PlusLiga | 2019-03-06 09:40:19 | Nadesłał: Danka Albrecht | Źrodlo: skra.pl
- Wierzę, że mimo tych trudności, które nas spotkały, to w maju będziemy się cieszyli z kolejnego sukcesu - mówi Konrad Piechocki, prezes PGE Skry Bełchatów, który wrócił do klubu po dłuższym urlopie zdrowotnym.
Wrócił Pan po dziewięciotygodniowym urlopie i PGE Skra awansowała do ćwierćfinałów Ligi Mistrzów, do tego wróciła z piekła do nieba w Radomiu. Widocznie brakowało Pana w klubie...
Konrad Piechocki: - Dziękuję, że tak mówisz, ale wolałbym jednak inny urlop (śmiech). Na pewno niezmiernie się cieszę, że mogę wrócić do klubu. Były moje problemy ze zdrowiem, ale były też problemy w klubie, więc chwała chłopakom i sztabowi, na czele z trenerem Roberto Piazzą, bo od grudnia znaleźliśmy się w bardzo trudnym położeniu. Nie wiemy, jak to się skończy, ale za to wszystko, co się wydarzyło, zespołowi i sztabowi należy się ogromny szacunek. Krótko mówiąc: nie pękliśmy. Nie pojawiła się żadna rysa, żadna chwila zwątpienia. Nie narzekaliśmy też, jak nam ciężko, tylko po prostu pracowaliśmy. Z jednej strony jest nam bardzo przykro, bo to jeden z trudniejszych sezonów, jaki spotkał PGE Skrę. Mieliśmy pięć kontuzji w drużynie, w tym jak znaczących graczy jak przyjmujący Milad Ebadipour i Artur Szalpuk oraz atakujący Mariusz Wlazły. Nie ma zespołu na świecie, nawet z tych najmocniejszych, który przeszedłby przy takich problemach suchą stopą. To po prostu niemożliwe, żeby coś się nie zachwiało, gdy wyjmiemy trzech kluczowych zawodników. z wyjściowej szóstki. Cieszy to, że krytyczne głosy, że nie mamy rezerw, które mogą w przekroju sezonu pomóc drużynie, okazały się nieprawdą. Chłopaki wytrzymali presję i zostawiają serce na boisku. Mówię tu m.in. o Milanie Katiciu, Piotrze Orczyku czy Renee Teppanie. Wszyscy bardzo pomogli drużynie, bo cały czas jesteśmy w walce. Trochę uśmiechnęło się też do nas szczęście, bo w Lidze Mistrzów nie wszystko zależało od nas. Tak to się jednak poukładało, że ostatecznie dostaliśmy się do najlepszej ósemki w Europie, co niezmiernie cieszy. Sprawa cały czas jest otwarta, więc zobaczymy, co z tego wyjdzie. Walczymy też o najlepszą szóstkę w PlusLidze, a przed nami kluczowe mecze. Nie popadamy w hurraoptymizm, bo trzeba utrzymać koncentrację, żeby zagrać bardzo dobre spotkania, w co oczywiście głęboko wierzę.
Jak z Pana zdrowiem?
- Po raz pierwszy do hali Energia, po przerwie spowodowanej problemami zdrowotnymi, przyszedłem w środę na mecz z Berlinem Recycling Volleys. Nie ma się co już nad tym rozwodzić. Nie ma większych przeciwwskazań, żebym nie mógł pracować, chociaż mecze mi nie pomagają, bo gramy dużo tie-breaków (śmiech). To są trudne spotkania, ale jeśli ma być zawsze taki finał, to chyba dam radę. Odbyłem już rozmowę ze sztabem szkoleniowym, czyli trenerami Piazzą i Michałem Winiarskim na temat aktualnej sytuacji drużyny. Nakreśliliśmy sobie plan na kilka najbliższych tygodni i będziemy pracować. Zbieramy szyki, łącznie ze mną, a wszystko po to, by jak najlepiej zakończyć ten sezon.
Widać, że Pan odpoczął, ale pewnie trudno było uciec od pracy.
- Oczywiście, że nie było to łatwe. Musiałem uważać, ale cały czas byliśmy w kontakcie. Cała administracja, na czele z wiceprezesem Grzegorzem Stawinogą, wykonywała codzienną pracę. Pod moją nieobecność kontaktowaliśmy się i ustalaliśmy plan działania. Wszystkim dziękuję za wkład pracy i postawę przez ten czas, bo był to trudny czas nie tylko dla mnie, ale dla całego klubu. Wróciłem ja, wracają też zawodnicy, ale to jeszcze nic nie znaczy. Jest rzecz dokonana, czyli ósemka w Lidze Mistrzów, ale utrzymujemy walkę, żeby znaleźć się w szóstce PlusLigi i utrzymać się w walce o mistrzostwo Polski.
*więcej na skra.pl
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.