PlusLiga | 2015-12-12 23:12:18 | Nadesłał: Anna Jabłczyk | Źrodlo: inf. własna
Rozgrywający reprezentacji Australii Harrison Peacock, od sezonu 2015/2016 broni barw MKS-u Będzin. W piątkowym meczu jego drużyna po zaciętym meczu uległa zespołowi z Bielska-Białej w tie-breaku. Siatkarz urodzony w Mount Break opowiada o rywalizacji z BBTS-em, rozwoju siatkówki na Antypodach oraz o swoim powrocie do zdrowia po rocznej przerwie.
Końcowe rozstrzygnięcie w starciu z ekipą BBTSu-u padło dopiero po pięciu setach. Jak można podsumować to spotkanie?
Harrison Peacock: - Dla nas to na pewno spora poprawa w porównaniu do poprzednich meczów. W naszej grze widać było więcej walki, dzięki czemu pokazaliśmy trochę więcej siatkówki jaką powinniśmy prezentować. Pomimo tego dojście do piątego seta jest niewystarczające. W tej partii powinniśmy pokazać to co mamy najlepsze, ale tego nie zrobiliśmy. Ja nie jestem z tego zadowolony, my jako drużyna też nie powinniśmy. Pomimo wszystko jest dla nas krok do przodu, ale przed nami jeszcze sporo gry.
Pierwszy i drugi set padł łupem gospodarzy. Czego zabrakło w tych partiach, żeby je rozstrzygnąć na waszą korzyść?
- Trudno to stwierdzić. Na pewno w końcówkach setów jest więcej presji i właśnie wtedy nie potrafiliśmy znaleźć odpowiedniego sposobu na zakończenie naszych ataków. To jest coś nad czym musimy popracować. Pierwsze połówki tych setów były lepsze w naszym wykonaniu, dlatego w kolejnych meczach będzie nam zależało, aby utrzymać tą koncentrację do ostatniej piłki.
Co z kolei zadecydowało o wygranych w trzecim i czwartym secie?
- Przede wszystkim ograniczyliśmy ilość błędów własnych. Zdecydowanie poprawiliśmy skuteczność w kontrataku. Nie oddawaliśmy piłek za darmo rywalowi i kończyliśmy nasze akcje.
W czwartej partii, po imponującej pogoni, doprowadziliście do piątej odsłony. Jednak nie przełożyło się to na waszą dobrą grę w ostatniej partii.
- Po tym jak odrobiliśmy straty w czwartej odsłonie, tie-breaka rozpoczęliśmy zbyt szczęśliwi. Za bardzo cieszyliśmy się z rozstrzygnięcia w poprzednim secie, co nie przełożyło się na grę i koncentrację w piątej partii. Każde punkty jakie zdobywamy do końcowej klasyfikacji są dla nas ważne. Mogliśmy mieć dwa, ale skończyło się na jednym. Pomimo to dla nas jest to i tak krok do przodu.
Pomimo przegranej w tym meczu, przerwaliście serię spotkań, w których nie zdobywaliście punktów.
- Cieszy nas to bardzo. Szczególnie, że od spotkania z Politechniką Warszawską, nie wygraliśmy meczu. Wydaje mi się, że powoli zaczynamy iść w dobrą stronę, więc tym bardziej jest to przyjemne, że zdobyliśmy ten punkt. Choć z drugiej strony czujemy rozczarowanie, że nie jest ich więcej.
Co jeszcze powinniście poprawić w swojej grze przed kolejnymi ligowymi meczami?
- Przede wszystkim musimy zachować więcej konsekwencji w naszej grze. Mamy momenty kiedy gramy bardzo dobrze, ale potem nasza dyspozycja słabnie i wtedy pozwalamy naszym rywalom powrócić do gry. Ważne jest też, aby w końcówkach setów, gdy wynik jest wyrównany, musimy utrzymać naszą dobrą dyspozycję. Do tego musimy dodać pracę nad koncentracją, która przychodzi wraz z doświadczeniem i ilością rozegranych meczy.
Po kilku miesiącach spędzonych w Polsce możesz już dokonać oceny swojego pobytu tutaj.
- Nie ma co ukrywać, że uwielbiam grać w siatkówkę w Polsce. To jest naprawdę niesamowite uczucie. Kibice, hale, same mecze to jest coś czego nie doświadczyłem w Australii. Dla mnie ważne jest, że mogę zmierzyć się w jednej z mocniejszych lig, dzięki czemu udoskonalam swoje umiejętności.
Twoja przygoda z siatkówką rozpoczęła się dzięki starszej siostrze, która uprawiała tą dyscyplinę. Jest to u was rodzinny sport?
