PlusLiga | 2016-05-04 18:12:25 | Nadesłał: Danka Albrecht | Źrodlo: plusliga.pl
Jeden z najlepszych i najbardziej rozchwytywanych przyjmujących. Przez wiele lat wiernie towarzyszył siatkarskim szlakom Radostina Stojczewa. W kończącym się sezonie poszedł własną drogą, aż do Japonii. - Chciałem trochę odświeżyć umysł, zdystansować się od bardzo wyczerpujących rozgrywek ligi włoskiej, zmienić środowisko - zdradził przyczyny wyjazdu do Kraju Kwitnącej Wiśni.
PLUSLIGA.PL: Diatec Trentino pokazał się z bardzo dobrej strony w Final Four Ligi Mistrzów. W finale przegraliście z Zenitem Kazań, ale przed turniejem to drugie miejsce pewnie wzięlibyście w ciemno?
MATEJ KAZIJSKI: Czy ja wiem? Wprawdzie w krakowskim turnieju zagrały trzy drużyny uważane za lepsze od naszej i na pewno nie byliśmy stawiani w gronie faworytów, to jednak w półfinale zagraliśmy fantastyczny mecz. Byliśmy też bardzo blisko pokonania Rosjan i tuż po finale czuliśmy spory niedosyt, byliśmy źli i rozczarowani. Od trzeciego seta Zenit grał koncertowo, a naszej drużynie zabrakło chyba odrobiny szczęścia w kilku sytuacjach - piłka spadła tuż za linią, ktoś przypadkowo dotknął siatki. Niemniej, z perspektywy czasu trzeba uznać ten srebrny medal za sukces.
Pewnie był pan zły, że nie mógł pomóc kolegom?
- To był mój piąty turniej finałowy Ligi Mistrzów z Trentino, ale pierwszy, w którym nie mogłem zagrać i proszę mi wierzyć, że było to jedno z najgorszych doświadczeń w mojej karierze. Niestety, przepisy są nieubłagane, za późno dołączyłem do zespołu i nic nie można było już zrobić.
Trento miało w tym roku mocno odmienioną drużynę, której grę prowadził dziewiętnastolatek. Mimo to zespół prezentował dawny charakter i charyzmę. Jak to możliwe? Ile w tym zasługi trenera Stojczewa?
- W tym roku był to taki zespół, po którym można było spodziewać się wszystkiego. Myślę, że gdyby nie plaga kontuzji, Trento prezentowałoby się znacznie lepiej w końcówce sezonu. Szkoda, że tej energii i zapału z Final Four nie udało nam się przenieść na włoskie boiska i bardziej powalczyć z Modeną o finał. Jeśli chodzi o Radostina Stojczewa, nieustannie powtarzam, że praca z nim nie jest łatwa. Ma dość specyficzny sposób motywowania do walki, ale przeważnie skuteczny. Proszę popatrzeć jak pod jego okiem rozwinął się Simone Giannelli. Mam nadzieję, że dla tego młodego rozgrywającego to dopiero pierwszy krok w stronę naprawdę wielkiej kariery.
*więcej na plusliga.pl
**rozmawiała Ilona Kobus
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.