PlusLiga | 2015-11-30 14:26:57 | Nadesłał: Danka Albrecht | Źrodlo: plusliga.pl
– Myślę, że mogę już zacząć treningi z drużyną na sto procent i w składzie na mecz z PGE Skrą Bełchatów już się znajdę – powiedział Dawid Konarski, atakujący ZAKS-y Kędzierzyn-Koźle, który ostatnie spotkanie kędzierzynian z LOTOSEM Treflem Gdańsk oglądał jeszcze zza band reklamowych. Zawodnik skomentował również powołanie do reprezentacji na europejski turniej kwalifikacyjny do igrzysk olimpijskich.
PLUSLIGA.PL: Sobotnie spotkanie z LOTOSEM Treflem oglądał pan zza band reklamowych. Jak wygląda pańska sytuacja ze zdrowiem? Kiedy zobaczymy pana na boisku?
Dawid Konarski: Na razie wróciłem do treningów indywidualnych. W miniony czwartek zacząłem pracę na siłowni, a w piątek miałem kontakt z piłką. Trenerzy jednak nie chcieli ryzykować i woleli żebym jeszcze pozostał poza składem meczowym i żebym skupił się na rozruszaniu ręki i całego ciała, bo przez przeszło tydzień w ogóle się nie ruszałem. Bólu w brzuchu już nie ma. W trakcie sobotniego meczu wykonałem lekkie ćwiczenia w siłowni i nie czułem żadnego bólu, więc to jest dobry znak. Myślę, że od dzisiaj będę mógł zacząć treningi z drużyną na sto procent i w składzie na mecz z PGE Skrą Bełchatów już się znajdę.
W sobotnim meczu dobrze poradzili sobie zmiennicy na pańskiej pozycji. Mecz rozpoczął Grzegorz Bociek, ale potem został zmieniony przez Dominika Witczaka, który to spotkanie zakończył ze świetną skutecznością w ataku (rozmowa odbyła się zanim podano oficjalną informację o transferze Witczaka do Asseco Resovii – przyp. red.).
W sobotnim meczu Dominik dał bardzo dobrą zmianę w drugim secie i zespół wygrał tą partię. W trzeciej odsłonie spotkania zaprezentował się równie kapitalnie, w czwartym trochę zabrakło, ale ogólnie Dominik zagrał bardzo dobry mecz i myślę, że gdybyśmy to my go wygrali, to pewnie właśnie on odbierałby nagrodę dla najlepszego zawodnika tego spotkania, bo je odmienił. Żałujemy, że po tym drugim secie, który udało nam się odwrócić na swoją korzyść, ostatecznie przegraliśmy 2:3. Wywalczyliśmy tylko punkt i wiadomo, że świat się nie też nie zawala, ale szkoda, bo była szansa iść za ciosem i wygrać to spotkanie w czterech setach, a niestety stało się inaczej.
Może zabrakło koncentracji? Może po wielkiej wygranej w środę z Asseco Resovią Rzeszów poczuliście się zbyt pewni siebie, bo początek spotkania z Lotosem Trefl Gdańsk mieliście bardzo niemrawy i rywale partię otwarcia wygrali dość zdecydowanie?
Na pewno nasi przeciwnicy mieli przewagę w zagrywce, bo nie dość, że wywalczyli kilka punktów bezpośrednio tym elementem, to często utrudniali nam przyjęcie i musieliśmy grać wysoką piłką. W pierwszej partii chyba nawet nie udało nam się zagrać choć jednego asa serwisowego, przy chyba siedmiu zepsutych zagrywkach. Ten element więc był kluczowy w tym secie i sprawił, że wyglądał on tak, a nie inaczej po naszej stronie. Drugą partię graliśmy już zdecydowanie lepiej, trzecią tak samo, bez większej historii, a w czwartym secie szliśmy punkt za punkt i generalnie nasze bezpośrednie błędy, jak na przykład ataki po autach z dobrych piłek, zadecydowały o przegranej. O tie-breaku nie ma co wspominać – 8:2 na pierwszej przerwie technicznej przesądziło sprawę, bo oczywiście zdarza się, że udaje się taką przewagę odrobić, ale dzieje się to niezwykle rzadko i tym razem się nie udało. Gratulacje dla przeciwnika, ale my nie składamy broni, trenujemy dalej i przygotowujemy się do meczu z Bełchatowem.
*Rozmawiała Iwona Gąsior, plusliga.pl
**więcej na plusliga.pl
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.