Polecamy

Najnowsze newsy

Siatkówka » Ligi polskie » PlusLiga

PlusLiga | 2016-12-01 20:15:17 | Nadesłał: Sylwia Kuś-Vega | Źrodlo: inf. własna

Ezequiel Palacios o swojej drodze do PlusLigi

Fot.: Anna Jabłczyk

- Kiedy dowiedziałem się, że Indykpol AZS jest mną zainteresowany, nie zwlekałem z decyzją - chciałem podjąć to wyzwanie i zagrać w polskiej lidze, jednej z najlepszych lig na świecie. Obaj nasi trenerzy są niezwykle pracowici i ogromnie pomagają nam w rozwoju. Liczymy się z każdą ich wskazówką - informuje kibiców w ciekawej rozmowie z Przeglądem Ligowym, Ezequiel Palacios. Reprezentant Argentyny pozyskany został do PlusLigi z klubu La Unión de Formosa, w którego to barwach wiele lat występował.

Kibiców Indykpolu AZS Olsztyn zaskoczyć może fakt, że siatkówka nie od zawsze była ci bliska...

Ezequiel Palacios: - Będąc dzieckiem, grałem w piłkę nożną i marzyłem o tym, że w przyszłości zostanę piłkarzem. Jestem fanem tej dyscypliny, uwielbiam ją. Zawsze, kiedy tylko trafiam na jakieś spotkanie piłki nożnej, transmitowane przez internet, oglądam je z wielkim zainteresowaniem. Kilka tygodni temu dowiedziałem się, że jeden z kolegów, wybrał się na mecz Legii Warszawa - oczywiście obraziłem się na niego i wypomniałem, że mnie ze sobą nie zabrał (śmiech). Siatkówka w moim życiu pojawiła się dopiero w wieku czternastu, piętnastu lat - wcześniej istniał dla mnie wyłącznie futbol.

Gdzie zetknąłeś się po raz pierwszy z siatkówką?

- W moim rodzinnym miasteczku (San Martín Dos - przypis red.), w ramach zajęć z wychowania fizycznego. Wraz z czasem, siatkówka coraz bardziej mi się podobała, coraz bardziej przykuwała moją uwagę i zacząłem patrzeć na nią innymi oczyma. W tamtym okresie wydarzyło się coś, co wpłynęło na mnie - w Formosie rozgrywany był turniej kwalifikacyjny do Igrzysk Olimpijskich, który na długo zapisał się w mojej pamięci. Wydarzenie to miało miejsce w styczniu 2008 roku. Kiedy znalazłem się już w hali, oczywiście jako kibic, a następnie zobaczyłem naszą kadrę, powiedziałem sam do siebie: "Tak, to jest właśnie to, czego chcę - grać dla tej reprezentacji".

Jakie kroki poczyniłeś, by zbliżyć się do siatkarskiego świata?

- Teraz, dzięki youtube'owi oraz mediom społecznościowym, mecze praktycznie same cię znajdują, natomiast kiedyś, gdy wchodziłem w świat siatkówki, o informacje dotyczące spotkań ligowych, było zdecydowanie trudniej. Mimo tego, na ile tylko byłem w stanie, na tyle śledziłem wszelkie dostępne wiadomości o lidze argentyńskiej i jej zawodnikach. Gdy nadchodziły mecze reprezentacyjne, wiedziałem już, którzy gracze występują w naszej lidze, a którzy nie. Aura towarzysząca kadrze Argentyny wywarła na mnie naprawdę wielkie wrażenie - nigdy nie zapomnę kibiców, którzy towarzyszyli w Formosie naszym reprezentantom aż do autokaru. Ta więź była dla mnie czymś niezwykłym.

Na samym śledzeniu wyników jednak się nie skończyło...

- Któregoś dnia, spędzając wakacje u babci, kuzyn zapytał mnie czy chciałbym iść na trening siatkówki. Odpowiedziałem, że tak, z czego wywiązał się problem z moją babcią. Nie chciała, żebym wychodził (śmiech). Wreszcie udało mi się uzyskać jej zgodę. Gdy dotarłem na miejsce, usiadłem z boku i zacząłem obserwować wszystko to, co działo się na parkiecie. Wtedy właśnie podszedł do mnie trener. Zapytał, czy umiem w ogóle grać w siatkówkę i czy chciałbym spróbować swoich sił. Po skończonym treningu, gdy wiedział już, jak gram, zawyrokował, że siatkówka to moja przyszłość. Zaproponował mi również kontrakt, który dodajmy tu, natychmiast podpisałem.

