PlusLiga | 2014-12-01 15:35:36 | Nadesłał: Danka Albrecht | Źrodlo: plusliga.pl
Były szkoleniowiec reprezentacji Polski świetnie wpisał się także w nasze ligowe realia. Jego podopieczni z LOTOSU Trefl Gdańsk zakończyli I rundę fazy zasadniczej PlusLigi na trzeciej pozycji. Gdzie tkwi tajemnica sukcesu gdańskiej ekipy?
PlusLiga: Kilka dni temu pana podopieczni zagrali z drużyną innego Włocha, Jastrzębskim Węglem. Co dało panu więcej satysfakcji - dziesiąta wygrana w rozgrywkach czy pokonanie Roberto Piazzy?
Andrea Anastasi: Akurat w tym przypadku nie odczułem najmniejszej satysfakcji. Roberto jest moim serdecznym przyjacielem, nawet kimś znacznie więcej. Rozmawialiśmy sporo i wiem jak czuł się po porażce - to nie mogłoby mnie cieszyć. Natomiast muszę przyznać, że był to pojedynek szczególny. Cały czas uśmiechaliśmy się do siebie i choć staliśmy po dwóch stronach barykady, byliśmy razem. Jeśli chodzi o to dziesiąte zwycięstwo, faktycznie, jestem niezwykle dumny z tego powodu. Na starcie rozgrywek ligowych kompletnie nie wiedziałem jak ten sezon będzie wyglądał, co może spotkać mnie i mój zespół. Wszystko było dla mnie nowe - uczyłem się miasta, relacji, drużyny, która też była stworzona od nowa. W poprzednich latach gdańskiemu klubowi nie wiodło się za dobrze w PlusLidze, dlatego powiedzieliśmy sobie: spróbujmy awansować do play offów, a potem zobaczymy. Z takim nastawieniem rozpoczęliśmy rywalizację. Chcieliśmy pokazać się z jak najlepszej strony i chyba się udało. Mamy za sobą serię pojedynków z najlepszymi drużynami w kraju, w których pokazaliśmy, że walczymy do końca i że posiadamy ogromną wiarę we własne możliwości.
Mówi pan, że spotkanie z Piazzą było mocno przyjacielskie. A jak przebiegało pana spotkanie ze Zbyszkiem Bartmanem? Jest pan zaskoczony widząc go znów na przyjęciu?
- Co ja mogę powiedzieć? Kocham tego chłopaka, uwielbiam go jako zawodnika, przeżyliśmy wspólnie wiele dobrych i gorszych chwil, ale nie chciałbym i chyba nie powinienem komentować jego decyzji związanych ze zmianą pozycji. To są sprawy pomiędzy nim a aktualnym klubem. Mogę natomiast powiedzieć, że gdy przyjechałem do Gdańska chciałem, żeby wzmocnił mój klub, ale niestety, ten transfer byłby dla nas zbyt kosztowny.
Jest pan pewien swojej wartości?
- Absolutnie tak, czasami nawet za bardzo (śmiech). Ale mówiąc poważnie, propozycja z Gdańska była dla mnie wielkim wyzwaniem, a ja kocham wyzwania. Jak już powiedziałem w którymś z wywiadów, otrzymałem kilka innych ofert pracy, także związanych z prowadzeniem kadry narodowej. Ale nie chciałem prowadzić żadnej innej reprezentacji podczas mistrzostw świata w Polsce - to po pierwsze. Po drugie, jestem na takim etapie kariery zawodowej, że nie musiałem natychmiast podejmować pracy, mogłem spokojnie poczekać i zastanowić się co będzie dla mnie najlepsze, najciekawsze. Uznałem, że najlepsza na tamtą chwilę była propozycja z Gdańska, głównie dlatego, że włodarze klubu zostawili mi sporo swobody. Wiedziałem w jakim obszarze finansowym muszę się poruszać i to było jedyne ograniczenie, resztę pozostawiono mojej decyzji.
Wiedział pan, że w poprzednich sezonach klub borykał się z problemami finansowymi?
- Znałem dokładnie historię klubu i bieżącą sytuację, wiele rozmawialiśmy na ten temat z działaczami. Powiedziałem im, że jeśli chcą abym poprowadził gdański klub, muszą zatrudnić takich zawodników, którzy będą w stanie grać systemem jaki preferuję. Miałem swoją wizję i chciałem ją realizować, nie mógłby pracować inaczej. Działacze zaufali mi i zgodzili się na moją propozycję. Uważam, iż to było kluczowe - zaufanie. Było jeszcze coś, co ułatwiło mi przyjęcie oferty z Gdańska - zakochałem się w tym mieście. Uwielbiam Trójmiasto.
Podjął pan spore ryzyko. Gdyby się nie udało, ucierpiałby pana trenerski autorytet.
- Ale tak jest za każdym razem, gdy podejmuję się jakiegoś zadania, praca szkoleniowca wiąże się z ryzykiem. Co jest w tej pracy istotne, to przekonanie o słuszności swoich decyzji i poczynań. Gdybym tego nie miał, zawodnicy natychmiast by to wyczuli i straciliby swoją wiarę, przekonanie o tym, że idziemy w słusznym kierunku. Ja zawsze jestem pozytywnie nastawiony i tą swoją aurą staram się zarażać współpracowników.
Na razie to ryzyko się opłaciło. Gdzie tkwi tajemnica sukcesu gdańskiej ekipy?
- Gramy bardzo dobrze, jesteśmy w czołówce klasyfikacji, ale też zdajemy sobie sprawę, że są co najmniej dwie drużyny, które prędzej czy później wrócą do wysokiej dyspozycji - ZAKSA i Jastrzębski Węgiel. Ciekawe zespoły są też w Lubinie o Bydgoszczy i one również mogą trochę namieszać. Dlatego dla nas najważniejsze jest w tej chwili, byśmy utrzymali ten dobry rytm gry w II fazie rundy zasadniczej, a co więcej, byśmy poprawili te elementy gry, które szwankują. Musimy dopracować nasz system gry. W mojej drużynie są zawodnicy, którzy nie grali wcześniej w PlusLidze, jak Falaschi, Troy czy Schwarz i oni wciąż nie pokazali pełni swojego potencjału, na pewno mogą grać znacznie lepiej. Gdybym miał ponarzekać na jakiś element szczególnie, to byłby to atak. Tutaj musimy się poprawić i to stawiamy sobie za cel w drugiej części sezonu.
*więcej na plusliga.pl
**Rozmawiała Ilona Kobus, plusliga.pl
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.