Najnowsze newsy

Siatkówka » Ligi polskie » I Liga Mężczyzn

I Liga Mężczyzn | 2011-05-07 00:44:21 | Nadesłał: Sylwia Kuś-Vega | Źrodlo: inf. własna

Mielnik: Nie będziemy "chłopcem do bicia"

Fot.: Sylwia Kuś

- Już dziś mogę zapewnić, że KA Wanda Instal Kraków będzie mocna, a w pierwszej lidze walczyć będzie nie o utrzymanie, a o coś więcej. Pomysł na zespół w sezonie 2011/2012, już mamy - mówi drugi trener krakowskiego beniaminka pierwszej ligi, Mateusz Mielnik.

Sukces? Tak najkrócej podsumować można siódme miejsce Krakowskiej Akademii na turnieju finałowym AMP?

Mateusz Mielnik: - Tak, to niewątpliwie sukces, mimo, że ktoś słysząc: "siódme miejsce" może powiedzieć: "daleko". Dla nas, dla uczelni jest to jednak naprawdę ogromny sukces. Jest się z czego cieszyć, tym bardziej, że mieliśmy krótką "ławkę" - przez cały sezon akademicki graliśmy praktycznie siedmioma zawodnikami. Trzeba też pokreślić fakt, że w podstawowej szóstce występowało u nas dwóch zawodników, którzy nie są zawodnikami ligowymi. Chłopaki grają dla przyjemności, typowo amatorsko... Tak jak mówię, to siódme miejsce cieszy, a jeszcze bardziej cieszy wywalczony złoty medal uczelni niepublicznych.

Współpraca Krakowskiej Akademii z Wandą Instal, jak widać bardzo szybko przyniosła wymierne efekty.

- Zgadza się, to dopiero pierwszy rok współpracy Krakowskiej Akademii z Wandą Instal Kraków i od raz taki sukces... Przy dalszej chęci współpracy z obu stron - ze strony uczelni i ze strony klubu, te sukcesy w przyszłym roku będą, moim zdaniem, jeszcze większe. Mamy już pewne plany. Miejmy nadzieję, że wszystko poukłada się tak, jak sobie tego życzymy i na kolejnym turnieju finałowym AMP będziemy już walczyć o medale. Powtórzę raz jeszcze - myślę, że największe sukcesy jeszcze przed nami.

To prawda, że o tym, że jedziesz wraz z Krakowską Akademią na AMP, dowiedziałeś się... w dniu wyjazdu?

- Dokładnie tak, dowiedziałem się na trzy godziny przed wyjazdem (uśmiech). Tak akurat złożyło się, że zwolniło się jedno miejsce - jeden z zawodników nie mógł jechać, zatem pojechałem ja. Mogłem w ten sposób "na żywo" śledzić poczynania chłopaków... Przepisy nie zezwalają na przebywanie w trakcie meczu na ławce trzech trenerów, siedziałem więc na trybunach. Tam właśnie czyniłem obserwacje, które mogłem przekazywać później chłopakom, a oni z kolei mogli z tych uwag korzystać. Na tym polegała moja rola, z której starałem się wywiązywać w stu procentach.

Przypomnij jak personalnie prezentował się skład Krakowskiej Akademii na finałach AMP i kto odpowiadał za przygotowanie zawodników do tego turnieju?

- Skład Krakowskiej Akademii na finałach AMP stanowili: Michał Dzierwa, Mateusz Mrozowski, Karol Szczepanik, Karol Galiński, Robert Stabryło, Paweł Grzybowski, Jakub Blachura, Patryk Stabryło i Tomasz Muchajer. Drużyną dowodził trener Grzegorz Silczuk i trener Andrzej Szymczyk, który prowadzi zespoły chłopaków i dziewcząt, występujące w lidze akademickiej. Trener Szymczyk, pracę tę wykonuje już ładnych ileś lat. To trener bardzo doświadczony, z ogromnymi sukcesami na koncie...

