PlusLiga | 2017-04-16 14:21:16 | Nadesłał: Agnieszka Kaźmierska | Źrodlo: plusliga.pl
- Obecna formuła chyba się wyczerpała i należy zrobić kolejny krok - mówi jeden z najlepszych polskich trenerów młodego pokolenia, podsumowując właśnie zakończony, prawie dziewięcioletni etap pracy w Politechnice Warszawskiej. Zdradza też dlaczego nie podpisał kontraktu z mistrzem Polski oraz co było jego największym sukcesem i porażką w pracy z 9. ekipą trwającego sezonu.
PLUSLIGA.PL: ONICO AZS Politechnika Warszawska zakończyła sezon na 9. miejscu, po pokonaniu w złotym secie GKS-u Katowice. Obydwa zespoły biły się w dwumeczu do upadłego.
JAKUB BEDNARUK: To jest kształtowanie charakterów, a charakter zespołu buduje się latami, tak przynajmniej było w moim przypadku, w Warszawie. Piotrkowi Gruszce poszło szybciej. Polega to na tym, że drużyna zawsze ma grać o zwycięstwo, niezależnie od rangi rywalizacji. To dziewiąte miejsce nic nam nie dało, no może satysfakcję, że skończyliśmy zmagania oczko wyżej niż nasz ostatni ligowy rywal. Cztery poprzednie sezony kończyliśmy przegraną, teraz, na zakończenie mojej przygody w Politechnice, w końcu zwycięstwo.
Pięć lat temu rozpoczął pan projekt „Politechnika Warszawska”, firmując go swoim nazwiskiem. To był udany projekt?
- Nie wstydzę się tego, co zdarzyło się przez ostatnie pięć lat, zresztą z całej Polski dostawałem i dostaję słowa wsparcia. Nawet przypadkowi ludzie, którzy siatkówkę oglądają raz w tygodniu, spytani o pierwsze skojarzenie z Politechniką, odpowiadają: Bednaruk, ten wariat. To dobrze. Na początku w ogóle nie mieliśmy funduszy na marketing, więc wymyślaliśmy różne rzeczy i walczyliśmy o swoje miejsce w sportowej Warszawie, co wbrew pozorom wcale nie było łatwe. Niektóre kluby, szczególnie w mniejszych miastach mają znacznie prościej, bo nie ma tam zbyt wielu rozrywek. W stolicy musieliśmy konkurować nie tylko z Legią, choć i tak ta walka była z góry skazana na porażkę. Człowiek, który przeznacza na weekendowe „szaleństwo” 40 zł, ma do wyboru dwa tysiące atrakcji i my musieliśmy go jakoś skłonić, by zechciał wydać te pieniądze na siatkówkę. Żeby pomyślał: nie wygrywają, ale są fajni, może warto zobaczyć ich mecz. Przekonanie ludzi do Politechniki zajęło nam mnóstwo czasu. Sporo przy tym dostałem po głowie, bo wiele razy słyszałem, że jestem lanserem nie trenerem.
Aktywność w mediach społecznościowych była elementem pana pracy?
- To była przemyślana inicjatywa. Trzeba sobie zdać sprawę, że w dzisiejszych czasach trener to nie tylko gwizdek i trening, że cały klub to jedna, wielka machina. Myśmy tę warszawską machinę tak rozruszali, że moim zdaniem, nasze show na Torwarze jest jednym z najlepszych w Polsce, przynajmniej jeśli chodzi o gry zespołowe. Zrobiliśmy mnóstwo rzeczy, które nie wymagały nakładów finansowych, a tylko naszego czasu i chęci. Bardzo chciałbym podziękować chłopakom, bo wielokrotnie poświęcali swój czas na różne pozasportowe aktywności - po to, żeby klub stał się rozpoznawalny.
* rozmawiała Ilona Kobus (plusliga.pl)
** więcej na plusliga.pl
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.