Christianem Frommem wygra ten, który okaże się sportowo lepszy na treningach. Skuszony niezłym ofertą z Turcji Oliva nie miał najmniejszego problemu, by w połowie sezonu zostawić na lodzie zespół, który podobno był dla niego jak rodzina.
Jeszcze gorzej zachował się słynny „Fefe”, który otrzymał intratną propozycję z Cucine Lube Civitanovej i bez cienia żalu oznajmił iż wraca do Włoch. Porzucił drużynę, którą sam zbudował, i z którą miał wywalczyć medal mistrzostw Polski. Pozostawił go w przeciętnej formie, bez ogranych zmienników i z obrażonym na cały świat Kubańczykiem.
W całej tej historii z odejściami najbardziej zabrakło chyba dialogu i takiego czujnego oko prezesa. Zbyt dużo było wiary w wielkość De Giorgiego, a zbyt mało kontroli tego, co dzieje się wewnątrz.

K - Kontrowersyjny challenge
Kiedy system wideo weryfikacji zagościł w PlsuLidze, wszyscy niemal pialiśmy z zachwytu. Im dłużej jednak funkcjonuje, tym więcej wzbudza kontrowersji wśród trenerów i zawodników. Właściwie nie sam system, tylko decyzje podejmowane przy jego pomocy.
- Ze znajomością przepisów gry w siatkówkę jest tak, jak z prowadzeniem samochodu. Niby wszyscy umiemy jeździć, ale często okazuje się, że prawo jazdy było robione dawno i nie wszystkie przepisy pamiętamy - stwierdził Kamil Składowski anonsując swój nowy projekt „Na gwizdek”, w którym rzecznik PLS-u wspólnie z szefem polskich arbitrów Wojciechem Maroszkiem analizują najbardziej sporne sytuacje, komentując przy okazji najgorętsze (około) ligowe zdarzenia.
Program był błyskawiczną odpowiedzią na burzę komentarzy po niezrozumiałych decyzjach sędziów, m.in. w spotkaniach 19. kolejki, pomiędzy Asseco Resovią Rzeszów a PGE Skrą Bełchatów oraz Jastrzębskim Węglem a ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle.

L - Ligowy dominator
Ich prymat był jeszcze wyraźniejszy niż przed rokiem, bo wtedy przegrali 5 razy, teraz mają na koncie zaledwie trzy porażki. Swoją siłę ZAKSA Kędzierzyn-Koźle potwierdziła też w Pucharze Polski, pokonując w finale Jastrzębski Węgiel 3:1. Ale podobnie jak przed rokiem, nie miała szczęścia w Lidze Mistrzów, gdzie rywalizację zakończyła po rundzie grupowej. Chyba jeszcze dziś siatkarzom z Opolszczyzny śnią się po nocach niewykorzystane piłki meczowe w spotkaniu z Cucine Lube Civitanovą. Dokładnie dziewięć. - Zmarnowaliśmy ogromną szansę. Prowadząc 24:20, taka drużyna jak nasza absolutnie musi umieć zakończyć rywalizację - skomentował przełykając gorycz niepowodzenia prezes Sebastian Świderski.
Trwający sezon w wykonaniu kędzierzynian na razie toczy się podobnie, jak poprzedni. Rok temu w końcówce rundy zasadniczej również pauzował Sam Deroo, który teraz powoli wraca do formy po urazie. Czy zdąży osiągnąć jej maksymalny pułap przed rywalizacją w strefie medalowej?

Ł - Łukasz Żygadło
Wicemistrz świata z 2006 roku, jeden z najbardziej utytułowanych w siatkówce klubowej polskich siatkarzy przed trwającym sezonem zasilił szeregi Stoczni Szczecin. A właściwie stał się wizytówką klubu, magnesem, który przyciągnął wielkie nazwiska - Mateja Kazijskiego i Radostina Stojczewa. Od pierwszych dni w Szczecinie Żygadło był integralną częścią nowego projektu, firmował go swoim wizerunkiem. Po grudniowym spotkaniu w Katowicach, przegranym przez jego zespół 0:3 ze łzami w oczach i niepewnością w głosie komentował sytuację swoją i kolegów, do końca wierząc w happy end. I to właśnie on zapłacił najwyższą cenę po upadku Stoczni, bo praktycznie jako jedyny nie znalazł nowego pracodawcy. On, triumfator Ligi Mistrzów, medalista mistrzostw globu znalazł się w sytuacji bez wyjścia. Zapłacił za swoją uczciwość i ufność z pogranicza naiwności. Po wielu latach tułaczki po świecie zdecydował się wrócić do PlusLigi i tutaj zakończyć swoją piękną i bogatą karierę, a tymczasem od połowy grudnia zamiast rzucać piłkę kolegom, zarzucił buty na kołku. Miejmy nadzieję, że nie definitywnie.