Jak radziliście sobie z faktem krótkiej "ławki"? Niektórzy z zawodników KA wystąpili na AMP na niecodziennych dla siebie pozycjach.

- Z racji, że mieliśmy zespół składający się z małej liczby zawodników, staraliśmy się tak to wszystko poukładać, żeby wyciągnąć z tego zespołu jak najwięcej. Chcieliśmy ukryć nasze słabości, a pokazać to, co najlepsze. Myślę, że to się udało... Zawodnicy Wandy Instal są na tyle ukształtowani technicznie, że pokazali, że potrafią poradzić sobie nawet na nietypowych dla siebie pozycjach. Dla przykładu - Mateusz Mrozowski, który w lidze gra jako libero, na tych AMP znakomicie spisywał się na środku siatki.

Powiedz, z jakimi celami jechaliście na te finały? Oglądając grę KA nie sposób było nie zobaczyć wielkiej radości, jaką wasi zawodnicy z tej gry czerpali.

- Tak, radość z gry w niektórych momentach była niesamowita. A jeśli chodzi o cele... Na pewno chcieliśmy zagrać jak najlepiej, zająć jak najwyższe miejsce. Nie było żadnego odpuszczania czy też kalkulacji. Chcieliśmy cieszyć się grą i ugrać jak najwięcej. Nie znam zresztą zawodników, którzy wychodziliby na parkiet nie chcąc wygrywać.

Tegoroczne finały AMP, nie da się ukryć, "obrodziły" w kontuzje...

- Niestety, na turniejach zawsze zdarzają się jakieś kontuzje. I faktycznie, tak było i tym razem. Mnie w oczy "rzuciły" się dwie kontuzje - Grześka Pietkiewicza, pierwszego rozgrywającego Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, a zarazem siatkarza Pekpolu Ostrołęka oraz Przemka Brylińskiego z WSIiZ z Rzeszowa, na co dzień zawodnika Karpat Krosno. To zawsze przykre... Nas, Krakowską Akademię, na szczęście ominęły kontuzje. Wróciliśmy cali, zdrowi i w dodatku... szczęśliwi.

W przekroju całych tych finałów - był jakiś mecz, który przegraliście, choć - w twoich oczach nie powinniście? Mecz, po którym czuliście niedosyt?

- Myślę, że generalnie możemy mieć zastrzeżenia tylko do jednego meczu, który przegraliśmy - z Uniwersytetem Warszawskim. Ulegliśmy w tie-breaku, na przewagi. Był to mecz do wygrania, zespół przeciwny był jak najbardziej do pokonania. W pozostałych spotkaniach - jeżeli już przegrywaliśmy, przegrywaliśmy dosyć wyraźnie, byliśmy słabsi.

Jak postrzegaliście waszych rywali w grupie A? Byli nimi: Uniwersytet Warszawski, WSG Bydgoszcz i Politechnika Śląska.

- Już przed przyjazdem do Warszawy wiedzieliśmy, że zespół gospodarzy będzie solidny, nie wiedzieliśmy natomiast nic o zespole z Bydgoszczy, jednak... w niczym nam to nie przeszkodziło (uśmiech). Analizując dalej... Szczerze mówiąc, myśleliśmy, że Politechnika Śląska będzie trochę mocniejsza niż okazała się w rzeczywistości. Zespół ten przyjechał w składzie z ligowcami, ale nie byli aż tak groźni jak sądziliśmy.

Wracając jeszcze do gospodarzy... Co ciekawe, spisali się na tych finałach znacznie lepiej od teoretycznie mocniejszej składem Bydgoszczy.

