PlusLiga | 2017-03-14 12:36:18 | Nadesłał: Danka Albrecht | Źrodlo: plusliga.pl
To już trzeci sezon włoskiego szkoleniowca w ekipie LOTOSU Trefla Gdańsk. Od momentu przejęcia zespołu przez Anastasiego można mówić o nowej jakości siatkówki w Gdańsku. - Nie jesteśmy jedną z drużyn z wielkim budżetem, ale mamy pomysł na to jak budować zespół – przyznaje Andrea Anastasi.
Czy w obecnej chwili jest trudniej o osiągnięcie dobrego wyniku w PlusLidze niż w sezonie, w którym rozpoczął pan współpracę z zespołem z Gdańska?
ANDREA ANASTASI: Przede wszystkim mamy zupełnie inny zespół w Gdańsku. Szczególnie w tym sezonie. Nie utrzymaliśmy w klubie zawodników, którzy grali bardzo ważną rolę – Murphego Troya i Sebastiana Schwarza. Sebastian wybrał ofertę z Rosji, a kilka tygodni temu wrócił do Polski i gra teraz dla Jastrzębskiego Węgla. Było nam bardzo ciężko zbudować zespół, ponieważ nie wiedzieliśmy ile funduszy możemy na to przeznaczyć, więc w pewnym momencie musieliśmy wstrzymać się z zakontraktowaniem nowych graczy. Bardzo uważaliśmy na budżet , przez to nie mogłem na rynku transferowym pozyskać siatkarzy, których chciałbym mieć w swoim klubie, ale tak czasami bywa.
W jakiej formie obecnie są pana zawodnicy? Chciałbym szczególnie zapytać o przyjmujących, w trakcie sezonu do zespołu dołączył Wojciech Ferens, który od dłuższego czasu ma problemy z kolanem…
- Bardzo się cieszę, że Wojtek dołączył do mojego zespołu. Staramy się mu pomóc wrócić do zdrowia. Nie mogę powiedzieć, że wrócił do formy sprzed kontuzji, ale na pewno poczynił postępy i staje się poważnym zawodnikiem. Wraca do treningów i nie ma już takich poważnych problemów z kolanem . Mieliśmy szansę, aby udzielić mu wsparcia i zdecydowaliśmy się z niej skorzystać. Pamiętałem Wojtka jeszcze z czasów, kiedy pracowałem z kadrą, był wtedy jednym z zawodników pretendujących do występów w reprezentacji. Dobrze go wspominałem i cieszę się, że możemy mu pomóc w powrocie do sił. Jeżeli chodzi o innych przyjmujących to Mateusz Mika wróci do formy na fazę play-off, jednak mamy pecha, bo my w niej nie zagramy (śmiech). W grudniu zaczęliśmy grać bardzo dobrze, później Mateuszowi przytrafiła się kontuzja i było nam naprawdę ciężko. Przez 40 dni nie mógł nam pomóc, później po powrocie czuł ból kolanie… Kiedy przytrafiła mu się ta kontuzja kostki myślałem, że to dla niego koniec sezonu. Jednak Mateusz wrócił, oczywiście nie jest w szczytowej formie, ale może zdąży do niej dojść przed końcem tego sezonu. Dzień po dniu wygląda to coraz lepiej, pracuje normalnie na każdym treningu.
Czy myśli pan, że Mateusz Mika może wrócić do formy z 2014 roku, kiedy był kluczowym zawodnikiem w polskiej kadrze?
- Szczerze powiedziawszy myślę, że Mateusz w tej chwili musi się zatroszczyć sam o siebie. Nie ma szczęścia, ostatnio fizycznie doskwierały mu problemy z kolanem i mentalnie, jak pozostali kadrowicze nie był zadowolony z wyniku, który osiągnęli. Próbujemy go odbudować i kiedy już byliśmy blisko, pojawiła się kontuzja. Musi o siebie zadbać, ćwiczyć dużo z wolnymi ciężarami, żeby odbudować masę mięśniową, mieć więcej siły. Jeśli tego nie zrobi będzie mu bardzo ciężko. Trzymam kciuki za Mateusza i wierzę, że wróci do szczytowej formy.
*więcej na plusliga.pl
**rozmawiał Cezary Makarewicz
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.