M - Mocny w gębie
Mamy nadzieję, że Daniel Pliński nie weźmie nam za złe powyższego określenia, tym bardziej że zostało ono użyte w dobrej wierze i niekoniecznie w sensie dosłownym. „Plina” zawsze mówił co myśli i nigdy nie owijał w bawełnę. Dlatego też jako siatkarz był dla dziennikarzy jednym z najbardziej pożądanych rozmówców, ale dla trenerów niemałą zmorą.
Ujmując rzecz alegorycznie, Daniel Pliński to aktualnie jeden z najlepszych obserwatorów i sprawozdawców siatkarskich wydarzeń. Z jednej strony szkoda więc, że od razu po zakończeniu kariery zawodniczej nie wskoczył na fotel trenera, a z drugiej dobrze, bo dzięki niemu komentowanie meczów zyskało nowy wymiar. Kiedy któryś z siatkarzy (często jego dobrych kolegów) gra źle, nie waha się o tym powiedzieć na wizji, ale gdy polski zespół walczy jak lew i odnosi sukces, trąbi o tym najgłośniej jak tylko się da. Tak było choćby w minioną środę, podczas spotkania PGE Skry z Zenitem Sankt Petersburg.

N - Największy wygrany
Nie jesteśmy chyba osamotnieni twierdząc, że największym wygranym rundy zasadniczej, a może i całego sezony jest trener Mark Lebedew. Doskonale pamiętamy okoliczności w jakich rozstał się z Jastrzębskim Węglem. Klub nie szczędził mu szorstkich słów, a on pokornie znosił medialny, negatywny szum. Nie komentował, nie ripostował, przynajmniej nie publicznie. W nowym sezonie objął stery w Aluronie Virtu Warcie Zawiercie i na wcześniejsze słowa krytyki pod swoim adresem odpowiedział w najlepszy możliwy sposób - bardzo dobrą postawą swoich podopiecznych, którzy bez wątpienia są największym objawieniem trwającego sezonu. Lebedew świetnie dogaduje się z dość krnąbrnym Michałem Masnym, z którym wspólnego języka nie znalazł choćby Andrea Anastasi. Świetnie poukładał swoje wirtualne klocki i być może już niebawem powtórzy sukces sprzed dwóch lat, gdy niespodziewanie wywalczył z Jastrzębskim Węglem brązowy medal mistrzostw Polski.

O - Obolała PlusLiga
Takiej plagi kontuzji, jak w trwającym sezonie nie było jeszcze nigdy. Urazy dotknęły większość drużyn, z dołu i z góry tabeli. Oszczędziły chyba tylko GKS Katowice i Aluron Virtu Wartę Zawiercie. Największe spustoszenie zasiały w szeregach mistrza Polski, który praktycznie od początku rozgrywek musiał łatać dziury w składzie. Mniejsze lub większe przerwy w grze mieli Patryk Czarnowski, Karol Kłos, Milad Ebadipour, Mariusz Wlazły, Artur Szalpuk, Renee Teppan, Jakub Kochanowski, David Fiel Rodriguez i Robert Milczarek. Zwykły pech czy mniej zwykły błąd w sztuce? Na to pytanie odpowiedź zna wyłącznie bełchatowski sztab szkoleniowy. Trzeba jednak oddać, że PGE Skra świetnie przetrwała ten burzliwy czas i chyba najlepiej spośród zespołów PlusLigi poradziła sobie z kłopotami.
Nieciekawie było też w Radomiu, gdzie problemy zdrowotne dopadły przede wszystkim rozgrywającego Dejana Vincica oraz atakującego Maksima Żygałowa, ale i tam obyło się bez większych strat. Gorzej było już w ZAKSIE Kędzierzyn-Koźle, Jastrzębskim Węglu czy Indykpolu AZS Olsztyn. Kędzierzynianie bez Sama Deroo wygrali wprawdzie Puchar Polski, ale odpadli z Ligi Mistrzów. Pomarańczowi z kolei w końcówce zasadniczych rozgrywek stracili Lukasa Kampę i Juliena Lyneela. Bez nich przegrali kluczowe mecze i zamiast cieszyć się bezpośrednim awansem do półfinałów, teraz będą bić się o nie z mocno odbudowaną mentalnie i fizycznie Skrą. Olsztynianie długo musieli sobie radzić bez Roberta Andringi, co udało im się średnio.

