Najnowsze newsy

Siatkówka » Ligi polskie » I Liga Mężczyzn

I Liga Mężczyzn | 2018-10-12 14:42:27 | Nadesłał: Anna Jabłczyk | Źrodlo: inf. własna

Kamil Maruszczyk: Siatkówka jest potrzebna we Wrocławiu

Fot.: Anna Jabłczyk

Ekipa Gwardii Wrocław przybyła do stolicy Podbeskidzia, aby wywalczyć kolejne zwycięstwo i cenne ligowe punkty. Po czterosetowym starciu przyjezdni mogli cieszyć się z wygranej. Nagrodę dla najlepszego gracza w tym spotkaniu otrzymał zawodnik zwycięskiego zespołu - Kamil Maruszczyk. - Widać, że siatkówka we Wrocławiu jest potrzebna. Chcemy ją powoli odbudowywać, a w perspektywie, może kilkuletniej, pragniemy aby z powrotem zawitała tutaj PlusLiga, ponieważ to miasto na to zasługuje - przyznał młody przyjmujący.

W meczu przeciwko ekipie BBTS otrzymałeś statuetkę dla najlepszego gracza. Zazwyczaj każdy kto otrzyma tę nagrodę mówi, że to wypadkowa gry całej drużyny.

Kamil Maruszczyk
: - Może są to takie oklepane sformułowania, ale bez naszej wygranej ta statuetka, nie byłaby moja. W pojedynkę meczu się nie wygrywa. Przede wszystkim brawa dla wszystkich chłopaków ponieważ zaprezentowaliśmy się bardzo dobrze w tym starciu, może poza początkiem pierwszej i drugiej partii. Po meczu z Suwałkami uczulaliśmy się, aby od pierwszych piłek każdego seta grać w pełni skoncentrowani. Oczywiście cieszę się z tej nagrody, ale jeszcze bardziej z tych trzech wywalczonych punktów. Były nam one bardzo potrzebne po przegranej w ostatnim spotkaniu.

Jak mocno odczuliście tamtą porażkę z Suwałkami?

- Muszę przyznać, że taka atmosfera, jaka panowała na hali przy ulicy Krupniczej we Wrocławiu w tym meczu zrobiła na całej drużynie ogromne wrażenie. Było nam bardzo przykro, że pomimo tak dużej frekwencji na trybunach nie wygraliśmy. Mecz mógł się podobać kibicom, ale nie zagraliśmy dobrze, jeżeli chodzi o jakość siatkarską. Mam nadzieję, że nasze zwycięstwo w Bielsku Białej oglądali ludzie z Wrocławia. To zwycięstwo im dedykujemy.

Trudno było szukać w spotkaniu z Bielskiem finezyjnych obron. Kto mocno zagrywał, ten zdobywał punkty.

- Ostatnie Mistrzostwa Świata pokazały, że takie drużyny jak m. in. Amerykanie prezentują bardzo wysoki poziom gry, ponieważ genialnie zagrywają. Mają wielu dobrych bombardierów w tym elemencie. Jeśli dzięki mocnej zagrywce uda się odrzucić rywala od siatki na piąty metr, wtedy skutecznie można zagrać podwójnym czy potrójnym blokiem. Z drugiej strony, kiedy piłka jest idealnie dograna do siatki, to wtedy mamy „rzuty karne”. W takiej sytuacji możemy mówić tylko i wyłącznie o indywidualnym błędzie atakującego, jeśli takich piłek nie kończy. W tym spotkaniu może nie najlepiej przyjmowaliśmy, ale pewnie związane jest to z różnicą pomiędzy wielkością hali na Krupniczej i w Bielsku. Udało nam się za to zagrać skutecznie na wysokiej piłce i ryzykować w ataku.

Czy można powiedzieć, że tym zwycięstwem poprawiliście sobie humory po Ślepsku?

- Tak, tym zwycięstwem w Bielsku super zareagowaliśmy na porażkę z Suwałkami u siebie. Wydaje mi się, że każdy z nas był na siebie zły przez dwa dni po tamtym przegranym spotkaniu. Ja sam w tamtym meczu domowym, na hali gdzie teoretycznie cały czas trenujemy, popsułem aż siedem zagrywek. Przyznam, że leżało nam to trochę na wątrobie. Dobrze, że szybko mieliśmy okazję do zmazania tej plamy, jednak już myślami jesteśmy przy sobotnim starciu z ekipą Norwida.

Jak już wspomniałeś kolejnym ligowym rywalem będzie klub, którego barw miałeś okazję bronić w poprzednim sezonie. Czy jest to dla ciebie dodatkowa motywacja?

