PlusLiga | 2013-09-04 12:47:48 | Nadesłał: Magdalena Gajek | Źrodlo: plusliga.pl
Michał Kamiński, atakujący AZS-u Częstochowa po roku przerwy postanowił ponownie zasilić szeregi Akademików. - Udało mi się wrócić do Częstochowy z czego jestem bardzo zadowolony i dumny, że znów mogę reprezentować barwy tego klubu - mówi zawodnik.
Dwa lata temu podpisałeś pierwszy kontrakt z AZS-em Częstochowa. Czy wiążąc się wtedy z klubem wierzyłeś w to, że uda się zdobyć Puchar Challenge?
Michał Kamiński:- Sam fakt, że będziemy brali udział w tych rozgrywkach sprawił, że każdy z nas postawił sobie za cel jego zdobycie, a jeśli nie zdobycie to chociaż znalezienie się w gronie najlepszych. Jak się okazało z meczu na mecz pokazywaliśmy się z coraz lepszej strony. Gdy pokonywaliśmy kolejnych rywali wiara w to, że uda się nam zdobyć puchar była coraz większa. W decydującym momencie, czyli podczas spotkań z AZS-em Politechniką Warszawską w głowach mieliśmy tylko jedno – złoto.
Po dobrym okresie gry w AZS-ie Częstochowa postanowiłeś zmienić klub, otoczenie i przeniosłeś się do LOTOS-u Trefla Gdańsk. Patrząc z perspektywy czasu wydaje się, że nie był to zbyt dobry krok.
- Rzeczywiście patrząc na to z perspektywy czasu przyznaję, że nie była to dobra decyzja. Aczkolwiek nie oglądam się wstecz. Udało mi się wrócić do Częstochowy z czego jestem bardzo zadowolony i dumny, że znów mogę reprezentować barwy tego klubu. Przed nami kolejny sezon, oby owocny.
Zostając jeszcze chwilę przy temacie Trefla Gdańsk. W okresie przygotowawczym doznałeś wydawałoby się typowej, siatkarskiej kontuzji, skręcenia stawu skokowego. Potem okazało się, że powrót do formy nie będzie łatwy nie mówiąc już o szybkim przebiciu się do wyjściowej szóstki. Czy ten uraz przekreślił właściwie cały sezon?
- Myślę, że po części tak się stało. Na początku przygotowań do sezonu skręciłem kostkę. Była to kontuzja na tyle poważna, że pojawiły się powikłania. Miałem zapalenie ścięgna Achillesa, które wykluczyło mnie z gry na kolejne kilka tygodni. Można powiedzieć, że właściwie z jednej typowej, zwyczajnej kontuzji „wpadłem” w drugą. Nowy sezon rozpocząłem właściwie z marszu.
To wszystko sprawiło, że ciężko było zdobyć zaufanie trenera i dostać szansę gry w większym wymiarze.
- Na początku sezonu zbyt dużo nie grałem, co w przypadku moich kontuzji było zrozumiałe. Aczkolwiek z biegiem czasu się to zmieniało. Oceniając jednak końcówkę sezonu wydaje mi się, że nie można powiedzieć, że Trefl Gdańsk miał jednego atakującego. Razem z Pawłem Mikołajczakiem graliśmy po równo. Dla mnie tamten sezon to już przeszłość. Przytrafił się pech i tyle. Teraz jestem w Częstochowie i tylko to się liczy. Jestem pełen optymizmu przed zbliżającymi się rozgrywkami PlusLigi.
* więcej na plusliga.pl
** rozmawiała Katarzyna Porębska
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.