- Zespół Uniwersytetu Warszawskiego zaprezentował się z dobrej strony, widać było u nich wolę walki, chęć zwycięstwa... Zagrali choćby bardzo ładny mecz z Krosnem, co prawda zakończony porażką 1:2, ale mnie osobiście bardzo się podobał. Można ich pochwalić za występy na tym turnieju. Ostatecznie zajęli na nim szóste miejsce. A jeśli chodzi o Bydgoszcz... Personalnie faktycznie byli mocni, ale potraktowali ten turniej "towarzysko".

Grupa B sprawiała wrażenie bardzo mocnej i faktycznie - była mocna...

- Tak, grupa B była akurat jedną z mocniejszych grup. Występowały tam tak naprawdę zespoły ligowe - Krosno, a więc czołówka drugiej ligi, Poznań - czołówka drugiej ligi, Zielona Góra - może i nie czołówka, ale od paru lat chłopaki grają tam na porządnym poziomie drugoligowym. W grupie B był jeszcze Białystok, jednak o tej akurat drużynie ciężko mi cokolwiek powiedzieć. Mecze na tym turnieju finałowym poukładały się tak, że akurat żadnego z udziałem uczelni z Białegostoku nie widziałem...

Kto był twoim faworytem z wymienionych wyżej czterech drużyn?

- Poznań - wiedziałem, że przyjadą praktycznie całym składem, jakim grali w drugiej lidze... Na turniej finałowy AMP przyjechali po złoto. Ten sezon ligowy, mimo że grali w finale swojej grupy, nie zakończył się dla nich tak, jak tego się spodziewali, mają prawo czuć się zawiedzeni. W Warszawie chcieli zapewne poprawić sobie humory, jednak w meczu o 1. miejsce przegrali z UWM-em Olsztyn. Drugim moim faworytem w tej grupie było Krosno. Wiedziałem, że będzie to naprawdę mocny zespół.

Rywalami olsztynian w grupie C, w której rozpoczęli turniej finałowy, była PWSZ z Kalisza, PWSZ z Wałbrzycha i AGH Kraków... Jakie szanse dawałeś każdej z tych drużyn?

- Na pewno zdawałem sobie sprawę, że Olsztyn - jak co roku, przyjedzie w bardzo silnym składzie, że będzie walczyć o złoty medal. Wiedziałem też, że Kalisz ma bardzo mocnych zawodników drugoligowych, z zespołu Grześki Kalisz. A jeśli chodzi o dwa pozostałe zespoły tej grupy... Wałbrzych gra na całkiem solidnym poziomie, a AGH? Jak wiadomo, AGH musiał walczyć o utrzymanie w drugiej lidze, więc nie spodziewałem się, że coś na tym turnieju ugrają i jak okazało się, miałem rację.

Siła olsztynian - zwycięzców tego turnieju, tkwiła w składzie w jakim zjawili się w Warszawie?

- Tak, mieli w swym składzie kilku zawodników z Pekpolu Ostrołęka, który zajął w pierwszej lidze wysokie piąte miejsce. Ten skład był dodatkowo uzupełniony zawodnikami z drugiego zespołu AZS-u UWM Olsztyn... Tak jak powiedziałem już, był to zespół mocny, a przy tym bardzo zgrany, co bądźmy szczerzy - jest bardzo ważne. Po części zespołów widać było, że grają ze sobą pierwszy raz. Takich rzeczy nie da się ukryć.

Gra UWM-u, trzeba powiedzieć wprost - cieszyła oko bez porównania bardziej od choćby gry wspomnianego już AGH-u...

- Mecze UWM-u Olsztyn faktycznie bardzo przyjemnie się oglądało. A wracając jeszcze do AGH-u... Nie ukrywam, że przyjechaliśmy na ten turniej, aby być wyżej od AGH-u i pokazać, że bezwzględnie jesteśmy najlepszym najlepszym akademickim zespołem w Krakowie. Teraz nikt już chyba nie ma wątpliwości, że Krakowska Akademia jest zdecydowanie najsilniejszem klubem uczelnianym w mieście.

