Igrzyska Olimpijskie | 2012-07-26 14:30:56 | Nadesłał: Magdalena Bojdo | Źrodlo: inf. własna / FIVB
Już za trzy dni, dwanaście zespołów stanie do walki w londyńskim Earls Court. Każda drużyna ma inny cel. Jedni przybyli do stolicy Wielkiej Brytanii po medale, inni chcą jedynie pokazać się z jak najlepszej strony w trudnych meczach ze ścisłą światową czołówką.
Holender z pochodzenia, szkoleniowiec reprezentacji gospodarzy Igrzysk XXX Olimpiady, Harry Brokking, ma przed sobą trudne zadanie. Choć na barkach jego niedoświadczonych podopiecznych nie spoczywa ciężar odpowiedzialności za osiągnięty wynik - grupa została zebrana w zasadzie dopiero cztery lata temu, z myślą o grze w olimpijskim turnieju, a siatkarska tradycja na Wyspach praktycznie nie istnieje - to przecież Brytyjczycy, niesieni dopingiem własnych kibiców, nie mogą spuścić głów i z pewnością walczyć będą w każdym secie każdego czekającego ich meczu. - Nie czuję żadnej presji. Zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, aby przygotować się do igrzysk. Najgorszą rzeczą dla trenera jest czegoś żałować, ale ja wiem, że wykonaliśmy dobrą pracę i że nie było nas już stać na wiele więcej - mówi na kilka dni przed otwarciem olimpijskiego turnieju Brokking.
Kadrowicze Wielkiej Brytanii rozpoczną zmagania w Earls Court spotkaniem z Bułgarią, już w najbliższą niedzielę. Gracze w barwach gospodarzy wystąpią w igrzyskach po raz pierwszy w historii. - Naszym największym problemem jest to, że wciąż brak nam doświadczenia, a więc jeśli pójdzie nam dobrze, będzie to przede wszystkim zasługa charakteru moich zawodników - podkreśla trener drużyny gospodarzy. - I jestem pewny, że wielu ludziom oczy otworzą się szeroko, gdy zorientują się oni, jak utalentowani są niektórzy z brytyjskich siatkarzy.
Pierwszy przeciwnik gospodarzy, Bułgaria, wystąpi w Londynie bez jednego z czołowych graczy - Mateja Kazijskiego. Ale to wcale nie oznacza, że podopieczni trenera Najdenowa przestają być mocną drużyną, z którą w walce o ćwierćfinał zdecydowanie trzeba się liczyć. To właśnie wejście do 1/4 turnieju olimpijskiego Bułgarzy wskazują jako swój najważniejszy cel. Rolę kapitana odmłodzonej kadry wciąż pełni doświadczony atakujący - Wladimir Nikołow, który pozostaje niekwestionowanym liderem biało-zielono-czerwonej ekipy. - Nasz zespół jest naprawdę silny, a bycie jego kapitanem to dla mnie ogromna przyjemność. Słuchając rozmów i przemyśleń kolegów z drużyny, czuję się młodszy - zaznacza Nikołow. - Każdy mecz jest ważny, ale chcemy rozpocząć turniej od zwycięstwa, a później przejść do kolejnego pojedynku przeciwko Australii - wyjaśnia natomiast pierwszy szkoleniowiec reprezentacji Bułgarii, Najden Najdenow.
Podczas gdy Brytyjczycy, bez względu na ostateczny wynik swej olimpijskiej przygody, zapiszą się na kartach historii rodzimego sportu, w zupełnie innej sytuacji znajdują się siatkarze z innego anglojęzycznego kraju. Amerykanie, bo o nich mowa, w Londynie wystąpią w roli obrońców złota wywalczonego przed czterema laty w Pekinie. - To kompletnie inny zespół - przypomina kapitan ekipy zza Atlantyku, Clayton Stanley. - Kilku nowych zawodników wniosło do niego wiele dobrego, ale nie brakuje nam też doświadczenia, zapewnionego przez niektórych ze zwycięzców z Pekinu. Nie widzimy siebie w roli faworytów, ale mimo to będziemy starali się obronić nasz tytuł. Mamy ku temu niemałe szanse, oraz właściwy zespół. Reprezentanci Stanów Zjednoczonych swoją siłę udowodnili w niedawno zakończonej Lidze Światowej, gdzie zdobyli srebrne medale, ulegając w wielkim finale Polakom. Olimpijskie zmagania Amerykanie rozpoczną trudnym spotkaniem z wymagającym przeciwnikiem - z aktualnymi mistrzami Europy, Serbami, staną po przeciwnych stronach siatki w niedzielę. Z wyrównanego poziomu drużyn w mocnej grupie B zdaje sobie sprawę trener obrońców tytułu, Alan Knipe. - Rosja i Brazylia są bardzo dobrymi drużynami, ale w tym turnieju bierze udział sporo ekip, które są w stanie zagrozić faworytom w walce o medale. Niemcy dotarli do finałów Ligi Światowej, podczas gdy Serbia i Tunezja także grają dobrze - podkreśla szkoleniowiec.
