PlusLiga | 2017-12-15 09:30:40 | Nadesłał: Agnieszka Kaźmierska | Źrodlo: inf. prasowa
- Po grze w Danii chciałem pojechać gdzieś indziej i przy okazji jeszcze trochę pozwiedzać, jak najwięcej grać. Ale pojawiła się fajna propozycja z Zawiercia, wróciłem do Polski. Myślę, że była to najlepsza decyzja, jaką mogłem podjąć. To też pierwszy klub, w którym przedłużyłem umowę. Jestem tutaj naprawdę szczęśliwy i uważam, że mógłbym tu grać choćby i do końca kariery – mówi Kacper Popik, rozgrywający Aluronu Virtu Warty Zawiercie. 25-latek w przeszłości reprezentował m.in. barwy… poniedziałkowego rywala Jurajskich Rycerzy – BBTS-u Bielsko-Biała.
W poniedziałek jedziecie do Bielska-Białej. To właśnie tam się urodziłeś, a także rozwijałeś swoją karierę. Trudno uwierzyć, że będzie to zatem dla Ciebie mecz jak każdy inny.
- Nie wiem, nie wydaje mi się, by miało to być wyjątkowe spotkanie. Byłem tam pięć lat temu, przez jeden sezon. Zawsze sercem byłem za Bielskiem i kibicowałem, ale chyba nie będzie wielkich podtekstów.
Również w Bielsku-Białej dużą część zawodniczej i trenerskiej kariery spędził Twój ojciec, aktualnie szkoleniowiec juniorek reprezentacji Polski – Wiesław Popik. Czy ze względu na to masz dwóch trenerów i dostajesz uwagi nie tylko od Emanuele Zaniniego, ale też od taty?
- Tak to wygląda. W klubie trenuję i się uczę, ale rodzinnie także codziennie rozmawiamy o tym, co było na treningu. Jak to znoszę? Kiedyś miałem tych uwag dość. Teraz wiem, że tata chce dla mnie jak najlepiej, a wszystkie sugestie są po to, bym mógł coś poprawić i by było to dla mnie z korzyścią.
Ojciec od najmłodszych lat motywował Cię, byś poszedł jego śladami?
- Niezupełnie tak było. Siatkówką tak na poważnie zainteresowałem się dopiero w gimnazjum czy liceum. Wcześniej wydawało mi się, że gram tylko dlatego, iż tata mi kazał. (uśmiech)
Przed przyjściem do Zawiercia grałeś w Danii, a właściwie pracowałeś i po pracy grałeś. Jak wspominasz tamten rozdział Twojego życia i kariery?
- Było bardzo ciężko. Trzeba było normalnie chodzić do pracy na osiem-dziewięć godzin pięć dni w tygodniu i te treningi też nie były takie, jakie powinny być. Ćwiczyliśmy trzy-cztery razy w tygodniu, czasem nie mając nawet dwunastu osób do trenowania. To był taki półamatorski klub, ale bardzo się cieszę, że udało mi się stamtąd wyrwać.
Pracowałeś w celach zarobkowych czy to był warunek Twojej gry w klubie?
- Było powiedziane, że siatkówka jest na pierwszym miejscu, a praca na drugim. Miała służyć temu, żeby móc się tam utrzymywać, bo w klubie nie dostaje się pieniędzy. Okazało się jednak, że na pierwszym miejscu jest praca, a na drugim siatkówka.
Podobno rozważałeś kariery w kolejnych krajach, a jednak wróciłeś na polskie parkiety. Po raz drugi podjąłbyś taką samą decyzję?
- Karierę to ma Mariusz Wlazły, a ja – jak mawia mi mój tata – mam przygodę. (śmiech) Rzeczywiście chciałem pojechać gdzieś indziej i przy okazji jeszcze trochę pozwiedzać, jak najwięcej grać. Ale pojawiła się fajna propozycja z Zawiercia. Myślę, że to była najlepsza decyzja, jaką mogłem podjąć, a na wyjazd za granicę mam jeszcze czas.
Jak odnalazłeś się po powrocie do polskiej rzeczywistości, tej sportowej i nie tylko?
- To był tylko rok, więc nie było to jakimś większym wyzwaniem.
Ciągle myślisz o tym, by w przyszłości grać w ligach zagranicznych czy zmieniłeś podejście?
- Zmieniłem, na razie tego nie potrzebuję. Jeśli będę miał fajny klub w Polsce i będzie mi się tutaj dobrze grało, nie ma sensu wyjeżdżać.
Awans z Aluronem Virtu Wartą, historyczny sezon w PlusLidze. Może to właśnie w Zawierciu widzisz się na dłużej?
- To chyba pytanie bardziej do Zarządu. (uśmiech) To jednak pierwszy klub w moim życiu, w którym przedłużyłem umowę na drugi sezon. Jestem tutaj naprawdę szczęśliwy. Dobrze się tu czuję i uważam, że mógłbym tu grać choćby i do końca kariery.
Wychodząc na chwilę z hali, jak Kacper Popik spędza czas poza boiskiem? Co lubisz robić w wolnych chwilach? Wydajesz się spokojną osobą, „na pudelku” o Tobie nie przeczytamy.
- Siostra się ze mnie śmieje, że nie istnieję w mediach społecznościowych, więc nikt nie wie, co się dzieje. Żyję raczej tak jak większość osób, do tego studiuję. Jest czas na to, by posiedzieć ze znajomymi i czas na regenerację. Kiedyś grywałem na konsoli, później mi się znudziła. Lubię za to oglądać filmy, seriale, przeczytać ciekawą książkę.
Na koniec wróćmy jeszcze do poniedziałkowego meczu. BBTS w ostatnich tygodniach pokazał, że nie można go lekceważyć. Jednak jedziecie tam w roli faworytów i wiele osób będzie oczekiwało pokaźnej zdobyczy punktowej, jeśli nie kompletu oczek.
- Jedziemy tam walczyć o swoje. Teraz mamy właśnie mecze z rywalami, z którymi teoretycznie powinniśmy wygrywać i z pewnością jesteśmy w stanie nawiązać walkę. Nie jedziemy z nastawieniem, że bierzemy trzy punkty i wracamy do domu, tylko walczyć i dać z siebie maksa. A kibice na pewno nam pomogą.
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.