- Poza mną i siostrą w siatkówkę gra również mój młodszy brat. Co zabawne, nasi rodzice nie mieli pojęcia co to jest za dyscyplina. A teraz wszystkie ich dzieci uprawiają ja profesjonalnie. W ostatnich latach zdążyli się nauczyć bardzo wiele na jej temat.
W 2013 roku wykryto u ciebie znaczne problemy w strukturze bioder, które doprowadziły do obszernego uszkodzenia stawów.
- To był dla mnie szczególnie trudny czas. Miałem wtedy wiele operacji, ale teraz jest już wszystko w porządku. W trakcie Pucharu Świata miałem drobny uraz kostki, ciągle pracuję nad tym aby powrócić do pełnej sprawności w tej kwestii. Sytuacja związana z moimi biodrami jest już ustabilizowana, co mnie bardzo cieszy. Nadal kontynuuje pracę na fizjoterapii i daje to efekty.
Co pomogło ci przetrwać ten czas rekonwalescencji?
- Jedną z najtrudniejszych sytuacji dla profesjonalnego sportowca jest moment, kiedy zostaje kontuzjowany i nie może uprawiać swojej dyscypliny. W moim przypadku był to rok, kiedy oglądałem z trybun moich kolegów, grających na parkiecie. To było dla mnie niezwykle ciężkie przeżycie. Bardzo pomocne w czasie wszystkich operacji i rehabilitacji były uczucia jakie zawsze towarzyszyły mi w trakcie gry. Szczególnie ważny był dla mnie turniej olimpijski w trakcie Igrzysk w Londynie. Także pragnienie powrotu na boisko do rywalizacji było bardzo ważne. Również rodzina i przyjaciele otoczyli mnie niesamowitym wsparciem. Byli ze mną w trakcie całego procesu powrotu do zdrowia.
Jakie były przewidywania lekarzy odnośnie twojego leczenia?
- Lekarz, który mnie prowadził mówił, że większość osób po takich operacjach nie biega. Stwierdził, że może kiedyś jeszcze zagram, ale stało to pod dużym znakiem zapytania. Przyznam, że te słowa złamały mi serce. Jednak stwierdziłem, że ten człowiek nie zostanie osobą, która będzie dyktowała co mogę, a czego nie mogę osiągnąć. Chciałem powrócić na boisko i to właśnie zrobiłem.
Tak wymagająca, życiowo trudna sytuacja, pozwoliła ci inaczej spojrzeć na codzienne życie?
- To co przeżyłem, na pewno pozwoliło mi, docenić co mam dobrego w swoim życiu. Doceniłem to, że w ogóle mogę znowu grać w siatkówkę. Teraz doceniam to, że mogę grać w Polsce. To sprawia, że zauważasz mniejsze rzeczy w życiu i niczego nie bierzesz za "pewnik".
Jak wygląda szkolenie profesjonalnych siatkarzy w Australii?
- Rozwojem i szkoleniem zajmuje się Australian Institute of Sport. Tam młodzi sportowcy udoskonalają swoje umiejętności. Siatkówka w Australii z każdym rokiem jest na coraz wyższym poziomie. Dzięki naszemu występowi na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie siatkówka staje się popularniejsza wśród kibiców, chociaż ustępuje miejsca piłce nożnej czy krykietowi. Jednak w trakcie Ligi Światowej hale wypełniły się fanami, którzy dopingowali nas w rywalizacji z mocnymi rywalami.
Czy mierzenie się z mocnymi rywalami wpłynęło na coraz lepszą postawę reprezentacji Australii na arenie międzynarodowej?
- Żeby być najlepszym musisz rywalizować z najlepszymi. Jeszcze nie jesteśmy na takim poziomie jak najmocniejsi na świecie, ale wydaje mi się, że z pomocą trenera Roberto Santilliego jesteśmy bliżej światowej czołówki. Te najbliższe lata współpracy będą na pewno ekscytujące.
W trakcie Igrzysk Olimpijskich w Londynie, reprezentacja Polski przekonała się o rosnącej sile australijskiej siatkówki. Tam za sprawą wygranej, znacznie utrudniliście biało-czerwonym drogę w dalszej fazy rozgrywek.
- Muszę przyznać, że my Australijczycy, czujemy się komfortowo w roli zespołów, które nie są stawiane w roli faworytów. W trakcie Olimpiady przed meczem z Polakami, dobrze spisaliśmy się w starciu z Włochami. gdzie przegraliśmy dopiero w tie-breaku. Wracając do samego starcia z reprezentacją Polski, wydaje mi się, że po prostu nas wtedy nie docenili. A my byliśmy mocno zmotywowani, aby jak najlepiej zaprezentować się w starciu z jedną z najlepszych drużyn na świecie.
Rozmawiała: Anna Jabłczyk (przegladligowy.com)
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.