Polecamy

Najnowsze newsy

Siatkówka » Ligi polskie » PlusLiga

PlusLiga | 2015-05-22 15:13:58 | Nadesłał: Anna Jabłczyk | Źrodlo: skra.pl

Marian Stankiewicz: Skra to mój drugi dom

Fot.: Piotr Wolankiewicz

Kilkanaście dni temu 90 lat skończył Marian Stankiewicz - człowiek legenda bełchatowskiej siatkówki. Ze Skrą jest już związany blisko pół wieku. Do tej pory nie opuszcza żadnego meczu swojej ukochanej drużyny.

Na początku pragniemy Panu złożyć najserdeczniejsze życzenia z okazji 90 urodzin. Przede wszystkim jak najwięcej zdrowia.

Marian Stankiewicz
: - Bardzo dziękuję.

Czego można jeszcze Panu życzyć?

- Tylko zdrowia! (śmiech), ale... chciałbym jeszcze zobaczyć jak PGE Skra wygrywa Ligę Mistrzów. Mam już swoje lata, ale bardzo chciałbym tego doczekać. Stać nas na to.

To, miejmy nadzieję, przed nami. A teraz trochę powspominajmy. Jest Pan w tym klubie już blisko pół wieku. Takie przywiązanie do barw to dziś niezwykle rzadki obrazek.

- To prawda. Na początku Skra była przy piłkarzach. Następnie objęło to górnictwo i powstała siatkówka. Założył ją śp. Próchnicki. Gdy zaczynaliśmy grać to nie było w Bełchatowie hal. Graliśmy na boisku. Dopiero jak wybudowano liceum to przenieśliśmy się do budynku. Wtedy ta siatkówka zaczęła się rozwijać. Wówczas grali w Skrze sami bełchatowianie. Awansowaliśmy do kadry wojewódzkiej. Później w naszym klubie pojawił się śp. Szymczyk, który grał wcześniej w kadrze. To był czas, kiedy zrobiliśmy kolejny postęp. Awansowaliśmy do drugiej ligi, a następnie do pierwszej. Spadliśmy z niej, ale szybko wróciliśmy. Wówczas w posiadaniu klubu była Bawełnianka, ale później połączyła się z Elektrownią. To był kolejny okres, kiedy siatkówka zaczęła się rozwijać. Oj dużo było tych prezesów, teraz nawet ciężko przypomnieć sobie wszystkie nazwiska. Wracając jeszcze do początków, były to ciężki czasy. Musieliśmy kombinować, np. żeby dostać koszulki. Nie było środków na soki, dlatego gotowaliśmy wodę. Samemu kleiliśmy piłki, sprzątaliśmy. Trzeba było wykazywać się gospodarnością. Teraz są zupełnie inne czasy. Dzięki Panom Piechockiemu i Stawinodze jest tutaj siatkówka na najwyższym poziomie. Jesteśmy potęgą.

Ale jak już Pan wspomniał, kiedyś tak nie było. Jest Pan naocznym świadkiem tych wszystkich zmian.

- Zgadza się, bo byłem tutaj niemal od samego początku. Bardzo mnie to cieszy, że ten klub stał się tak wielki. Wierzę w to, że będziemy jeszcze silniejsi niż obecnie.

Pan był tzw. "gospodarzem" Skry.

- Tak. Przygotowywałem picie dla zawodników, pilnowałem magazynu, wydawałem koszulki. Na mojej głowie było pilnowanie tych rzeczy. Robiłem co mogłem. Trzeba było działać bardzo oszczędnie. Teraz mamy sponsorów i niczego nie brakuje. Naprawdę nie ma co porównać z tym co było 20, czy 30 lat temu. O siłowni nawet nie mogliśmy pomarzyć. Po prostu latało się po boisku.

Który moment sprawił Panu najwięcej radości? To było pierwsze mistrzostwo Polski?

- Trochę Pana zaskoczę, ale największa radość była wtedy, kiedy awansowaliśmy do pierwszej ligi. To było w Gorzowie Wielkopolskim. To był taki przełom, tak myślę.

Wśród pracowników klubu jak i kibiców cieszy się Pan wielkim szacunkiem. Na pewno jest to bardzo miłe uczucie.

- Zgadza się. Myślę, że kibice mnie lubią. Jestem pracowity i dbam o ten klub, jak o swoje własne gospodarstwo.

Ma Pan go w sercu.

- Od samego początku odkąd tutaj jestem i będę go trzymał w sercu do samej śmierci.

Siatkówka to Pana największa miłość?

- Tak. Piłkę nożną też lubię, ale siatkówka jest mi bliższa. Tyle lat byłem w tej Skrze gospodarzem... Skra to jest moja pasja i moje życie.

Przez te lata przewinęło się przez klub mnóstwo siatkarzy. Miał Pan jakiegoś ulubionego zawodnika?

- Kilku by się znalazło. Socha, Szewczyk... ale to były czasy, kiedy graliśmy w niższych ligach. To byli oczywiście rodowici bełchatowianie.

A z tej najnowszej historii?

- Miło wspominam Daniela Plińskiego, który odszedł do Radomia. Ale tak naprawdę sympatię miałem dla wszystkich, bo oni po prostu dają się lubić. Poza tym są bardzo dobrymi zawodnikami, którzy odnoszą sukcesy.

Często Pan zagląda do klubu?

- Zawsze mnie ciągnie. Staram się pomóc jak tylko mogę. Siatkówka to moje życie.

Kiedy PGE Skra gra u siebie to...

- Dla mnie nie ma nic ważniejszego.

Dla tego klubu poświęcił Pan kawał swojego życia.

- To dla mnie drugi dom. Kocham go jak ojciec swoje dzieci.

Dodaj do:
Wykop

Dodaj komentarz

Aby móc komentować, musisz być zalogowany.

Zaloguj się, albo gdy nie masz jeszcze konta Zarejestruj się

Logowanie

Siatkówka

PlusLiga

Najnowsze galerie

Newsletter

Ostatnio zarejestrowani

Polecane