PlusLiga | 2017-05-05 13:35:17 | Nadesłał: Agnieszka Kaźmierska | Źrodlo: MKS Będzin
To był z pewnością udany sezon dla Michała Potery. Pochodzący z Rybnika libero MKS Będzin był mocnym punktem drużyny w minionym sezonie. – MKS Będzin się rozwija, jest profesjonalnym klubem, zwłaszcza jeśli chodzi o dbałość o młodych graczy – mówił Michał Potera.
Po sezonie czas na zasłużony odpoczynek. W planach jest siatkówka plażowa?
- Na razie muszę odpocząć po sezonie, ale nie ma mowy o siedzeniu na tyłku… Co do ewentualnej gry na „plaży”, to musi być nas czterech, by wystartować w imprezie. Trudno więc powiedzieć, czy z tego coś wyjdzie. Teraz staram się aktywnie wypoczywać, jeżdżę na rowerze, biegam. Głównie ogólnorozwojówka. Siatkówki jest jakby trochę mniej, ale to zależy także od pogody. W czerwcu zabieram żonę do Włoch na jakiś tydzień. Trzeba solidnie wypocząć.
Wróćmy do kwestii czysto sportowych. To dla ciebie drugi pobyt w będzińskim klubie. Wcześniej reprezentowałeś go w latach 2006-2012, gdy w tym mieście dopiero zaczęto marzyć o grze w siatkarskiej ekstraklasie. Jak odbierasz MKS Będzin, który przeszedł tak poważny lifting?
- Teraz to zupełnie inny klub. Wtedy była niższa liga, zupełnie inne warunki. Po grze w Politechnice Warszawskiej i Olsztynie wróciłem do tego samego miasta, a mówiąc dokładniej – do Sosnowca, gdzie rozgrywamy swoje mecze. MKS Będzin się rozwija, jest profesjonalnym klubem, zwłaszcza jeśli chodzi o dbałość o młodych graczy.
Przed obecnym sezonem w jednym z wywiadów określiłeś MKS słowem „przebojowy”.
– Z tą przebojowością różnie bywa, ale generalnie podtrzymuję tę opinię. Przede wszystkim jesteśmy jednym z najmłodszych zespołów w PlusLidze. Mamy dwóch młodych rozgrywających, Amerykanina Jonaha Seifa i Łukasza Kozuba. Sprawdzili się w trakcie rozgrywek, a tych atutów mamy więcej. Młodzi zawodnicy podołali zadaniu. Podjęliśmy walkę z każdym rywalem, także z zespołami z czuba tabeli. Jedynie z Resovią nam nie idzie – przegraliśmy z nią wszystkie sześć spotkań ligowych.
Współpraca ze Stelio DeRocco, kanadyjskim trenerem MKS-u, dała ci wymierne korzyści?
– To bardzo pozytywny człowiek i trener. Nawet po porażce, takiej jak ta z Resovią na swoim parkiecie, potrafił znaleźć pozytywy. Bariera językowa? Nie ma czegoś takiego. Co prawda jedni w zespole mówią po angielsku lepiej, inni gorzej, ale potrafimy swobodnie komunikować się z trenerem. Na boisku rozmawiamy po angielsku, by rozumieli nas obcokrajowcy. Gdy nowy zawodnik przychodzi do MKS-u, musi nie tylko dobrze grać w siatkówkę, ale i dobrze mówić po angielsku (śmiech).
Do tej pory miałeś na koncie tylko występy w drugiej reprezentacji Polski. Może czas wskoczyć na wyższy poziom…
– Staram się w każdym meczu, pracuję ciężko na treningach, ale reszta już ode mnie nie zależy. Nowy trener kadry powołał szeroki skład, ale mnie w nim nie było. Ferdinando De Giorgi ma swoich zawodników na pozycji libero, swoje pomysły, choć nie ukrywam, że byłoby fantastycznie, gdybym dostał kiedyś powołanie.
W tym sezonie grałeś z „13” na koszulce. To szczęśliwy numer?
– Od 10 lat grałem zawsze z „14” na plecach. Ale jak wróciłem do Będzina, to okazało się, że Kuba Peszko ma ten numer. No to wziąłem najbliższy numer wolny, a była nim „trzynastka”. Już się do niej przyzwyczaiłem, przynosi mi szczęście. A co do pecha, to koszulki ani nigdy nie zapomniałem, ani nie… zgubiłem jej przed meczem.
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.