PlusLiga | 2015-11-11 15:39:53 | Nadesłał: Magdalena Strzelczyk | Źrodlo: plusliga.pl
Andrzej Wrona opowiada między innymi o obietnicy Waldemara Wspaniałego, zdradza dlaczego nie pojechał do Włoch i co po za siatkówką wypełnia jego czas.
Metro Warszawa to pierwszy klub w pana karierze. Pierwszy, więc najważniejszy?
Andrzej Wrona: Na pewno spędziłem tam najwięcej lat. Gdy stawia się pierwsze kroki w czymś zupełnie nowym, szalenie ważne jest to, żeby trafić na odpowiednich ludzi. W moim przypadku takim ludźmi byli trenerzy: Andrzej Wrotek, Wojtek Szczucki, Dariusz Kopaniak oraz wielu innych szkoleniowców, którzy pracowali przy Metrze Warszawa i z którymi miałem trochę mniej zajęć. Oni nauczyli mnie siatkówki, ale także w dużej mierze ukształtowali jako człowieka i jako sportowca. Myślę, że to jak się zachowujemy i kim się stajemy, jest dużo ważniejsze niż jakieś siatkarskie umiejętności.
Ważnym szkoleniowcem w pana karierze jest też Waldemar Wspaniały i jego słynna obietnica…
- Tak, trenerowi Wspaniałemu rzeczywiście dużo zawdzięczam, bo mimo, że przez trzy lata w Częstochowie nie miałem wielu okazji do grania, to odważył się dać mi szansę w swoim klubie. Nasza historia wygląda tak, że po dwóch latach z trzyletniego kontraktu w Częstochowie, trener Wspaniały zadzwonił do mnie i zapytał czy chciałbym przejść do niego do Bydgoszczy. Bardzo chciałem zrobić taki transfer, ale został mi jeszcze rok kontraktu, więc musiałem odmówić. Waldemar Wspaniały obiecał zadzwonić za rok. Ostatni sezon w AZS był dla mnie trudny, bo bardzo mało czasu spędzałem na boisku. Gdy klub zdecydował się nie przedłużyć ze mną umowy, to zostałem praktycznie bez żadnych ofert. Wtedy ponownie zadzwonił trener Wspaniały i zapytał: „To, co Andrzej przechodzisz do nas?” Byłem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi! Spotkałem w życiu wielu ludzi, którzy dużo mówią a nic nie robią, lecz trener Wspaniały wywiązał się ze wszystkiego, co obiecał. Postawił na mnie, dał mi szansę i pozwolił się rozwinąć. Dzięki niemu mogłem grać przez kolejne lata, przez co trafiłem do reprezentacji. Teraz jestem tu gdzie jestem i to w dużej mierze jest jego zasługa…
Jest pan mistrzem świata i gra pan w PGE Skrze Bełchatów. Miniony sezon nie był jednak dla was udany. Nie żałuje pan przedłużenia kontraktu na kolejne lata?
- Miałem inne oferty z Polski i zza granicy. Mogłem iść na trzeciego środkowego do Cucine Treia (Cucine Lube Banca Marche Civitanova – przyp. red) albo do Berlin Recycling Volleys. Te kluby złożyły konkretne oferty, ale nie zgodziłem się dlatego, że w Bełchatowie czuję się dobrze. Wiem, że mam coś jeszcze do zrobienia i wierzę w tę ekipę mimo tego, że zeszły sezon nie był naszym wymarzonym. Mieliśmy średnią końcówkę i ostatecznie skończyliśmy z szalenie ważnym, ale jednak brązowym medalem. Wierzę, że ta ekipa, razem ze sztabem może jeszcze dać wiele radości nam, i kibicom. Nie mam zwyczaju uciekać i zostawiać rzeczy niedokończonych. Dobrze czuję się w Bełchatowie i mam tam wszystko, czego potrzebuję do prowadzenia swojego sportowego życia. Poza tym jest to blisko Warszawy, mojego rodzinnego miasta, więc zawsze w wolne dni tam wyjeżdżam, żeby spotkać się ze znajomymi i bliskimi.
* więcej na plusliga.pl
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.