I Liga Mężczyzn | 2015-10-12 21:13:04 | Nadesłał: Anna Jabłczyk | Źrodlo: inf. własna
Siatkarze z Suwałk przybyli do stolicy Małopolski, aby tam zmierzyć się z pierwszoligowym beniaminkiem - Hutnikiem Kraków. Po trzysetowym starciu zawodnicy Ślepska mogli cieszyć się z kompletu punktów i dobrej gry w swoim wykonaniu. - Nie ma innej drogi do rozwoju, jak ciężka praca. Podnoszenie swoich umiejętności wymaga wykonania kilku tysięcy powtórzeń, aby potem na meczu dobrze dograć piłkę, zaatakować ją czy zaserwować tam, gdzie się chce - przyznał w pomeczowej rozmowie, przyjmujący zwycięskiej ekipy, Krzysztof Zapłacki.
Po przegranym meczu na inaugurację ligi, wyjazd do Krakowa okazał się dla was szczęśliwy. Co zadecydowało o waszej wygranej nad ekipą miejscowego Hutnika?
Krzysztof Zapłacki: - Przede wszystkim chcieliśmy zetrzeć plamę po tym nieudanym starciu, jakie nam się przydarzyło na początek rozgrywek. Tamto spotkanie nam nie wyszło. Nie załamaliśmy się tym, idziemy cały czas do przodu swoim krokiem. W następnym meczu chcieliśmy pokazać naszą najlepszą grę i to, na co nas stać. Myślę, że przeciwko Hutnikowi zagraliśmy dobre spotkanie. Dla nas najważniejsze jest, że wywieźliśmy trzy punkty z Krakowa.
W każdej z trzech rozegranych partii potrafiliście wypracować kilkupunktową przewagę. Zdarzały się jednak momenty kiedy przeciwnik niwelował straty. Czemu można przypisać taką sytuację?
- Trener (Dmitry Skoryy - przypis red.) mówił nam, ze zespół z Krakowa to drużyna nieobliczalna. Są beniaminkiem i w sumie nie wiedzieliśmy czego możemy się po nich spodziewać. Nasza taktyka na ten mecz była prosta, od pierwszej rozegranej piłki chcieliśmy narzucić rywalowi nasz styl gry. To nam się udało.
Po tym jak rozstrzygnęliście pierwszy i drugi set na swoją korzyść, w trzeciej odsłonie pozwoliliście ekipie gospodarza na zdobycie zaledwie 15 punktów.
- Po dwóch wygranych partiach powiedzieliśmy sobie, że chcemy ten mecz zakończyć jak najszybciej. Chcieliśmy wygrać 3:0 jak najmniejszym nakładem sił. Od początku trzeciego "przycisnęliśmy" rywala. Tym samym osiągnęliśmy nasz cel.
Spora w tym zwycięstwie zasługa twojej postawy na parkiecie.
- Przede wszystkim chciałem pokazać swoją dobrą grę. Próbuję dawać z siebie to, co jest najlepsze z mojej strony. Ciężko pracujemy na treningach jako zespół, ciężko pracuję i ja. Robimy to wszystko po to, aby podnosić swoje umiejętności. Sam mecz to jest święto, dlatego należy zaprezentować się w nim jak najlepiej. Każdy z nas stara się to robić. Nie po to trenujemy codziennie nawet dwukrotnie, aby potem w trakcie spotkania "przejść" obok niego. Mecz to dla nas najważniejszy dzień w tygodniu. Na tym się musimy skupić, aby pokazać to, na co ciężko pracowało się cały tydzień.
Każdy mecz jest zatem uwieńczeniem pracy na treningach?
- Tego, co dzieje się w tygodniu, za zamkniętymi drzwiami hali, kibice nie widzą. To są hektolitry potu wylane na parkiecie. Nie ma innej drogi do rozwoju, jak ciężka praca. Podnoszenie swoich umiejętności wymaga wykonania kilku tysięcy powtórzeń, aby potem na meczu dobrze dograć piłkę, zaatakować ją czy zaserwować tam, gdzie się chce. Mecz gramy już przed kibicami, przed publicznością i wtedy właśnie chcemy pokazać to, nad czym pracujemy na treningach.
Widać w waszej ekipie dobra atmosferę. Czy pomaga wam ona budować siłę zespołu?
- Jest dla nas bardzo istotna. Nasz szkoleniowiec bardzo dba o to, aby w zespole był team spirit. To jest niezwykle ważna rzecz w zespole. Jak jest "chemia" pomiędzy zawodnikami, wtedy nawet po przegranej akcji, nie dołujemy się, wręcz przeciwnie - pobudzamy się. Po wygranych akcjach staramy się z kolei napędzać jeszcze mocniej, motywujemy się do jeszcze lepszej gry. Mamy bardzo dobrą atmosferę w zespole oraz ludzi, którzy nie tylko dogadują się na parkiecie, ale i poza nim.
W jakim elemencie gry widzisz jeszcze u was zapasy?
- Wydaje mi się, że w każdym. Tak, jak powtarzają nam trenerzy: niech każdy z gracz indywidualnie zrobi mały kroczek do przodu, a wówczas jako zespół zrobimy ich już dwanaście. Jeśli każdy będzie dawał z siebie na treningu 100% to drużynie da to na pewno duży jakościowy skok.
Pomimo swojego młodego wieku, masz już spore doświadczenie. Grałeś w Młodej Lidze, PlusLidze. Teraz przyszła pora na spróbowanie swoich sił w I lidze.
- Dla mnie, jako młodego zawodnika, najważniejsza jest gra. Zespół z Kędzierzyna-Koźla szykuje na ten sezon mocny skład, dlatego razem ze sztabem szkoleniowym i z dyrektorem sportowym, panem Sebastianem Świderskim zdecydowałem, żeby przejść do I ligi. Tutaj trafiłem na mocną drużynę, w której mogę się rozwijać.
Zauważasz jakieś różnice między Plus Liga a I ligą?
- I liga w Polsce jest bardzo mocna. Niektóre zespoły mogłyby grać o klasę wyżej i na pewno odnosiłyby tam sukcesy. Pokazują to co roku same rozgrywki, gdzie na inaugurację tego sezonu pojawiło się kilka niespodzianek.
Teraz na własnym terenie, czeka was starcie z Victorią PWSZ Wałbrzych. Planem na to spotkanie będzie wygrana za komplet punktów?
- Liczyć się będzie tylko zwycięstwo. Przede wszystkim chcemy pokazać swoim kibicom, że pierwszy mecz to był falstart w naszym wykonaniu. Chcemy zagrać własną, dobrą siatkówkę. W mojej opinii wynik powinien przyjść sam.
Na hali Hutnika zebrało się spora grupa kibiców, która mocna dopingowała swoją drużynę. Jakie wspomnienia wywieziesz z Krakowa?
- To na pewno bardzo piękne miasto. A odnośnie atmosfery w trakcie meczu - osobiście uwielbiam grać w obecności kibiców. Im ich więcej, tym lepiej. To mnie bardzo motywuje do lepszej gry.
Masz jakieś motto, które towarzyszy Ci każdego dnia?
- Pracuj ciężko, nie załamuj się, a to na pewno ci się opłaci.
Rozmawiała: Anna Jabłczyk (przegladligowy.com)
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.