Jak zareagowali twoi bliscy na tę wiadomość? Ostatecznie twoja determinacja pozwoliła ci zgodnie z planem wypłynąć.

- Nikt z moich bliskich o niczym nie wiedział. O tym, że podpisałem kontrakt, dowiedzieli się z chwilą, gdy skończyły się wakacje i nadszedł czas powrotu do domu - nie mogłem zerwać umowy, musiałem zostać. Pierwszy miesiąc był dla mnie wyjątkowo trudny. Płakałem, chciałem wracać, bardzo tęskniłem, czułem się fatalnie. Po pewnym czasie, na którymś z turniejów, ktoś wypatrzył mnie i wysłało mnie na testy do młodzieżowej kadry Argentyny. Podsumowując: siatkówką na poważnie zainteresowałem się na początku 2008 roku, a już pod koniec tego samego roku powołano mnie do młodzieżowej reprezentacji kraju. Ciężko było w to wszystko uwierzyć (uśmiech).

Zazwyczaj spory wpływ na późniejszą karierę zawodniczą, ma pierwszy trener. Kto nim był w twoim przypadku?

- Pierwszy kontakt z siatkówką zawdzięczam nauczycielowi wychowania fizycznego, natomiast moim pierwszym trenerem był Héctor Paredes, który zmarł kilka miesięcy temu. Bardzo go szanowałem i darzyłem wielką sympatią. Nie postrzegałem go tylko jako doskonałego trenera, ale także jako członka rodziny, z racji faktu, że sprawował nade mną "pieczę" w okresie dorastania. Wiadomość o jego odejściu wstrząsnęła mną. Niestety nie zdążyłem odwiedzić go w szpitalu, byłem akurat poza krajem (Ezequiel Palacios wraz z kadry Argentyny przebywał w Iranie, w ramach turnieju Ligi Światowej 2016 - przypis red.). Wierzę, że patrzy na mnie z góry.

Jak wspominasz swoje dzieciństwo w Argentynie?

- Porównując tamte czasy, i dzisiejsze, teraz dzieciom jest dużo łatwiej - nim skończą dziesięć lat, potrafią już posługiwać się komputerem, mają komórki... Mnie wolne chwile upływały przy grze w piłkę. Kiedy nie wracałeś na czas z podwórka, czekała cię kara (uśmiech). Bez wątpienia nie wszystko było mi wolno. W domu dbano, bym właściwie się zachowywał. Zawsze starałem się też dbać o moje rodzeństwo i chronić je, jak to na starszego brata przystało (uśmiech). Obecnie, mój brat (Alexander - przypis red.) ma już dziewiętnaście lat, a siostra (Iliana - przypis red.) dwanaście lat.

Czy mógłbyś podzielić się jakąś ciekawostką dotyczącą San Martín Dos, skąd pochodzisz?

- Myślę, że ciekawostką, którą warto przytoczyć jest fakt, że w lecie temperatury w San Martín Dos są niezwykle wysokie, wręcz nie do wytrzymania i sięgają 42-45 stopni. Upał, panujący tam jest ogromny. Zjawisko, jakim jest śnieg pierwszy raz zobaczyłem na własne oczy dopiero w Polsce (uśmiech). To było coś pięknego i niezapomnianego. A kontynuując - chociaż moje rodzinne miasteczko nie posiada zbyt wielu atrakcji, kocham tam wracać. W San Martín Dos mieszka moja rodzina, którą z pewnością odwiedzę po zakończeniu rozgrywek ligowych. Podróż do Argentyny jest bardzo długa, dlatego w trakcie sezonu ciężko byłoby tę wyprawę zorganizować.

Nie jesteś pierwszym Argentyńczykiem, który próbuje swoich sił w polskiej lidze - przed tobą trafili tu tacy gracze jak: Pablo Bengolea, Facundo Conte czy choćby występujący wciąż w PGE Skrze Bełchatów, Nicolás Uriarte. Czy rozmowy z nimi na temat PlusLigi, wpłynęły na twoją decyzję o podpisaniu kontraktu z polskim klubem?

- Jeśli dobrze pamiętam, o ich opinie na temat polskiej ligi, pytałem już po podpisaniu kontraktu. Kiedy dowiedziałem się, że Olsztyn jest mną zainteresowany, nie zwlekałem z decyzją - chciałem podjąć to wyzwanie i zagrać w polskiej lidze, jednej z najlepszych lig na świecie. Wcześniej, od lat grałem w La Unión de Formosa - klub ten ukształtował mnie jako zawodnika i dał mi świetny start. Czas spędzony w jego barwach, traktuję jako cenne doświadczenie. Chociaż lokowaliśmy się zazwyczaj w okolicach środka ligowej tabeli, nie sięgając w związku z tym po medale, udało nam się zdobyć Puchar ACLAV-u (La Unión de Formosa wywalczyła go w 2011 roku - przypis red.).