P - Prezes doskonały
Wszyscy kibice siatkówki z pewnością chcieliby, aby Paweł Zagumny okazał się prezesem doskonałym, ale czy tak będzie pokaże czas. Wybitny polski rozgrywający niedawno został prezesem Polskiej Ligi Siatkówki. Był to wybór tyleż zaskakujący, ileż obiecujący. Dla wizerunku polskiej ligi to doskonały ruch, bo „Gumę” zna i ceni cały siatkarski świat. Zagumny - siatkarz był dość niepokorny, mocno walczył o swoje i zazwyczaj wygrywał tę walkę. Oby Zagumny - prezes poszedł w jego ślady i osiągnął co najmniej takie sukcesy, jak Zagumny - siatkarz.
Należy dodać, że to już trzeci, a nawet czwarty prezes (bo przez moment tę funkcję pełnił w KSZO S.A Ostrowiec Świętokrzyski Grzegorz Szymański) z drużyny wicemistrzów świata z 2006 roku. Jako pierwszy wyzwanie przyjął Sebastian Świderski, z sukcesami. Kilka miesięcy temu Krzysztof Ignaczak podjął się (od)budowy potęgi w Rzeszowie. Na razie walczy z oporem materii, ale nikt przecież nie mówił, że droga przez prezesurę będzie usłana różami…

R - Resovia czyli historia upadku
Jeśli w Jastrzębskim Węglu nastąpiło w tym sezonie tąpnięcie, to w Asseco Resovii było potworne trzęsienie ziemi (i posad). Już po czterech kolejkach (i czterech porażkach) pracę stracił trener Andrzej Kowal - człowiek, który był związany z Resovią, tak się przynajmniej wydawało, węzłem nierozerwalnym. Potem do dymisji podał się prezes Bartosz Górski. Nowi na stanowiskach - Gheorghe Cretu i Krzysztof Ignaczak nie do końca mieli jednak pomysł jak poukładać te mocno porozrzucane rzeszowskie puzzle. Kibice siatkówki patrzyli tylko i kręcili głowami z niedowierzaniem, że zespół naszpikowany naprawdę klasowymi zawodnikami przez kilka tygodni okupował najniższe rejony w tabeli. W międzyczasie nastąpiła jeszcze zmiana rozgrywających - odszedł Rafael Redwitz, a jego miejsce zajął wychowanek klubu Łukasz Kozub. Zespół grał momentami świetnie, bo zdołał wywieźć punkty z Kędzierzyna-Koźla, ale częściej spisywał się grubo poniżej oczekiwań i możliwości. Ostatecznie, po marcowej porażce 0:3 z Cuprumem Lubin definitywnie zamknął sobie drogę do najlepszej szóstki.

S - Serce do walki
W tegorocznych rozgrywkach ligowych z dobrej strony pokazało się wielu zawodników, ale było kilku, którzy wywarli szczególne wrażenie i mieli ogromny wpływa na jakość gry swojego zespołu. Na pewno w ścisłej czołówce znalazł się Julien Lyneel, który niemal przez całą rundę zasadniczą był motorem napędowym Jastrzębskiego Węgla, jego liderem, sercem i duszą. Jak ważnym ogniwem jest w drużynie dobitnie pokazały dwa mecze - finał Pucharu Polski, w którym zagrał bardzo słabo oraz wyjazdowa potyczka z ONICO Warszawą, w której ze względu na uraz w ogóle nie było go na boisku. Obydwie konfrontacje jastrzębianie przegrali.
Niemniej ważnymi postaciami w swoich drużynach byli Bartosz Kurek w ONICO, Milad Ebadipour w Skrze Bełchatów, Benjamin Toniutti w kędzierzyńskiej ZAKSIE czy Dejan Vincic w Czarnych Radom.

T - Trend na Polaków
Jeśli wszystkie spekulacje transferowe znajdą potwierdzenie w realnych umowach, to w nowym sezonie będziemy świadkami prawdziwej ekspansji polskiej myśli szkoleniowej. Michał Mieszko Gogol w Bełchatowie, Piotr Gruszka w Rzeszowie, Jakub Bednaruk w Będzinie, Robert Prygiel w Radomiu, Dariusz Daszkiewicz w Katowicach, Michał Winiarski w Gdańsku. O polskim kierunku mówi się także w Bydgoszczy. Po raz pierwszy w historii rozgrywek aż (minimum) sześciu rodzimych trenerów będzie konkurować z zagranicznymi. Co ciekawe, po Polaków odważnie sięgnęły kluby z wysokimi aspiracjami i budżetami, co niewątpliwie jest godne odnotowania.
Za polskich trenerów mocno trzymamy kciuki i wierzymy, że nie jest to chwilowy trend, ale początek nowej, dobrej tradycji. Mamy też nadzieję, że wszyscy oni potwierdzą wynikami w lidze swoją wartość i udowodnią, że hasło „teraz Polska” ma głęboki sens.

