PlusLiga | 2017-10-27 19:43:10 | Nadesłał: Agnieszka Kaźmierska | Źrodlo: inf. własna
W meczu Trefla Gdańsk z MKS-em Będzin Marcin Waliński był wiodącą postacią w drużynie z południa Polski. Przyjmujący będzińskiej drużyny zanotował na swoim koncie 21 punktów, tym samym zostając najlepiej punktującym graczem całego spotkania, jednak po zakończonym pojedynku nie miał on powodów do radości – jego klub przegrał do zera z drużyną Anastasiego. – W trzecim secie była szansa, której nie wykorzystaliśmy i to na pewno boli – mówił Marcin Waliński.
Będzinianie przegrali spotkanie w trzech setach, nie zdobywając przy tym żadnego punktu do ligowej tabeli. Czy siatkarze MKS-u byli zadowoleni ze swojej gry? – Ciężko powiedzieć czy jesteśmy zadowoleni z gry. Na pewno nie z końcówek, które gdzieś nam pouciekały. Musimy się na tym skupić, bo jest to nasza zmora i na pewno bardzo nam to przeszkadzało w grze. Nie oszukujmy się, ciężko jest grać, kiedy gdzieś tam wygrywamy w secie 22:19 i nagle przegrywamy. To trochę podłamuje człowieka, ale walczymy dalej – musimy, nie mamy opcji.
Ciężko nie zauważyć falującej formy w przypadku będzinian. Kilka kolejek temu pokonali warszawiaków, którzy w tym sezonie mają naprawdę mocny skład. Z kolei w Gdańsku będzinianie odnieśli klęskę. Z czego wynika tak nierówna gra ekipy Stelio De Rocco? – Z Warszawą graliśmy u siebie. We własnej hali czujemy się trochę inaczej. Nie ma na to reguły. Liga jest na tyle zwariowana, że każdy może wygrać z każdym. Mogliśmy wygrać tego pierwszego i trzeciego seta, tylko zabrakło nam „chłodnej głowy”. I w zasadzie tylko tyle. A mecz z Warszawą graliśmy u siebie, czyli tam, gdzie czujemy się pewniej, może w tym tkwi zalążek prawdy. Ciężko jest powiedzieć.
Brak „zimnej krwi” w końcówkach poszczególnych setów, siatkarze mogli zniwelować dzięki dobrej grze na zagrywce. MKS Będzin w tym elemencie zdobył 6 punktów, z czego połowę wywalczył właśnie Waliński. – Takie było założenie. Musieliśmy odrzucić rywala od siatki, bo dysponują dobrym rozgrywającym, który mając piłkę przy siatce, mógłby nas porozrzucać. Wszystkie założenia, które mieliśmy na mecz, wykonaliśmy. A końcówki? Czasem nie dopisywało nam w nich szczęścia. Ciężko jest grać, kiedy prowadzi się 22:19, a potem się przegrywa. W trzecim secie była szansa, której nie wykorzystaliśmy i to na pewno boli.
Przyjmujący był zdecydowanym bohaterem w drużynie MKS nie tylko w kontekście całego spotkania, ale przede wszystkim w trzecim secie. Wówczas wziął na siebie ciężar gry całego zespołu. – Staram się robić to, co do mnie należy – przyjmować i atakować, wspierać cały zespół tak, jak tylko mogę. Jeśli mam dobry dzień, to więcej piłek idzie do mnie. Z rozgrywającym mamy dobre „połączenie”, jesteśmy dobrymi kolegami na i poza boiskiem. Ktoś musi ciągnąć grę całego zespołu. To nie jest tak, że nagle padło na mnie i w kolejnych meczach też będę zdobywał punkty. Po prostu dzisiaj czułem się dobrze, rozgrywający też to czuł – zakończył zawodnik.
* zebrała i opracowała Agnieszka Kaźmierska (przegladligowy.com)
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.