Jak skomentowałbyś rywalizację w grupie D? Grało w niej Opole, Piła, Łódź oraz Rzeszów.

- Grupa D była moim zdaniem najsłabsza ze wszystkich. Bezwzględnie jej bezapelacyjnym liderem była Politechnika Opolska. Oprócz niej, fajnie grała WSIiZ z Rzeszowa, ale po kontuzji ich najlepszego zawodnika - wspomnianego już Przemka Brylińskiego, ich siła osłabła. Na pewno chłopaki z WSIiZ żałują, że nie zdobyli na tych AMP złota wśród uczelni niepublicznych, ale jak okazało się... byli na tym turnieju jednak lepsi od nich (uśmiech).

No właśnie, waszym rywalem w meczu o 7. miejsce, a zarazem meczu o złoto uczelni niepublicznych, był Rzeszów. Wygraliście 2:0...

- Byłem właściwie prawie pewien, że wygramy ten mecz. Po pierwsze: byliśmy lepszym zespołem. Po drugie: bardzo chcieliśmy zdobyć złoto. Po trzecie: chcieliśmy się zrewanżować za porażkę w strefie, w Krakowie. A po czwarte: bez Brylińskiego wartość tej drużyny była już inna. Na nieszczęście dla naszych przeciwników, a na szczęście dla nas, wygraliśmy ten mecz i to my mogliśmy się cieszyć ze złotego medalu. Zawsze to miłe zdobyć złoto, tym bardziej jeśli jest to złoty medal mistrzostw Polski.

Na meczu o 1. miejsce w turnieju, Krakowska Akademia już nie została...

- Trzy dni grania, trzy dni na hali, a w perspektywie długa droga powrotna do Krakowa - te trzy czynniki, wymusiły na nas fakt, że nie zostaliśmy już na finałowym meczu Olsztyna z Poznaniem. Obserwując wcześniejsze poczynania obu zespołów, byłem jednak przekonany, że UWM, mimo, że występował bez podstawowego rozgrywającego, sobie poradzi. I faktycznie. Zawodnicy, którzy prezentują swoją grą pewien poziom, zawodnicy, którzy mają już wyrobione nazwiska, w takich meczach... nie mogą przegrywać.

Termin turnieju ustalony został na majowy weekend. Twoim zdaniem był to trafiony termin?

- Ten turniej kiedyś musiał się odbyć. Czy termin byłby taki czy inny, zawodnicy Krakowskiej Akademii i tak musieliby jechać. A że termin wypadł akurat w ten dłuższy weekend majowy - jedynymi "poszkodowanymi" są tu zapewne bliskie osoby, jeśli ktoś taką bliską osobę ma... One faktycznie mogły na tym ucierpieć, ale tak to niestety bywa.

Po Turnieju Mistrzów II Ligi, po finałach AMP, pora na wypoczynek i... wzmocnienia na nowy sezon...

- Tak, teraz zacznie się okres typowo transferowy, działacze zaczną organizować zespół na przyszły rok. Myślę, że okienko transferowe w tym tygodniu ruszy już "pełną parą". Pomysł na zespół w sezonie 2011/2012, już mamy. Czekamy tylko, że tak powiem, na ostateczne rozwiązania. Już dziś mogę jednak zapewnić, że zespół KA Wanda Instal Kraków będzie mocny, a w pierwszej lidze walczyć będzie nie o utrzymanie, a o coś więcej. Przestrzegam wszystkich rywali - nasza drużyna nie będzie "chłopcem do bicia".


* Rozmawiała Sylwia Kuś - przegladligowy.com

Dodaj do:
Wykop

Dodaj komentarz

Aby móc komentować, musisz być zalogowany.

Zaloguj się, albo gdy nie masz jeszcze konta Zarejestruj się

Logowanie

Siatkówka

PlusLiga

Najnowsze galerie

Newsletter

Ostatnio zarejestrowani

Polecane