W pierwszym dniu londyńskiego turnieju nie zabraknie również akcentu rodzinnego. Popołudniową sesję spotkań w Earls Court otworzy pojedynek Argentyny z Australią, w którym zbiegną się drogi ojca i syna. Brązowy medalista IO w Seulu, Argentyńczyk Jon Uriarte aktualnie prowadzi kadrę Australii, zakwalifikowaną do igrzysk w Londynie jako najlepszy zespół strefy AVC (Azjatyckiej Konfederacji Piłki Siatkowej) w turnieju w Tokio. Syn szkoleniowca, Nicolas, to bardzo obiecujący zawodnik, MVP mistrzostw Ameryki Południowej juniorów z 2008 roku. Młody siatkarz stanowi część grupy potomków i krewnych "złotego pokolenia", do którego zaliczał się także jego ojciec. Facundo Conte, Rodrigo Quiroga, czy Ivan Castellani, wszyscy oni pochodzą z siatkarskich rodzin, ale dla 22-letniego Nicolasa Uriarte debiut olimpijski będzie tym bardziej emocjonalny, że po przeciwnej stronie siatki rozgrywający ujrzy własnego ojca.
Zarówno Argentyna, jak i Australia, znalazły się wspólnie z Wielką Brytanią i Bułgarią w grupie A, której niekwestionowanymi faworytami są Polska i Włochy. Obie drużyny zmierzą się już w pierwszym meczu sesji nocnej w niedzielę. Spotkanie może być dla biało-czerwonych okazją do rewanżu za półfinał ubiegłorocznych mistrzostw Europy, przegrany na rzecz Azzurrich 0:3. Podopieczni Andrei Anastasiego przeszli od tego momentu daleką drogę, zapewniając sobie olimpijską przepustkę dzięki srebru w Pucharze Świata i podtrzymując świetną passę również w trwającym obecnie sezonie reprezentacyjnym - Polacy po raz pierwszy w historii stanęli na najwyższym stopniu podium Ligi Światowej. Wielu obserwatorów spodziewa się ze strony naszych reprezentantów medalu, pojawiają się głosy o tym z najcenniejszego kruszcu - o powrocie na szczyt po latach, gdyż poprzednie olimpijskie złoto zdobyli polscy kadrowicze pod wodzą Huberta Jerzego Wagnera w 1976 roku w Montrealu. W jubileuszowym, X Memoriale legendarnego szkoleniowca biało-czerwona ekipa wygrała wszystkie mecze, co tym bardziej może napawać optymizmem i... nadzieją. - Nie zwracamy na to uwagi. To nie jest nasza sprawa. Balonik oczekiwań nadmuchali dziennikarze - zauważa jednak kapitan naszej reprezentacji, Marcin Możdżonek. - Trochę się niepokoiłem przed rozpoczęciem tego turnieju, ponieważ schodziliśmy właśnie z bardzo intensywnych przygotowań, ale ostatecznie nasz występ spełnił moje oczekiwania. Musimy utrzymać ten sam poziom i jakość gry również na igrzyskach - powiedział trener Anastasi po trzecim z rzędu zwycięstwie w zielonogórskich rozgrywkach.
Jeżeli w grupie A faktycznie można wyróżnić dwóch wyraźnych faworytów - Polskę i Włochy, to w grupie B trudniej wskazać, które zespoły mają największe szanse na awans do ćwierćfinałów. Wydaje się, iż równych sobie nie znajdą Amerykanie, Brazylijczycy i Rosjanie. Pomiędzy tymi ekipami najprawdopodobniej rozegrają się mecze na najwyższym poziomie. Dwa pierwsze zespoły to finaliści z Pekinu. Mimo nieudanego występu podopiecznych Bernardo Rezende w Lidze Światowej, Canarinhos to przecież wciąż aktualni mistrzowie świata i niezmiennie groźny w każdej siatkarskiej imprezie zespół. Ubiegły rok "złoty" był z kolei dla Sbornej: zawodnicy Władimira Alekno sięgnęli po najwyższe laury zarówno w "Światówce", jak i w Pucharze Świata. Czy Rosjanie zdołali odbudować pełnię formy po nękających ich w trwającym sezonie kontuzjach, i czy będą w stanie powtórzyć sukces reprezentacji Związku Radzieckiego, która po raz ostatni stanęła na najwyższym stopniu olimpijskiego podium w 1980 roku w Moskwie? Równie dobrze, niespodziankę sprawić mogą przecież Serbia, Niemcy czy Tunezja. W wyścigu po najważniejsze siatkarskie trofeum, jak zaznacza Alan Knipe, "nie można nie brać kogoś pod uwagę".
* opracowała Magdalena Bojdo (PrzegladLigowy.com)
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.