PlusLiga | 2017-11-04 13:37:22 | Nadesłał: Agnieszka Kaźmierska | Źrodlo: Aluron Virtu Warta Zawiercie
- Etap Szczecina jest już zamknięty, a żona przyjechała razem ze mną, więc będziemy mogli w końcu na spokojnie trochę się ustatkować i poczuć to Zawiercie rodzinnie. Powoli potrzebuję i oczekuję stabilizacji. Wierzę, że moja przygoda w Zawierciu nie skończy się na kilku miesiącach – mówi Maciej Zajder. Środkowy Aluronu Virtu Warty wzmocnił beniaminka PlusLigi już po rozpoczęciu sezonu.
„Lubię częste zmiany i nowe wyzwania” – powiedziałeś kiedyś na stronie Twojego byłego klubu z Warszawy. To znaczy, że przy Blanowskiej chcesz zakotwiczyć tylko na jeden sezon?
- W Warszawie grałem już kilka dobrych sezonów temu, od tego czasu sporo się zmieniło. Oczywiście bardzo lubię nowe wyzwania, a także adrenalinę i ekscytację związaną z przenosinami do nowego klubu, nowego miejsca. Jednak na pewno nie jestem już zawodnikiem dwudziestoletnim, wkrótce pojawi się trójka z przodu. Tej stabilizacji powoli potrzebuję i oczekuję. Mam nadzieję, że moja przygoda w Zawierciu nie skończy się na kilku miesiącach.
Jak odbierasz zamianę Szczecina na Zawiercie? W nowym mieście jest spokojniej?
- Miasto jest zdecydowanie spokojniejsze, a życie wolniejsze. Ma to swoje plusy. Życie jest tu oczywiście zupełnie inne od tego w dużym mieście – takim jak choćby Szczecin, gdzie pęd jest większy. Czasem taka zmiana na trochę mniejsze obroty i spokojniejszy tryb życia, a większe skupienie się na siatkówce, może być bardzo pozytywna dla mnie jako człowieka i zawodnika. Z pewnością niezwykle korzystne jest też to, że w takim niewielkim mieście wszyscy żyją tą siatkówką i PlusLigą. Spotykam się z wieloma ciepłymi słowami od kibiców czy z pytaniami o to, jak drużyna wygląda od środka, o kolejne mecze. To bardzo miłe, sympatyczne i tym bardziej mobilizuje do jeszcze lepszej gry.
Przeprowadziłeś się sam?
- Niestety ze względu na to, że cała przeprowadzka odbywała się już po rozpoczęciu sezonu, pojawiło się trochę problemów logistycznych, bo obowiązki sportowe trzeba było połączyć z tematem przeprowadzki. Teraz etap Szczecina jest już zamknięty, a żona przyjechała razem ze mną, więc będziemy mogli w końcu na spokojnie trochę się ustatkować i poczuć to Zawiercie rodzinnie. W kwestii psa miałem już udane podejście. (uśmiech) Niestety nasze plany uległy zmianie, a na całej sytuacji skorzystali moi rodzice. Już wiele lat temu zostali w domu beze mnie i bez mojej siostry, więc sytuację z nowym psim lokatorem odebrali bardzo pozytywnie. Dzieci jeszcze nie mamy, ale kto wie, co przyniesie przyszłość.
To prawda, że pasjonujesz się fotografią? Zawiercie z aparatem w ręce już zwiedziłeś?
- Faktycznie fotografia jest jednym z wielu moich zainteresowań. Bardzo lubię robić zdjęcia, lecz sportowy tryb życia nie zawsze pozwala na realizację innych hobby. Dlatego na fotografii skupiam się głównie w trakcie wakacji, bo wstawanie o czwartej rano, żeby uchwycić ciekawy moment – a widziałem już trochę interesujących zawierciańskich krajobrazów pod kątem zdjęć – nie wpłynęłoby korzystnie na to, by później dobrze prezentować się na treningu. Zatem w trakcie sezonu wszystkie inne rzeczy muszą zejść na dalszy plan, natomiast po zakończeniu rozgrywek na pewno jeszcze kilka pejzaży tutaj uchwycę.
Jak wrażenia po pierwszych dwóch spotkaniach w barwach Żółto-Zielonych? Czujesz się już pełnoprawnym Jurajskim Rycerzem?
- Tak. Wydaje mi się, że w obliczu rzadziej spotykanej sytuacji zmiany klubu już po rozpoczęciu sezonu drużyna mnie zaakceptowała i traktuje mnie jak pełnoprawnego członka zespołu, ja też już się nim czuję. Zatem wkomponowywanie się w drużynę przebiegło bardzo szybko. Jeśli chodzi o mecze, wrażenia są bardzo pozytywne. Sądzę, że będziemy ekipą, która z każdym rywalem może powalczyć i sprawić niespodziankę. Choć trzeba brać poprawkę i na to, że nasza drużyna się krystalizuje, nabiera doświadczenia w PlusLidze. Chęć dania z siebie wszystkiego i pokazania pełni możliwości nie zawsze muszą przełożyć się na mecz. Czasem gorąca głowa czy trochę „zagotowania”, brak doświadczenia, mogą przynieść moment słabszej gry. Wydaje mi się jednak, że kibice przychodząc na nasze spotkania nie powinni być zawiedzeni, a wręcz przeciwnie – powinni razem z nami cieszyć się z tego, że gramy w siatkówkę i staramy się najlepiej jak potrafimy. A to jaki będzie efekt końcowy tych naszych starań zależy też czasami od przeciwnika.
Masz na koncie m.in. srebro Uniwersjady w Kazaniu i powołanie do szerokiej kadry Andrei Anastasiego. Myślisz, że w przyszłości będziesz miał jeszcze szansę zagrać z orzełkiem na piersi?
- Oczywiście dla mnie jako dla sportowca i osoby ambitnej zawsze marzeniem było reprezentowanie kraju. Bardzo bym się cieszył, gdyby w przyszłości taka możliwość się pojawiła. Po pierwsze świadczyłoby to o moim dobrym zdrowiu, regularnej grze w klubie i wysokiej dyspozycji, a po drugie spełniłoby się jedno ze sportowych marzeń. Oprócz tego, że jestem sportowcem i osobą ambitną, jestem też jednak realistą. Rywalizacja na pozycji środkowego jest bardzo zacięta nie tylko w naszym klubie, ale również w reprezentacji Polski. Wydaje mi się, że na środku mamy prawdziwe problemy bogactwa, bo wybór czterech czy pięciu środkowych do składu kadry narodowej jest bardzo trudny, gdyż jest co najmniej dziesięciu czy kilkunastu chłopaków, którzy spokojnie znaleźliby miejsce w wielu reprezentacjach narodowych. Bardzo mocno atakują młodzi, jak choćby Kochanowski, Bieniek, Lemański. To zawodnicy, którzy dopiero nabierają tego doświadczenia, a już bardzo wiele wnieśli do reprezentacji. Do tego mamy graczy doświadczonych, jak Marcin Możdżonek, Piotrek Nowakowski, Karol Kłos, Grzesiek Kosok. I tak można wyliczać w nieskończoność. Co tyczy się mojej skromnej osoby, chciałbym jeszcze kiedyś powalczyć o miejsce w reprezentacji, natomiast wiem, że będzie o to bardzo trudno. Tymczasem moje cele i marzenia mogę przenieść na parkiet ligowy, starając się spełnić na nim w jak największym stopniu.
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.