Jak postrzegasz potencjał pozostałych przyjmujących Indykpolu AZS i jak układa się wasza współpraca z Andreą Gardinim?

- Rywalizacja między nami jest wyrównana, każdy z nas chce być o krok do przodu od pozostałych, by znaleźć się w składzie na kolejne ligowe starcie. Mamy naprawdę dobrych przyjmujących, z kolei Andrea to wspaniały trener. Gdy dowiedziałem się, że to właśnie on prowadzi ten zespół, nie mogłem uwierzyć, że pracować będę z tak historycznym siatkarzem. Czuję się wyróżniony, iż znalazłem się w prowadzonej przez niego ekipie. Bardzo dobrze pracuje mi się też z drugim szkoleniowcem, Piotrkiem (Poskrobko - przypis red.). Obaj trenerzy są niezwykle pracowici i ogromnie pomagają nam w rozwoju. Liczymy się z każdą ich cenną wskazówką.

Co najbardziej zaskoczyło cię w naszym kraju?

- Nie da się ukryć, że Polska bardzo różni się od Argentyny. Dojazd na mecz w Polsce trwa przeważnie około dziesięciu godzin, w Argentynie natomiast na miejsce docieraliśmy dopiero po dwudziestu kilku, a czasami i nawet aż trzydziestu godzinach podróży autokarem. Inną kwestią, która zaskoczyła mnie na plus, jest fakt, że Polacy przestrzegają bardzo znaków oraz ogólnie reguł, panujących na drodze. Prowadząc samochód w Polsce, niemalże nie czuje się stresu. Po Argentynie jeździ się znacznie trudniej, kierowcy trąbią na siebie oraz krzyczą. Są to zupełnie inne realia.

Pierwsze miesiące w Polsce już za tobą. Jak spędzasz wolny czas? Masz w zwyczaju przygotowywać sobie argentyńskie dania, czy raczej stołujesz się na mieście?

- W Olsztynie zawsze gotuję sobie sam, staram się jeść zdrowo. Z kuchni argentyńskiej polecić mogę wszystkim zwłaszcza el asado argentino - nie ma nic lepszego na świecie. Być w Argentynie i nie skosztować tego dania wraz z kieliszkiem dobrego wina, to niewybaczalne (uśmiech). Z polskiej kuchni bardzo zasmakował mi natomiast żurek... Czas spędzam m.in. przy muzyce. W Argentynie słucha się sporo folkloru, lubię też zagraniczne zespoły takie jak: AC/DC, The Police, The Beatles czy Rammstein - cenię sobie muzyczną różnorodność. W wolnych chwilach gram też na gitarze. Godziny w autokarze, w drodze na mecze ligowe Indykpolu AZS, umilam sobie dla odmiany czytając książki, które to przywiozłem zresztą do Polski z Argentyny.

Jak scharakteryzować mógłbyś polską ligę i gdzie widzisz się za kilka lat?

- PlusLigę cechuje przede wszystkim szybkość - zarówno zagrywek, jak i ataków. W Polsce nie brak też wyjątkowo wysokich zawodników. I to zresztą nie tylko zawodników! Niedawno, w jednym z olszyńskich supermarketów, widziałem kasjera, który miał ponad dwa metry. Chłopaka o tak pokaźnym wzroście na pewno nie spotkałbym w Argentynie na kasie - już dawno wysłano by go na treningi... A co do mojej przyszłości - chciałbym grać w siatkówkę jak najdłużej to tylko możliwe, podnosząc cały czas mój poziom sportowy poprzez rywalizację z najlepszymi graczami, jak i poprzez samodoskonalenie. Nie ukrywam, że z chęcią pozostałbym na kolejne lata w polskiej lidze, która nie bez powodu jest przecież kolebką aktualnych mistrzów świata w siatkówce.


* Rozmawiała Sylwia Kuś-Vega - przegladligowy.com

Dodaj do:
Wykop

Dodaj komentarz

Aby móc komentować, musisz być zalogowany.

Zaloguj się, albo gdy nie masz jeszcze konta Zarejestruj się

Logowanie

Siatkówka

PlusLiga

Najnowsze galerie

Newsletter

Ostatnio zarejestrowani

Polecane