- Nie ukrywam, że będzie to dla mnie bardzo prestiżowy mecz, ponieważ to klub, z którym się prawie wychowałem. Przyznam, że osobiście mi bardzo zależy, aby z Norwidem wygrać, jakkolwiek nie chcę nic nikomu udowadniać, ponieważ nic nie muszę. Podejmowałem tam rozmowy czy zostać na kolejny sezon czy nie i zdecydowałem o zmianie klubu. Zawsze przeciwko byłej drużynie człowiek chce się pokazać z jak najlepszej strony. Na pewno będzie to dla mnie istotny mecz. Mam nadzieję, ze równie udany, jeśli chodzi o końcowy wynik dla całej drużyny. Nie zamierzamy teraz spocząć na laurach i odpuścić jakiegokolwiek starcia. Gramy tylko o pełną pulę.

Dotychczas punkty zapewniacie sobie w spotkaniach wyjazdowych. Czy to czas, aby Gwardia odczarowała halę przy Krupniczej?

- Zgadza się. Jeśli weźmiemy pod uwagę turniej, który rozegraliśmy przed sezonem, gdzie zajęliśmy ostatnie miejsce na cztery drużyny, to można dojść do wniosku, że tam jeszcze nie wygraliśmy. Jest to ciekawe zjawisko zwłaszcza, że jest to bardzo specyficzna hala gdzie zagrywa się spod filarów. To my powinniśmy mieć tam większe szanse na zwycięstwo niż przyjezdne drużyny. Jest to jakaś ciekawostka, ale nie zmierzamy się tym zbytnio przejmować. Musimy dalej ciężko trenować. Poza tym w kolejnych starciach będzie nam się łatwiej grało, ponieważ już uzbieraliśmy pięć punktów w tabeli. W innym przypadku, gdybyśmy wywalczyli zaledwie dwa „oczka”, zaczęlibyśmy się rozglądać ile ekip jest za nami, ile przed. A tak mamy dwa zwycięstwa na trzy rozegrane mecze, więc ta statystyka nie powoduje, że będziemy mieli spętane nogi w następnym meczu.

Jakie czynniki zadecydowały o dokonaniu zmiany barw klubowych z Norwida na Gwardię?

- Nie ukrywam, że dużą rolę odegrało samo miasto. Mimo, że jestem z Częstochowy to obecnie jest to miejsce, z którego raczej wyjeżdżają młodzi ludzie. Moje rodzeństwo też zamieszkało w innych miastach. Moja siostra wraz z mężem i dziećmi są obecnie we Wrocławiu . W Częstochowie nadal mieszkają moi rodzice. Po pięciu latach spędzonych w Krakowie, przez rok grałem w Częstochowie, gdzie nie czułem się zbyt super, a propozycja z Wrocławia była ciekawa. Zainteresowałem się tym projektem. Pod względem marketingowym Gwardia ma dla mnie poziom PlusLigi, ponieważ zapewniono nam wszystko czego potrzebujemy. Dodatkowo czujemy, że mamy to dla kogo robić. W turnieju przed rozpoczęciem sezonu oraz na pierwszym meczu ligowym kibice zapełnili trybuny. Widać po tym, że siatkówka we Wrocławiu jest potrzebna. Chcemy ją powoli odbudowywać, a w perspektywie, może kilkuletniej, pragniemy, aby z powrotem zawitała tutaj PlusLiga, ponieważ to miasto na to zasługuje.

W ostatnich latach Wrocław na mapie siatkarskiej Polski promowała drużyna żeńska. Sama Gwardia też jest uznaną marką w Polsce. Teraz, po powrocie do I ligi, ma szansę odbudować się w świadomości młodych kibiców.

- Kiedy moja siostra rozpoczynała studia we Wrocławiu, pojechałem na mecz ligowy AZS-u Częstochowa z Gwardią. Był on rozgrywany na hali Orbita. Wtedy AZS wygrał, to był sezon bodajże 2003/2004. Dla mnie Gwardia to nie jest jakiś twór sportowy, zrobiony naprędce, bo ktoś ma na to pieniądze i nie wie co ma z nimi zrobić. Wrocław to miasto i klub, który ma długie tradycje siatkarskie. Poza tym chce się odbudować. Podobną historię miał inny klub, w którym grałem. Był to Hutnik Kraków. Lubię grać w takich zasłużonych klubach, które wymagają odświeżenia. Jeśli chodzi o grę w w Częstochowie to Norwid nigdy nie będzie pierwszy bo wszyscy tam w sercu mają AZS.

Swoje siatkarskie szlify zbierałeś także w Krakowie. Najpierw w Hutnik, potem już AZS AGH. Jak wspominasz ten czas?