U - Uwaga przebudzenie
Wśród polskich atakujących konkurencja jest spora, a poprzeczka została zawieszona wysoko w górze. Tak wysoko, że chociaż Maciej Muzaj mierzy 208 cm, długo nie potrafił „doskoczyć” do tego najwyższego pułapu. Przed sezonem trafił pod skrzydła Andrei Anastasiego i zdaniem wielu ekspertów, była to dla niego ostatniej szansa - albo w końcu wybije się ponad normę, albo już na stałe ugrzęźnie w przeciętności. Głosów, które mówiły, że jeśli Anastasi nie przełamie niemocy Mazaja, bo ta sztuka nie uda się już nikomu było sporo, jeszcze całkiem niedawno. Jednak po ostatnich meczach w wykonaniu atakującego widać, że choć proces był długi (i zapewne żmudny w codziennej pracy), zakończył się sukcesem. Na naszych oczach, w spotkaniach niezwykle ciężkiej wagi, bo w walce o półfinał Ligi Mistrzów z Zenitem Kazań, Maciej Muzaj z chłopca stawał się mężczyzną. Tak, wiemy, nie skończył piłki meczowej na miarę awansu, ale jesteśmy przekonani, że gdy za rok zdarzy mu się podobna okazja, nie zmarnuje jej.
Sporo dobrego dzieje się w tym sezonie także u Mateusza Malinowskiego, który przez kilka ostatnich lat był głównie zawodnikiem zmianowym. W tym roku walczy o prymat z Grzegorzem Boćkiem i coraz częściej tę rywalizację wygrywa. Co godne podkreślenia, wygrywa ją w bardzo dobrym stylu.

W - Walkower
Był blisko, ale na szczęście do niego nie doszło. Wszystko dlatego, że pod koniec grudnia podopieczni Roberta Prygla z Cerradu Czarnych Radom zostali bez rozgrywającego. Vincic złapał kontuzję, a Reto Giger pojechał na zgrupowanie reprezentacji Szwajcarii przed kwalifikacjami do mistrzostw Kontynentu. Przez kilka meczów Słoweniec grał na środkach przeciwbólowych, ale w końcu poległ, tuż przed spotkaniem 14. kolejki 29 grudnia z Jastrzębskim Węglem. Radomianie prosili rywali o przełożenie starcia, ale uzyskali odmowną odpowiedź. Prezes Gorol tłumaczył potem, że zbyt późno dowiedział się o prośbie radomian i nie był w stanie odwołać rozpoczętych już przygotowań związanych z organizacją spotkania. Podkreślił, że w jego działaniach nie było złej woli. Trener Prygiel rozważał oddanie spotkania walkowerem, ale ostatecznie jego zespół pojechał na Śląsk. Wyłącznie dlatego, że Giger prawie uciekł ze zgrupowania kadry, by poprowadzić grę swojej drużyny. Sytuacja dość kontrowersyjna i oby podobne już się nie zdarzały.

Z - Zaczynamy!
Bez wątpienia runda zasadnicza sezonu 2018/19 była jedną z najbarwniejszych w historii, a paleta barw mieniła się szeroką gamą kolorów - od szczecińskiej czerni, przez będzińską szarość, po bełchatowski róż. Ale to, co najlepsze w siatkówce, co jest jej solą, dopiero przed nami. 27 marca ruszają play-offy. Dwa zespoły - ZAKSA i ONICO są już w półfinale i mogą spokojnie przygotowywać się do decydujących batalii. Cztery kolejne - Jastrzębski Węgiel, Cerrad Czarni Radom, Aluron Virtu Warta Zawiercie i PGE Skra Bełchatów marzą, by znaleźć się w gronie najlepszych. U jednego z przedsezonowych faworytów, Jastrzębskiego Węgla lub PGE Skry marzenia o medalach już niebawem legną w gruzach.




* opracowała Ilona Kobus, plusliga.pl

Dodaj do:
Wykop

Dodaj komentarz

Aby móc komentować, musisz być zalogowany.

Zaloguj się, albo gdy nie masz jeszcze konta Zarejestruj się

Logowanie

Siatkówka

PlusLiga

Najnowsze galerie

Newsletter

Ostatnio zarejestrowani

Polecane