- Pierwszym klubem był wspominany Hutnik, który niestety bankrutował i wtedy na pół roku wróciłem do Częstochowy. Potem przyjechałem do Krakowa i tam trafiłem pod skrzydła trenera Kubackiego. Bardzo wiele mu zawdzięczam ponieważ to był pierwszy trener, który pokazał mi siatkarski profesjonalizm. Nauczył mnie jak należy zachowywać się na treningach. Jeżeli chodzi o jego warsztat, choć często nie miałem z nim po drodze, bo nasze relacje bywały burzliwe, to naprawdę wiele dała mi współpraca z tym szkoleniowcem. Uważam, że zalicza się do najlepszych trenerów w Polsce.

Czy trener Andrzej Kubacki był ważną osobą na twojej sportowej drodze?

- Trener Kubacki ukształtował mnie jeśli chodzi o poziom sportowy, jaki musi prezentować gracz w I lidze. W tej współpracy musiałem też wiele razy zacisnąć zęby. On mnie nauczył, że w meczu nie ma miejsca, żeby odpuścić sobie trzech akcji. Potem już lądowało się na ławce. To było bardzo wymagające. W tej pracy pojawiało się dużo statystyk oraz wiele monitorowania postępów jakie zawodnik robi. Tak to po prostu wygląda w dużym sporcie. Trener Kubacki to wszystko robił, aby dany zawodnik trafił na najwyższy poziom swojej gry, a nie tylko po to, że by wygrać I ligę. Poza tym pokazuje swoją pracę z młodymi graczami takimi jak: Janek Fornal, Bartek Mordyl czy Marcin Kania, którzy trafili do PlusLigi. To jest w sumie jego zasługa oraz ich wielki talent i ciężkiej pracy.

Te wspomniane kilka spędzonych lat w Krakowie ukształtowało cię sportowo, ale i prywatnie?

- Z pewnością był to ważny dla mnie czas. Tam studiowałem przez pięć i zdobyłem tytuł magistra. Chciałem się rozwijać, nie tylko sportowo. W Krakowie mogłem połączyć swoją pasję siatkarską z nauką. Studia były dla mnie najlepszym okresem w życiu, Kraków to piękne miasto, z którego mam wspaniałe wspomnienia siatkarskie, towarzyskie i studenckie. Poza tym dzięki temu, mam tam wielu znajomych, którzy na pewno oglądali mecz z BBTS-em. Z tego miejsca serdecznie ich pozdrawiam.

W tym sezonie I liga nabrała nowego oblicza. Mecze pokazywane są telewizji mają ciekawą oprawę meczową, mają coraz lepszy poziom sportowy. Czy to przyciągnie nowych kibiców na zaplecze PlusLigi?

- Jesteśmy po raz drugi Mistrzami Świata. Wydaje mi się, że polska I liga może być mocniejsza niż niektóre ligi europejskie. Wszyscy w środowisku czekamy na to, aby skończyć z tą patologią w siatkówce, że pojawiają się awanse, które można wykupić. Jeśli w I lidze mają pojawić się sponsorzy to PlusLiga musi być otwarta. Dobrze, że tak się właśnie stało. Kiedy byłem jeszcze młodym kibicem siatkówki, nie przeszkadzały mi mecze transmitowane z małych hal. Bardziej ciekawiły mnie spotkania nowych drużyn, które co dopiero wchodziły do ligi, niż mistrza z wicemistrzem, bo to mieliśmy na co dzień. Dzięki temu można tworzyć różne ciekawe historie. Ktoś w I lidze fajnie się pokazał, po czym mógł w rozgrywkach wyżej zmierzyć się z Mariuszem Wlazłym. Wraz z zamknięciem PlusLigi, drużyny które wygrywały na jej zapleczu, takie jak Wyszków czy Wałbrzych, spotykały się ze szklanym sufitem.

Jeśli zatem awans do wyższej ligi, to uzyskany sportowo, na parkiecie?

- W Polsce mamy wielu siatkarzy grających na naprawdę dobrym poziomie. Tym samym PlusLiga na pewno zyska jeśli te awanse będą się odbywały na zdrowych zasadach. Równocześnie poziom I ligi pójdzie do góry, ponieważ każda drużyna będzie miała motywację, mogąc awansować. Poza tym, mamy wiele świetnych hal meczowych. Jestem zwolennikiem takiego starego stylu, żeby awansowała ta drużyna, która na to sportowo zasłużyła.


* Rozmawiała: Anna Jabłczyk (przegladligowy.com)

Dodaj do:
Wykop

Dodaj komentarz

Aby móc komentować, musisz być zalogowany.

Zaloguj się, albo gdy nie masz jeszcze konta Zarejestruj się

Logowanie

Siatkówka

PlusLiga

Najnowsze galerie

Newsletter

Ostatnio zarejestrowani

Polecane